Start Polecane Z Wielkiej Brytanii do Polski

Z Wielkiej Brytanii do Polski

908
0

Podobno to na Wyspy udaje się co roku tysiące Polaków. Tymczasem w zeszłym roku do Polski przyjechało też ok. 600 tys. Brytyjczyków. W jakim celu?

Brytyjczycy nie chcą wydawać u siebie na prywatne leczenie, bo wiedzą, że przepłacą. Zwykła konsultacja może kosztować nawet 400 złotych. W Polsce za tyle można np. mieć piaskowanie czy usunięcie kamienia. Gabinety, które w Wielkiej Brytanii refundują leczenie, mają zapisy na kilka miesięcy do przodu. Nic dziwnego, że przeciętny Anglik albo odpuści sobie leczenie, albo wybierze turystykę stomatologiczną – wyjaśnia Wojciech Fąfarko z gabinetu w Katowicach. Widok obcokrajowców na fotelu dentystycznym nie jest dla niego czymś zaskakującym, choć jeszcze kilka lat temu tak było.

Wyprawa w nieznane

– Czasami sam radzę pacjentom, których nie stać na leczenie i nie mogą czekać miesiącami na zabieg, by sprawdzili kliniki w Polsce. Zdarza się, że ktoś poprosi mnie, żebym zarekomendował jakiś gabinet – mówi 46-letni Adam, lekarz jednej z klinik chirurgicznych w Londynie. Jego zdaniem polscy fachowcy medyczni mają dobrą renomę, a decyzję ułatwiają tanie loty, które pozwalają pojechać na operację za kilkaset, a czasem i kilkadziesiąt złotych w obie strony i wrócić tego samego dnia. – Kiedyś to była wielka wyprawa w nieznane. Dziś dużo gabinetów ma swoje strony w języku angielskim, istnieją przewodniki, jest coraz więcej dobrych hoteli, więc taki wyjazd to dla klientów często połączenie nieprzyjemnego zabiegu z wakacjami – tłumaczy.

Zabieg plus zwiedzanie

Rocznie ok. 65 tys. Brytyjczyków wyjeżdża za granicę na zabiegi medyczne. Chętni na operacje plastyczne, którzy mają więcej czasu i pieniędzy, jadą zwykle do Tajlandii. Z kolei pary zainteresowane in-vitro leczą się w Hiszpanii. Do Polski najwięcej mieszkańców Wysp przyjeżdża na drobne zabiegi chirurgiczne, do okulisty czy do dentysty. Jak wylicza Radio Zet, w Londynie na leczenie zaćmy trzeba czekać osiem miesięcy. W Polsce zabieg wraz z zakwaterowaniem, wyżywieniem i dojazdem to niecałe 1000 funtów, więc wiele osób woli nie czekać. Z kolei wstawienie zęba na Wyspach kosztuje ok. 2000 funtów, na Węgrzech 827 funtów, a w Polsce 750 funtów.

Takie dane podał ostatnio portal Treatment Abroad, który bada, gdzie i za ile się leczymy. Szczególną popularnością cieszą się urokliwe zakątki kraju, ale największe znaczenie ma renoma gabinetu. Pacjenci chętnie wybierają trójmiejskie przychodnie, co pozwala im jednocześnie odpocząć w Sopocie. Drugim popularnym miejscem jest Kraków – stąd można wyskoczyć na narty czy pojechać na wycieczkę do Auschwitz. – Wzrost wyjazdów za granicę napędzany jest głównie przez osoby starsze. Wyjeżdżają, bo w Anglii np. operacje plastyczne są bardzo drogie, a koniecznie chcą poprawić swój wygląd. Nie dziwię im się – tłumaczy na łamach „Daily Mail” lekarka Kate Pollaroid.

Najtaniej w Europie

Taka turystyka medyczna to zysk nie tylko dla przychodni. Przy okazji klientów zyskują hotele, muzea, restauracje, taksówkarze i tłumacze. Budżet Krakowa czy Wrocławia sporo zyskuje też na organizowanych wieczorach kawalerskich. Powód organizacji takich wypadów akurat do naszego kraju jest równie banalny. Jak wyliczył niedawno jeden z portali, z całej Europy to Kraków, Ryga i Sofia są najtańszymi miastami do organizacji takiej imprezy. Przykładowo, wieczór kawalerski w Sztokholmie może kosztować nawet 121 funtów od osoby, podczas gdy w Krakowie – tylko 32 funty. Tyle będzie kosztował alkohol, jedzenie, wejście do klubu, paintball i bilet do muzeum. – Ślub to tyle wydatków, że przynajmniej o wieczór kawalerski nie chciałem się martwić. Dlatego pojechałem do Krakowa. Było pięciu kolegów, dwóch Brytyjczyków i trzech Polaków. Na Wyspach zapłaciłbym za wszystko o wiele drożej, a tak mogłem się naprawdę odstresować i nie myśleć o pieniądzach – wyjaśnia 26-letni Marek, który ożenił się w zeszłym roku.

Z tragicznym końcem

Choć większość uczestników wieczorów kawalerskich jest pokojowo nastawiona, to zdarzają się też niechlubne wyjątki, które zatruwają życie mieszkańcom wybieranych przez nich miast. O takim wypadku słyszeliśmy zaledwie parę dni temu, gdy BBC opisało historię Brytyjczyka, który miał zostać w Krakowie bez powodu oblany kwasem. Policja jednak po przesłuchaniu świadków przedstawiła inną wersję zdarzeń: pijany mężczyzna zwymiotował w lokalu, a gdy został poproszony o posprzątanie, zaczął wyzywać obsługę. Chcąc go uspokoić, jedna z barmanek prysnęła mu w twarz środkiem dezynfekującym. Z kolei w marcu, pod wpływem alkoholu utopił się ojciec pana młodego ze Szkocji, którego wieczór kawalerski świętowano we Wrocławiu. Jak widać, dla niektórych wyjazd może skończyć się tragicznie, choć tu wiele zależy od tego, czy uczestnicy zachowają przytomność umysłu podczas zabawy.

Więcej „nowych”

Wrocław to obok Krakowa jedno z najczęściej wybieranych ostatnio przez obcokrajowców polskich miast. Powstał nawet anglojęzyczny przewodnik, a także założony przez lektora angielskiego, który we Wrocławiu mieszka od 2007 roku, Gregora Gowansa, portal Wroclaw Uncut. To z niego jego rodacy mogą dowiedzieć się, że to nie tylko miejsce, w którym można upić się w czasie wieczoru kawalerskiego, ale też piękne miasto z licznymi festiwalami i ciekawymi zabytkami. Jacy są obcokrajowcy mieszkający we Wrocławiu? – Z moich obserwacji wynika, że to osoby w wieku 25-35 lat. Pracują głównie w międzynarodowych korporacjach, takich jak IBM, HP czy Google. Ściągają też do Wrocławia swoich bliskich: rodziców, rodzeństwo. Oni często odwiedzają ich regularnie i też na pewno za którymś razem mają ochotę wyjść poza Rynek – wyjaśniał Gowans we wrocławskiej „Gazecie Wyborczej”.

Poznać nową kulturę

Coraz więcej osób przyjeżdża tu też na dłużej, a najczęstszymi powodami są miłość, chęć założenia tu biznesu lub spróbowania czegoś nowego. Poza tym w dobie coraz większej mobilności, gdy niektórzy szefowie nie wymagają już ślęczenia za biurkiem, można pracować w Wielkiej Brytanii i cieszyć się niższymi kosztami życia w Polsce. Zrobiła tak 30-letnia Kate, dziennikarka i tłumaczka, która z Londynu do Warszawy przeniosła się w 2013 roku. – Miałam w Anglii niezłą pracę, ale czegoś mi brakowało. Chciałam przeprowadzić się do Rosji, bo znam język, ale to się nie udało z powodu problemów wizowych. W końcu przyszło mi do głowy: a gdyby tak nauczyć się polskiego? Od tamtej pory mieszkam w Warszawie. Robię to samo, co na Wyspach, ale do tego mogę poznawać nową kulturę i sporo zaoszczędzić – wyjaśnia.

U nas najbezpieczniej

Takich osób z czasem może być coraz więcej. W tym roku brytyjski MSZ ostrzegał swoich obywateli przed wyjazdami do m.in. Francji, Hiszpanii czy Belgii z powodu możliwości wystąpienia zamachu. Również w samej Wielkiej Brytanii zagrożenie terrorystyczne ocenia się jako duże. Tymczasem to właśnie Polska, obok Lichtensteinu, Malty czy Słowenii ma być najbezpieczniejszym dziś krajem w Europie. Niektórzy wieszczą, że ilość niepokojów w Europie Zachodniej już niedługo sprawi, że coraz więcej osób będzie przeprowadzać się do bezpieczniejszej i spokojniejszej Polski. Czy tak się stanie? Na razie Brytyjczycy wciąż jeszcze wybierają nasz kraj głównie z uwagi na tańsze zabiegi medyczne czy wieczory kawalerskie.

Sonia Grodek