Start Polecane Zawód kierowca: ciężka praca, świetna płaca

Zawód kierowca: ciężka praca, świetna płaca

700
0
PODZIEL SIĘ

Kierowca zawodowy to wciąż bardzo popularny zawód wśród Polaków, szczególnie tych mieszkających za granicą. Ostatnie trzy lata były jednak dla nich wyjątkowo ciężkie.

Najpierw była sprawa rosyjskiego embarga na żywność, co powodowało olbrzymie kolejki TIR-ów na polskiej granicy, a niekiedy i brak pracy. Później wprowadzanie płacy minimalnej dla kierowców w kolejnych krajach europejskich, które mają walczyć z dumpingiem cenowym i promować zatrudnianie szwedzkich czy niemieckich, zamiast polskich lub rumuńskich kierowców. W maju Komisja Europejska zaproponowała by, zamiast rozmawiać o każdym kraju z osobna, od razu wprowadzić pensję minimalną w tym zawodzie dla wszystkich kierowców w Europie.

W teorii oznacza to podwyższenie płac w zawodzie. Kierowcy i właściciele firm transportowych ostrzegają jednak, że w praktyce może być inaczej. – Jeśli usługi wszystkich firm będą kosztowały tyle samo, to Polacy stracą zlecenia, które przejmą Francuzi czy Austriacy. O ile nie Ukraińcy, bo przecież natura nie znosi próżni. Jestem pewien, że pojawiliby się zaraz tani przewoźnicy ze wschodu – ostrzega 30-letni Piotr, pracownik łódzkiej firmy spedycyjnej, która zaangażowała się w protesty.

Bywa niebezpiecznie

Kolejnym wyzwaniem stojącym przed polskimi kierowcami były kolejki w Calais wywołane kontrolami. Pechowi kierowcy dostawali wówczas wysokie mandaty za przewożenie nielegalnych imigrantów. – Przecież nawet jeśli zauważę, że pięciu obcych wejdzie mi na naczepę, to co mam zrobić?

Ja się nie proszę o kłopoty, a tacy ludzie mogą być przecież zdeterminowani i groźni. Zamiast na policji czy straży imigracyjnej, cała odpowiedzialność spoczywa na kierowcach – mówi ze zdenerwowaniem 46-letni Bogdan, kierowca zatrudniony w polskiej firmie logistycznej spod Warszawy, która 1-2 razy w tygodniu wysyła go na Wyspy. Dodaje, że nie każdy z kierowców z Europy Wschodniej zna angielski na tyle, by zrozumieć reguły panujące w tym miejscu, przez co stają się łatwym łupem. Choć wydawało się, że apogeum aktywności imigrantów w porcie miało miejsce w zeszłym roku, ostatnie dni dopisały tragiczny finał do zajść na granicy.

20 czerwca pod Calais zginął kierowca zarejestrowanego w Polsce vana. Imigranci ustawili o świcie blokadę z pni drzew na drodze i jadące przed nim samochody musiały gwałtownie zahamować. Polak zderzył się z nimi, a jego wóz stanął w płomieniach. – Proszę pana ministra o podjęcie działań zapewniających bezpieczeństwo polskim przewoźnikom poruszającym się w rejonie Calais – zaapelował zaraz po zajściu, w liście do francuskiego ministra spraw wewnętrznych, Mariusz Błaszczak, oferując jednocześnie pomoc w śledztwie i utrzymaniu porządku w kłopotliwych rejonach kraju.

Małe wymagania

Wciąż jednak większość kierowców chwali sobie swoją pracę i deklaruje, że to świetny sposób na zarobienie pieniędzy. Średnie wynagrodzenie dla większości ofert kierowców autobusów na Wyspach to 9 funtów za godzinę. Kierowca ciężarówki dostanie już 9-12 funtów za godzinę. Co ważne, dla osób, które już mają polskie prawo jazdy, wymagania nie są duże. Wiele agencji czy firm nie zwraca uwagi na to, w którym europejskim kraju wydano dokument. Z brytyjskich uprawnień najczęściej wymagany jest Certificate of Professional Competence (CPC). Aby go uzyskać, wystarczy złożyć w DVSA formularz DQC1.

Aby dostać potwierdzenie ważne przez 5 lat, trzeba przejść 35 godzin obowiązkowego szkolenia. Istnieje wiele różnych rodzajów szkoleń, które są dostosowane do oczekiwań kursantów: weekendowe, ekspresowe czy dzienne. Za jazdę ciężarówką lub autobusem bez takich uprawnień można dostać karę w wysokości do tysiąca funtów.

Samotność i nuda

A czy są jakieś minusy tego zajęcia? – Praca jest specyficzna. To jest dobre zajęcie na kilka lat, bo bardzo rozbija życie rodzinne – mówi Bogdan. I podaje przykład: – Nie można się spotkać ze znajomymi, bo się jest w trasie od środy do niedzieli. Taki kierowca wraca do domu w poniedziałek, cały dzień odpoczywa, a we wtorek chce nadrobić zaległości towarzyskie, bo to jego jedyny wolny dzień. A tymczasem wszyscy znajomi są w pracy. Jak ktoś chciałby kogoś poznać czy zbudować rodzinę, to też nie ma kiedy – ostrzega. Nieco lepiej jest w pracy kierowcy autobusu miejskiego czy jeżdżącego na krótkich trasach. Taka osoba może pracować kilka razy w tygodniu i wracać do domu w porze obiadu.

Poszukują Polaków

Wśród plusów można wymienić dużą dostępność tego zawodu na Wyspach. „The Guardian” podawał w zeszłym roku, że w całym kraju pracuje 60 tys. kierowców z Europy Wschodniej, a to wciąż za mało, by zaspokoić zapotrzebowanie. Ogłoszenia dla kierowców busów, TIR-ów, autobusów miejskich czy ciężarówek przeprowadzkowych można znaleźć w każdym mieście. Często miesiącami nie udaje się znaleźć chętnych. Młodzi Brytyjczycy nie garną się do zawodu z uwagi na długie godziny poza domem i dużą odpowiedzialność, która na kierowcy spoczywa. The Road Haulage Association podaje, że niedługo na emeryturę odejdzie ok. 40 tysięcy kierowców i może być trudno znaleźć chętnych na ich miejsce.

Organizacja zwróciła przy tym uwagę, że w branży transportowej nie ma programów szkoleń i staży, choć rząd wspiera takie inicjatywy w większości innych zawodów. Jako jeden z głównych problemów, na jakie natykają się młodzi ludzie myślący o pracy kierowcy, wymienia wysokie koszty prawa jazdy, które nie są refundowane ani nie podlegają dopłatom. Aby podejść do egzaminu na Wyspach, trzeba przygotować 230 funtów za każdy egzamin (wiele osób nie zdaje za pierwszym razem) i nawet 3 tysiące funtów za sam kurs. Kolejnym problemem jest brak dostatecznej ilości egzaminatorów, przez co chętni muszą czekać nawet kilka tygodni na to, by przystąpić do egzaminacyjnego testu.

Bonus za złożenie cv

Brak rąk do pracy jest na tyle dokuczliwy, że dwa lata temu sam David Cameron obiecywał poświęcić więcej uwagi temu problemowi. Już wtedy zauważał, że młodych kierowców należy zachęcać do pracy, oferując im dopłaty do prawa jazdy. W tym samym czasie jedna z agencji pracy ze Swindon oferowała bonus 100 funtów dla każdego kierowcy ze Wschodu, który odpowie na ofertę. Okazuje się, że są oni cenieni z uwagi na dużą pracowitość i odporność na stres czy inne niedogodności.

Wielu traktuje to jako możliwość dorobienia się przez kilka miesięcy czy lat, więc pracuje tyle, ile jest w stanie. Brytyjscy kandydaci do pracy chcą raczej mieć więcej czasu dla siebie i rodziny, przez co na miejsce kilku opłaca się zatrudnić jednego Polaka czy Czecha. „Daily Mail” podawał ostatnio, że problemy ze znalezieniem pracowników dotyczą też biur firm spedycyjnych. Często wymagają one doświadczenia w tej branży, którego młodym Brytyjczykom brakuje.

Dla polskich kierowców perspektywa pracy na Wyspach wciąż jest atrakcyjna. W zeszłym roku magazyn „Vice” przeprowadził śledztwo w sprawie warunków pracy i płacy europejskich kierowców. Okazało się, że brytyjski kierowca zarabia średnio 2100 funtów miesięcznie, niemiecki 1650 funtów, a holenderski ok. 1550 funtów. Kierowca z Kazachstanu, który również został uwieczniony w artykule, zarabiał już tylko 630 funtów.

Kierowcy na Wyspach uważają jednak, że zarabiają za mało. Zauważają, że o ile w większości branż prężnie działają związki zawodowe, to w tym zawodzie jest inaczej. Ponad 85 proc. kierowców nie należy do takiej organizacji. Nie istnieją ogólnobranżowe ustalenia dotyczące nadgodzin czy płacy za czas spędzony poza autem, tysiące kilometrów od domu. Przedstawiciele związków zawodowych mają nadzieję, że kierowcy zaczną dbać o swoje prawa, a dzięki temu wkrótce się to zmieni.

Sonia Grodek