Start Polecane UK: Zmiany w systemie szkół wyższych

UK: Zmiany w systemie szkół wyższych

1008
0

Niemal co trzeci brytyjski student pochodzi z zagranicy. W tym roku wszystkich uczniów szkół wyższych czekają duże zmiany. Największa z nich to wprowadzenie dwuletnich studiów.

Podczas niedawnego rządowego panelu dotyczącego edukacji przedstawiciele uniwersytetów narzekali, że kilku czołowych naukowców już wycofało się z planowanych na Wyspach badań z powodu Brexitu. W przypadku eksperymentów naukowych, które mogą trwać latami, potrzebne jest stabilne środowisko, które gwarantuje, że badania nie zostaną zawieszone – tłumaczono. Polskich studentów, których na brytyjskich uniwersytetach są tysiące, najbardziej interesuje jednak to, jakie będą ich prawa po przeprowadzeniu Brexitu. 19-letnia Kamila, którą w tym roku czeka matura międzynarodowa w warszawskim liceum, wstępnie rozważała anglistykę lub literaturę angielską na którymś z brytyjskich uniwersytetów. – Złożę papiery, a martwić się będę, jeśli się dostanę. Myślę, że będzie dobrze – przekonuje. Niektórych kandydatów na studia optymizm jednak opuścił. We wrześniu zeszłego roku podań z zagranicy było o 7 proc. mniej (dane UCAS) niż zwykle, a z niektórych krajów (np. z Irlandii) o 20 proc. mniej. Wszystko wskazuje na to, że potencjalni aplikanci obawiali się, że zainwestują w drogie studia, a po roku czy dwóch latach okaże się, że nie mogą ich skończyć. – Ja chyba zdążę skończyć studia, zanim cała ta sytuacja się rozwiąże. I tak cieszę się, że się na nie zdecydowałem. Brytyjski dyplom, póki co, jeszcze długo będzie ceniony w całej Europie i na świecie – uważa 24-letni Marcin, od dwóch lat studiujący grafikę komputerową w Kent.

Drogo i drożej

Poza przewidywanymi zawirowaniami politycznymi, studenci obawiają się jeszcze jednego. Pod koniec tego roku studia mogą nieco podrożeć, mimo że dla wielu uczniów i ich rodziców ceny i tak są już bardzo wysokie. Obecnie limit wynosi 9 tys. funtów rocznie – po zmianach będzie to mogło być nawet 13 tysięcy funtów. Podwyżka ma być uzależniona od inflacji, ale też jakości nauczania, perspektyw dla uczniów po studiach czy ilości przerabianego materiału. – A może by tak po prostu obniżyć czesne na gorszych uniwersytetach, zamiast podwyższać na lepszych – pytają na forach studenckich zdenerwowani uczniowie. Mimo to zmiana jest już pewna i zaplanowana na najbliższe cztery lata – póki co tylko w Anglii.

Najdroższe studia będą faktycznie różnić się od tych gorzej wycenianych, mają być bardziej innowacyjne i mają lepiej przygotowywać do pracy. Jedną ze zmian ma być otwarcie drzwi dla uniwersytetów prowadzonych przez firmy. Dzięki temu korporacje jak Google czy Facebook, które potrzebują setek inżynierów i specjalistów rocznie, będą mogły uczyć ich praktycznych umiejętności i „przejmować” od razu po studiach, zanim zrobi to konkurencja. Większa innowacyjność to też wprowadzenie szerszej oferty studiów on-line, a być może również szerszy wybór polskich uniwersytetów na Wyspach, których oferta dziś jest skromna. Dzięki unowocześnieniu całego systemu oświaty wyższej, wszystkie nowe szkoły będą sprawdzane pod kątem jakości i to na tej podstawie będzie im przyznawana licencja na kolejny rok. Ma to sprawić, że łatwiej będzie można rozróżnić anonimowe szkoły dające bezwartościowy dyplom od tych, za które ręczy państwo.

Ukłon w stronę uczniów

Najważniejszą zmianą ma być wprowadzenie studiów dwuletnich.

– Chcemy wprowadzić nowe, elastyczne sposoby nauczania. Studenci apelują o bardziej elastyczne grafiki, zajęcia, które da się pogodzić z pracą i życiem czy krótsze kursy, które pozwalają szybko znaleźć zatrudnienie. Rozumiem, że dla większości studia wciąż oznaczają trzy lub cztery lata, ale musimy pozostałym dać alternatywę – wyjaśnił Jo Johnson, minister szkolnictwa wyższego. Jednym z pierwszych, który zdecydował się na wprowadzenie takiego modelu jest Staffordshire University. Na jego stronie internetowej można przeczytać: – Przyspieszone, dwuletnie studia, to pełne doświadczenie uniwersyteckiego życia (…). Jednak w przeciwieństwie do trzyletnich studiów, tu musisz poświęcić tylko dwa lata. Dzięki temu możesz zaoszczędzić do 10 tys. funtów w kosztach utrzymania i czesnego – czytamy. Nauki ma nie być mniej, a jedynie ma być ona bardziej skondensowana. Niektórzy uważają, że to pierwszy krok do zabicia renomy brytyjskich uniwersytetów, a studia z zasady mają być czymś wyjątkowym i dlatego trzeba na nie poświęcić odpowiednio dużo czasu i wysiłku. Wielu uczniów przyjmuje jednak taką możliwość z ulgą i przyznaje, że to wymóg naszych czasów.

Student pracuje

– Kiedyś istniało „życie studenckie”, a te trzy czy pięć lat studiów było trochę przedłużeniem liceum – wspomina 52-letni Kazimierz, absolwent wydziału socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, dziś wykładowca w dwóch szkołach prywatnych w Warszawie i Łodzi. – Dziś jak patrzę na moich studentów, to widzę, że od pierwszego-drugiego roku większość musi pracować. I oczywiście utrzymywać mieszkanie, bo przecież nikt im już nie zagwarantuje miejsca w akademiku. Potem dochodzą staże i praktyki, bo pracodawcy oczekują od nich doświadczenia od razu po studiach. Można narzekać na dwuletnie uniwersytety, ale prawda jest taka, że wielu woli pewnie solidnie przysiąść i mieć szybciej z głowy, niż pięć lat chodzić na uniwersytet i marnować czas – zwraca uwagę. Choć Kazimierz opisuje rzeczywistość na polskich uniwersytetach, na brytyjskich pod tym względem jest podobnie. Obecnie na wielu wydziałach uczniowie mogą cieszyć się nawet czteromiesięcznymi wakacjami, a do tego długimi przerwami świątecznymi. Dla wielu przyjezdnych to tylko dodatkowy kłopot i wydatki, bo muszą wtedy wracać do swojego kraju. Inni są wtedy zmuszeni szukać pracy sezonowej, co opóźnia ich wejście na rynek pracy i rozpoczęcie kariery w branży, która ich interesuje.

Łatwiej się dostać

Rząd stara się też zwiększyć dostęp do szkół wyższych dla uczniów o mniejszych szansach na edukację. Dziś na najważniejszych uniwersytetach bogaci uczniowie wciąż są przyjmowani sześć razy częściej niż ich ubożsi koledzy; nadal widać też przewagę mężczyzn na wielu prestiżowych kierunkach. Aby zmienić tą sytuację ma powstać specjalna instytucja monitorująca, złożona z siedmiu placówek badawczych zebranych pod wspólną nazwą UK Research and Innovation body. Uczelnie będą zobowiązane przekazywać jej szczegółowe informacje o rasie, płci i socjoekonomicznym pochodzeniu uczniów, a także o ich postępach w nauce. Dzięki temu zostaną zidentyfikowane uczelnie, na których występuje taki problem. By wciąż otrzymywać rządowe dotacje, będą musiały postarać się zwiększyć szanse pozostałych uczniów na dostanie się do szkoły. – To nie brzmi najlepiej. Teraz nikt nie robi mi przykrości dlatego, że na przykład jestem Polakiem. Nie jestem pewien, czy chcę, żeby na korytarzu wisiała kartka z informacjami o tym, ile zarabiają rodzice, jaka jest moja rasa i od jak dawna jestem na Wyspach. Dla mnie to brzmi dziwnie. Chyba że to będą dane na wewnętrzny użytek uniwersytetu, ale w takim razie po co w ogóle są potrzebne – zastanawia się Marcin, student grafiki komputerowej z Kent. W teorii jednak program ma zapobiec faworyzowaniu dzieci z bogatych domów i zapewnić więcej miejsc na dobrych uniwersytetach dla imigrantów czy biedniejszej młodzieży.

Sonia Grodek