Start Poradniki Spadek po krewnym z Wielkiej Brytanii?

Spadek po krewnym z Wielkiej Brytanii?

629
0
PODZIEL SIĘ

Dla najbliższych śmierć bliskiej osoby to często szok i niewiarygodne cierpienie. Ale to również konsekwencje natury prawnej. Choć wydawałoby się, że przyjęcie spadku to prosta sprawa, to w wielu przypadkach dziedziczenie staje się bardziej skomplikowane.

Pierwszym problemem krewnych osoby zmarłej jest odnalezienie testamentu. Okazuje się bowiem, że dla bezpieczeństwa wiele osób przechowuje swoją ostatnią wolę w innym miejscu niż dom. Na Wyspach popularne jest przekazywanie testamentu księgowemu czy prawnikowi, ale można też oddać go na przechowanie do banku, dlatego to w tych trzech miejscach warto szukać w pierwszej kolejności. Mogą to być również wydziały Principal Registry of the Family Division, District Registry lub Probate Sub-Registry w sądzie (w Irlandii Północnej będzie to Probate Office w lokalnym lub najwyższym sądzie). Można tam aplikować, a sąd ma obowiązek udzielić nam informacji na temat testamentu, który wpłynął w ciągu ostatniego roku. Istnieją też organizacje, takie jak Certainty, która ma w bazie pięć milionów testamentów. Po śmierci krewnego firma na nasze życzenie sprawdzi nie tylko swoją bazę, ale też kancelarie prawne czy skrytki, gdzie zmarły mógł przechowywać swoje dokumenty.

Testament widmo

Tych sposobów nie znał 40-letni Błażej z Pułtuska, który w 2009 roku dowiedział się od dalszych krewnych o bezpotomnej śmierci przyrodniego brata, który miał pozostawić mu spadek. – Poszukiwania na własną rękę nic nie dały – mówi. – W końcu skontaktowałem się z konsulatem. To tam mi pomogli ustalić, gdzie konkretnie brat mieszkał i jakie jest prawo dotyczące testamentu i dziedziczenia. Dostałem też namiary na adwokatów. Dzięki jednemu z nich w końcu udało się doprowadzić sprawę do końca – tłumaczy. Błażeja zaskoczyła wówczas informacja, że jeśli spadek jest większy niż 5 tys. funtów, to musi wystąpić do sądu o prawo reprezentowania spadku, by móc go rozdzielić pomiędzy siebie i ewentualnych dalszych krewnych (Grant of Representation). Ów dokument przydaje się później w banku czy spółdzielni mieszkaniowej.

Obywatelstwo nieistotne

A co, gdy testamentu nie ma? Wtedy małżonkowie czy partnerzy osoby zmarłej mogą odziedziczyć po niej majątek, o ile nie rozstali się z nią przed śmiercią. Spadku nie mogą odziedziczyć osoby, które były w nieformalnych związkach. W przypadku, jeśli zmarły pozostawił dzieci czy wnuki, to partner odziedziczy większość majątku. Potomkowie dostaną coś wtedy, gdy majątek był większy niż 250 tys. funtów. Należy im się do podziału połowa z pozostałej sumy. Dzieci mogą odziedziczyć wszystko, jeśli zmarły nie pozostawił partnera, a wnuki – jeśli zmarły nie miał już żyjących dzieci. Młodzi krewni na otrzymanie majątku muszą jednak poczekać do 18. roku życia. W przypadku, gdy nie ma żadnych bliskich krewnych, dziedziczyć bez testamentu mogą nawet siostrzeńcy czy kuzyni, jednak do takiego postępowania spadkowego potrzebny już będzie dobry prawnik. Jeśli spadek nie dotyczy nieruchomości, przy dziedziczeniu liczy się to, gdzie nastąpiła śmierć danej osoby. Dla spadku nie ma też znaczenia, jakie obywatelstwo miał zmarły.

Automatyczny spadek

Dziedziczyć „z automatu” nie mogą natomiast krewni osoby zmarłej od strony żony czy męża, jej znajomi czy opiekunowie. Osoby, które mieszkały ze zmarłym przez co najmniej dwa lata przed jego śmiercią i znalazły się w trudnej sytuacji materialnej, mogą złożyć do sądu wniosek o pomoc finansową. Chodzi tu np. o nieformalnych partnerów utrzymywanych wcześniej przez zmarłego czy kogoś, kto był przez niego traktowany jak syn czy córka. Jeśli po takiej osobie nie pozostali żadni krewni, to majątek przejmuje państwo, ale nawet w takim przypadku ktoś, kto uważa, że część majątku mu się należy, może złożyć wniosek do sądu o przydzielenie mu prawa do udziału w spadku. Czasem zdarza się też, że testament jest nieważny. I wbrew pozorom, aby nadać mu ważność, nie potrzeba drogich wizyt u notariusza. Wystarczy, że zostanie on sporządzony w obecności dwóch świadków, którzy podpiszą się na testamencie. Osoba, która go sporządza, musi też być w tym czasie w pełni władz umysłowych i nikt nie może jej do napisania testamentu zmuszać.

W Polsce jest trudniej

W Polsce ważność ma zarówno testament sporządzony u notariusza, jak i własnoręczny (niepotrzebni są świadkowie). Osoba, która nie jest już w stanie sama napisać testamentu, może przy dwóch świadkach wezwać urzędnika z urzędu gminy lub stanu cywilnego i wskazać mu, co ma zapisać w testamencie. Jak widać, o wiele prostsza jest procedura w przypadku testamentu na Wyspach. Również dlatego, że w Polsce testament można podważyć np. wtedy, gdy zawiera wolę dwóch osób (np. małżonków) lub zabraknie drobnego szczegółu. Dlatego lepiej sporządzać testament pod okiem notariusza. Przekonała się o tym Dorota G. z Warszawy, która kilka lat temu została spadkobierczynią swojej przyjaciółki Ewy B. O sprawie pisała wówczas „Rzeczpospolita”. Choć zmarła zostawiła szczegółowe dyspozycje, zgodnie z którymi Dorota G. miała sprzedać mieszkanie, za uzyskane pieniądze postawić zmarłej nagrobki, a pozostałą część pieniędzy zachować dla siebie, władze Warszawy zaprotestowały. Okazało się, że zabrakło w testamencie zwrotu „spadkobierca”. Bez tego szczegółu, choć sąd przyznał, że dokument jest zrozumiały i logiczny, testament nie miał żadnej mocy prawnej, a mieszkanie zostało przekazane miastu.

Notariusz za drogi

Jednak w Polsce, z uwagi na wysokie  koszty, wciąż nie wszystkie testamenty trafiają do notariusza. Zdarza się, że testament został pieczołowicie spisany i zabezpieczony, jednak na starość krewny nie pamięta, gdzie go schował, przez co po śmierci majątek przepada. Nieliczne osoby, które trzymają dokument w kancelarii, coraz częściej ułatwiają spadkobiercom poznanie swojej woli, umieszczając ją w Notarialnym Rejestrze Testamentów. Wyciąg z takiego rejestru kosztuje ok. 100 złotych, a sam wpis jest bezpłatny. Rodzinie, która została pominięta w woli, należy się zachowek, czyli 2/3 tego, co powinny dostać dzieci i połowa tego, co należałoby się zgodnie z prawem żonie. Jeśli spadkobiercy się nie znajdą, majątek przejmuje gmina.

Kto zajmie się spadkiem?

Najtrudniej jest wtedy, gdy spadek dotyczy kilku krajów jednocześnie. – Dostałam w spadku po cioci i wuju mieszkanie w Liverpoolu i małą działkę w Polsce – opowiada 32-letnia Monika z Łomży, która do Liverpoolu przyjechała kilka lat temu do pracy. Wuj już dawno nie miał polskiego obywatelstwa, ale ciocia – tak. Oboje już kilkadziesiąt lat byli na Wyspach, więc Monika najpierw korzystała z gościnności wujostwa, ale w końcu stanęła na nogi i znalazła pracę – najpierw kelnerki, a dziś kucharza. Od tamtego czasu Monika stała się im na tyle bliska, że zapisali jej sporą część majątku. Okazało się jednak, że polską działkę z testamentu ciotki Monika dziedziczyła za pośrednictwem polskiego sądu, a brytyjskie mieszkanie wuja – poprzez sąd w Liverpoolu. A bywają jeszcze bardziej złożone przypadki, bo gdy np. większa część majątku znajduje się w Polsce, to całe postępowanie majątkowe ma miejsce w Polsce. Gdy z kolei umrze imigrant, pozostawiając w testamencie zdeponowanym u polskiego adwokata liczny majątek na Wyspach i kilka drobiazgów w ojczyźnie, to polski sąd jedynie zabezpieczy spadek i ogłosi testament, ale resztę zadań przekaże brytyjskiemu.

Niechciany prezent

Bywa, że spadek nie jest błogosławieństwem, a ciężarem, o czym trzy lata temu przekonała się 29-letnia Patrycja z Kutna, która po śmierci babci wprowadziła się do odziedziczonego mieszkania. – Babcia miała długi, o czym nie miałam pojęcia. Spłaciłam dłużników, ale w toku była też sprawa komornicza – opowiada. Uporanie się z długami kosztowało ją dużo nerwów i sporo środków, a mieszkanie w końcu musiała sprzedać. Od tego czasu sporo się zmieniło. W Polsce dwa lata temu uaktualniono przepisy: teraz za długi odpowiadamy tylko do wysokości przejętego majątku, więc z własnej kieszeni nie będziemy musieli wyłożyć ani złotówki.

W innej sytuacji znalazł się 45-letni Szymon, który wraz z rodzeństwem odziedziczył po rodzicach prawo do ubiegania się o zwrot kamienicy w centrum Warszawy, która sto lat temu należała do ich dalszej rodziny. – Rodzice zajmowali się tym już od kilkunastu lat. Ich odejście spowodowało zatrzymanie sprawy, bo teraz zamiast ojca, o kamienicę mogę się ubiegać ja, rodzeństwo i ich dzieci. Podział majątku na jeszcze mniejsze udziały zajmie pewnie kolejne kilkanaście lat – zdradza Szymon, który już kilkukrotnie musiał wyłożyć pieniądze z własnej kieszeni na prawników. – Najchętniej bym się z tego wszystkiego wycofał, bo mnie na to nie stać. Ale wtedy zrobiłbym kłopot reszcie osób, które się ubiegają o kamienicę. Mógłbym sprzedać udziały, ale nikogo z krewnych na to nie stać – wzdycha. Osoby, które nie chcą mieć takich dylematów, mogą po prostu nie przyjąć spadku. W ten sposób da się uniknąć długów i wszystkich problemów, jakie mogą dotyczyć np. dziedziczonej nieruchomości zasiedlonej przez lokatorów czy obłożonej długami.

Wśród formularzy

Do ewentualnych długów dochodzi jeszcze podatek, który niektórzy muszą zapłacić. Kiedyś prawo spadkowe w Polsce było rygorystyczne i wymagało płacenia nawet kilkudziesięciu procent podatku lub stosowania uników. 29-letnia Daria, dziennikarka z Warszawy, odziedziczyła domek i ziemię w Pruszkowie po tacie, gdy była jeszcze nastolatką. Później mieszkała tam babcia i dopiero po jej śmierci dwa lata temu mogła odebrać spadek. Obowiązywały ją jednak jeszcze stare przepisy. – Wyjściowo podatek wynosił kilkadziesiąt procent. Żeby płacić mniej, musiałam szybko kupić inną nieruchomość, choć dużo podróżuję, więc mieszkanie w Warszawie w ogóle nie było mi potrzebne. W ciągu dwóch lat kupiłam, wyremontowałam i sprzedałam mieszkanie, a każdy etap niósł dodatkowe koszty. Z perspektywy tych dwóch lat nie wiem, czy jeszcze raz bym się w to pchała – przyznaje. Dziś jest już nieco łatwiej, choć wciąż nie każdy wie, że podatku da się uniknąć. W ogóle nie trzeba go uiszczać, gdy dziedziczy się do kwoty ok. 5-10 tys. złotych, zależnie od stopnia pokrewieństwa. Najbliższa rodzina może też uniknąć opodatkowania, jeśli w mniej niż pół roku po śmierci krewnego, złoży w urzędzie skarbowym druk SD-Z2. Do najbliższych nie zaliczają się partnerzy nieformalni, teściowie, synowa czy zięć. Warto też pamiętać, że każda z osób, której przysługuje spadek, musi złożyć osobny formularz.

Na Wyspach jest inaczej

Stawka podatku wynosi tu od 3 do 20 proc. Im mniejszy spadek i bliższa rodzina, tym mniej trzeba zapłacić. Jak widać, procedury są na tyle skomplikowane, a terminy i ograniczenia wartości tak rygorystyczne, że w sytuacji dziedziczenia warto udać się do prawnika zajmującego się takimi sprawami. Na Wyspach prawo dla osób dziedziczących jest o wiele łagodniejsze niż w Polsce. Bez konieczności płacenia fiskusowi dziedziczy mąż czy partnerka. Podatek w wysokości 40 proc. trzeba zapłacić, ale dopiero od posiadłości czy majątku o wartości wyższej niż 325 tys. funtów. Płaci zwykle osoba zarządzająca spadkiem w ciągu pół roku od śmierci (potem zaczynają być naliczane odsetki). Jest możliwe, by koszty podatku pokryło ubezpieczenie zmarłego lub by zostawił on wcześniej środki na ten cel.

Polak płaci dwa razy

Dziedziczenie przez Polaka majątku po brytyjskich teściach lub po przyjacielu, który miał brytyjskie obywatelstwo ale pozostawił po sobie dom w Polsce, może przyprawiać o ból głowy. Wiąże się bowiem często z koniecznością płacenia podatków zarówno w Polsce, jak i na Wyspach. Już w 2012 roku Komisja Europejska nakazała, by kraje uregulowały między sobą tą kwestię, ale w Polsce i niektórych innych państwach wciąż brak jednoznacznych przepisów. Wielka Brytania z kilkoma krajami, m.in. z Francją czy USA, podpisała umowy regulujące sprawę podwójnego opodatkowania w przypadku spadków. Miejmy nadzieję, że wkrótce doczekamy się uregulowania tych przepisów również z Polską.

Sonia Grodek