Start Polecane UK: Zmiany w systemie szkół wyższych

UK: Zmiany w systemie szkół wyższych

2101
0

Niemal co trzeci brytyjski student pochodzi z zagranicy. W tym roku wszystkich uczniów szkół wyższych czekają duże zmiany. Największa z nich to wprowadzenie dwuletnich studiów.

Podczas niedawnego rządowego panelu dotyczącego edukacji przedstawiciele uniwersytetów narzekali, że kilku czołowych naukowców już wycofało się z planowanych na Wyspach badań z powodu Brexitu. W przypadku eksperymentów naukowych, które mogą trwać latami, potrzebne jest stabilne środowisko, które gwarantuje, że badania nie zostaną zawieszone – tłumaczono. Polskich studentów, których na brytyjskich uniwersytetach są tysiące, najbardziej interesuje jednak to, jakie będą ich prawa po przeprowadzeniu Brexitu. 19-letnia Kamila, którą w tym roku czeka matura międzynarodowa w warszawskim liceum, wstępnie rozważała anglistykę lub literaturę angielską na którymś z brytyjskich uniwersytetów. – Złożę papiery, a martwić się będę, jeśli się dostanę. Myślę, że będzie dobrze – przekonuje. Niektórych kandydatów na studia optymizm jednak opuścił. We wrześniu zeszłego roku podań z zagranicy było o 7 proc. mniej (dane UCAS) niż zwykle, a z niektórych krajów (np. z Irlandii) o 20 proc. mniej. Wszystko wskazuje na to, że potencjalni aplikanci obawiali się, że zainwestują w drogie studia, a po roku czy dwóch latach okaże się, że nie mogą ich skończyć. – Ja chyba zdążę skończyć studia, zanim cała ta sytuacja się rozwiąże. I tak cieszę się, że się na nie zdecydowałem. Brytyjski dyplom, póki co, jeszcze długo będzie ceniony w całej Europie i na świecie – uważa 24-letni Marcin, od dwóch lat studiujący grafikę komputerową w Kent.

Drogo i drożej

Poza przewidywanymi zawirowaniami politycznymi, studenci obawiają się jeszcze jednego. Pod koniec tego roku studia mogą nieco podrożeć, mimo że dla wielu uczniów i ich rodziców ceny i tak są już bardzo wysokie. Obecnie limit wynosi 9 tys. funtów rocznie – po zmianach będzie to mogło być nawet 13 tysięcy funtów. Podwyżka ma być uzależniona od inflacji, ale też jakości nauczania, perspektyw dla uczniów po studiach czy ilości przerabianego materiału. – A może by tak po prostu obniżyć czesne na gorszych uniwersytetach, zamiast podwyższać na lepszych – pytają na forach studenckich zdenerwowani uczniowie. Mimo to zmiana jest już pewna i zaplanowana na najbliższe cztery lata – póki co tylko w Anglii.

Najdroższe studia będą faktycznie różnić się od tych gorzej wycenianych, mają być bardziej innowacyjne i mają lepiej przygotowywać do pracy. Jedną ze zmian ma być otwarcie drzwi dla uniwersytetów prowadzonych przez firmy. Dzięki temu korporacje jak Google czy Facebook, które potrzebują setek inżynierów i specjalistów rocznie, będą mogły uczyć ich praktycznych umiejętności i „przejmować” od razu po studiach, zanim zrobi to konkurencja. Większa innowacyjność to też wprowadzenie szerszej oferty studiów on-line, a być może również szerszy wybór polskich uniwersytetów na Wyspach, których oferta dziś jest skromna. Dzięki unowocześnieniu całego systemu oświaty wyższej, wszystkie nowe szkoły będą sprawdzane pod kątem jakości i to na tej podstawie będzie im przyznawana licencja na kolejny rok. Ma to sprawić, że łatwiej będzie można rozróżnić anonimowe szkoły dające bezwartościowy dyplom od tych, za które ręczy państwo.

Ukłon w stronę uczniów

Najważniejszą zmianą ma być wprowadzenie studiów dwuletnich.

– Chcemy wprowadzić nowe, elastyczne sposoby nauczania. Studenci apelują o bardziej elastyczne grafiki, zajęcia, które da się pogodzić z pracą i życiem czy krótsze kursy, które pozwalają szybko znaleźć zatrudnienie. Rozumiem, że dla większości studia wciąż oznaczają trzy lub cztery lata, ale musimy pozostałym dać alternatywę – wyjaśnił Jo Johnson, minister szkolnictwa wyższego. Jednym z pierwszych, który zdecydował się na wprowadzenie takiego modelu jest Staffordshire University. Na jego stronie internetowej można przeczytać: – Przyspieszone, dwuletnie studia, to pełne doświadczenie uniwersyteckiego życia (…). Jednak w przeciwieństwie do trzyletnich studiów, tu musisz poświęcić tylko dwa lata. Dzięki temu możesz zaoszczędzić do 10 tys. funtów w kosztach utrzymania i czesnego – czytamy. Nauki ma nie być mniej, a jedynie ma być ona bardziej skondensowana. Niektórzy uważają, że to pierwszy krok do zabicia renomy brytyjskich uniwersytetów, a studia z zasady mają być czymś wyjątkowym i dlatego trzeba na nie poświęcić odpowiednio dużo czasu i wysiłku. Wielu uczniów przyjmuje jednak taką możliwość z ulgą i przyznaje, że to wymóg naszych czasów.

Student pracuje

– Kiedyś istniało „życie studenckie”, a te trzy czy pięć lat studiów było trochę przedłużeniem liceum – wspomina 52-letni Kazimierz, absolwent wydziału socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, dziś wykładowca w dwóch szkołach prywatnych w Warszawie i Łodzi. – Dziś jak patrzę na moich studentów, to widzę, że od pierwszego-drugiego roku większość musi pracować. I oczywiście utrzymywać mieszkanie, bo przecież nikt im już nie zagwarantuje miejsca w akademiku. Potem dochodzą staże i praktyki, bo pracodawcy oczekują od nich doświadczenia od razu po studiach. Można narzekać na dwuletnie uniwersytety, ale prawda jest taka, że wielu woli pewnie solidnie przysiąść i mieć szybciej z głowy, niż pięć lat chodzić na uniwersytet i marnować czas – zwraca uwagę. Choć Kazimierz opisuje rzeczywistość na polskich uniwersytetach, na brytyjskich pod tym względem jest podobnie. Obecnie na wielu wydziałach uczniowie mogą cieszyć się nawet czteromiesięcznymi wakacjami, a do tego długimi przerwami świątecznymi. Dla wielu przyjezdnych to tylko dodatkowy kłopot i wydatki, bo muszą wtedy wracać do swojego kraju. Inni są wtedy zmuszeni szukać pracy sezonowej, co opóźnia ich wejście na rynek pracy i rozpoczęcie kariery w branży, która ich interesuje.

Łatwiej się dostać

Rząd stara się też zwiększyć dostęp do szkół wyższych dla uczniów o mniejszych szansach na edukację. Dziś na najważniejszych uniwersytetach bogaci uczniowie wciąż są przyjmowani sześć razy częściej niż ich ubożsi koledzy; nadal widać też przewagę mężczyzn na wielu prestiżowych kierunkach. Aby zmienić tą sytuację ma powstać specjalna instytucja monitorująca, złożona z siedmiu placówek badawczych zebranych pod wspólną nazwą UK Research and Innovation body. Uczelnie będą zobowiązane przekazywać jej szczegółowe informacje o rasie, płci i socjoekonomicznym pochodzeniu uczniów, a także o ich postępach w nauce. Dzięki temu zostaną zidentyfikowane uczelnie, na których występuje taki problem. By wciąż otrzymywać rządowe dotacje, będą musiały postarać się zwiększyć szanse pozostałych uczniów na dostanie się do szkoły. – To nie brzmi najlepiej. Teraz nikt nie robi mi przykrości dlatego, że na przykład jestem Polakiem. Nie jestem pewien, czy chcę, żeby na korytarzu wisiała kartka z informacjami o tym, ile zarabiają rodzice, jaka jest moja rasa i od jak dawna jestem na Wyspach. Dla mnie to brzmi dziwnie. Chyba że to będą dane na wewnętrzny użytek uniwersytetu, ale w takim razie po co w ogóle są potrzebne – zastanawia się Marcin, student grafiki komputerowej z Kent. W teorii jednak program ma zapobiec faworyzowaniu dzieci z bogatych domów i zapewnić więcej miejsc na dobrych uniwersytetach dla imigrantów czy biedniejszej młodzieży.

Sonia Grodek

ŹRÓDŁOgoniec.com
PoprzedniOd kwietnia zmienia się podatek od środków transportu. Oto co należy wiedzieć
NastępnyJuż od kwietnia surowsze kary za przekroczenie prędkości w Wielkiej Brytanii