Start Polecane UK: „Mama” słowem obraźliwym?

UK: „Mama” słowem obraźliwym?

840
0

Nie „przyszła matka”, ale „osoba w ciąży” – Brytyjskie Stowarzyszenie Medyczne (BMA) wydało kontrowersyjny przewodnik, który ma zminimalizować ryzyko urażenia osób transpłciowych. Krok naprzód przeciwko dyskryminacji czy kuriozum?

14 stronicowy poradnik dla pracowników publicznej służby zdrowia (NHS) zawiera instrukcje, jakich słów używać, by podnieść standardy komunikacyjne w miejscu pracy. Niektóre z zaleceń stały się przedmiotem ostrego sporu: autorzy książki przekonują między innymi, by nie nazywać ciężarnych „przyszłymi matkami” czy „kobietami w ciąży”, bo może to urazić osoby transseksualne. Zamiast tego zaproponowano, by używać określenia „ludzie w ciąży”, które, ich zdaniem, jest neutralne znaczeniowo.

„Poradnik skutecznej komunikacji: Niedyskryminujący język w miejscu pracy”, bo o tym dokumencie mowa, został stworzony z myślą o pracownikach służby zdrowia, którzy na co dzień spotykają się z pacjentami z różnych środowisk. By wyjść naprzeciw zmieniającemu się społeczeństwu, BMA chce zminimalizować ryzyko urażenia osób transseksualnych, niepełnosprawnych czy starszych. Dokument zawiera szereg wytycznych, wśród których znalazło się polecenie, aby zastąpić „windy dla niepełnosprawnych” określeniem „dostępne windy”. Personel medyczny powinien wyzbyć się także mówienia „starzy ludzie” na rzecz „starszych osób”, a „płeć biologiczną” nazywać „płcią przypisaną”. Przewodnik wskazuje ponadto, by podczas porodu nie zaznaczać płci dziecka, mówiąc, że „rodzi się chłopiec czy dziewczynka”, gdyż sformułowania te są „zbytnim uproszczeniem bardzo skomplikowanego tematu”.

Zaznaczono przy tym, że wytyczne nie są przeznaczone dla 156.000 lekarzy, którzy są członkami stowarzyszenia, lecz jedynie dla personelu medycznego, by usprawnić ich komunikację z pacjentami. – Nadszedł czas, żebyśmy się zjednoczyli i traktowali nawzajem z szacunkiem i godnością. Powinniśmy wspierać i chronić naszych przyjaciół oraz pacjentów – napisała jedna z autorek dr Anthea Mowat.

„To absurdalne”

– Nierówność płci ujawnia się w odwiecznym podziale na role męskie oraz żeńskie. I chociaż z biegiem czasu granica ta uległa zatarciu, niektóre schematy czy stereotypy wciąż pozostają mocno zakorzenione. Zdecydowana większość osób, które były w ciąży lub urodziły dziecko, to kobiety. Równocześnie jednak spotykamy przypadki interseksualnych mężczyzn oraz osób transseksualnych, które spodziewają się potomstwa. By zapobiec ich wykluczeniu, powinniśmy używać określenia ludzie w ciąży zamiast przyszłe matki – piszą autorzy broszury.

Nie wszystkim jednak przewodnik ten przypadł do gustu. Jedną z pierwszych osób, które skrytykowały wytyczne Brytyjskiego Stowarzyszenia Medycznego (BMA), była działaczka na rzecz kobiet Laura Perrins. – Każdy lekarz wie, że jedynie kobiety mogą być matkami. Twierdzenie, że jest inaczej, jest niebezpieczne i obelżywe. Dokument BMA obraża każdą kobietę w tym kraju – podkreśliła Perrins, określając poradnik „antynaukowymvwPodobnego zdania jest poseł Partii Konserwatywnej, Philip Davies. – To całkowicie absurdalne. Jeśli nie możesz nazwać kobiety matką, to w jakim kierunku zmierza ten świat – skomentował torys.

– Poprawność polityczna powinna mieć swoje granice. Już klonujemy zwierzęta, tworzymy dzieci z DNA trzech osób, a teraz nie mogę nazwać siebie matką? Trzeba umieć powiedzieć stop – stwierdziła 28-letnia Marzena z Hounslow.

Pomysł poparła z kolei Heather Ashton ze stowarzyszenia TG Pals działającego na rzecz osób transpłciowych. – Wiemy, że z biologicznego punktu widzenia to kobiety zachodzą w ciążę, jednak osoby transseksualne także zostają rodzicami, dlatego te wytyczne są dużym krokiem naprzód przeciwko ich dyskryminacji. Ta reforma w terminologii jest dobrą zmianą dla każdego, kto chce podjąć się wychowywania dzieci – wyjaśniła. Zgadza się z nią mieszkająca w Peterborough Magda. – Tylko dlatego, że ktoś miał to nieszczęście, że urodził się w złym ciele, nie znaczy, że nie ma prawa zostać rodzicem. Jeśli dziecko jest kochane, nieważne, czy urodziła je kobieta czy mężczyzna – stwierdziła Polka.

Brytyjczyk w 4 miesiącu

Poradnik powstał jeszcze pod koniec ubiegłego roku, jednakże dopiero teraz zaczął budzić kontrowersje. Wszystko za sprawą Haydena Crossa, pierwszego w Wielkiej Brytanii mężczyzny, który zaszedł w ciążę. 20-latek jeszcze trzy lata temu był kobietą – później zmienił imię z Paige na Hayden oraz rozpoczął proces zmiany płci, równocześnie szukając dawcy nasienia. Urodzony w Gloucester Brytyjczyk chodził do szkoły dla dziewcząt, gdy zorientował się, że czuje się nieszczęśliwy w swoim ciele. W wieku 15 lat wyprowadził się z domu, ściął włosy i zmienił zupełnie sposób ubierania się. Przez kilka lat pracował w jednym ze sklepów sieci Asda, lecz przerwał pracę, gdy zaszedł w ciążę. Dawcę spermy znalazł za pośrednictwem Facebooka. Obecnie 20-latek jest w czwartym miesiącu ciąży i ze względu na dobro dziecka wstrzymał przyjmowanie hormonów. Po porodzie chce jednak wrócić do kliniki, by zakończyć proces zmiany płci, a w tym usunąć piersi i jajniki. – Czułem, że nie mam wyboru, że muszę zdecydować się na dziecko teraz, by później móc całkowicie zmienić płeć – wyjaśnił Cross, który obecnie jest bezrobotny i mieszka w kawalerce, którą otrzymał od władz miasta. – Będę najlepszym ojcem na świecie – zapewnił.

Haden Cross nie jest jednak pierwszym mężczyzną na świecie, który urodzi dziecko – w 2008 roku Thomas Beatie został ojcem dziewczynki. Kanadyjczyk rozpoczął proces zmiany płci w 1997 roku, jednakże postanowił zachować swoje kobiece narządy płciowe. Gdy okazało się, że jego żona jest bezpłodna, para zdecydowała się na urodzenie dziecka dzięki sztucznemu zapłodnieniu. Obecnie mężczyzna jest ojcem trójki pociech. Rocznie w Wielkiej Brytanii rodzi się 775.000 dzieci. Nie zanotowano dotychczas żadnego innego przypadku, by w ciąży była osoba transseksualna. Na Wyspach istnieją 53 organizacje działające na rzecz osób transpłciowych. Część z nich korzysta z funduszy publicznych. Operacja zmiany płci jest finansowana przez NHS; jej koszt szacuje się na 29 tysięcy funtów.

– Brytyjczycy powariowali. Przecież to zmierza w stronę Orwellowskiej rzeczywistości. A może kobiety w ciąży poczują się obrażone, że nazywa się je osobami – zastanawia się Tomek z Ealing.

– Myślę, że to smutne, iż społeczeństwo zmierza w tym kierunku. Bóg dał nam mężczyznę i kobietę, relacja matki z dzieckiem oraz ojca z dzieckiem jest zupełnie inna. Te wytyczne mogą podważać kluczową rolę matki w wychowaniu potomstwa, a także dezorientować społeczeństwo – stwierdził były biskup Rochester Michael Nazir-Ali w rozmowie z „The Mail on Sunday”.

– Nie rozumiem skąd to oburzenie. Przecież chodzi tylko o zmianę kilku określeń względem osób, które i tak już w życiu dużo przeszły. Ludzie nie mają pojęcia, jakim koszmarem jest proces zmiany płci, ile lat trzeba męczyć się w ciele, którego się nienawidzi – powiedział Mateusz z Manchesteru.

Chłopcy w spódniczkach

Mimo protestów konserwatywnej części społeczeństwa, brytyjski rząd zwiększa liczbę ustaw związanych z tzw. „neutralnością płciową”. W ubiegłym roku Ministerstwo Oświaty wprowadziło przepis pozwalający chłopczykom na przychodzenie do szkoły w spódniczkach. Przedstawiciele środowiska LGBT (Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender) wyrazili wówczas zadowolenie z przeforsowanej ustawy. – Nikt nie powinien być zmuszany do tego, by ubierać się w sposób dla niego niekomfortowy. Teraz dzieci będą odczuwać większą akceptację, a także nauczą się tolerancji względem innych – podkreślono. By wyjść naprzeciw osobom transseksualnym, w Wielkiej Brytanii powstaje także coraz więcej budynków posiadających „neutralne płciowo” toalety. Ubikacje te nie posiadają odrębnych części dla pań i panów. Zwolennicy podkreślają, że to dorośli tworzą sztuczne podziały, a dzieci nie kierują się normami płciowymi, dopóki starsi ich tego nie nauczą.

Monika Mańka