Start Polecane Trzy zamachy w dwa miesiące

Trzy zamachy w dwa miesiące

289
0
PODZIEL SIĘ

Kolejny zamach wstrząsnął Polakami mieszkającymi na Wyspach. Wielu zastanawia się, czy czekają nas kolejne akty terroru.

Islamski terroryzm w Wielkiej Brytanii zdarzał się już wcześniej, ale nigdy na taką skalę. W marcu uzbrojony mężczyzna rozjeżdżał ludzi na moście Westminsterskim, a następnie wdarł się na teren Pałacu Westminsterskiego. Dokładnie dwa miesiące później bomba wybuchła na koncercie popowej wokalistki Ariany Grande w Manchesterze. Niecałe dwa tygodnie po koncercie podobna tragedia zdarzyła się na London Bridge, a później zamachowiec ranił ludzi bawiących się w londyńskich pubach. We wszystkich atakach zginęło co najmniej 35 osób, a ranionych zostało ok. 230.

ISIS, czyli Państwo Islamskie, wzięło odpowiedzialność za te zdarzenia. Wielu szokuje, że zamachy miały miejsce w naprawdę popularnych miejscach, gdzie mógł znaleźć się każdy z nas. – Tego dnia byłam na spacerze dokładnie w miejscu zamachu.

Na szczęście byliśmy tam dwie godziny wcześniej i nie zamarudziliśmy ze znajomym dłużej. Brakowało niewiele… – wspomina 26-letnia Klaudyna, koordynatorka biura jednej z firm badawczych w Londynie.

Polacy wśród ofiar

Niestety niektórzy Polacy nie mieli takiego szczęścia i znaleźli się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Chodzi o Angelikę i Marcina Klis, którzy tragicznego wieczora przyjechali odebrać córki z koncertu Ariany Grande i zginęli. Brytyjska Polonia i MSZ starały się wesprzeć ich córkę, która przez pierwsze dni po wydarzeniu wciąż szukała rodziców w okolicznych szpitalach.

22-letni Piotrek, gitarzysta i pakowacz z Bielska-Białej mieszkający w Londynie, był kiedyś ze znajomymi w jednym z barów, obok których dokonał się ostatni zamach. Polak apeluje o zachowanie spokoju. – Tylko o to im chodzi, żebyśmy wpadli w panikę i przestali wychodzić z domów. Jakby szczerze policzyć, ile osób zginęło w tym czasie na polskich drogach, to pewnie by się okazało, że więcej – uważa (w rzeczywistości ofiar bezmyślności kierowców jest znacznie więcej, bo w 2016 roku średnio prawie 250 miesięcznie).

Pojawia się nieufność

Jednak przeważa strach, a nawet panika. – Przerażające! Rodzina stale dzwoni i pyta, czy żyjemy. Wszyscy się obawiają, pojawia się nieufność. Człowiek woli nie jeździć do centrum, jeśli nie musi – mówi 32-letni Konrad, mechanik samochodowy, który naprawą aut w Londynie zajmuje się od sześciu lat.

Niestety, czasem reakcje są jeszcze bardziej gwałtowne. Pojawiają się radykaliści drugiej strony sporu kulturowego, a muzułmanie skarżą się na rosnącą im nieprzychylność. W kilka tygodni po zamachu w Londynie ciężarówka wjechała w ludzi wychodzących z meczetu Finsbury Park. Rannych zostało 11 osób, jedna nie żyje.

Martwią się też właściciele biznesów, szczególnie tych utrzymujących się z turystyki. – Na razie jeszcze mamy rezerwacje, ale obawa jest. Nikt nie chce ryzykować życiem, oglądając zabytki, więc nie zdziwię się, jeśli ludzie przestaną przyjeżdżać – uważa 24-letnia Monika, która pracuje w hotelu typu bad&breakfast pod Londynem. Obok niepokojów związanych z Brexitem i skokowymi wahaniami waluty, obawa przed zamachem byłaby ostatecznym ciosem dla branży. Zniechęcić mogliby się zarówno potencjalni pracownicy, jak i turyści.

Znany z telewizji

Po kolejnym takim wydarzeniu niektórzy wskazują na bezradność policji. Szczególnie po ujawnieniu, że jeden z zamachowców był już znany mediom i policji wiele miesięcy temu. W filmie dokumentalnym Channel 4 „Jihadist next door” (dżihadysta z sąsiedztwa) z 2016 roku obserwowaliśmy grupę osób organizujących na ulicach Londynu przed meczetami i w parkach akcje mające na celu nakłonienie do wprowadzenia na Wyspach prawa szariatu i zrekrutowanie kolejnych wiernych. Prowodyrzy jawnie sympatyzowali z ruchami ekstremistycznymi, jednak nawet gdy Londyńczycy arabskiego pochodzenia próbowali przerwać ich demonstracje i apelowali do policji, by zamknąć osoby jawnie czerpiące z retoryki i metod ISIS, funkcjonariusze rozkładali tylko ręce, powołując się na wolność słowa.

Gdy okazało się, że jeden z zamachowców został uwieczniony na filmie, gdzie w publicznym parku wymachuje flagą ISIS, a mimo to nie zostaje ukarany ani nawet zatrzymany, niektórzy zauważali, że tragedii można było zapobiec. „The Telegraph” podaje, że policja wielokrotnie była informowana przez zaniepokojonych obywateli o groźnych poglądach jednego z zamachowców, ale uznano, że nie stanowi on niebezpieczeństwa.

Mogło być więcej

Rząd przekonuje jednak, że służby działają bez zarzutu. Jako dowód podają sytuację z 27 kwietnia, gdy uzbrojony w noże Khalid Mohamed Omar Ali próbował dostać się do parlamentu, ale został powstrzymany przez służby, które już od jakiegoś czasu miały go na oku. Następnego dnia policja aresztowała sześć osób powiązanych ze zdarzeniem.

To jedna z 18 sytuacji w ciągu ostatnich pięciu lat, gdy organy ścigania udaremniły zamach.

Po ostatnim zamachu zatrzymanych zostało 12 osób podejrzanych o podobne zamiary i pomoc w przestępstwie, jednak wszyscy zostali wypuszczeni i nie postawiono im zarzutów. Jednym z zastosowanych środków ostrożności był też wprowadzony ostatnio zakaz wwożenia laptopów na lotach z Turcji, Libanu, Jordanii, Arabii Saudyjskiej, Egiptu i Tunezji. Wszystko przez to, że terroryści pochwalili się wcześniej bombą łudząco przypominającą nowy laptop, która była w stanie zniszczyć samolot.

Co robić?

Obecny poziom zagrożenia terrorystycznego jest wysoki (poziom czwarty na pięciostopniowej skali), a służby określają prawdopodobieństwo następnego zamachu jako „bardzo wysokie”. Władze apelują, by każde podejrzane zachowanie raportować na policję, infolinię antyterrorystyczną (0800 789 321), a gdy chodzi o większą grupę przestępczą i niebezpośrednie zagrożenie, do MI5.

Zamach w Manchesterze pokazał, że nie tylko stolica jest zagrożona, dlatego najbardziej czujni powinni unikać wszystkich popularnych, zatłoczonych miejsc. Theresa May powiedziała w niedzielę po zdarzeniu, że dodatkowo wzmocni siły antyterrorystyczne i postara się walczyć z miejscami w internecie i w brytyjskich społecznościach, gdzie rozwija się terroryzm. Przyznała, że w kraju jest zbyt dużo tolerancji dla ekstremizmu i że sytuacja musi się zmienić. Burmistrz Londynu postanowił zaostrzyć ochronę w mieście przez najbliższy tydzień.

Sympatyzują i zabijają

Pojawiają się jednak pytania o to, co jeszcze może zrobić kraj, by uniknąć terroryzmu. Rząd ma dużą na tle innych krajów możliwość kontrolowania naszych rozmów i wiadomości, a kamery przemysłowe widać na każdym rogu. „The Guardian” zauważa, że środki mające zwiększyć nasze bezpieczeństwo, z czasem okazują się przynosić odwrotny skutek. Chodzi o zakaz wyjeżdżania do Syrii, skierowany w stronę obywateli Wielkiej Brytanii.

W teorii miał sprawić, by młodzi ludzie nie mieli okazji zetknąć się z niebezpiecznymi grupami i przenieść ich pomysłów na grunt domowy. Gazeta ostrzega jednak, że w praktyce w takich osobach rośnie frustracja. Niektórzy jeśli nie mogą dołączyć do Państwa Islamskiego, decydują się „przysłużyć się” sprawie ISIS choćby na miejscu. Zdaje się, że więcej funkcjonariuszy na ulicach nie pomoże, jeśli problem islamskiego radykalizmu nie zostanie usunięty z Wysp. Wymagałoby to wymuszenia współpracy społeczności muzułmańskich, a być może zaostrzenia kontroli tam, gdzie wylęgają się takie inicjatywy: w meczetach i wśród imigrantów. Przemówienie Theresy May obiecywało takie działania. Wciąż nie wiadomo jednak, czy one wystarczą i czy nie pojawiły się wiele lat za późno.

Sonia Grodek