Start Polecane Wolimy jeździć samochodem na Wyspach czy w Polsce?

Wolimy jeździć samochodem na Wyspach czy w Polsce?

295
0
PODZIEL SIĘ

Polskie drogi są niebezpieczne, dziurawe, drogie? Zależy, kogo zapytać o zdanie. Tymczasem w przypadku brytyjskich dróg nie mamy wątpliwości: jest dobrze.

Lista zarzutów pod adresem polskich dróg jest długa. – Wszyscy jeżdżą jak piraci. Wyprzedzanie „na trzeciego” to norma – mówi 23-letni Damian, zawodowy kierowca z Hull, który dopiero niedawno zaczął jeździć po Polsce i od razu zauważył rażące różnice. – Poza tym drogi są chyba źle oznakowane, bo nie raz widziałem, jak ludzie jechali po autostradzie pod prąd. No, chyba że robili to z premedytacją, żeby zaoszczędzić kilka kilometrów – dziwi się. 40-letni Marek, który przez lata był przedstawicielem handlowym na Pomorzu, a teraz pracuje w Birmingham, dorzuca: – Najgorsze, że polskie autostrady są płatne.

Gdyby jeszcze były świetnej jakości, ale oczywiście tak nie jest. To jest ewenement, że na polskich autostradach można godzinami stać w korku – uważa. Inni dorzucają zły stan pojazdów, który zmniejsza bezpieczeństwo wszystkich, złej jakości drogi wojewódzkie i wiejskie dróżki, gdzie czasem króluje jeszcze żużel czy kocie łby. Fenomenem jest też skłonność niektórych polskich kierowców do jazdy „pod wpływem”.

Tytuły z gazet z ostatniego miesiąca mogą być wymowne: „Kierowca tira miał we krwi trzy promile. Po drodze zgubił ładunek”; „Pijany kierowca ciężarówki – we krwi ponad dwa promile alkoholu”; czy „Kierowca z Józefowa jechał środkiem jezdni. Miał prawie 4,6 promila”. Nie pomaga fakt, że również urzędnicy, duchowni czy celebryci bywają przyłapywani na wykroczeniach drogowych pod wpływem alkoholu i innych środków odurzających.

Jednak możemy nie być obiektywni w opisie naszych dróg. Dlatego warto zapytać też o zdanie sąsiadów. Niemcy raczej przychylają się do większości polskich głosów. Ostatnio, gdy na zlecenie jednego z ubezpieczycieli zapytano ich, do którego kraju najbardziej boją się jechać, aż 80 proc. z nich wymieniło na pierwszym miejscu Polskę. Najbardziej przerażał ich brak porządku na drogach i brawurowy styl jazdy, jaki można na nich zaobserwować. I choć większość polskich kierowców zgadza się, że za Odrą jest pod tym względem o wiele lepiej, to okazuje się, że polskie drogi obiektywnie nie są takie złe.

Wszystko zależy od tego, z czym je porównujemy. Ostatnio coraz więcej jest w internecie filmików kręconych przez mieszkających u nas Ukraińców. Podobnie, jak Polacy na Wyspach, nasi wschodni sąsiedzi dzielą się z rodakami refleksjami na temat pracy i życia w „nowym domu”. Co ciekawe, jedną z rzeczy, które podobają im się najbardziej są… drogi. Filmy pt. „Jak przepuszczają karetkę pogotowia w Warszawie” czy „Jak przepuszczają karetkę pogotowia w Krakowie” kręcone były przez Ukraińców, których zszokowała grzeczność naszych kierowców. Okazuje się, że u nich mało kto zatrzymuje się i ustępuje drogi służbom ratunkowym.

U nas to norma, co budzi duży podziw sąsiadów. Inne filmiki kręcone są z okna auta, którym młoda para podróżowała spod Lwowa do miasteczka na Podlasiu, gdzie obecnie mieszkają. Kontrast jest uderzający: tam głębokie dziury, brak chodników, psy i ludzie wałęsający się pomiędzy samochodami. W Polsce jakby… schludniej, czyściej i nowocześniej. Z kolei autor filmu przedstawiający się jako Petro Sznajder uwiecznia równe, asfaltowe i dobrze oznaczone drogi czy czyste przystanki komunikacji miejskiej. Dodaje z podziwem: tak żyją Europejczycy.

Rusza modernizacja

Niedługo może być jeszcze lepiej, bo Ministerstwo Rozwoju na najbliższe lata planuje gruntowną modernizację szos na wschodzie Polski. Każdy mieszkaniec tych terenów wie, że jest wyraźny kontrast pomiędzy jakością dróg pod Białymstokiem a tymi w okolicach Szczecina czy Wrocławia. Jednak najgorzej jest z samą siecią dróg, co widać na słynnych mapach, prezentujących jezdnie na terenie naszego kraju od czasów zaborów do dziś. Okazuje się, że przez ponad sto lat niewiele się zmieniło i tak jak wtedy, tak i dziś wschodnie miasta są najgorzej w kraju połączone z resztą świata.

W ciągu najbliższych kilku lat ma się to zmienić. Do podziału są setki milionów złotych. Najwięcej trafi do Białegostoku, gdzie za ponad 350 mln złotych powstanie Trasa Niepodległości, a druga ważna droga zostanie przebudowana. Pieniądze dostaną też Olsztyn, Lublin, Rzeszów, Kielce i okolice. Jak podkreślają eksperci, nie chodzi tylko o bardziej reprezentacyjne drogi. Lepszy dojazd z podkarpackich wsi do Rzeszowa czy z Lublina do Warszawy to też lepsza dostępność do wielkomiejskich miejsc pracy czy szkół dla mieszkańców gmin położonych na wschodzie.

Na razie jednym z głównych problemów, które martwią osoby korzystające z naszych dróg, jest duża liczba wypadków. W Europie jesteśmy przed Chorwacją, Bułgarią, Łotwą, Litwą i Rumunią, ale pozostałe kraje pozostawiają nas w tyle. Na drodze umiera u nas rocznie 77 osób na milion mieszkańców, podczas gdy w Wielkiej Brytanii – 29. Jednak na polskich drogach bezpieczeństwo szybko się poprawia.

Pięć lat wcześniej wypadków było o 25 proc. więcej, podczas gdy w krajach o wysoko rozwiniętej sieci dróg, jak Wielka Brytania, zmiana na plus była tylko kilkuprocentowa. Można więc mieć nadzieję, że wraz z modernizacją sieci i samych aut statystyki będą lepsze. Możliwe, że stanie się tak szybko, bo w zeszłym roku kupiliśmy najwięcej nowych samochodów od 16 lat. Badacze jako powód wskazują program 500 plus, który pozostawił Polakom w kieszeniach wolne środki, które wcześniej musieli przeznaczać na przeżycie.

Wśród gór i klifów

Nie da się ukryć, że na tle polskich dróg, brytyjskie prezentują się o wiele korzystniej. Jeśli chodzi o ich ilość, to odpowiednikiem naszego Podlasia czy Podkarpacia zdecydowanie jest Szkocja. Duże autostrady w tym regionie można policzyć na palcach jednej ręki, a wśród gór i nadbrzeżnych klifów kierowcy mogą się poczuć nieco mniej pewnie niż pod Londynem. Poza tym, jednak głównie chwalimy tutejsze autostrady.

Za bezpieczeństwo, kulturę jazdy i świetny stan pojazdów, dzięki któremu nie trzeba obawiać się wypadków spowodowanych awarią. Podoba nam się też to, że na drodze większość osób jeździ z podobną prędkością, zamiast na siłę wyprzedzać po to, by zaoszczędzić kilka minut. Wielu Polaków chwali też policję, która jest uczynna i uprzejma.

Na co narzekamy?

Jednak po kilku latach w kraju niektórzy zaczynają narzekać nawet na tutejsze szosy. Co najmniej nam się podoba? – Zauważyłem, że poza miastem ludzie bardzo luźno podchodzą do tematu parkowania – uważa 37-letnia Monika, która pracuje w branży sprzątania

w Swansea i w ramach obowiązków prawie codziennie pokonuje kilkadziesiąt kilometrów. – Nie bardzo przejmują się zatoczkami czy tym, gdzie namalowane są pasy. Jak ktoś chce coś szybko załatwić, często zatrzymuje się gdziekolwiek. Przyzwyczaiłam się w Polsce, że parkowanie to bardzo poważna sprawa – zauważa. Innych denerwuje skrupulatność brytyjskiej policji. – Jeśli coś zarejestrowała kamera, to już się raczej nie wywiniesz. W Polsce przepisy są bardziej „ludzkie” – jak znika radiowóz, to wiadomo, że można sobie na więcej pozwolić – uważa Marek. Inni zwracają jednak uwagę, że to właśnie dzięki sprawnemu systemowi łapania kierowców jest tak bezpiecznie.

Zdziwienie polskich kierowców wywołuje czasem również skuteczność kontrolowania osób jadących  na zagranicznych rejestracjach. Zdarza się, że ktoś, kto zbyt długo przebywa swoim polskim pojazdem na Wyspach, po powrocie do ojczyzny zastaje w skrzynce pocztowej mandaty. To duża różnica w stosunku do sytuacji znanej z Polski, gdzie po wiejskich drogach wielu jeździ pojazdami, które w ogóle nie mają tablic rejestracyjnych lub od dawna nie są zarejestrowane. Choć sytuacja na polskich drogach szybko się zmienia, na razie wciąż wolimy jeździć w Anglii. Potwierdzają to dane z raportu World Economic Forum, gdzie polskie drogi znalazły się na 122. miejscu, a brytyjskie – na 24.

Sonia Grodek