Start Polecane Takie same produkty, tylko jednak trochę inne…

Takie same produkty, tylko jednak trochę inne…

1328
0
PODZIEL SIĘ

Ulubiony proszek do prania z Wielkiej Brytanii w Polsce może być mniej skuteczny, a słodycze nieco inne w smaku. Różne są też menu w sieciowych restauracjach, a nawet zapachy płynów do mycia naczyń.

Bywa, że produkty są te same, ale pod inną nazwą. Tak jest z chipsami Walkers (w Polsce Lay’s), dezodorantem Sure (Rexona) czy prezerwatywami Mates (Unimil). I nie jest tajemnicą, że globalne koncerny dostosowują swoje produkty do przyzwyczajeń konsumentów w każdym kraju, również pod względem zapachu czy smaku. To właśnie stąd bierze się zawrotna kariera niemieckich proszków do prania w Polsce. W 2009 roku fundacja Pro-Test przebadała pod kątem skuteczności 98 proszków z całej Europy. Okazało się, że proszki tych samych firm kupione w Polsce niszczyły pranie bardziej niż proszek niemiecki, brytyjski, a nawet węgierski czy słoweński. Jednak od tego czasu minęło kilka lat.

– Wydaje mi się, że teraz już nie ma dużej różnicy, polskie proszki upodobniają się do tych niemieckich. Ale jeszcze kilka lat temu kupowałam niemiecką chemię, bo prała zdecydowanie lepiej. Teraz piorę w proszku kupionym na Wyspach i też nie widzę różnicy pomiędzy nim a polskim odpowiednikiem, oczywiście poza zapachem, do którego trzeba się było przyzwyczaić – ocenia 31-letnia Monika Kamińska, mama dwójki dzieci z Birmingham.

Czechów ciągnie do lasu

Różny zapach tych samych produktów występuje nawet w krajach bliskich sobie geograficzne. I tak Polacy wybierają najczęściej płyny do mycia naczyń o zapachach cytryny, mięty, brzoskwini i jabłka, ale już Czesi najwyżej cenią zapach jodły i lasu. A jak jest w Wielkiej Brytanii? – Wiele płynów do mycia naczyń ma mocno kwiatowy zapach, kojarzący się raczej z perfumami. Na początku to mnie drażniło, wręcz robiło mi się słabo od tych ciężkich woni, ale teraz już się przyzwyczaiłam – śmieje się Monika. Na Wyspach możemy więc kupić płyny tych samych marek, co w Polsce, jednak o zapachu frezji, lilii, róży, owoców jagodowych (śliwka, jeżyna) i owoców tropikalnych.

Podobnie jest z proszkami do prania – marki podobne, jednak pranie wyjęte z pralki na Wyspach pachnie najczęściej kwiatami i cytrusami, podczas gdy w Polsce ze świeżością i czystością najbardziej kojarzy nam się zapach „morskiej bryzy” czy górskiego powietrza. Mamy za to podobny gust, jeśli chodzi o szampony do włosów – w obu krajach królują te miętowe, jabłkowe czy owocowe. Jedyna różnica to fakt, że na brytyjskich półkach sklepowych nie znajdziemy tylu szamponów ziołowych. – W Polsce ufamy tym szamponom, bo zioła są bliskie naturze, kojarzą się z tradycją i ogrodem babci, zresztą w czasach PRL-u, chcąc nie chcąc, wiele osób z nich korzystało. W brytyjskiej drogerii takich składników nie ma, więc pozostaje przywieźć ususzone zioła z Polski i płukać nimi włosy – wyjaśnia Monika z Birmingham.

Marka ta sama, ale smak…

Podobne różnice pomiędzy krajami występują, jeśli weźmiemy pod uwagę żywność: od chleba, przez słodycze, po napoje gazowane. Autorzy bloga „Z miłości do żywności” porównali ostatnio smak napoju Cherry Coke w wersji light, tradycyjnej brytyjskiej i w dwóch rodzajach puszek dostępnych w Polsce. Wynik ich zaskoczył. – Zwycięzcą w zestawieniu jest, jak dla nas, brytyjska cola. Polskie odpowiedniki nie różnią się od niej jakoś drastycznie, ale jednak ich smak i zapach są mniej wyraziste. Niestety, to nie jest pierwszy raz, gdy przekonujemy się, że te same produkty dostępne w Polsce są mniej ciekawe od tych kupowanych za granicą: podobne wrażenia mieliśmy podczas testu napojów Dr Pepper – pisali wtedy autorzy.

Amerykanie narzekają

Opinie są za to podzielone, jeśli chodzi o smak słodyczy. Wielu Polaków jest przekonanych, że to ich czekolady są najlepsze i narzekają na brytyjskie wyroby, jednak Brytyjczycy to właśnie czekoladę „made in UK” cenią najbardziej na świecie. I nie tylko oni! Ponad 37 tysięcy osób podpisało się już pod petycją, by wycofać z USA czekoladę Hershey’s robioną przez firmę Cadbury i zamiast tego importować brytyjską wersję Cadbury. Ich zdaniem teoretycznie ta sama czekolada w USA smakuje jak wosk, jest niesmaczna, a niektórzy porównują ją do wyrobu czekoladopodobnego. Podobne opinie pojawiały się w teście przeprowadzonym niedawno przez BBC, w którym żaden z badanych, mając wybór pomiędzy Hershey’s, Cadbury i jeszcze jedną czekoladą, nie wybrał tej pierwszej.

Polska czekolada mimo wszystko

Jeśli jednak chodzi o słodycze, to Polacy są wielkimi indywidualistami. Mamy dziesiątki własnych wynalazków, których na Wyspach nie znajdziemy (krówki, Michałki, kukułki, raczki czy ptasie mleczko) i jesteśmy przekonani o jakości naszych czekolad. Pod tym względem w Wielkiej Brytanii króluje klasyka – czekolada gorzka i mleczna. Największe szaleństwo na półkach to nuta pomarańczy, mięty czy kawałki orzechów i ciasteczek.

Tymczasem na polskich półkach w każdym osiedlowym sklepie znajdziemy dziesiątki czekolad z nadzieniem truskawkowym, poziomkowym, straciatella, alkoholowym czy o smaku zielonej herbaty. – Zapewne części klientów to smakuje, ale powód takich wariacji jest zupełnie banalny – mówi 50-letni Marek, technolog pracujący w jednej z mazowieckich fabryk słodyczy. – Nadzienie to tanie składniki, jak cukier, barwnik i aromat, co zmniejsza zużycie prawdziwej czekolady i obniża cenę produkcji. Najdroższa jest gorzka czekolada dobrej jakości i prawdopodobnie Brytyjczyków na nią stać, a polscy producenci wciąż muszą ciąć koszty. Osobiście z żalem widzę, jak niewiele dobrych, gorzkich czekolad jest dostępnych w Polsce, więc chętnie bym się z mieszkańcami Wysp zamienił – wzdycha.
Sekrety polskich zup

Wielu trudno się też przyzwyczaić do smaków gotowych dań w proszku, choć marki takie, jak Knorr występują w obu krajach, więc teoretycznie moglibyśmy raczyć się na Wyspach żurkiem, grochową czy ogórkową. Nic bardziej mylnego. – Rosół z paczki smakuje podobnie, ale pozostałych zup nie jadam, jeżdżę do supermarketu i kupuję te polskie. Minestrone jest dla mnie za kwaśna, porowej nie jadłem, bo nie lubię kremów, a „Florida Spring Vegetable Soup” to niby jarzynowa, ale czerwona i dla mnie niezjadliwa – opisuje smaki najpopularniejszych „zup z proszku” 40-letni Bartek, pracownik budowy z Leeds, który z braku czasu często po nie sięga. Polskie zupy to zresztą jeden z najczęściej kupowanych przez nas produktów w polonijnych sklepach, bo ich smak trudno jest pomylić z czymkolwiek innym.

Nie ta sama kawa

Dostosowywanie oferty do kraju dotyczy też sieci restauracji i fast-foodów. Przykładem może być Starbucks, który w Wielkiej Brytanii serwuje dużo dań na bazie bekonu, we Francji foie gras, a w Amsterdamie próbuje organizować wydarzenia artystyczne, by przypodobać się tutejszej znudzonej publiczności. W polskiej sieci kawiarni kupimy orzechową gorącą czekoladę, podczas gdy Brytyjczykom bardziej smakuje ta o smaku białej czekolady. Poza tym na Wyspach można dostać grzane napary jabłkowe i winogronowe, a w wybranych lokalach kawę „cold brew”, która ma być lepszej jakości, a przez to jest droższa. W Polsce jak na razie oferują ją nieliczne kawiarnie specjalistyczne. Jeśli chodzi o wypieki, to w polskiej kawiarni sieciowej nie dostaniemy ciasta drożdżowego ani placków, za to w brytyjskich Starbuck’s nie uświadczymy sernika i szarlotki. Obie nacje wciąż uwielbiają za to muffiny.

Organiczny fast-food

Dostosować musiał się nawet Mc Donalds, który w Wielkiej Brytanii serwuje pancake’sy z syropem, a w Polsce soki Kubuś, jabłka i ciastka w stylu szarlotki. Wydaje się, że słynna sieciówka nieco bardziej dba jednak o nasze zdrowie na Wyspach, gdzie w ofercie są surowe marchewki czy organiczne mleko. Jednak Polska nie powinna narzekać jeśli chodzi o jakość fast-foodów, bo najgorzej jest w Ameryce. Według danych oficjalnie dostępnych na stronach sieci, te same dania ze znanych nam w Europie sieciówek, w USA zawierają znacznie więcej sztucznych dodatków, niezdrowego tłuszczu, soli, barwników i konserwantów. Studiując składy ich dań można dojść do wniosku, że cukier sypie się tam do wszystkiego. I to dosłownie – w pizzy pepperoni w amerykańskiej Pizzy Hut jest o… 151 proc. cukru więcej niż w brytyjskiej. Smacznego!