Start Polecane Reportaż: Loty tańsze, wygodniejsze, szybsze

Reportaż: Loty tańsze, wygodniejsze, szybsze

312
0

Według ponurych wizji rynek miał się już nasycić. Na razie jest odwrotnie, a klienci nadal mają się z czego cieszyć. Od tego roku polecą za kilkadziesiąt funtów do USA, wygodniej dolecą do Australii, a z wakacji w Europie wrócą na czas.

Gdy Norwegian kilka lat temu zapowiadał, że uruchomi tanie loty do USA, wielu pukało się w głowę. Uważano, że to nie ma prawa się opłacać, a kilkunastogodzinne loty w prymitywnych warunkach, jakie oferują zwykle tanie linie, będą dla pasażerów niekomfortowe. Okazało się, że jest odwrotnie – znalazły się tysiące chętnych. Wkrótce do walki o jak najniższą cenę lotów na tej trasie włączyły się też linie Eurowings i nie dziwią już oferty takie, jak 75 funtów za lot do Nowego Jorku.

Z kolei Primera Air w marcu zaczęła latać do Nowego Jorku, Bostonu, Waszyngtonu i Toronto, sprzedając niektóre bilety za 99 funtów. – Jesteśmy bardzo podekscytowani kolejną fazą naszego programu. Mamy nadzieję, że dzięki temu agenci biur podróży cieszą się z przybycia Primera Air na brytyjski rynek i chętnie ich za to nagrodzimy. – powiedziała z tej okazji Anastazja Viśniakova z zarządu firmy. Chodzi o pomysł nagradzania biletami do Nowego Jorku czy Bostonu tych agentów, którzy będą polecać linie klientom.

British Airways się zmienia

A może być jeszcze taniej, bo poza Primera Air lukratywną trasą zainteresował się też British Aiways. Wprawdzie przewoźnik latał już wcześniej za ocean, ale dopiero teraz zainteresował się segmentem tańszych połączeń lotniczych na tym kierunku. Efekt? W połowie kwietnia linie ogłosiły loty z cenami od 175 funtów zamiast niemal 300 funtów, jakie średnio płaciliśmy do tej pory. Nobliwy przewoźnik kojarzony dotąd z wysokimi standardami, zapowiada wprowadzenie praktyk znanych z tanich linii: dodatkowych opłat za bagaż czy rezerwowania miejsc. Można się domyślać, że konkurencja ze strony Ryanaira czy Wizzaira mocno dała mu się we znaki, bo aby ich wyprzedzić zapowiada na najbliższe miesiące uruchomienie również innych tańszych tras: od 210 funtów za lot do Delhi czy od 228 funtów do Hong Kongu.

Linia dla millennialsów

Nie tylko British Aiways stara się dogonić bardziej nowoczesne linie. Na podobny pomysł wpadło Air France, uruchamiając w połowie kwietnia linie Joon. Co ciekawe, obok niskich cen ma ją wyróżniać również oferta skierowana specjalnie do millennialsów. To do tej pory pierwszy przypadek, by przewoźnik tak szczegółowo dobierał sobie grupę docelową. Młodzi mają dostać na pokładzie wszystko, co kochają najbardziej: organiczną kawę, darmowe piwo z małych browarów i eksperymentalne koktajle. Stewardessy i stewardzi Joop noszą się na sportowo i na luzie, znacznie różniąc się od nobliwych uniformów większości obsługi linii lotniczych. W czasie podróży można poprosić ich o wypożyczenie gogli do wirtualnej rzeczywistości, które znacznie umilą podróż. Wśród kierunków jest Berlin, Porto czy Istambuł, a ceny zaczynają się od 34 funtów. Można przypuszczać, że pomysł znajdzie zwolenników. Na liście celów młodzieży podróże plasują się dziś wysoko. Tradycyjne linie nie są w stanie zaoferować cen, które skusiłyby uczniów czy studentów, podczas gdy krzykliwy wystrój i zgrzebne warunki w tanich liniach odstraszają tych, którym zależy również na stylu, w jakim podróżują.

Loty krótsze niż dotąd

Linie, które nie są w stanie ciąć kosztów ani oferować piwa z małych browarów, starają się w tym czasie inaczej zachęcić klientów. Pod koniec marca do Londynu przyleciał pierwszy w historii bezpośredni samolot z Perth. Wcześniej loty do Australii były sporym wyzwaniem, bo łącznie z czasem potrzebnym na przesiadki trwały nawet 35 godzin. Samolot Quantas pokonał tą drogę w 17 godzin, a pasażerowie byli po tym locie zdecydowanie bardziej wypoczęci, niż zazwyczaj.

To nie koniec dobrych wiadomości z brytyjskiego rynku lotniczego, bo to jedna z rodzimych linii została ogłoszona najlepszym tanim przewoźnikiem 2018 w plebiscycie Tripadvisor. Wygrana stosunkowo mało znanego Jet2 może dziwić. Pasażerowie, zmęczeni już ciągle zmieniającymi się zasadami dotyczącymi choćby bagażu u najpopularniejszych przewoźników z tego sektora, docenili jednak prostotę zasad i bezproblemowość podróży.

Powrót z wakacji na czas

Choć na razie z Polski raczej nie polecimy za kilkaset złotych do Ameryki, bezpośrednio do Australii ani nawet nie dostaniemy w samolocie organicznej kawy, to nie oznacza to, że na rodzimym rynku lotniczym nic się nie dzieje. 26 kwietnia z Poznania odleciał do Grecji pierwszy samolot nowej linii czarterowej Ryanair Sun. Przewoźnik znany z tanich biletów raczej nie spowoduje jednak, że wakacje znacząco potanieją. Tu i tak panuje duża konkurencja, a linie lotnicze zarabiają na czarterach na tyle mało, że nie ma miejsca na cięcie cen. Poprawić się za to może co innego. – Największym problemem branży czarterowej są opóźnienia i odwołane loty, spowodowane bardzo dużą eksploatacją samolotów w sezonie, które prawie cały czas są w powietrzu. Jeżeli Ryanair Sun podoła temu wyzwaniu, będzie mu łatwiej odebrać klientów konkurencji – zauważa na łamach Gazety Wyborczej Jakub Bujnij z portalu Pasażer.com. Dla nas oznaczać to będzie mniejszy chaos i nerwy związane z wyjazdem, który do tej pory mógł opóźnić się o wiele godzin czy nawet dni, komplikując powrót do pracy na czas po urlopie. Na razie lotów Ryanair Sun ma być ponad dwieście, a w kolejnych latach ich liczba ma rosnąć.

Zamieszanie wokół lotniska

Kolejna linia czarterowa może oznaczać jeszcze większy tłok na krajowych lotniskach. Najgorzej jest na Okęciu, które już za kilka lat ma osiągnąć kres swoich możliwości, jeśli chodzi o liczbę pasażerów, którą jest w stanie obsłużyć. Stąd nagłe przyspieszenie w powstawaniu dyskutowanego od dawna Centralnego Portu Lotniczego. Politycy zapowiadają zamknięcie Okęcia. Kiedyś wytrzymywało niewielki ruch i nie stanowiło problemu dla mieszkańców. Teraz miasto rozrosło się i setki startujących samolotów mogą przeszkadzać osobom, które mieszkają na okolicznych osiedlach.  Położone zaledwie 20 min. od centrum miasta główne lotnisko krajowe jest ewenementem i PiS zapowiedział właśnie, że w 2027 roku zostanie zamknięte.

Skąd będziemy więc latać na Wyspy? Naturalnym kandydatem wydaje się lotnisko w Modlinie. Znajduje się ono też blisko linii kolejowej, a aeroport według zamysłu ma być częścią Centralnego Portu Komunikacyjnego, w którym zbiega się kolej z autostradami i lotniskiem.

Ukryte wady Modlina i Radomia

Pojawiają się jednak wątpliwości głównie związane z tym, że póki co z Modlina lata tylko jeden przewoźnik – Ryanair. Nie ma gwarancji, że wszystkie linie lotnicze przeniosą się po rozbudowie do Modlina, więc przeciwnicy utworzenia tam CPL uważają, że przeprowadzanie miliardowej inwestycji tylko na życzenie irlandzkiego przewoźnika jest niegospodarne. Inna rozważana kandydatura to port lotniczy w Radomiu, którego rozbudowa ma według analizy firmy Arup być tańsza, niż w przypadku Modlina. Wady? Radom leży 100 km od Warszawy i od miesięcy nie obsługuje żadnych lotów, a jeden z członków zarządu Ryanaira powiedział o tym projekcie wprost: Radomskie lotnisko to bajki.

Rząd może rozczarować obie strony sporu. Wszystko wskazuje na to, że CPL powstanie w… Stanisławowie. Dziś to licząca nieco ponad 1500 mieszkańców wieś 45 km na wschód od Warszawy. W ciągu najbliższej dekady to tu ma powstać lotnisko, dworzec i węzeł drogowy. Rządzący uważają, że Radom i Modlin mogą uzupełniać ofertę, ale Polska powinna mieć też port lotniczy z prawdziwego zdarzenia, który mógłby konkurować z tym we Frankfurcie czy Londynie. Na razie mieszkańcy gminy Baranów, na terenie której ma powstać lotnisko, zapowiadają referendum. Port lotniczy to ich zdaniem realna groźba wywłaszczenia setek rolników z okolicy, i to tego obawiają się najbardziej.

Sonia Grodek