Start Polecane Uwaga na wadliwe towary

Uwaga na wadliwe towary

413
0
PODZIEL SIĘ

Trująca wódka, wybuchający sprzęt AGD i zabójcze ubrania dla dzieci – to nie elementy filmu grozy, ale towary, na jakie co roku natrafia policja.

Wszystkim rodzicom, którzy oglądali któryś z ostatnich odcinków programu Fake Britain w BBC One, włosy jeżyły się na głowie. W jednym z nich przytaczano historię 5-letniej dziewczynki, która na przyjęciu urodzinowym u koleżanki dostała elastyczną opaskę na rękę z postaciami z filmu Frozen. Następnego dnia bransoletka popsuła się w trakcie zabawy – spod osłony w kolorowe wzory wypadła ostra jak nóż miarka kreślarska i zostawiła na twarzy dziewczynki głęboką szramę. Tym razem zakończyło się na kilku szwach, jednak konsekwencje w przypadku dziecięcych ubrań z innego odcinka mogły być o wiele poważniejsze. Chodzi o bluzy kupione na ulicznym straganie, których kaptur może udusić dziecko, a także o stroje karnawałowe uszyte z materiału tak złej jakości, że podrażnia skórę, a nawet… może stanąć w płomieniach.

Nieprzyjemną przygodę z podróbkami miała też 40-letnia Kasia, mama dwójki dzieci z Norwich, która latem dostała od męża robot kuchenny kupiony w sklepie internetowym. Kasia korzystała z robota przez dwa dni, aż trzeciego włożyła do niego warzywa, które zamierzała zmiksować na zupę krem i zajęła się wypakowywaniem zakupów. – Robot działał może z minutę, gdy poczułam zapach spalenizny i usłyszałam dziwny stuk, a potem zobaczyłam kątem oka gęsty dym. Wyłączyłam go z kontaktu i przestałam używać. Chwila nieuwagi i mógł się zapalić – opowiada. Mąż Kasi złożył reklamacje do producenta sprzętu. Niestety – okazało się, że wyglądający identycznie jak oryginał mikser jest tanią podróbką. Brak certyfikatów sprawia, że w czasie przygotowywania posiłków i nagrzewania się mógł uwalniać szkodliwe chemikalia do przygotowywanego jedzenia, a do tego mógł nawet eksplodować.

Z podróbką na policję

Rozpoznanie podrabianego sprzętu wcale nie jest proste. Renomowane portale takie, jak eBay czy Amazon, starają się zapobiec wystawianiu podrabianych towarów. Gorzej jest z niezależnymi sklepami, które pojawiają się w sieci jak grzyby po deszczu. Często na jeden oficjalny sklep producenta przypada kilkadziesiąt lub kilkaset takich, które oferują niemal to samo, tylko gorszej jakości. Warto zamawiać towary w sieci znanych sklepów, a szerokim łukiem omijać te, które oferują kilkudziesięcioprocentowe promocje. Jeśli mamy wątpliwości, warto wysłać zdjęcie produktu i adres sklepu producentowi. Niestety, policja notorycznie znajduje podrabiane zabawki czy sprzęt AGD również w sklepach i na stoiskach stacjonarnych. Głównie w Cheetham Hill w Manchesterze, ogłoszonym przez policję stolicą podróbek. Osoba, która przypadkowo kupi podejrzany przedmiot może zgłosić to na linię konsumencką Citizens Advice (03454 04 05 06), do lokalnego oddziału Trading Standard lub policyjnego oddziału Action Fraud, który walczy z tego typu przestępczością.

Podejrzany budowlaniec

Okazuje się, że można też trafić na fałszywego… architekta czy budowlańca. Ci pierwsi handlują wadliwymi projektami domów i sfałszowanymi pozwoleniami na budowę, ci drudzy korzystają z podrobionych kart CSCS, które poświadczają prawo do wykonywania zawodu. Z badania przeprowadzonego na 1180 budowach przez The Sawing and Drilling Association wynika, że 1 na 5 osób odpowiedzialnych tam za kontrolę dokumentów, miała styczność z fałszywym dokumentem. – Znam chłopaków, co wyrabiają karty na lewo. Szczerze? Nikt tego nigdy nie sprawdza. Przecież jak ktoś wie co robi w pracy, to co z tego, że karty nie ma lub jest nieprawdziwa? – dziwi się 33-letni Mariusz z Łomży, który przepracował na londyńskich budowach osiem lat. Tożsamość architekta można łatwo potwierdzić w izbie architektów dla danego regionu. W przypadku budowlańców wystarczy aplikacja SmartCard, by sprawdzić, czy karta jest prawdziwa. Coraz rzadziej fałszerzom udaje się umknąć sprawiedliwości – najgłośniejsza była sprawa pracownika budowlanego Isaaca Agyekuna, który na budowie w Londynie rozprowadzał karty wśród kolegów. Został skazany na 18 miesięcy więzienia.

Zdarzają się też fałszywe dokumenty tożsamości. W Wielkiej Brytanii popularne, bo przydają się nawet podczas codziennych zakupów, gdy obsługa nie jest w stanie rozpoznać polskiego dowodu. Aby kupić fałszywe ID z hologramem i znakami widocznymi w podczerwieni wystarczy tylko kilkadziesiąt funtów i pomoc z jednego z dziesiątek serwisów internetowych. Jak podaje The Sun na podstawie danych policji, paszport to już koszt rzędu 600 funtów, a certyfikat poświadczający obywatelstwo to 1500 funtów. W styczniu zamknięto też 40 stron internetowych oferujących fałszywe dyplomy m.in. Uniwersytetu w Kent za jedyne 500 funtów. Wiele osób kupujących ID chce tylko iść bez przeszkód do pubu czy ułatwić sobie start na Wyspach. Jednak są wśród nich też oszuści, a podpisanie z taką osobą umowy najmu czy sprzedaży auta może mieć bardzo poważne konsekwencje. Wciąż podrabia się też banknoty. Tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy zeszłego roku z obiegu wycofano ponad 150 tys. podrabianych pieniędzy o łącznej wartości ponad 3 milionów funtów.

Niepodobne do niczego

The National Food Crime Unit kontroluje z kolei jedzenie, często trafiając na szokujące znaleziska. Wśród nich kebab z jagnięciny bez jagnięciny w składzie, zanieczyszczone ściekami owoce morza, najtańsze jajka sprzedawane jako ekologiczne czy tabletki na odchudzanie, których spożycie zabiło już kilka kobiet. Czasem na podrabiane produkty zdarza się trafić nawet w lokalnym sklepie.

– Wiele lat temu kupiłem w nieistniejącym już polskim sklepie w dzielnicy Ealing dwie butelki polskiej wódki „spod lady”. Otworzyliśmy ją w domu z kolegami i nie wiem, co to było, ale na pewno nie wódka. Chyba raczej rozcieńczony spirytus. Pić się tego nie dało. Wkurzyłem się, bo sklep żerował na tym, że do polskich produktów się ma większe zaufanie. A że kupiłem „na lewo”, nie mogłem się nawet poskarżyć na policji – przypomina sobie 49-letni Bogdan, prowadzący w dzielnicy swoją firmę od 2006 roku. To jednak nie tylko wspomnienie z przeszłości, bo ostatnio NFCU zarekwirowała w Dover 35 tys. butelek wódki Smirnoff zawierającej m.in. płyn do chłodnicy i metanol. W ostatnim roku zdarzało się też znaleźć fałszywe jedzenie i napoje w pubach. W butelce drogiej whiskey kontrolerzy znajdowali kiepski alkohol z dyskontu, a w niektórych daniach z „ekologicznego” i „lokalnego” mięsa znajdowało się tanie mięso z supermarketu.

Program Fake Britain opisywał też historię młodej kobiety pracującej w straży nabrzeżnej na południu kraju, która kupiła on-line drogą, kanadyjską kurtkę z pierza. Podczas zimnego dnia na świeżym powietrzu właścicielka kurtki omal nie zamarzła, przekonując się, że nie ma do czynienia z prawdziwym produktem (który towarzyszy często wyprawom polarnym).

Czasem w przypadku podrabianych ubrań konsekwencje nie są śmiertelne, choć równie dotkliwe, o czym przekonała się 28-letnia Kamila, młodsza asystentka w biurze architektonicznym. To jej wymarzona praca i od początku chciała zrobić świetne wrażenie, dlatego zainwestowała w garderobę stosowną do tak prestiżowej firmy. – Zależało mi, żeby być „jedną z nich”, chodzić na spotkania z ważnymi klientami – opowiada. Po dopasowanych kostiumach i modnych butach przyszła pora na najważniejszy, jej zdaniem, element garderoby – elegancką torebkę. – Na taką z butiku póki co mnie nie stać, ale w outletach jest tanio, a na wyprzedażach w sieci jeszcze taniej. Wybrałam popularny model kultowej marki Longchamp i kupiłam go za 299 funtów. Wielka okazja, bo w sklepie taka sama torebka może kosztować nawet tysiąc. Nie cieszyłam się jednak długo. Podczas spotkania w pracy, trzy dni po zakupie, na oczach wszystkich z mojej torebki odpadło… logo. Spod niego ukazały się jakieś trociny i tania podszewka z poliestru. Nie udało mi się zabłysnąć w pracy… – wspomina.

Pozorna oszczędność

– Problemem jest to, że Polacy na Wyspach często nie znają dobrze cen. Wiele słyszało o tym, że na zachodzie Europy jest taniej niż u nas, dlatego nikogo nie dziwią „super promocje”. Trudno to zweryfikować – zauważa 40-letni Robert, pracownik małego sklepu z elektroniką na Ealingu. Trafiają do niego podrabiane telefony i laptopy zainfekowane przez wirusa „zawleczonego” z fałszywego pendrive’a czy dysku zewnętrznego. Jego zdaniem pewność co do zakupu daje tylko naprawdę zaufane źródło. I niestety – sprzęt dobrej klasy kosztuje, a atrakcyjna cena często może oznaczać, że towar nie jest oryginalny.

Sonia Grodek