Start Polecane W Polsce łatwiej o mieszkanie niż na Wyspach?

W Polsce łatwiej o mieszkanie niż na Wyspach?

562
0
PODZIEL SIĘ

Kupno mieszkania w Polsce to popularny pomysł na inwestycję. Szczególnie teraz, gdy nie wiadomo na jakich zasadach będzie można nabywać lokale na Wyspach. Sprawdzamy, jak wygląda rynek mieszkań i kredytów mieszkaniowych.

W czerwcu zeszłego roku Dorota i Łukasz, księgowa i szef kuchni, którzy poznali się sześć lat temu w Swansea, odbyli serię spotkań w bankach w sprawie uzyskania kredytu mieszkaniowego. Od dawna o tym rozmawiali i zdecydowali, że nie chcą już dłużej wynajmować. – W poniedziałek mieliśmy iść do ostatniego banku i pewnie byśmy podpisali umowę. Ale w piątek ogłosili wyniki referendum – opowiada Dorota. Postanowili poczekać kilka miesięcy, aż ustabilizuje się kurs funta. Liczyli też na to, że w tym czasie spadną ceny mieszkań. Nie spodziewali się, że w międzyczasie pojawią się głosy o wydaleniu z Wysp pracujących tu Polaków lub wprowadzeniu dla nich ograniczeń. – Teraz już nie wiemy, czy kupno mieszkania to dobry pomysł. W ogóle nie wiemy, czy zostaniemy tu na stałe – zwierzają się.

Ceny spadają, ale nie w Londynie

Rynek nieruchomości przeżywa teraz ciężkie chwile. Nie tylko związane z Brexitem – od kwietnia zeszłego roku zakup drugiej lub kolejnej nieruchomości wiąże się z koniecznością zapłacenia 3 proc. podatku („Stamp duty”). Choć nie dotknie to tych, którzy mają jedno mieszkanie, oznacza to nieco mniej transakcji na rynku. Drożej będą bowiem musiały zapłacić firmy i osoby prywatne, które kupują kilka, a czasem i kilkanaście nieruchomości rocznie, np. z myślą o wynajmie czy remoncie i odsprzedaży. Dla nich może to oznaczać konieczność wyłożenia nawet kilkudziesięciu tysięcy dodatkowych funtów. Ponieważ ruch na rynku jest nieco mniejszy, w wielu ogłoszeniach widać obniżkę cen, co może być dobrą wiadomością dla osób zastanawiających się nad kupnem nieruchomości właśnie teraz. Jednak choć ceny w centrum Londynu spadły w ciągu ostatniego roku o 8,7 proc., to dwa pokoje nadal mogą kosztować tam więcej niż 3 miliony funtów.

Głosowali za Brexitem i…

– Głosowałeś za Brexitem licząc, że spadną ceny mieszkań? Popełniłeś duży błąd – pisał „The Independent” w grudniu. O co chodzi? Wielu liczyło, że wyjście z Unii zmniejszy dostęp obcokrajowców do tutejszego rynku nieruchomości. Szczególnie tego w Londynie, bo zdecydowanej większości Brytyjczyków nie było dotychczas stać na mieszkanie w centrum czy w którejś z popularnych dzielnic. Liczyli, że po opuszczeniu struktur europejskich rosyjscy, chińscy czy arabscy milionerzy nie będą już kupować w Londynie tak chętnie, dzięki czemu ceny wrócą do poziomu osiągalnego dla „zwykłego śmiertelnika”. Akurat to proroctwo się nie sprawdziło. Po Brexicie funt tak poważnie stracił na wartości w stosunku do innych walut, że zagranicznych inwestorów płacących w jenach czy łotówkach spotkała nagła obniżka cen domów w Londynie, nieodczuwalna dla Brytyjczyków. Ceny spadły za to odczuwalnie w niektórych innych miastach. Łącznie 47 gmin miejskich zarejestrowało niższe średnie ceny nieruchomości. Co ciekawe, 40 z tych miast głosowało w większości za Brexitem (dane Manchester Evening News). Dwupokojowe mieszkanie w Liverpoolu kosztuje ok. 250 tys. funtów, a w Aberdeen – 150 tys. funtów. Jednak w ponad 200 miejscach w Wielkiej Brytanii – szczególnie w Anglii – Brexit nie zmienił nic, jeśli chodzi o to, ile trzeba zapłacić za nieruchomość.

Rząd pomaga

Pomóc w zebraniu środków mogą rządowe programy. W ramach Help to Buy osoby, które mają min. 5 proc. wkładu własnego, mogą pożyczyć do 20 proc. wartości domu na pięć lat bez konieczności płacenia odsetek. Do tego jeśli oszczędzamy na dom, rząd dołoży 25 proc. do tego, co uda nam się uzbierać – do kwoty 3 tys. funtów. W Londynie działa też program pomocowy First Steps London pomagający wykupić lokatorom o niskich dochodach mieszkania. Program Starter Home pozwala z kolei zaoszczędzić 20 proc. wartości rynkowej ceny domu. W jego ramach rząd buduje 200 tys. nowych domów, które będzie można kupić taniej, niż wynoszą średnie ceny mieszkań w agencjach nieruchomości. Dzięki temu nawet osoby o niskich dochodach mają łatwiej spełnić marzenie o własnych czterech kątach. Jednak wielu zarabiających na Wyspach Polaków woli wydać pieniądze na zakup nieruchomości w ojczyźnie. Średnia cena mieszkania jest tam wciąż o ok. pięć razy niższa niż w Anglii czy Walii.

I ty zostań landlordem

– Nigdy nie spodziewałem się, że zostanę landlordem – żartuje 31-letni Patryk, doradca klienta pracujący w firmie ubezpieczeniowej w Peterborough. – Również dlatego wyjechałem dziewięć lat temu z Polski: nie stać mnie było na płacenie czynszu, a nie mam tego szczęścia i nie mogę liczyć na mieszkanie po rodzicach czy dziadkach – tłumaczy. W zeszłym roku kupił kawalerkę w rodzinnym Wałbrzychu. – Od dawna zastanawiałem się, co zrobić z pieniędzmi. Zarabiam nieźle, ale na mieszkanie na Wyspach chyba nigdy nie będzie mnie stać. Okazało się jednak, że kiedyś nieosiągalną dla mnie kwotę 50 tys. złotych (tyle kosztowało 30-metrowe mieszkanie) tu jestem w stanie spokojnie zaoszczędzić – tłumaczy. Teraz zastanawia się, czy nie kupić też mieszkań dla rodzeństwa, które zostało w Polsce.

Rok oszczędzania i…

Nie wiadomo, czy to za sprawą mieszkańców Wielkiej Brytanii, którzy po Brexicie postanowili bezpiecznie ulokować oszczędności w ojczyźnie, ale zeszły rok był pod względem sprzedaży mieszkań najlepszy od dekady. Nabywców znalazło 58 tys. nieruchomości. Możliwe, że części osób łatwiej było podjąć taką decyzję dzięki nowemu zasiłkowi na dzieci (500+), ale duży udział w tych statystykach mają pewnie Polacy z zagranicy, którzy najszybciej „dorabiają się”, a więc mogą sobie pozwolić na mieszkanie wcześniej niż większość rówieśników pozostałych w Polsce. Według raportu Obido, najwięcej, bo 24 proc. wszystkich Polaków pracujących za granicą i kupujących nieruchomości w Polsce, to mieszkańcy Wysp Brytyjskich. Tylko stolica dościga Wyspy cenami, bo te w prestiżowych punktach miasta mogą dochodzić do kilkunastu milionów złotych. Myśląc o zakupie czegoś tańszego, ale bliskiego stolicy, warto wybrać miejscowości w pobliżu Warszawy, które za kilkanaście lat mogą wejść w jej skład, jak okolice Piaseczna, Legionowa czy Otwocka. Tam ceny wciąż są dużo niższe.

Wynajem lepszy niż lokata

Coraz popularniejsze jako alternatywa dla odkładania oszczędności w banku jest kupno domu czy mieszkania w Polsce z przeznaczeniem na wynajem. Jak wylicza Business Insider, ulokowanie dziś 100 tys. złotych na koncie oszczędnościowym przyniesie tylko 2 proc. zysku rocznie. Od tej kwoty trzeba jeszcze będzie zapłacić podatek. Wynajem przyniesie 4 proc. dochodu, które do tego mogą być zwolnione z podatku. – Jeśli się znajdzie dobrego najemcę, to jest to czysta przyjemność. Kontaktujemy się dosłownie parę razy w roku, nie robi żadnych problemów – mówi 31-letnia Monika, która wynajmuje dwupokojowe mieszkanie po babci na warszawskich Bielanach od czterech lat. Ale przestrzega: – Znalezienie uczciwej osoby o stałym dochodzie, która będzie chciała wynajmować przez lata, może potrwać parę miesięcy. Wtedy trzeba siedzieć w Polsce albo przekazać komuś klucze, żeby pokazywał mieszkanie chętnym. Im krótszy okres najmu, tym więcej kłopotów – kiedyś co sześć miesięcy musiałam przyjeżdżać, odświeżać mieszkanie i szukać nowego lokatora, a w tym czasie sama płacić rachunki – tłumaczy.

W Polsce też łatwiej

Niektórzy kupują mieszkanie głównie z myślą o tym, by na starość lub już za kilka lat, mieć bazę w Polsce, do której będą mogli wrócić z emigracji. – Decyzja o osiedleniu się w Polsce lub Wielkiej Brytanii oczywiście zależy od indywidualnych preferencji. Warto jednak wiedzieć, jakie są obecnie ułatwienia dla osób nabywających lub budujących dom w Polsce – mówi nam Andrzej Prajsnar, ekspert portalu Rynekpierwotny.pl.

– Przy zakupie nowego domu w ramach programu MdM, kredytobiorcy mogą otrzymać dofinansowanie do wkładu własnego – dodaje. Wysokość dotacji zależy od miejsca zakupu domu oraz wielkości rodziny. Przykładowa rodzina „2+1” kupująca nowy dom szeregowy w gminie graniczącej z Poznaniem (99 mkw. powierzchni użytkowej), obecnie otrzyma dofinansowanie o wartości 32.211 zł. Warto jednak zwrócić uwagę, że możliwe jest już tylko dotowanie nowych domów z datą ukończenia w 2018 r.

– Osoby samodzielnie budujące dom, mogą skorzystać z kolejnej możliwości, czyli częściowego zwrotu VAT od zakupionych materiałów budowlanych. Taki zwrot również zostaje przyznany w ramach programu Mieszkanie dla Młodych. Ograniczeniem jest limit powierzchni użytkowej budowanego domu, który wynosi 100-110 mkw. W pierwszym kwartale 2017 roku maksymalna wartość zwrotu za wybrane materiały budowlane to 33.941 zł – dodaje ekspert. Osoby, które budują dom energooszczędny lub pasywny, mogą dostać do niego dodatkowo rządowe dofinansowanie w wysokości 30-50 tys. złotych.

Co z kredytem?

Nawet pracując na Wyspach wielu Polaków nie jest w stanie z oszczędności sfinansować zakupu domu. Szczególnie w większych miastach, jak Kraków, Trójmiasto czy Wrocław. Wyjściem może być kredyt, choć nie każdy bank chętnie przyzna go na zakup nieruchomości położonej nad Wisłą. Najłatwiej będzie uzyskać kredyt konsumpcyjny, bo kilkanaście tysięcy funtów stali klienci wielu banków dostaną niemal od ręki. Nie wystarczy to na mieszkanie w dużym mieście, ale w mniejszych ośrodkach możemy liczyć za tą sumę nawet na dwa pokoje. Osoby, które nie zbudowały jeszcze historii kredytowej lub miały w przeszłości problemy ze spłatą zobowiązań, mogą skorzystać z pomocy polskich firm doradczych i kredytowych. Zwykle opłaty są tam nieco wyższe, ale łatwiej o kredyt w brytyjskim banku, a w razie, gdyby to było niemożliwe, istnieje często możliwość pomocy w przyznaniu kredytu w Polsce.

Trudne, ale możliwe

Niestety często ciężko jest przekonać bank w Warszawie czy Szczecinie, by udzielił kredytu osobie zatrudnionej na Wyspach. Najłatwiej mają osoby zatrudnione na stałe. Te prowadzące własną działalność za granicą czy pracujące nieregularnie raczej nie mogą liczyć na zrozumienie ze strony polskiego banku. Artur Sarnecki, autor bloga Finanse po Ludzku, wśród banków, które udzielają kredytów na podstawie dochodów zagranicznych, wymienia Alior Bank i Deutche Bank. – Pozostałe albo nie akceptują dochodów z zagranicy, albo stawiają zbyt dużo warunków, by brać je pod uwagę – pisze. Jednak nawet w tych dwóch bankach wymagania są niemożliwe do spełnienia z punktu widzenia wielu polskich pracowników m.in. z uwagi na wysokie kryterium dochodowe. Poza tym, aby dostać taki kredyt trzeba zwykle przedstawić umowę o pracę, payslipy i wyciągi z konta za ostatnie trzy miesiące, a także wyciąg z brytyjskiego biura informacji o dłużnikach (np. Callcredit czy Equifax). Najlepiej od razu przetłumaczyć dokumenty na polski u tłumacza przysięgłego. W obu krajach największe szanse na kredyt daje wysoki wkład własny na poziomie minimum 20-30 proc. Warto więc, przygotowując się do kredytu, zacząć oszczędzać.

Funty jak franki?

Niektóre banki są skłonne udzielić klientowi mieszkającemu na stałe za granicą kredytu w obcej walucie. Obecny klimat gospodarczy na Wyspach zniechęca do zaciągania zobowiązań w funtach, a kupujący mieszkanie obawiają się, że mogłoby to dla nich się skończyć podobnie, jak w przypadku „frankowiczów”. Wzięcie kredytu w funtach to też zobowiązanie na dziesiątki lat, więc w praktyce oznacza konieczność zarabiania w tej walucie niezależnie od tego, jak zmieni się sytuacja po Brexicie i w kolejnych latach. Warto wziąć to pod uwagę, wybierając walutę, w jakiej zaciągniemy zobowiązanie.

Sonia Grodek