Start Polecane Zły czas dla budowlańców w UK?

Zły czas dla budowlańców w UK?

847
0

Branża budowlana wkroczyła w recesję podobną do tej z lat 2008-2012. Jak to wpłynie na polskie firmy budowlane?

Już wiosną wiedziałem, że to nie będzie najlepszy rok. Mieliśmy rozbudować dom małżeństwu z Kanady, ale w końcu kazali nam się wstrzymać do czasu po Brexicie, bo nie byli pewni, czy nadal będą tu mieli pracę i czy będą mogli zostać. Potem już się nie odezwali – opowiada 30-letni Kacper, który od prawie dziesięciu lat robi remonty i wykończenia domów w Derbyshire i okolicach. Wydaje się, że kryzys rozpoczął się już przed referendum. Wraz z początkiem roku zaczęły się dalsze cięcia w wydatkach rządu, które obejmują m.in. mniej inwestycji takich, jak nowe szpitale czy szkoły.

W maju na zlecenie Markit/CIPs badano nastroje wśród właścicieli firm budowlanych i co trzeci szef stwierdził, że nadchodzące głosowanie ma negatywny wpływ na działanie ich firmy. Już wtedy wzrost liczby zamówień w budownictwie mieszkaniowym i komercyjnym był najsłabszy od prawie czterech lat, gdy branża dopiero dźwigała się po europejskim kryzysie. Jednak jeszcze wiosną nastroje były zdecydowanie pozytywne, bo ponad połowa właścicieli firm spodziewała się poprawy sytuacji w ciągu nadchodzących miesięcy i tylko 14 proc. uważało, że będzie gorzej.

Projekty wstrzymane

Niestety, póki co wydaje się, że rację mieli ci drudzy. – Wszyscy mówią o Brexicie i zastanawiają się, co teraz będzie. Na razie nie mamy mniej zamówień, ale szef wspominał, że być może na jesień będzie musiał kupić mniej towaru niż zwykle – mówi 24-letnia Monika, ekspedientka w hurtowni budowlanej pod Londynem.

– Oficjalne dane z czerwca potwierdzają, że sektor budowlany ponownie wkroczył w recesję w pierwszej połowie roku. Powodem są cięcia w sektorze publicznym i ryzyko Brexitu – potwierdza na łamach „The Guardian” Samuel Tombs, szef firmy doradczej Pantheon Macroeconomics. Wraz z Brexitem potwierdziły się najgorsze przypuszczenia zarówno międzynarodowych korporacji, jak i przeciętnych mieszkańców. Wielu z nich wstrzymało rozpoczęte projekty, a planowane – przełożyło do przyszłego roku. Charted Institute of Housing (CIH) zaapelował ostatnio do rządu, by ten wyłożył pieniądze na nowe inwestycje budowlane, ratując w ten sposób sektor. Jednak po zmianie premiera, w środku programu oszczędnościowego i z praktycznie gotowym budżetem na przyszły rok, raczej nie ma co liczyć na realizację tego apelu.

Szklanka do połowy pełna

Niektórzy jednak pozostają wciąż optymistami. – Myślę, że to wszystko burza w szklance wody. Jaki to ma wpływ na życie przeciętnego człowieka – zastanawia się 25-letni Damian, pracujący w „wykończeniówce” w Sheffield. Nie boi się, że będzie miał mniej pracy. – Remont czy budowę domu planuje się długo, więc raczej nikt nie zmieni zdania z powodu polityki. Jeśli już, to ludzie, którzy planowali „kiedyś” zbudować dom, będą chcieli się pospieszyć, żeby zdążyć zapuścić tu korzenie, zanim okaże się, że część osób musi wyjechać z Wielkiej Brytanii – przypuszcza. Jedyne, co można zaliczyć w tej sytuacji na plus, to fakt, że z uwagi na słabą walutę, usługi brytyjskich budowlańców będą bardziej dostępne cenowo dla Francuzów czy Irlandczyków, więc ilość zleceń może wzrosnąć. To szczególnie dobra wiadomość dla polskich firm budowlanych, które siłę roboczą i materiały przy takich inwestycjach i tak sprowadzają z Polski, której zawirowania wokół funta nie dotykają.

Czekam na przelew

Jednak słaby funt już teraz dał o sobie znać też w inny, mniej korzystny dla branży sposób. Jak podał w sierpniu Asset Based Finance Association (ABFA), opóźnienia w płatnościach zwiększyły się w budowlance w ostatnich miesiącach o dwa tygodnie (z 67 do 82 dni). Żadna inna branża nie zanotowała takich opóźnień. To wynik nagłych wahań kursu waluty, który wielu stara się „przeczekać”, a w efekcie później płaci pracownikom. – W tej branży łańcuch od klienta do firmy budowlanej i wreszcie producenta materiałów, jest bardzo długi – tłumaczy Damian. – Przecież często pracujemy tylko na „zaliczce”, a pieniądze za remont możemy zobaczyć po skończonej pracy, czasem po paru miesiącach – zauważa.

Dopiero w przyszłym roku

Tak wynika też z danych, do których dotarł brytyjski „The Independent”. Jednak zdaniem anonimowego informatora z branży budowlanej, który wypowiada się na łamach gazety, najgorsze ma przyjść dopiero w przyszłym roku, bo duże firmy planują z wielomiesięcznym wyprzedzeniem i większość inwestycji na ten rok już rozpoczęły. Dlatego dopiero za kilka miesięcy mają dotknąć nas skutki decyzji podjętych po Brexicie. Zdaniem dziennika inwestycje warte nawet 20 miliardów funtów stoją pod znakiem zapytania w związku z niepewnym dziś klimatem gospodarczym. Zagrożone mają być nawet inwestycje, o których mówiło się od dawna, jak trzeci pas startowy na Heathrow czy elektrownia atomowa Hickney Point w Somerset. Nie wiadomo też, co stanie się z portem Gateway w Sussex. Otwarto go wprawdzie w 2013 roku, ale wciąż jest ukończony dopiero w połowie. Arabski inwestor planował go, jako punkt wyładunku kontenerów dla całej Europy. Teraz nie wiadomo, czy nie zmieni zdania. Wszystko może zależeć od tego, jakie zostaną ustalone zasady współpracy pomiędzy UE a UK. Jeśli banki czy koncerny „wyniosą się” z Wysp, raczej trudno liczyć na cud i miejsca pracy, chyba że przy wyburzaniu opustoszałych biur.

Co z Polakami?

To zła wiadomość dla Polaków, a przynajmniej dla tych, którzy zarabiają, pracując na budowie. Branża budowlana jest trzecią najchętniej wybieraną wśród przybyszy z naszego kraju. Według oficjalnych statystyk pracuje w niej na Wyspach ok. 8 proc. przyjeżdżających znad Wisły. Co teraz się z nimi stanie? – Nie ma co rozpaczać. Raz jest lepiej, raz gorzej. Nie takie kryzysy już za nami. Brexit czy nie Brexit i tak ludzie będą potrzebowali nowych domów czy sklepów, tak jak do tej pory – zauważa właściciel firmy budowlanej na jednym z polonijnych forów. – Na pewno nie wyjadę, bo tu jest mój dom. Myślę, że może nas czekać parę ciężkich miesięcy, ale w końcu sytuacja wróci do normy. W najgorszym razie zamknę firmę i poszukam innej pracy, ale mam nadzieję, że jednak do tego nie dojdzie – mówi 32-letni Mariusz, którego firma remontuje domy w północnym Londynie. Na podstawie rozmów z pracownikami szacuje, że mało osób szykuje się do wyjazdu. – Nikt nie będzie raczej przewracał życia do góry nogami i jechał np. do Niemiec. Jeśli już, to raczej do Irlandii i to głównie o tym wspominają chłopaki, którzy i tak mają na północy rodzinę – zauważa.

Alternatywa na północy

Wyjazd do Irlandii faktycznie może się opłacić, bo w tym samym czasie, co brytyjska zapaść, branża w Irlandii wręcz kwitnie. Tamtejszy rząd zaczął właśnie budowę prawie pięciuset mieszkań socjalnych z kilku tysięcy, jakie mają powstać w najbliższych latach w całym kraju. Firma rekrutacyjna Hays Ireland zanotowała w czerwcu o 40 proc. więcej ofert pracy dla budowlańców i aż o 60 proc. więcej dla architektów, w porównaniu z zeszłym rokiem. Być może to będzie pewne pocieszenie dla osób, które nie widzą dla siebie miejsca w brytyjskiej branży budowlanej w najbliższych latach?

Sonia Grodek