Start Wiadomości Zwierzęta odnalezione po latach

Zwierzęta odnalezione po latach

382
0

– Pewnego dnia wyszedł z domu i zniknął. To niesamowite, że w końcu nasze drogi znów się zeszły – nie kryła wzruszenia Rachel Wells, która po… 14 latach odnalazła swojego kota Snitcha.

lack Country Living Museum w Dudley. Osoby odwiedzające to miejsce przyzwyczaiły się już do widoku kota, paradującego wokół rozsianych po okolicy historycznych budynków. I nic dziwnego, gdyż Tiger mieszka tu od 12 lat.

– Kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy ukrywał się pod kawałkiem drewna. Dałem mu wtedy trochę mojego lunchu i od tego czasu zawsze wracał. Bardzo się ze sobą zżyliśmy, nie wyobrażam sobie życia bez niego – mówi Roger Colbourne, od 27 lat zatrudniony w zespole serwisowym muzeum. Mężczyzna przygarnął futrzaka, a ten każdego ranka czekał na niego przed bramą wejściową.

Tigera polubili również inni pracownicy placówki, tym bardziej, że dał się poznać jako niestrudzony łowca myszy. Kot przez lata nie chorował, ale w końcu 70-letni Colbourne wybrał się z nim na badania do weterynarza, a te wykazały obecność mikroczipu pod skórą zwierzaka. Po jego zeskanowaniu okazało się, że Tiger kiedyś należał do Rachel Wells i nazywał się Snitch.

Informacja o odnalezieniu dawnego pupila bardzo ucieszyła kobietę. 33-latka, pracująca jako pielęgniarka w klinice weterynaryjnej White Cross Vets w Wolverhampton, przyznała, że po raz ostatni widziała swojego 18-miesięcznego wówczas kota w 2003 roku, kiedy wychodził z domu. Potem przepadł jak kamień w wodę. Zrozpaczona Rachel spędziła wiele miesięcy na jego poszukiwaniach, ale nie dały one rezultatu. W końcu straciła nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek go zobaczy, jednak pomimo tego, iż od tamtej pory trzykrotnie zmieniała miejsce zamieszkania, zawsze, na wszelki wypadek, uaktualniała swoje dane kontaktowe w systemie czipowym.

I, jak się okazało, miała rację. Przez pierwsze dwa lata po zaginięciu kot prawdopodobnie błąkał się po różnych miejscach, aż wreszcie trafił do Black Country Living Museum, które – traf chciał – znajduje się zaledwie kilka domów od obecnego lokum Wells.

– Kiedy po tylu latach dostałam informację o odnalezieniu Snitcha, nie mogłam w to uwierzyć, tym bardziej, że mieszka praktycznie o rzut beretem ode mnie. To ogromna ulga wiedzieć, że jest bezpieczny i ma się dobrze – twierdzi 33-latka, przyznając, że kot jest tak zadowolony z życia ze swoim nowym panem, że nie zamierza ich rozdzielać. – Roger ma go znacznie dłużej niż ja i bardzo się ze sobą zżyli. Mój dawny towarzysz nie mógł sobie znaleźć lepszego opiekuna – dodaje.

Nawigacja Garfielda

Snitch, czyli Tiger, ostatecznie spadł na cztery łapy. Podobnie rzecz się miała z inną kocią zgubą, która odnalazła się na budowie w mieście Taunton, w hrabstwie Somerset, 75 mil od swojego poprzedniego miejsca zamieszkania. Figaro miał się całkiem dobrze. Jak się tam znalazł – nie wiadomo, w każdym razie był pupilkiem okolicznych robotników, z którymi mocno się zbratał.

Biały dachowiec, z czarną łatką na głowie, zniknął w 2008 roku z domu w Plymouth. Jego właściciele Denise i Julian Brooks po bezskutecznych poszukiwaniach sądzili, że ich pupila mogło spotkać najgorsze, tymczasem po ośmiu latach kot się odnalazł cały i zdrowy, a jego przeszłość wyszła na jaw dzięki mikroczipowi, jaki miał wszczepiony pod skórą.

– To było zupełne zaskoczenie, kiedy otrzymałam telefon z Plymouth UK Pets Lost and Found z informacją, gdzie obecnie znajduje się Figaro – mówi Denise Brooks (49), która małego kociaka kupiła jako prezent dla swojej 5-letniej wówczas córki Aishy. Ta ostatnia, obecnie nastolatka, słysząc, że ponownie się z nim spotka, nie kryła emocji.

Na miejscu okazało się, że Figaro jest w bardzo dobrym stanie fizycznym i psychicznym. Po powrocie do domu zastał tam dwa inne koty, z którymi szybko się zaprzyjaźnił. Razem z Blackcurrantem i Felixem dziś tworzą zgrany tercet.

– W końcu wrócił tam, gdzie jest jego miejsce. Zaczął życie z nami i mamy nadzieję, że je z nami zakończy – mówiła uradowana Denise Brooks.

Wielkiej radości nie ukrywała także Julie Calder, która po siedmiu latach odzyskała ukochanego Garfielda. Ten rudy kocur wyszedł ze swojego domu w Bridgend w południowej Walii w 2008 roku i ślad po nim zaginął. Prawdopodobnie zaszwankował jego system nawigacyjny, gdyż niebawem wrócił, tyle że zakotwiczył w innym domu w tej samej okolicy.

Przygarnęła go mieszkająca tam rodzina, która sądziła, że ma do czynienia z bezpańską przybłędą, ale z czasem zdecydowała się go oddać do Cats Protection Bridgend Adoption Centre. Dzięki mikroczipowi udało się namierzyć prawowitą właścicielkę Garfielda, pomimo starego adresu, jaki w nim figurował. Julie Calder przyjechała, żeby odebrać cudem odnalezionego kota pełna niepewności co do jego reakcji, gdyż pracownicy placówki twierdzili, że czworonóg jest nieprzystępny i w złym humorze. Jednak na widok swojej pani wyraźnie się ożywił i zaczął merdać ogonem.

– Julie wzięła go na ręce, podniosła do góry, na co Garfield nam nie pozwalał, a on zaczął lizać ją po twarzy. To niesamowite wrażenie być świadkiem takiego spotkania – podkreśliła Sue Dobbs, menedżerka centrum.

9-letni zwierzak znów zamieszkał z Julie, tym razem w jej nowym domu w Cardiff. – Jestem niesamowicie szczęśliwa mając go ponownie przy boku, chociaż muszę przyznać, że zrobił się dużym psotnikiem. Nigdy nie przestałam o nim pamiętać, ciągle myślałam gdzie się podziewa – dodała uradowana.

Według szacunków, każdego roku w Wielkiej Brytanii ginie tysiące kotów i niemal co drugi nigdy nie wraca do swoich właścicieli. Cats Protection’s Bridgend Adoption Centre jest częścią sieci ponad 250 prowadzonych przez wolontariuszy oddziałów i 31 centrów adopcyjnych, które rocznie pomagają ponad 194 tysiącom kotów.

Detektywi na tropie

– Podstawą sukcesu jest szybkość działania, zdecydowanie i profesjonalizm. Pracujemy siedem dni w tygodniu, na terenie całej Wielkiej Brytanii, a nasza infolinia jest czynna codziennie, 24 godziny na dobę. W ubiegłym roku 80 procent prowadzonych przez nas spraw zostało rozwiązanych – czytamy na stronie internetowej Animal Search UK, firmy zajmującej się poszukiwaniem zaginionych zwierząt.

W 1999 roku wprowadziła ona jako pierwsza na Wyspach Missing Pet Search Team, specjalny zespół zwierzęcych detektywów. Każdy jego członek przeszedł specjalistyczne szkolenie prowadzone przez Toma Watkinsa, mającego na koncie 18-letni staż pracy w wydziale dochodzeniowo-śledczym brytyjskiej policji. Wielu pracowników grupy to byli policjanci i żołnierze.

Animal Search UK zajmuje się poszukiwaniem różnych gatunków zwierząt, szczególnie specjalizując się w odnajdywaniu kotów i psów. Właśnie tych czworonogów dotyczy najwięcej zgłoszeń, chociaż detektywi, operujący zarówno na obszarach miejskich, jak i wiejskich, tropili też fretki, a nawet egzotyczne ptaki. To jedyna tego typu firma na Wyspach, której pracownicy są wyposażeni w specjalne, służbowe uniformy i dysponują oznakowanymi samochodami. – Wiele osób, które straciły swojego pupila, mówi nam, że niewiedza na temat tego, co się z nim stało, jest najgorszą rzeczą, jaka może się przytrafić. Bo nawet złe wiadomości są lepsze, niż życie w niepewności. My, poza prowadzeniem poszukiwań, udzielamy porad jak robić to na własną rękę. Oferujemy również profesjonalnie wykonane ulotki oraz plakaty dotyczące zaginionego zwierzęcia, dostępne już następnego dnia po zgłoszeniu – tłumaczą przedstawiciele firmy, dodając, że często świadkowie z różnych powodów nie chcą zgłaszać informacji właścicielom i dzwonią bezpośrednio do firmy jako dużej, cieszącej się zaufaniem instytucji.

Każdego członka Animal Search UK łączy jedna wspólna rzecz – wszyscy mają zwierzaka, który jest częścią ich rodziny. – Dlatego dobrze wiemy, ile wasi pupile dla was znaczą – zapewniają.

Językiem po twarzy

Minęło sześć lat, a w tym czasie bardzo dużo się zmieniło. Szczęśliwie odnaleziona suczka rasy Patterdale Terrier, o imieniu Mitzy, wróciła do domu w którym zastała nowych domowników. I to ilu. Jej właścicielka Cheryl McCabe (32) oprócz 7-letniego obecnie Elliota, wychowuje także trzech swoich młodszych synów – Charlie’ego (5), Harry’ego (3) oraz Freddie’ego (1). Pod jednym dachem mieszkają również partner kobiety, dwa psy oraz papuga.

– Cieszę się, że Mitzy w końcu jest z nami. Opiekowałam się nią przez siedem lat, od czasu kiedy była 5-miesięcznym szczeniakiem, dlatego bardzo przeżyłam jej stratę. Wtedy media społecznościowe nie były jeszcze tak popularne, a co za tym idzie również możliwości nagłośnienia sprawy, więc wszystko co mogłam zrobić to rozwieszać ogłoszenia i pytać ludzi w okolicy. Ale to nic nie dało – przyznaje Cheryl.

Mitzy zniknęła z ogrodu przylegającego do jej rodzinnego domu w Middlesbrough w 2011 roku, a ostatnio została znaleziona wałęsająca się w pobliżu miasta Thrisk, w hrabstwie Nort Yorkshire. Stamtąd zabrano ją do Skeldale Veterinary Centre, znanej kliniki, gdzie kręcona jest telewizyjna seria „The Yorkshire Vet”. Na podstawie informacji zapisanych w mikroczipie weterynarz Julian Norton oraz pielęgniarka Zoe Jackson uruchomili zwierzęcego detektywa, zlecając mu odnalezienie właścicielki psa.

– Dostałam wiadomość głosową na pocztę i musiałam odsłuchać ją cztery razy, ponieważ nie mogłam uwierzyć w to, co się stało – przyznaje 32-latka. – Nie byłam pewna czy Mitzy będzie mnie po tylu latach pamiętać, dlatego trochę się denerwowałam, kiedy poszłam ją odebrać – wspomina.

Ale pies, który nie reagował na zachęty do zabawy ze strony personelu kliniki, na widok swojej pani wesoło zamachał ogonem i zaczął ją lizać po twarzy.

– Nigdy wcześniej nie widziałam tak wzruszającej sceny i jestem pewna, że już nigdy nie zobaczę. To był niepowtarzalny widok – skomentowała pielęgniarka Zoe Jackson.

Na wspólnym posłaniu

Część zwierząt ginie przypadkowo, a w późniejszym życiu świetnie się odnajdują. Ale bywają też smutne przypadki. Twinkle, będąca mieszańcem Chihuahuy i Jacka Russella, została ukradziona swojej właścicielce Heidi Woodward, mieszkającej w hrabstwie Hertfordshire, w 2012 roku. Po czterech latach trafiła do ośrodka Gables Farm Dogs & Cats Home w Plymouth, gdzie razem z innym psem przyniósł ją mężczyzna, twierdząc, że nie może się nimi dłużej opiekować.

Twinkle i jej przyjaciółka Tiny, 5-letnia suczka rasy Jack Russell, były w bardzo złym stanie. W centrum zostały wysterylizowane, odpchlone, odrobaczone i zaszczepione. Przeszły również leczenie stomatologiczne.

Powiadomiona o sytuacji Heidi Woodward zgodziła się zabrać do domu nie tylko swoją odnalezioną po latach Twinkle, ale także jej towarzyszkę Tiny, gdyż Gables Farm nie chciało rozdzielać tej darzącej się dużą sympatią pary.

Ponury los po zaginięciu stał się także udziałem Dashy, który został wykradziony z tylnego ogrodu swojego domu w hrabstwie Hertfordshire latem 2014 roku. Właścicielka charta Jessica Miller (21) skontaktowała się z policją i rozpoczęła kampanię poszukiwawczą na Facebooku, ale nie udało się jej natrafić na trop psa. Aż do maja 2017 roku, kiedy przypadkowo natknął się na niego farmer w wiejskiej okolicy w hrabstwie Derbyshire.

Pies znajdował się w bardzo złym stanie – na ciele miał wiele blizn, w tym jedną na nosie, a także skaleczoną łapę. Był również wychudzony i niedożywiony, dlatego został skierowany na leczenie do lokalnej kliniki weterynaryjnej. Tam dzięki mikroczipowi ustalono nazwisko jego właścicielki.

– Kiedy dostałam telefon pomyślałam, że ktoś robi sobie ze mnie żarty. Dasha bardzo dużo dla mnie znaczy, pomógł mi w trudnych okresach mojego życia i zawsze mogłam na niego liczyć. Byłam załamana, kiedy go straciłam. To brzmi smutno, ale prawie straciłam nadzieję, że odzyskam mojego towarzysza, którego wychowywałam od szczeniaka – mówiła Jessica. Kobieta tego samego dnia, kiedy otrzymała informację, przebyła ponad 100 mil, żeby odebrać odnalezioną zgubę. A ta na jej widok podskoczyła z radości. Dasha wrócił do domu, który teraz dzieli z Lokim, 2-letnim psem gończym rasy Lurcher.

– Trochę się obawiałam jak będą na siebie reagować, ale po początkowym okresie nieufności znaleźli wspólny język. Dasha jest bardzo spokojny, a Loki zachęca go do zabawy. Każdy z nich ma własne, oddzielne posłanie, jednak niemal zawsze znajduję moje kochane psy jak śpią wtulone w siebie – mówi Jessica.

Dariusz Dzikowski