Start Wiadomości “Wybory wygrają torysi, UKIP może liczyć na jedno miejsce w Parlamencie”

“Wybory wygrają torysi, UKIP może liczyć na jedno miejsce w Parlamencie”

1293
0
PODZIEL SIĘ

Największy autorytet w dziedzinie statystyki – Amerykanin Nate Silver, prognozuje, że wybory wygrają Torysi, ale żadna z partii nie zdobędzie wystarczającej przewagi, aby rządzić samodzielnie. Wpływ UKIP w parlamencie ma być znikomy – eurosceptycy zdobędą tylko jeden mandat.

Zdaniem Silvera, który na światową gwiazdę statystyki wyrósł po tym, jak przewidział wyniki dwóch kolejnych wyborów prezydenckich, konserwatyści wprowadzą do parlamentu 283 reprezentantów, a Laburzyści – 270. Trzecią najważniejszą siłą polityczną ma być szkockie SNP z 48 reprezentantami, a czwartą – północnoirlandzki DUP z ośmioma. UKIP bedzie reprezentować tylko jedna osoba.

Wyborcza rewolucja

Amerykański badacz twierdzi, że losy kolejnej kadencji są „bardzo niepewne”. Zgodnie z jego prognozą, scenariusz, który ma największe szanse powodzenia to rządy laburzystów za „przyzwoleniem” SNP. Silver ostrzega jednak, że konsekwencją takiej kombinacje może być „niezły bałagan”.

Zapytany o opinię na temat potencjalnej koalicji Partii Pracy z SNP, Silver stwierdził, że jest co do niej „sceptyczny”. „Rząd sformowany przez laburzystów będzie zależny od SNP, która w Anglii nie jest zbyt lubiana. Zastanawiam się, na ile stabilny może być taki układ” – komentuje statystyk i dodaje, że w brytyjskim systemie politycznym odbywa się obecnie „cicha rewolucja”, której efektem będzie ostateczny koniec systemu dwupartyjnego. „Nadeszła pora, aby pożegnać się z dawnym sposobem myślenia. 7. maja nie tylko żadna partia nie uzyska parlamentarnej większości. Może się również okazać, że większości nie sformują nawet dwie partie” – ostrzega Silver.

“Czynnik nieśmiałości” i okręgi jednomandatowe

W swoich prognozach Amerykański naukowiec stara się uwzględnić tzw. „współczynnik nieśmiałości”, czyli niechęć wyborców do dzielenia się swoimi preferencjami politycznymi, a także skalę popularności, jaką cieszą się parlamentarzyści w swoich okręgach. „Elektorat torysów charakteryzuje duża nieśmiałość, dlatego należy wziąć poprawkę na to, że zwykle osiągają oni wyższe wyniki, niż wskazują na to prognozy” – tłumaczy.

Ewentualna porażka UKIP będzie wynikała, zdaniem Silvermana, nie tyle z braku popularności, ale specyfiki systemu „First Past the Post” (FPP; dosłownie: „Pierwszy za linią mety”) i jednomandatowych okręgów wyborczych. „Problem z FPP jest taki, że trzeba zdobyć poparcie na określonym obszarze geograficznym. Partie takie jak UKIP czy Liberalni Demokraci w skali kraju osiągają wysokie wyniki w sondażach, które jednak ostatecznie nie przekłada się na ilość miejsc w Parlamencie” – twierdzi Silver.

Cztery sondaże – cztery wyniki

O bezcelowości prognozowania zwycięzcy tegorocznych wyborów świadczą wyniki opublikowanych dzisiaj sondaży czterech niezależnych pracowni. Według YouGov laburzyści mogą liczyć na 34, a konserwatyści – 33 procent poparcia. Na UKIP zagłosuje 14 procent, a na Liberalnych Demokratów – 8 procent wyborców.

Badanie sporządzone przez ICM daje z kolei „aż” trzyprocentową przewagę torysom – zagłosuje na nich 35 procent wyborców (na laburzystów – 32). Poparcie dla UKIP i Lib-Dems prezentuje się podobnie i wynosi odpowiedni 13 i 9 procent.

Trzyprocentową przewagę, ale tym razem na korzyść laburzystów (36 procent), przepowiada pracownia Populus, z kolei ośrodek badań Lord Ashcroft szanse konserwatystów ocenia najwyżej ze wszystkich sondaży – zgodnie z jego prognozą przewaga nad laburzystami ma wynieść aż 6 procent (36 do 30).