Start Wiadomości Zmiany klimatu. Jest się czego obawiać?

Zmiany klimatu. Jest się czego obawiać?

545
0
PODZIEL SIĘ

Czy w świecie targanym wojnami i terroryzmem, borykającym się z bezrobociem, głodem i chorobami jest czas i miejsce na rozmowy o czymś tak abstrakcyjnym jak klimat?

Jest, a nawet musi być. Bo paradoksalnie zmiana klimatu jest przyczyną wielu z tych problemów. Jak mówi definicja (za Wikipedia), klimat to ogół zjawisk pogodowych (temperatury, opadów i wiatru) na danym obszarze badanych i obserwowanych przez wiele lat.

Co prawda, dzisiaj człowiek, a zwłaszcza mieszkaniec Europy, może właściwie nie zwracać uwagi na pogodę, ponieważ niedogodności z nią związane okiełznał przy pomocy osiągnięć cywilizacji. A nawet swoją działalnością na ziemi beztrosko zaburzył równowagę w atmosferze. Czy tę równowagę da się jeszcze przywrócić? I dlaczego to takie ważne?

W czym tkwi problem?

„Kittilä, Finlandia – z plus 11°C w grudniu, temperatura spadła do -38,1°C”; „Australia – gwałtowna powódź, w ciągu doby spadło lokalnie nawet 255 l deszczu na 1 mkw.”; „USA – najbardziej śmiercionośny sztorm 2015 r. – sztorm Goliath zabił 52 osoby” – krzyczą nagłówki w mediach.

Opublikowany w 2013 r. raport IPCC, Amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk (NAS) oraz raport opublikowany przez grupę G8 stwierdzają, że większość zmian temperatury na Ziemi obserwowanych w ostatnich 50 latach należy przypisać działalności człowieka.

– Już teraz, przy podniesieniu się średniej temperatury o niecałe 0,8°C, obserwujemy szereg niespotykanych wcześniej zjawisk: rekordowe upały, przesuwanie się stref klimatycznych, topnienie lodowców, silniejsze huragany, rozpad czapy lodowej Arktyki i lodów Antarktydy, podnoszenie się poziomu oceanów, rozmarzanie wiecznej zmarzliny, burze i nawałnice, pustynnienie, susze, pożary i powodzie – tłumaczy Joanna, praktykantka w Met Office. – Według prognoz, do końca wieku średnia temperatura Ziemi wzrośnie o 3°C, a temperatura lądów nawet o 6°C, i na tym się nie skończy – ostrzega.

Naukowcy jeszcze kilkanaście lat temu przewidywali, że do końca XXI wieku strefy klimatyczne przesuną się o 200-400 kilometrów. Tymczasem nastąpiło to w ciągu ostatnich 20 lat – dziesiątki lat wcześniej. – Najgorsze, że zmiany klimatu nieustannie przyspieszają. W niedalekiej przyszłości możemy przekroczyć punkty, z których nie ma powrotu – podsumowuje Paweł Szypulski z organizacji Polska Zielona Sieć zajmującej się tematyką ekologiczną i zagadnieniami związanymi ze zrównoważonym rozwojem.

Już w XIX w. szwedzki fizyk i chemik Svante Arrhenius przewidział, że zwiększanie koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze to wzrost temperatury planety, więc należy zrobić wszystko, by ją zmniejszyć. Dlatego jednym z Milenijnych Celów Rozwoju Narodów Zjednoczonych było jej obniżenie do 28,5 mld ton rocznie. Niestety, po 15 latach okazało się, że zwiększyła się ona do 32 mld ton i będzie nadal rosła, mimo ustaleń z podsumowania konferencji klimatycznej COP 21 w Paryżu, która odbyła się cztery tygodnie temu. Dlaczego redukcja dwutlenku węgla jest tak trudna? Ponieważ większość energii produkujemy z węgla, gazu i ropy.

Czy mamy alternatywy?

Przede wszystkim przestańmy marnować energię. Możemy zmniejszyć jej zużycie nawet o 50 proc. i to zarówno jeśli chodzi o prąd w domach i fabrykach, jak i o ogrzewanie. – W Wielkiej Brytanii od dawna badany jest też ważny społeczny problem związany z efektywnością energetyczną, a mianowicie ubóstwo energetyczne – podkreśla Paweł Szypulski.

– Według niektórych wyliczeń, ubóstwo energetyczne dotyka ponad 20 proc. gospodarstw domowych w tym kraju. W skrócie oznacza to, że nie stać ich na opłacenie rachunków za ogrzewanie lub energię elektryczną, rodziny żyją w permanentnie niedogrzanych budynkach. W efekcie co roku cztery razy więcej ludzi umiera z powodu zamieszkania w zimnych domach niż ginie na brytyjskich drogach. Efektem debaty na ten temat jest kampania Energy Bill Revolution. Stoi za nią koalicja, która namawia brytyjski rząd do inwestycji w ocieplanie budynków.

– Wielka Brytania rozumie też, że węgiel to ślepy zaułek – podkreśla aktywista z PZS. Dlatego też w grudniu ubiegłego roku została zamknięta ostatnia działająca ponad 50 lat głębinowa kopalnia węgla kamiennego Kellingley Colliery. Zamknięcie ostatniej kopalni jest jednocześnie końcem przemysłu wydobywczego w Wielkiej Brytanii. W listopadzie 2015 r. Londyn ogłosił, że w ciągu dziesięciu najbliższych lat planuje zamknąć swoje elektrownie węglowe. A warto zauważyć, że przez ponad 300 lat brytyjski przemysł opierał się właśnie na węglu. Tu aż prosi się o porównanie co dzieje się w tej kwestii w Polsce.

– Rozwój systemów energetycznych planuje się w perspektywie wieloletniej, np. do roku 2030 i 2050. A w Polsce dopiero od niedawna mamy dokument, który mówi o rozwoju tej strategii. Jest on bardzo podstawowy. I w zasadzie realnie rozważany jest w nim tylko jeden scenariusz, ten oparty na węglu. Ten brak myślenia długofalowego to ogromny problem dla gospodarki i inwestorów. Firmy z sektora energetycznego działają w ciągłej niepewności – zaznacza Szypulski.

A jednocześnie Polska ma doskonałe warunki do uzyskiwania energii z biomasy, ponieważ dysponuje dużymi obszarami rolniczymi. Doskonale można byłoby wykorzystać też turbiny wiatrowe czy energię słoneczną, jak pokazują przykłady innych krajów europejskich.

To nie koszty, tylko…

W Polsce powinniśmy więc szukać innych źródeł energii: najbardziej obiecująco wyglądają dziś energia słoneczna, wiatrowa i wodna. W perspektywie kilkunastu lat biopaliwa z alg, a za kilkadziesiąt lat reaktory termojądrowe.

– Oczywiście, jeśli rezygnujemy z węgla, trzeba ponieść koszty zmian w energetyce, budownictwie, przemyśle i transporcie. Ale w rozumieniu długofalowym będą to bardziej inwestycje – tłumaczy Joanna z Met Office.
Potwierdza to Paweł Szypulski. – Transformacja w stronę gospodarki niskoemisyjnej stwarza nowe możliwości biznesowe. Firmy zajmujące się instalacją ogniw fotowoltaicznych czy turbin wiatrowych tworzą nowe miejsca pracy. A im więcej tego typu usług jest dostępnych, stają się one coraz tańsze. Skutki tych zmian są nie do przecenienia: korzystna inwestycja, zysk w postaci bezpieczeństwa energetycznego, a dodatkowo możliwość sprzedawania tych technologii za granicę, do krajów mających mniejsze doświadczenie w tej gałęzi przemysłu. Wiele firm tego typu działa zarówno w Polsce, jak i Wielkiej Brytanii – podkreśla specjalista.

O tym, że łożenie środków w zapobieganie zmianom klimatycznym jest nie tylko konieczne, ale i korzystne, świadczy m.in. powstały na zamówienie rządu brytyjskiego najbardziej kompleksowy dotychczas raport przygotowany przez zespół Sir Nicholasa Sterna, głównego ekonomisty Banku Światowego, zawierający przewidywania wpływu globalnego ocieplania się klimatu na światową ekonomię. Wg niego, zmiany klimatu oznaczają straty rzędu miliardów euro rocznie. Aby temu zapobiec wystarczy inwestować 1 procent PKB. Ale należy działać jak najszybciej, bo im dłużej czekamy, tym więcej nas to będzie kosztować.

Skutki odczuwamy już dziś

– Powodzie, susze, huragany i powodowane przez te anomalie pogodowe zniszczenia to jedno – podkreśla nasz rozmówca. – Ale one powodują kolejne problemy: z dostawami jedzenia, przerwami w dostawach prądu, zniszczeniami budynków, dewastacją miejsc turystycznych, które będą przynosić mniej dochodów, a będą generować koszty – przyznaje.

To może wydać się nie dość oczywiste, ale zmiany klimatu mają wpływ na nasze… emerytury. Co ma jedno do drugiego? – Fundusze inwestycyjne i firmy ubezpieczeniowe myślą perspektywicznie i inwestują globalnie w różne przedsięwzięcia o stabilnej stopie zwrotu w dłuższej perspektywie czasowej, 40-, 50-letniej. Do tej pory były to nierzadko inwestycje związane z energetyką konwencjonalną. Dziś coraz więcej firm wycofuje się z inwestycji w węgiel. Ten ruch deinwestycyjny jest już dość mocno widoczny w Wielkiej Brytanii i innych krajach zachodnich.

Wystarczy wspomnieć przedsięwzięcie Guardiana „Keep it in the ground” – podkreśla.
Walka o podstawowe zasoby potrzebne do przeżycia wydaje się nam też dość abstrakcyjna. Ale fachowcy twierdzą, że konflikt w Syrii jest już reperkusją zmian klimatycznych: poprzedziła go długotrwała susza, która spowodowała, że ludzie ze wsi przenieśli się do miast, ponieważ szukali nowych miejsc, by przeżyć. Nagłe przepełnienie miast niespokojnymi, bo walczącymi o swój los migrantami, to doskonała szansa na pozyskanie „żołnierzy”.

– To pierwsze ćwiczenie z tej przyszłości, która nas czeka. Tego typu wydarzeń będzie coraz więcej – nie ma wątpliwości specjalista z Zielonej Sieci. I dodaje: – A Europa nie jest gotowa na wielkie migracje, co pokazały ostatnie miesiące – przekonuje. – To prawda, nie dotkną nas tak szybko, jak południe, bezpośrednie skutki ocieplenia klimatu, ale pośrednie już w nas uderzą. Bo nie da się otoczyć murem i odciąć od tego, co się dzieje.

W obliczu wyzwania

– Stworzyliśmy system wymagający stałego wzrostu produkcji i konsumpcji – piszą autorzy serwisu ziemanarozdrozu.pl. – Wydobywamy coraz więcej surowców i paliw, i używamy ich do tworzenia produktów, które chwilę później wyrzucamy. Spalając drogocenne paliwa kopalne zmieniamy klimat planety i niszczymy środowisko na wiele innych sposobów – zatruwamy powietrze, rzeki i gleby, pożywienie i siebie samych. Kiedy powstawał system hiperkonsumpcji, w ten sposób żyły jedynie dziesiątki milionów ludzi, a zasobów wystarczyłoby na stulecia. Teraz system objął setki milionów, a czas wyczerpania się zasobów mierzymy teraz dekadami. A w kolejce do tego modelu życia czekają już miliardy następców.

Jeśli schowamy głowy w piasek, kupimy sobie kilkanaście beztroskich lat, ale potem, kompletnie nieprzygotowani, będziemy ratować się w obliczu fali rozszalałych kryzysów. Zużywając zasoby nieodnawialne, degradując środowisko i zmieniając klimat w tak szybkim tempie, zostawiamy naszym dzieciom świat w dużo gorszym stanie, niż go zastaliśmy. Wręcz nie nadający się do życia. Kto z nas chętnie wytłumaczy wnukom, dlaczego w ciągu jednego pokolenia zużyliśmy połowę światowych zasobów ropy i gazu i roztopiliśmy lody Grenlandii?

– Oczywiście, perspektywy są pesymistyczne. Ale z drugiej strony historia nieraz pokazała, że w obliczu nieszczęść możemy się porozumieć i coś wspólnie zdziałać. A przecież nie jesteśmy jeszcze w miejscu, skąd już nie ma ratunku. Jesteśmy w miejscu, w którym szybko i dramatycznie kończy się czas, ale jeszcze można zaradzić katastrofie – podsumowuje Paweł Szypulski.

Kilka popularnych mitów:

  • Nie ma empirycznych dowodów na antropogeniczność globalnego ocieplenia. Ocieplenie powodują gazy cieplarniane, dziś to człowiek zwiększa ich zawartość w atmosferze.
  • By zwalczyć globalne ocieplenie należy sadzić więcej drzew. Sadzenie lasów nie skompensuje rosnących emisji dwutlenku węgla. Co gorsza, dziś posadzone drzewa za kilka dekad znajdą się w nieodpowiedniej, cieplejszej strefie klimatycznej. Zgromadzony w lasach węgiel wróci do atmosfery, a w efekcie – fala upałów, pożarów, inwazji szkodników.
  • Klimat zmieniał się już wcześniej – dziś jest tak samo. Przeszłe zmiany klimatu pokazują, jak bardzo klimat jest czuły na wahania ilości dwutlenku węgla w atmosferze. Dowodzą, że człowiek może znacząco wpływać na klimat.
  • Krowy emitują więcej gazów cieplarnianych niż transport. Hodowla zwierząt odpowiada za ok. 18 proc. antropogenicznych emisji gazów cieplarnianych, a nie są to jedynie emisje pochodzące z układów trawiennych bydła. Największa część związanych z hodowlą bydła emisji pochodzi z wylesiania.
  • Nawet stopnienie całego lodu na ziemi nie podniesie poziomu morza. Topnienie lodu pływającego nie podniesie poziomu wody. Zanik lodowców i lądolodów spoczywających na lądzie lub na dnie morskim – już tak. Spływająca z nich woda podnosi poziom oceanów.

Zrób coś dla klimatu

  • ociepl swój dom lub wymień izolację cieplną na nową
  • oszczędzaj energię, kupując urządzenia energooszczędne
  • jeśli możesz, zainwestuj w odnawialne źródła energii (turbiny wiatrowe, panele słoneczne, biomasę czy geotermię)
  • korzystaj z transportu publicznego
  • jedz mniej mięsa
  • szanuj przyrodę, sadź drzewa
  • wspieraj kampanie mające na celu edukację społeczną dotyczącą skutków ocieplenia klimatu