Start Polecane Skąd Brytyjczycy czerpią prąd?

Skąd Brytyjczycy czerpią prąd?

724
0

Polski rząd planuje wybudować trzy elektrownie atomowe oraz skupić się na elektrowniach wodnych i w ten sposób chce się uniezależnić od rosyjskiego gazu. Na Wyspach tymczasem świętujemy pierwszy od XIX wieku rok bez węgla.

Od koniec ubiegłego roku Wielka Brytania pobiła rekord: połowa naszej energii pochodzi już ze źródeł, które emitują mało dwutlenku węgla lub nie emitują go w ogóle. Wykorzystywane są do tego turbiny, panele słoneczne, reaktory atomowe i opalanie drewnem. Przybyło głównie elektrowni wiatrowych i solarnych. Wszystko po to, by zmniejszyć emisję CO2, do czego zobowiązała się cała Unia Europejska jak również jej poszczególne kraje. Zyskać ma na tym środowisko, ale też my wszyscy, bo wykorzystywanie odnawialnych źródeł energii oznacza, że nie musimy być uzależnieni od dostaw z zagranicy. To plan na przyszłość, bo dziś 40 proc. energii pochodzi właśnie z zagranicy – ostatnio taka sytuacja miała miejsce w latach 70. Wszystkiemu są winne kurczące się zasoby gazu na Morzu Północnym, które przez lata były podstawą gospodarki. Teraz gaz musimy sprowadzać w połowie z Norwegii, w 35 proc. z krajów arabskich i w mniejszej części z Rosji poprzez inne kraje europejskie.

Rewolucja kwietniowa

Ostatnie stulecie to dramatyczny odwrót od górnictwa. W ten branży w Wielkiej Brytanii pracowało kiedyś ponad milion osób, dziś w kopalniach zatrudnionych jest zaledwie 2 tysiące. Ostatnia kopalnia głębinowa została zamknięta półtora roku temu, a jesienią zeszłego roku zamknięto elektrownię węglową, która przez prawie pół wieku dostarczała prąd do co czwartego szkockiego domu.

Cięcia etatów w górnictwie wywołały we wspomnianej Szkocji obrazki znane nam z polskiego Śląska z lat 90., choć te zostały przeprowadzone kilka czy kilkanaście lat wcześniej. Jednak były nieuchronne: już w latach 70. zaczęto sprowadzać tańszy węgiel z zagranicy i od dawna mówi się o tym, że ta tania technologia bardzo niszczy naturalne środowisko. Co warte odnotowania, 21 kwietnia 2017 roku był pierwszym dniem od czasów XIX wieku, gdy do zaopatrzenia brytyjskich domów w prąd nie wykorzystano energii węglowej.

Po Czarnobylu

A co z atomem? Dziś co piąty kilowat produkowany jest w ten właśnie sposób. Zwolennicy przekonują, że to tanie, czyste i bardzo wydajne źródło energii, jednak wielu przybyszy z Europy Wschodniej, którzy pamiętają Czarnobyl, za nic nie da się przekonać do takich elektrowni, uznając je po prostu za niebezpieczne. Po wypadku w japońskiej Fukushimie kilka lat temu, gdy tsunami zniszczyło elektrownię, grożąc katastrofą, przeciwników takich obiektów zaczęło przybywać na całym świecie.

Od tego czasu Szwajcaria, Włochy i Hiszpania zdecydowały, że nie będą budować takich elektrowni, a między innymi  Niemcy czy Wielka Brytania ustaliły, że postarają się stopniowo znaleźć lepsze alternatywy. Jak ustalono, na Wyspach prawie wszystkie elektrownie atomowe mają zostać wyłączone do 2025 roku. Za rok ma ruszyć budowa generatorów nowej generacji, które mają być znacznie bezpieczniejsze. Jednak powoli wypierać je mają źródła czyste, nie niosące żadnego ryzyka.

Oczopląs na horyzoncie

Odnawialne źródła energii nie mają zbyt wielu wad. Kiedyś zaliczano do nich wysokie koszty, ale rosnąca produkcja i popyt pozwoliła obciąć ceny nawet o połowę w ciągu kilku lat. Niektórzy zwracają tylko uwagę na kwestie estetyczne. – Dostaję oczopląsu jak widzę na horyzoncie kręcące się w różne strony wiatraki. Strasznie to wygląda i szpeci krajobraz. Wychowywałem się w tej okolicy i nasze piękne pola upstrzone wiatrakami nie wyglądają już tak, jak kiedyś. Żałuję, że moje dzieci nie będą pamiętać, jak tu kiedyś było pięknie – przyznaje 40-letni Maciej, właściciel gospodarstwa z woj. zachodniopomorskiego, gdzie takich konstrukcji jest najwięcej w Polsce.

Kobiety nie chcą atomu

Na razie wiatraki czy panele to mniej niż 15 proc. polskich elektrowni, choć według badań CBOS z 2014 r. większość z nas uważa je za najbezpieczniejsze, najtańsze i najbardziej perspektywiczne. Wykształceni mieszkańcy większych miast są zwykle za inwestowaniem w gaz łupkowy, odnawialne źródła energii i elektrownie jądrowe. Co ciekawe, tym ostatnim przeciwstawiają się głównie… kobiety. Na razie atomu u nas nie ma. Ostatnia taka inicjatywa w Żarnowcu skończyła się wraz z awarią w Czarnobylu. Obecny rząd planuje, by zwrócić się w stronę takich rozwiązań.

Jeśli jednak ma to nastąpić, to nawet rządowi analitycy mówią, że 2-3 takie obiekty mogą zostać uruchomione dopiero w latach 2050-2060. Warto jednak wiedzieć, że takie plany miał już poprzedni rząd i nic z nich nie wyszło. A wytypowano nawet trzy możliwe lokalizacje, z czego jedną był właśnie Żarnowiec. Energii odnawialnej będzie za to u nas więcej, ale według rządowych zapowiedzi nie będą to wiatraki, a raczej biomasa i elektrownie wodne. Te ostatnie mają wykorzystywać polskie rzeki, które płyną z gór ku morzu przez cały kraj. Rząd zdaje się zauważać, że wiatraki to hałaśliwe i niezbyt przyjazne ptakom rozwiązanie, w dodatku oparte głównie o importowane technologie.

Jak nie Rydzyk, to spaliny

Kwestia energii w Polsce jak prawie nigdzie rozpala opinię publiczną i należy do politycznego sporu. Odwierty geotermalne ojca Rydzyka w Toruniu, strajki górników chcących, pomimo zamykania kopalni, zachować trzynaste i czternaste pensje – to tylko kilka przykładów. Ostatnio, kolejnym powodem może być kwestia smogu. Zimą po raz pierwszy okazało się, że w niektórych polskich miastach smog bywa większy niż w Pekinie czy Indiach. – W Krakowie nie da się oddychać. Chciałabym się przeprowadzić na zachód, gdzie jest normalnie. Czasem wychodzę z domu i boli mnie głowa od samego wdychania powietrza – uważa 19-letnia Maja, maturzystka z Krakowa.

Tak zdaje się myśleć duża część Polaków, choć są i tacy, którzy nie wierzą w nagłe pogorszenie się powietrza. – Jeszcze na początku lat 90. niektóre domy na Śląsku były stale czarne od węgla i dymu. Wierzyć mi się nie chce, że akurat teraz ludziom się tak źle oddycha. Ja przeżyłem cały PRL i nie jestem w stanie przyłączyć się teraz do tej histerii, bo powietrze bywało już dużo gorsze – twierdzi 55-letni Stefan, magazynier z Warszawy. Mimo to, trudno wyjaśnić smog nad Polską inaczej, niż źle opalanymi i przestarzałymi piecami.

Pieśń przyszłości

Polscy politycy dziś planują, że za trzydzieści lat nadal będziemy wydobywać węgiel, ale tylko kamienny, i to mniej niż dziś. Udział brunatnego paliwa w całym rynku ma być nie większy niż 5 proc., a to właśnie ten węgiel produkuje najwięcej zanieczyszczeń i najbardziej niszczy środowisko. W „Strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” politycy zapowiadają, że w przyszłości nasz węgiel będzie bardziej wydajny i opłacalny.

Nieśmiało wspominają tu o tym, że dużą część kosztów wydobycia dzisiejszego węgla stanowią koszty pracownicze, ale na razie nic nie słychać o tym, jakie widzą wyjście z tej sytuacji. Jeśli chodzi o gaz, to cel jest jeden: uniezależnić się od Rosji, która dziś jest głównym dostarczycielem gazu do Polski, co niejednokrotnie wykorzystuje w rozgrywkach politycznych nie tylko z Polską, ale i z całym regionem. „Nowy” gaz ma pochodzić z Norwegii i polskich złóż łupkowych, choć jeśli chodzi o te drugie, to nie wiadomo jeszcze, czy uda się z nich korzystać. Poza tym energetyka przyszłości ma się opierać w jednej trzeciej na źródłach odnawialnych. Mniejszy udział ma mieć gaz i energia atomowa.

Sonia Grodek