Start Wiadomości Zamiast podziękowań – chłosta. Czyli jak nas doceniają Brytyjczycy

Zamiast podziękowań – chłosta. Czyli jak nas doceniają Brytyjczycy

805
0
PODZIEL SIĘ

„Brytyjska gospodarka nie może się rozwijać przez imigrantów” – kto po tym stwierdzeniu może mieć jeszcze wątpliwości, że poziom absurdu w brytyjskiej polityce utrzymuje tendencję wzrostową?

W ubiegłym tygodniu szef Bank of England, Mark Carney w tonie ostrzegawczym wypowiedział się na temat wpływu imigrantów na brytyjski rynek pracy.

Zauważył, że od dłuższego czasu pensje na Wyspach utrzymują się na tym samym poziomie, co jednocześnie opóźnia wyjście brytyjskiej gospodarki z kryzysu. Sytuacja jest alarmująca i ma według niego „oczywistą” przyczynę.

Zgodnie z rozumowaniem Carney’a stała wysokość pensji i coraz mniejsza hojność pracodawców wobec swoich pracowników wynika z „przeludnienia” na brytyjskim rynku pracy, za które odpowiedzialni są imigranci. Powołując się na dane Office for National Statistics argumentował, że od 1997 roku (kiedy to Tony Blair był u władzy) na Wyspy przyjechało 1,27 mln imigrantów z Unii Europejskiej, z czego aż 872 tysiące z Europy Wschodniej.

Niedawno podano do publicznej wiadomości kolejne dane zebrane przez Government’s Migration Advisory Committee. Wynika z nich, że 630 tysięcy przyjezdnych z Europy Wschodniej pracuje w najniżej opłacanych zawodach. Potwierdza to stawiane dużo wcześniej tezy o tym, że imigranci podejmują pracę, którą niechętnie wykonują Brytyjczycy, czy też przyjezdni z innych krajów wysokorozwiniętych jak Francja czy Niemcy.

Przewodniczący Migration Watch, lord Green przy okazji tych rewelacji stwierdził, że „imigranci z Europy Wschodniej mają bardzo dobrą reputację ze względu na etykę pracy, jednak ich miażdżąca przewaga liczebna w zawodach słabo opłacanych i wymagających niskich kwalifikacji prowokuje do pytań o wartość ich pracy dla brytyjskiej gospodarki”.

Zarówno lord Green jak i Mark Carney nie naświetlają jednak innego problemu, jakim jest pozostawiająca coraz więcej do życzenia etyka samych pracodawców w ich podejściu do swoich pracowników. Z badań przeprowadzonych przez International Labour Organization (ILO) wynika, że w krajach wysokorozwiniętych gospodarczo mamy obecnie do czynienia z alarmującym spadkiem liczby umów o pracę, jak również zarobków.

Już od dłuższego czasu podnoszona jest w Wielkiej Brytanii kwestia kontraktów zerowych, które nie zapewniają pracownikom stałej liczby godzin, ani płatnego urlopu. Według Office for National Statistics aż 700 tysięcy osób na Wyspach pracuje obecnie na umowach zerowych i jest to ich jedyna forma zatrudnienia.

Najbardziej zastanawiające jest jednak to, że sam rząd propaguje umowy zerowe twierdząc, że zapewniają one pracownikom większą „elastyczność”. Kwestię bezpieczeństwa finansowego omija jednak zgrabnie szerokim łukiem. Nie łączy mało uczciwych warunków zatrudnienia z ubóstwem oraz większą zależnością od systemu opieki socjalnej wśród osób zatrudnionych, których wysokość pensji jest niewystarczająca do uporania się z podstawowymi wydatkami.

Śmiemy przypuszczać, że etyka pracy tak wychwalana u imigrantów nie przekłada się na ‘etykę’ promowaną przez brytyjski rząd, w czym być może leży sedno sprawy.