Start Brexit Czego spodziewać się po nowym premierze?

Czego spodziewać się po nowym premierze?

481
0

Kilka lat temu nawet najwytrawniejsi obserwatorzy brytyjskiej polityki nie przewidzieliby, że w krytycznym dla Wielkiej Brytanii czasie w fotelu premiera zasiądzie Boris Johnson.

Tuż po zaprzysiężeniu media prześcigały się w wyliczaniu jego wpadek i skandali. Nie chodzi o jedno czy dwa zdarzenia z przeszłości, lecz o cała serię wypowiedzi i gaf, które są jego znakiem rozpoznawczym. Nie trzeba daleko szukać, bo najświeższy skandal miał miejsce zaledwie tydzień przed objęciem nowej funkcji. Policja została wezwana do mieszkania jego o 25 lat młodszej dziewczyny po tym, jak sąsiedzi skarżyli się nad ranem na odgłosy awantury. Od skandalu zaczęła się zresztą kariera premiera, bo z pierwszej pracy w The Times został zwolniony za…zmyślanie w artykułach. Później były rasistowskie wypowiedzi, a nawet nagrana rozmowa, w której planował z kolegą pobicie jednego z dziennikarzy. Nie wiadomo nawet, ile ma dzieci, bo nie komentuje doniesień o tych, które pochodzą z nieprawego łoża.

Podobny do Trumpa?
Biorąc to wszystko pod uwagę, nasuwa się pytanie: jak to możliwe, że ktoś taki został premierem? Odpowiedź jest banalna. Mimo wszystko ludzie go lubią. Jest naturalny, dowcipny i ma charyzmę, a w świecie ceniącym showmanów to już sporo. W partyjnych wyborach miał niemal o połowę więcej głosów niż najsilniejszy konkurent. Media widzą natomiast podobieństwo do Donalda Trumpa. I nie chodzi tylko o fryzurę. – Obaj to głośne duże dzieci z romansami i skandalami na koncie. Na ich sukcesy zawodowe złożyły się po trochu dobre urodzenie, bezwzględny oportunizm i ślepa autopromocja, chętnie podchwytywane przez głodne sensacji środowisko medialne. Łączy ich „nieortodoksyjne” podejście do polityki i to, że mówią prawdę prosto z mostu.- podsumowuje The Guardian.
I choć niektóre podobieństwa widać na pierwszy rzut oka, chyba trudno będzie mówić o prawdziwym pokrewieństwie dusz obu panów. O nieokrzesanym Trumpie wykształcony na Uniwersytecie Eton i w Brukseli Johnson za czasów prezydentury w Londynie mówił, że jest „niewyobrażalnym ignorantem”. 

Tajemniczy doradca
W sytuacji ciągnącego się latami galimatiasu wokół Brexitu ostre stanowisko Borisa Johnsona na wielu robi wrażenie. Wymiana dużej części gabinetu politycznego daje nadzieję, że faktycznie chce ruszyć do przodu. Choć i tu nie obyło się bez kontrowersji. Bezpieczeństwem i imigracją w jego gabinecie zajmie się polityk, którą kilka lat temu zwolniono za odbywanie nieoficjalnych spotkań z przedstawicielami obcych rządów. Doradcą premiera został Dominic Cummings, tajemniczy strateg polityczny, który zdążył obrazić niemal wszystkich ważnych polityków. Podobno to jemu zawdzięczamy referendum w sprawie Brexitu. Na polskim podwórku można go porównać do słynnego Piotra Tymochowicza, który stał kiedyś za wizerunkiem Andrzeja Leppera, a później doradzał Januszowi Palikotowi. Taka postać tak wysoko w rządzie – to budziłoby duże zdziwienie nad Wisłą, nie mówiąc o konserwatywnej  i dotychczas dystyngowanej polityce brytyjskiej.

Brexit za 99 dni
Wyposażony w takich doradców Boris Johnson zapowiedział, że „co by się nie działo”, doprowadzi do wyjścia z Unii w ciągu 99 dni od objęcia urzędu, czyli najpóźniej w Halloween. Podobno już po kilku dniach rozmawiał z Angelą Merkel i innymi ważnymi politykami o tym, jak uniknąć granicy pomiędzy Wielką Brytanią a Irlandią Północną, co jest głównym minusem wcześniejszego projektu Theresy May. Pierwsze komentarze ważnych polityków z Irlandii czy Francji nie pozostawiają jednak złudzeń: manipulacje przy projekcie granicy się nie opłacą. Nie ma na nie ich zgody.

Będzie nowy rząd?
Można w tej sytuacji przypuszczać, że zmiana twarzy na czele rządu nie przyniesie przełomu, a nieobliczalne wolty premiera mogą jedynie jeszcze bardziej przybliżyć nas do scenariusza no-deal Brexitu – wyjścia bez żadnego porozumienia. Komentator The Economist pisał ostatnio, że partyjni koledzy mogą być zmuszeni obalić premiera i wybrać kogoś bardziej przewidywalnego, gdyby kraj niebezpiecznie zbliżał się do takiego scenariusza. Z kolei w The Guardian zapowiadano, że nie da się wykluczyć wcześniejszych wyborów.

Problemy wewnątrz i na zewnątrz
Wszystko to w sytuacji przełomowej dla Zjednoczonego Królestwa. W przededniu wyjścia z Unii w kraju robi się coraz bardziej gorąco. Pojawiają się głosy o kolejnym referendum w Szkocji i Irlandii Północnej, których mieszkańcy mają wrażenie, że zostali wciągnięci w wielką politykę bez swojej zgody. W Parlamencie Europejskim najwięcej głosów zdobyła partia Nigela Farage, którego jeszcze kilka lat wcześniej uważano za radykała z politycznego marginesu, tak egzotycznego, że większość polityków z wiodących partii nie chciała nawet przebywać w tym samym studiu, co on. Wszystko to sprawia, że mit silnej i przewidywalnej Wielkiej Brytanii upada. Spontaniczny oryginał w fotelu premiera dodatkowo wzmacnia to wrażenie. 

Sprawa brytyjskiego tankowca
A to nie jedyne brytyjskie problemy. Siły Iranu na międzynarodowych wodach zatrzymały ostatnio brytyjski tankowiec Stena Impero z 23. członkami załogi na pokładzie. Miało chodzić o kolizję z irańskim kutrem rybackim, ale zdaniem Brytyjczyków to raczej kara za ostatnią krytykę Zachodu wobec Iranu, której elementem była zresztą również konferencja bliskowschodnia w Warszawie kilka miesięcy wcześniej. W efekcie kolejne płynące tamtędy brytyjskie tankowce były już eskortowane przez Royal Navy. Zażegnanie konfliktu będzie wymagało umiejętnej dyplomacji. Nic dziwnego, że nawet niektórzy z tych, którym Johnson wydaje się sympatyczny, zastanawiają się, czy w tak poważnej sytuacji na świecie i w kraju jest to najlepsza osoba na tym stanowisku. 

Kto zamiast Johnsona?
Lepszego kandydata jednak nie widać.  Theresa May miała już swoją szansę. Najsilniejszy konkurent Johnsona Jeremy Hunt nie wzbudza zbyt dużych emocji, a swoja kampanię zaczął na tyle późno, że nawet koledzy z partii nie byli pewni, czego mogą się po nim spodziewać. Pozostali byli za słabi, by poważnie zagrozić wygranemu. 
Pozostaje jeszcze ulubieniec młodych i zbuntowanych, czyli polityczny przeciwnik Johnsona z Partii Pracy. Jeśli chodzi o życie prywatne, to prezentuje się podobnie –  miał trzy żony, z których obecna jest o 20 lat młodsza od niego. Jeremy Corbyn zapowiada, że zmierzy się ze słynnym konserwatystą w wyborach. Nie pomogą mu najnowsze doniesienia o antysemickim klimacie w Partii Pracy, z którym władze partii nie zrobiły zbyt wiele. Złośliwi wypominają też Corbynowi wiek. Ma dziś 70 lat, a najbliższe wybory dopiero w 2022 roku. Znów odwołując się do polskiej polityki, można przywołać przykład urodzonego w tym samym roku co lider Labourzystów Jarosława Kaczyńskiego. Już kilka lat temu zrezygnował z ubiegania się o najważniejsze funkcje w państwie, tłumacząc to wiekiem i chęcią dania szansy młodszym.

Koniec dwupartyjności?
Na razie Wielka Brytania wciąż na całym świecie uważana jest za symbol systemu dwupartyjnego. Czy wciąż słusznie? Jeśli niepokój na scenie politycznej się utrzyma, wyniki najbliższych wyborów mogą zaskoczyć. Poparcie dla konserwatystów i laburzystów stopniowo spadało od kilkudziesięciu lat. Jeszcze w listopadzie na jedną lub drugą partię głos chciało oddać po 40 proc. wyborców. Dziś – tylko ok. 26-27 procent. Tymczasem poparcie dla Brexit Party i mało znaczących wcześniej liberalnych demokratów sięga już prawie 20 procent. To może dziwić, zważywszy, że lidera Brexit Party (a wcześniej UKIP) nad Wisłą porównuje się pod względem stylu i poglądów do Janusza Korwin-Mikke, który w wyborach chyba nigdy nie uzyskał więcej niż kilka procent głosów.
Zakończenie brexitowej sagi może przynieść stabilizację nastrojów i powrót do starych sympatii politycznych. Chyba, że efekt opuszczenia Unii wyjątkowo nieprzyjemnie zaskoczy wyborców.

Co z tą Polską?
Na razie warto zadać sakramentalne pytanie: jak nowy premier wpłynie na  sytuację mieszkających na Wyspach Polaków?  Co myśli o naszym kraju? Tu możemy być spokojni. Tuż po referendum mówił z okazji Polsko-Brytyjskiego Forum Belwederskiego – Chcę tylko jeszcze raz potwierdzić to, co już mówiliśmy. Prawa całej Unii Europejskiej, oczywiście włączając w to milion Polaków, będą chronione i przestrzegane przez brytyjskie prawo – powiedział, dodając w naszym języku: “dziękuję” i “kocham Cię Polska”. W czasie pierwszego przemówienia po objęciu funkcji powtórzył tą deklarację. Jeśli chodzi o promyki nadziei, na razie to musi wystarczyć w coraz bardziej mglistym pejzażu brytyjskiej sceny politycznej