Start Wiadomości Czy grozi nam deportacja do Polski?

Czy grozi nam deportacja do Polski?

1591
0

W latach 2004-2017 deportowano ponad 6,5 tys. Polaków. Ta liczba może szybko wzrosnąć. Znając swoje prawa i obowiązku, w wielu przypadkach da się tego uniknąć.

Jeszcze do niedawna Polacy mogli spać spokojnie – nie groziła im deportacja. Były na nią narażone osoby, które w Wielkiej Brytanii były nielegalnie lub bez wizy. Druga grupa do deportacji to kryminaliści zza granicy i ich rodziny, ale większości Polaków to nie dotyczyło. Choć zdarzały się wyjątki – jak 48-letniego Mirosława, który w 2017 roku zgłosił się na policję po tym, jak pobił go właściciel jego mieszkania. Policjanci sprawdzili dokumenty i okazało się, że w latach 90. w Polsce kradł i miał problem ze służbą wojskową, za co jednak już odbył karę. Mimo to, policjanci zamiast pomóc, zamknęli go w ośrodku deportacyjnym, grożąc opuszczeniem kraju. Sprawę opisywał „Fakt”. 

Ekstradycja za kradzież kół od taczki

W latach 2004-2017 na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania deportowano ponad 6,5 tys. Polaków. Nakaz brzmi poważnie i kojarzy się z listem gończym wysłanym za najgroźniejszymi przestępcami. Tymczasem jest odwrotnie. – Procedury w ramach ENA są nierzadko źródłem frustracji osób im poddawanym, bowiem polskie władze nakazy wydają także wobec dość błahych i dawno popełnionych przestępstw, by wspomnieć sprawy dotyczące np. przekroczenia limitu na karcie kredytowej czy kradzieży koła od taczki. – wyjaśnia dr. hab. Witold Antoni Klaus w swojej pracy „Doświadczenia Polaków deportowanych z Wielkiej Brytanii wobec kontaktu z wymiarem sprawiedliwości”. Zdarzało się, że niczego nieświadomy Polak był zatrzymywany do kontroli drogowej, a następnie aresztowany przez kilku oficerów Scotland Yardu jako groźny bandyta i odsyłany do Polski. Na miejscu okazywało się, że…nie zapłacił przed laty jednego rachunku. Możliwe więc, że to właśnie takie nieszczęście miał pan Mariusz, o którym kilka lata lat temu pisał „Fakt”.

Konsekwentna polityka migracyjna?

Wydalenia „niechcianych” migrantów są obecnie jednym z kluczowych elementów polityki wielu państw członkowskich Unii Europejskiej wobec nie-obywateli. Kwestia zachowania (czy też przywrócenia) kontroli nad swoimi granicami przez rząd Wielkiej Brytanii była jednym z kluczowych zagadnień referendum w sprawie Brexitu w 2016 roku. – pisze dalej Klaus sugerując, że takie przypadki mogą zdarzać się coraz częściej ,a ENA stanie się dobrym pretekstem do deportacji. Zresztą już teraz widać, że z roku na rok deportowanych Polaków przybywa – w 2017 roku na tej podstawie „usunięto” 622 polskich obywatelki. Jak podawała niedawno „Rzeczpospolita”, Wielka Brytania jest największym partnerem Polski pod tym względem. Drudzy są Niemcy, z których w zeszłym roku „przymusowy powrót” czekał 400 osoby. 

Nadużywanie ENA to też polski problem

Z jednej strony widać w tym konsekwentną politykę imigracyjną. Jednak nawet brytyjskie służby zwracały już uwagę na drugą stronę medalu: polskie sądy nadużywają prawa do wydawania ENA, który w teorii miał służyć do ścigania groźnych przestępców. Ofiarą padają nawet Brytyjczycy, jak Patrick z Dartford, który 10 lat temu został deportowany do… Polski. Okazało się, że podczas wakacji nad Wisłą podejrzenie policjantów wzbudziło ubezpieczenie jego samochodu. Puścili go wolno, jednak z nakazem aresztowania. Zdziwił się, gdy po powrocie do ojczyzny po kontroli drogowej trafił do aresztu, a następnie został deportowany do Polski (na miejscu okazało się, że musiał tylko zapłacić standardową grzywnę). Jeśli gorliwość brytyjskich służb po Brexicie jeszcze się zwiększy, na podobnej podstawie deportowane mogą być tysiące Polaków. Szansą mogłyby być zmiany w wydawaniu Europejskiego Nakazu Aresztowania ze strony polskich rządzących, ale trudno spodziewać się, by wprowadzili je tylko z uwagi na zbliżający się Brexit.

Verhofstadt twierdzi, że masowych deportacji nie będzie

Teraz jednak nie tylko ci, którzy lata temu nie zapłacili odsetek za kartę kredytową, będą mieli się czego obawiać. Jeśli i Polacy mają aplikować o wizy czy prawo pobytu, to nawet osobom, które nigdy nie popełniły przestępstwa, może grozić deportacja. Trudno dziwić się zdenerwowaniu tysięcy osób, które co chwilę słyszą kolejną wersję stanowiska rządu. Najpierw: że kto nie złoży wniosku o status osiedlonego w terminie, ten będzie miał szansę naprawić błąd. Później – że wyrzucony zostanie każdy, poza np. inwalidami czy dziećmi, których rodzice nie złożyli za nie wniosku na czas. Teraz już mówi się, że nie będzie automatycznego deportowania tych, którzy zagapili się i nie złożyli wniosku. Tak twierdzi koordynator Brexitu w Unii Guy Verhofstadt, który rozmawiał na ten temat z sekretarzem ds. Brexitu Stevem Barclay’em. Wszystko wskazuje na to, że znów obowiązuje stara wersja: aplikować trzeba, ale kto nie mógł, ten będzie miał czas, żeby to nadrobić.

Jak ubiegać się o status osoby osiedlonej

Wnioski o status osoby osiedlonej można składać do końca roku, ale jeszcze do 30 czerwca 2021 urzędnicy będą przymykali oczy na zaniedbanie formalności. Kto nie zaczął tego robić do tej pory, powinien jednak zbierać wszystkie dokumenty poświadczające jego prawo i długość pobytu w kraju. Warto pilnować też pozostałych formalności; np. jeśli nie uda się złożyć wniosku przez pobyt w szpitalu, to lepiej mieć o tym zaświadczenie, a jeśli przez pobyt za granicą, to warto zachować bilety. Większość osób nie będzie musiała ich okazywać, a niektórym wystarczy sam numer NIN. Aplikacja odbywa się on-line, a na decyzję trzeba poczekać około tygodnia. Czas ten może wydłużyć się do miesiąca, jeśli urzędnicy będą potrzebowali więcej informacji. Przypomnijmy, że na Wyspach legalnie będzie mógł zostać ten, kto nieprzerwanie mieszkał tu przez 5 wcześniejszych lat i ma na to dowód. Komu nieco brakuje do tego stażu, może dostać pre-settlement status i uzupełnić dokumenty, gdy przekroczy próg pięciu lat.

Można zatrzymać wydalenie z kraju

Prawnicy twierdzą, że Polacy niestety bardzo często nie znają swoich praw i zaniedbują dopełnienie formalności. Uczula o tym na swojej stronie adwokat Judyta Kasperkiewicz. – Zwykle najlepszym rozwiązaniem dla osób „zagrożonych” deportacją może być ubieganie się o Permanent Residence, zatrudnienie lub samozatrudnienie, a w razie wydania decyzji o deportacji dobrowolne opuszczenie Wielkiej Brytanii (co skutkuje krótszym okresem zakazu wjazdu). Wszyscy powinni pamiętać o przysługujących prawach w postępowaniu przed Urzędem Imigracyjnym (Home Office) i możliwości odwołania się od decyzji deportacyjnych.  – podaje kilka różnych scenariuszy postępowania. Wynika z tego, że w większości przypadków najpierw do Polaka dotrze prośba o opuszczenie kraju, potem ostrzeżenie, a dopiero później groźba deportacji. Jeszcze wcześniej można walczyć o poprawę swojej sytuacji, np. szukając stałej pracy. Jak więc widać, choć deportacja może przytrafić się teoretycznie niewinnej osobie, w większości przypadków los Polaków jest w dużej mierze w ich rękach. Pomijając pomyłki i znalezienie się „w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie”, na nikogo decyzja o deportacji nie powinna spaść „jak grom z jasnego nieba:

Bezdomni do deportacji?

W dość trudnej sytuacji po Brexicie może znaleźć się nawet kilkuset polskich bezdomnych żyjących na ulicy Londynu czy Manchesteru. Nimi też od jakiegoś czasu intensywniej interesują się służby. Kasperkiewicz przywołuje ciekawy przypadek dwóch polskich i jednego łotewskiego bezdomnego, którym 2017 roku nakazano opuszczenie kraju. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Ten orzekł, że obywateli Unii nie można wyrzucać tylko za to, że nie ułożyło im się życie i wylądowali na ulicy. Co więcej, zwrócił uwagę, że bezdomni nie mają szans odebrać listu nakazującego opuszczenie kraju ani zdobyć informacji o swoich prawach. W związku z tym mogą nawet starać się o odszkodowanie za nieprzyjemną sytuację, w jakiej postawiły ich brytyjskie służby. To jednak zdarzyło się przed 2021 roku. Można sobie wyobrazić, że później takie osoby będą jednak trafiały do centrum deportacyjnego. Już teraz warto o tym informować znajome bezdomne osoby. Jeśli chcą mieć szansę na legalne pozostanie w kraju, powinny szybko poprawić swoją sytuację i spróbować aplikować o status osoby osiedlonej. W najgorszym razie powrót do Polski na własnych warunkach, po wcześniejszym przygotowaniu, będzie psychicznie łatwiejszy, niż nagła deportacja.

Połowę wniosków o deportację cofnięto

Zatrzymanie w związku z deportacją to dla większości osób szok. Trzeba wówczas szybko działać. Na etapie ostrzeżenia o wydaniu Europejskiego Nakazu Aresztowania czy podejrzenia o nielegalne przebywanie na Wyspach warto szybko udać się do prawnika. Na Wyspach są nawet darmowe poradnie, w których można uzyskać podstawową pomoc.  Od spraw imigracyjnych można się odwoływać. Wiele osób nie rozróżnia deportacji od nakazu opuszczenia kraju i nie wiedzą, jak udowodnić, że należy im się prawo do pozostania na Wyspach. Na stronie biura imigracyjnego (OISC) znaleźć można wyszukiwarkę adwokatów imigracyjnych z okolicy – zarówno pobierających wynagrodzenie, jak i działających charytatywnie.

Połowa wydanych przez Home Office w 2018 roku nakazów wyjazdu została anulowana, a połowę z tych anulowanych cofnięto na mniej niż dzień przed planowaną deportacją. Z jednej strony to pocieszające, bo taka decyzja może być zwykłą pomyłką. Z drugiej przeraża, że każdy może trafić nagle w tryby maszyny. Najgorsze, co można zrobić, to zignorować list z urzędu lub przeczytać go niedokładnie, a przy słabej znajomości angielskiego nie jest to trudne. Prawnicy zajmujący się sprawami imigracyjnymi doskonale poruszają się w gąszczu przepisów i mogą znaleźć wyjście z sytuacji. 

Wyjazd i… szybki powrót?

Adwokat Damian Tomanek na stronie swojej kancelarii opisuje ciekawy przypadek Polaka z Holandii, z jakim miał do czynienia. Na podstawie ENA chciano go deportować za oszustwa finansowe, jakich dopuścił się kiedyś w Polsce. Przed Polakiem była wizja wieloletniego więzienia i utraty wszystkiego, co budował za granicą. Adwokatowi udało się zmniejszyć karę z 4 do 2 lat więzienia. Następnie wystąpił o gwarancję odbywania kary w… Holandii. Sąd przychylił się do wniosku, a Polak dostał karę w trybie dozoru elektronicznego. Dalej może więc pracować i żyć niemal tak samo, jak przed wydaleniem z kraju. To akurat przypadek kogoś, kto faktycznie miał coś na sumieniu, ale pokazuje on, że nie wszystko jest stracone nawet,  gdy pozornie sytuacja wydaje się beznadziejna.

Obecne reguły zakładają, że osoba, która została deportowana, nie powinna wracać przez 10 lat. Ci, którzy przekroczyli czas trwania swojej wizy, ale kraj opuścili legalnie, nie mogą wrócić przez 1-3 lata, a osoby, które wyjechały dopiero po upomnieniu – po pięciu latach. Przy takich regułach osoba, która wyjedzie dobrowolnie, już po roku będzie mogła wrócić na Wyspy. Jeśli jednak dojdzie do deportacji, a prawnik nie pomoże, to na dekadę trzeba będzie zapomnieć o dawnym londyńskim życiu.

Czy Nakaz Aresztowania zadziała?

Warto zwrócić uwagę na paradoks: po Brexicie Europejski Nakaz Aresztowania może być już w Wielkiej Brytanii nieważny, bo… obowiązuje on tylko na terenie Unii. Łatwo wyobrazić sobie związany z tym chaos. Może policjanci i inne służby w ogóle nie będą mogli już sprawdzać danych w takiej bazie? Trudno powiedzieć. Być może służby poszczególnych krajów jednak szybko dogadają się w sprawie ENA, by nie utrudniać ekstradycji poszukiwanych.

Jak wygląda procedura imigracyjna

Po zapadnięciu decyzji o deportacji w sprawach imigracyjnych raz na 2-4 tygodnie trzeba odwiedzać urząd imigracyjny. Na minimum 3 dni przed deportacją pocztą przyjdzie list w języku zrozumiałym dla nielegalnego imigranta wyjaśniający mu sytuację. Może się okazać, że musi czekać na wyjazd w ośrodku deportacyjnym. Ma tam prawo do wyjścia za kaucją, przyjmowania gości, kontaktowania się ze światem zewnętrznym i zachowania swoich rzeczy osobistych, choć wiele osób o tym nie wie. Kobiety w ciąży czy osoby poważnie chore nie powinny trafiać do ośrodka deportacyjnego, a jeśli do niego trafią, to mogą prosić o wyjście za kaucją. Natychmiastowa deportacja „z ulicy” lub zatrzymanie z marszu w ośrodku deportacyjnym grozi głównie tym, którzy mają przestępczą przeszłość i jest podejrzenie,  że nie stawią się z własnej woli. Po wyjeździe ich rzeczy nie przepadają, ale warto wcześniej zastanowić się, komu powierzyć sprzedaż nieruchomości na Wyspach czy wysłanie rzeczy do Polski. Opisany scenariusz obowiązuje obecnie osoby spoza Unii Europejskiej. Trzeba być na niego gotowym, ale jest szansa, że w przypadku obywateli Unii warunki będą nieco łagodniejsze i obejdzie się bez np. ośrodka deportacyjnego. Brytyjski rząd cały czas musi się liczyć z tym, że w przypadku chłodnego traktowania „nielegalnych” Polaków na Wyspach, równie zimny prysznic może czekać również Brytyjczyków w Hiszpanii czy w Polsce.

Co czeka Polaków po powrocie nad Wisłę?

Od przyszłego roku Polacy mogą być więc deportowani z dwóch powodów: rzeczywistej lub naciąganej kryminalnej przeszłości lub w związku ze sprawami emigracyjnymi: niedopatrzeniem we wniosku czy przebywaniem w kraju bez wizy. Co potem? Jeśli wrócą do kraju z powodów wizowych czy proceduralnych, nic nie zapowiada, by czekały ich nieprzyjemności ze strony polskich władz. Podobnie jak dziś, gdy Polak zostaje zawrócony z amerykańskiej czy australijskiej granicy. Takich osób zawróconych z Heathrow czy Gatwick może zresztą przybywać, jeśli zostanie wprowadzony zapowiadany punktowy system imigracji. Jak podaje „Polityka”, wymaganej liczby punktów nie zdobyłoby 70 proc. mieszkańców Unii. Na Wyspach przydać się mają tylko dobrze wykształceni przedstawiciele konkretnych zawodów.

Jeśli natomiast ktoś zostanie wysłany do Polski w związku z nakazem aresztowania, to wszystko zależy od jego sprawy. Dla wielu będzie to oznaczało prawdopodobnie najwyżej konieczność zapłacenia starego mandatu. W gorszej sytuacji są ci, którzy wyjechali na Wyspy wiele lat temu w związku z problemami w kraju. Może się okazać, że po powrocie czeka na nich wyrok czy komornik. Czasem jednak takie stare sprawy się przedawniają, szczególnie, jeśli dana osoba nie ma w Polsce żadnych dóbr materialnych i prawie tu nie bywała. Ci, którzy mają wiedzę o nieuregulowanych sprawach z przeszłości, dobrze zrobią, starając się je wyprostować. W chwili ewentualnego powrotu do Polski może się to przydać.

Czy system stanie się bardziej wydolny?

Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednym. Jak podają media, obecnie 7300 kryminalistów, którym nakazano opuszczenie kraju, wciąż w nim przebywa. Są wśród nich zabójcy, dilerzy narkotykowi i inni przestępcy. Nie mogą wprawdzie podjąć pracy w sektorze publicznym czy liczyć na zasiłki, ale nie wychylając się, żyją często latami nie niepokojeni przez policję.

Można sobie wyobrazić, że już teraz mało wydolny system, po wprowadzeniu danych kilku czy kilkunastu tysięcy nowych kandydatów do deportacji, będzie działał jeszcze gorzej. Jednak dla kogoś, kto chce legalnie pracować w kraju, to małe pocieszenie, że deportacja będzie mu groziła tylko na papierze. 

Liczba deportowanych obywateli UE

2013 – 2120
2015 – 3435
2016 – 4240
2017 – 5301

ŹRÓDŁOgoniec.com
PoprzedniRada Southampton wybudowała więcej niż zaplanowano domów w ubiegłym roku
NastępnyJeremy Hunt oskarża Borisa Johnsona