Start Polecane Praca w UK: Warto ją polubić

Praca w UK: Warto ją polubić

772
0

Według raportu think-tanku Institute for Public Policy Research (IPPR), który powstał w zeszłym roku, Wielka Brytania osiągnęła najlepszy wynik w Unii w zatrudnieniu imigrantów. Przekracza on 80 proc. i jest wyższy niż ogólny poziom zatrudnienia Brytyjczyków (75 proc.). Jednocześnie Wielka Brytania nie wykorzystuje potencjału, jaki oferują rynkowi pracy imigranci, szczególnie ci z wyższym wykształceniem.

Zgodnie z raportem IPPR, 31 proc. imigrantów ma wyższe wykształcenie, ale niespełna połowa z nich jest zatrudniona na stanowiskach wymagających wysokich kwalifikacji. To zdecydowanie mniej niż wśród rodowitych Brytyjczyków z wyższym wykształceniem (82 proc.). Jeszcze gorzej przedstawiają się statystyki dotyczące bezpośrednio Polski. Z naszego kraju wyemigrowały przede wszystkim osoby dobrze wykształcone – 42 proc. z nich ma dyplom uczelni wyższej, a 90 proc. – wykształcenie średnie. Jednak na emigracji wykonują oni prace fizyczne – 20 proc. z nich proste, a 28 proc. wymagające niewielkich kwalifikacji.

W biurach zostało zatrudnionych tylko 17 proc., a jako wykwalifikowani specjaliści niewiele więcej, bo 19 proc. Tylko 8 proc. ma pracę na stanowiskach kierowniczych i dyrektorskich. Co to oznacza? Z jednej strony mamy obraz imigranta, który ceni wysoko stabilizację ekonomiczną i poczucie bezpieczeństwa, jakie może zapewnić rodzinie, z drugiej zaś rzesze osób, które po zdobyciu wykształcenia chowają dyplomy do szuflady i pracują fizycznie, marnując swój potencjał, co prowadzi do frustracji, zgorzknienia, a w dalszej przyszłości – wypalenia zawodowego.

– W pracy spędzamy 1/3 życia albo i więcej, bo rzadko się zdarza praca, że wystarczy przeznaczyć na nią tylko osiem godzin. Wydaje się ważne zastanowić się, po co pracujemy – podkreśla Andrzej Tucholski, absolwent Uniwersytetu SWPS zaliczany do grona 50 najbardziej kreatywnych osób w biznesie w Polsce. – Mój dziadek pracował w Morpaku przy produkcji uszczelek. Nie wiem czy lubił uszczelki, ale lubił zagadki inżynieryjne i chciał utrzymać rodzinę i to było dla niego najważniejsze. Dlatego warto się najpierw zastanowić, co jest ważne dla nas.

Zło konieczne?

Monika w dni, kiedy ma iść do pracy, budzi się ze ściśniętym żołądkiem. Nie znosi sprzątać po kawiarnianych gościach ani zmywać. Chemikalia wyżerają jej skórę na dłoniach. Koleżanka Brytyjka wiecznie ma jakieś „ale” do jej pracy, choć Polka mimo wszystko stara się dobrze wypełniać swoje obowiązki. – Zarabiać muszę, bo mam dzieci na utrzymaniu. Mam wyższe wykształcenie, ale mój angielski jest za słaby, by iść do biura. Czuję się jakbym utknęła w pułapce, no bo co teraz zrobić? – skarży się.

Jacek, geograf po Uniwersytecie Łódzkim, pracuje na budowie. Odpowiada za usuwanie odpadów. – Praca jak praca. Nie przepadam za tą robotą, ale zaciskam zęby, a życie zaczynam po 17:00. Z czegoś żyć muszę. Ostatecznie, inni mają gorzej – tłumaczy.
Jego kolega Krzysiek też nie lubi swojej pracy, ale jest mu łatwiej, bo do końca studiów zostało mu siedem miesięcy, a potem dostanie pracę zgodną z kwalifikacjami – inżyniera automatyka. – Jakbym na stałe miał na tej budowie robić, to bym się pociął. To dobre na rok, ale nie na zawsze – podsumowuje.

– Moment, w którym uświadamiamy sobie, że nie lubimy naszej pracy jest bardzo ważny. Kluczowym wtedy jest zatrzymanie się i analiza sytuacji, w której jesteśmy – podkreśla Aga Gajownik, trenerka, coach, managerka projektów. – Odpowiedź na pytanie, czy warto polubić pracę, czy traktować ją jako zło konieczne, zależy od kilku czynników. Przede wszystkim należy poznać przyczynę niechęci do pracy. Czy jest ona spowodowana współpracownikiem, który nas doprowadza do szału, czy może po prostu nie jest to praca zgodna z tym, co chcemy robić w życiu? Traktowanie czegoś jako zło konieczne może działać tylko przez jakiś czas, do momentu, kiedy nie jesteśmy już w stanie tolerować sytuacji. Nie polecam tej opcji, o ile nie znamy daty zakończenia kontraktu i nie jesteśmy w stanie zacisnąć zębów do tego czasu. Jeśli czynniki zniechęcające nas do pracy mogą być zmienione i zależy nam na robieniu tego, co robimy, warto popracować nad poprawieniem sytuacji – radzi.

Polubić czy nie?

– Koniecznie. Starajmy się lubić każdą pracę. Często, biorąc pod uwagę kwestie ekonomiczne i potrzebę zatrudnienia decydujemy się na pracę „na chwilę”, która dziwnym sposobem staje się czymś „na stałe”. W momentach, kiedy uświadamiamy sobie, że to nie to, co chcemy robić, zaczynamy winić się za nieodpowiednie decyzje, a co za tym idzie czujemy frustrację, rozczarowanie, złość itp. Negatywne emocje nasilają niechęć do przyczyny, czyli niechcianej pracy. Można to zmienić planując to, jak zmienić sytuację i zdobyć upragnione stanowisko oraz pomyśleć, jak obecna praca może nam pomóc w zdobyciu tej wymarzonej. W ten sposób stanie się ona częścią planu, nabierze pozytywnych cech i łatwiej nam ją będzie polubić – zachęca Agnieszka Gajownik.

Jak to zrobić? – Na początek proponowałbym znaleźć w znienawidzonej pracy na siłę trzech rzeczy, które nie są takie najgorsze. Gdy wykonamy to ćwiczenie, warto znaleźć taką rzecz, która jest nawet sympatyczna – doradza Andrzej Tucholski. Co to może być? – Był moment, kiedy nawet lubiłam przychodzić do swojej kawiarni, gdy był inny szef, nie było wrednej koleżanki i dla zabawy rywalizowaliśmy, ile kto dziennie sprzeda najdroższego gatunku kawy. To była zabawa – wspomina Monika. – Praca na przysłowiowym zmywaku czy w sklepie to jedna z tych prac, które można skończyć i wyjść po 17.00 nie myśląc więcej o niej. Wtedy mamy spokój, by zawalczyć o dalszy rozwój zawodowy, nawiązanie kontaktów, douczanie się itp. Np. znienawidzona praca sprzątacza nie dość, że daje nam „nagrodę” w postaci natychmiastowego efektu – wysprzątanego pomieszczenia, to jeszcze na ogół pozwala np. na słuchanie audiobooków, podcastów czy innej wartościowej treści, która pomaga podnieść nasze kwalifikacje – wylicza Andrzej Tucholski, autor koncepcji eksperymentalnych form organizacji pracy.

Anna Michno wyjaśnia: – Nastawienie, jakie mamy do wykonywanego zawodu ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie oraz ogólną satysfakcję z życia. Może to brzmieć banalnie, ale jeśli wybieramy się do pracy z nastawieniem, że to kolejny zmarnowany, stresujący czy ciężki dzień, to on rzeczywiście taki będzie. Jednak jeśli postaramy się myśleć pozytywnie i skupić się na tych aspektach naszej pracy, z których jesteśmy zadowoleni, będzie nam o wiele łatwiej pozostać w dobrym nastroju. Wybór należy do nas, czy chcemy spędzić połowę swojego życia na byciu nieszczęśliwym. Zmiana nastawienia to kwestia zmiany nawyków zachowawczych. Jeśli jednak stres i brak satysfakcji z pracy jest poza naszą kontrolą, to prawdopodobnie nadszedł czas na wybór innej ścieżki kariery.

Korzysta i pracodawca

Marek prowadzi sklep z polskimi produktami w małej miejscowości pod Londynem. – Jasne, że wymagam od ludzi, bo nie będę płacić za darmo. A jak się komuś nie podoba, to wie, gdzie drzwi. Za godzinę będę miał następną osobę do pracy – komentuje. – Ludzi trzeba „krótko”, a nie cackać się. Ja tu z sercem, a oni pieniądze podbierają, handlują na lewo jak mnie nie ma, nie sprawdzają dat ważności towaru. Same straty mam przez nich – gorączkuje się.

– W dzisiejszym świecie najlepsi profesjonaliści zostają na swoich stanowiskach tylko wtedy, gdy je lubią. Firmy zabiegają o te osoby i starają się zapewnić im jak najlepsze warunki. Pracownik zadowolony z tego, co robi, jest bardziej zmotywowany i często efektywniejszy. – Gdy pracownik ma wewnętrzną motywację, lubi firmę i jest usatysfakcjonowany finansowo, pracodawca ma mniej problemów – nie ma wątpliwości Aga Gajownik. – Obecnie same pieniądze nie są już wystarczającym motywatorem dla dobrych pracowników. Chcą oni czegoś więcej. Dobra atmosfera i bonusy pozwala na przyciągnięcie najlepszego talentu oraz zatrzymanie go wewnątrz firmy jak najdłużej. Szczęśliwy pracownik również lepiej pracuje.

– Opłaca się być dobrym dla pracowników, bo przecież dobre traktowanie nic nie kosztuje, a tylko możemy zyskać. Nawet w firmach, które nie wymagają kwalifikacji od zatrudnionych osób, bo nie ma rotacji personelu – komentuje Andrzej Tucholski, zaliczany do grona najbardziej wpływowych blogerów w Polsce (Ranking Jasona Hunta)

Potwierdza to Anna Michno. – Do tej pory wiele badań z zakresu psychologii biznesu wykazało, że dostosowywanie warunków pracy do potrzeb pracownika, a także zastosowanie takich nagród, jak podwyżki czy awans mają pozytywny wpływ nie tylko na samopoczucie pracownika, ale także na jego ogólną wydajność w pracy i przeciwdziałają absencji – tłumaczy.

– Największe instytuty badawcze na świecie – Aon Hewitt, McKinsey, Instytut Gallupa czy Hay Group Insight – na podstawie prowadzonych od wielu lat badań wskazują, że kluczem do dalszego rozwoju gospodarczego są zaangażowani pracownicy – czytamy na stronie Uniwersytetu SWPS promującej kampanię „Praca? Lubię to!”. – A stopień ich zaangażowania znajduje bezpośrednie odzwierciedlenie w twardych wynikach ekonomicznych przedsiębiorstw. Badanie Aon Hewitt z 2012 r. pokazało, że organizacje z wysokim poziomem zaangażowania zespołu (65 proc. lub więcej) wypracowały pomimo kryzysu aż o 22 proc. wyższy całkowity zwrot dla udziałowców niż średnia w 2010 r. Z ankiet pracowniczych zebranych przez Hay Group Insight wynika, że wysoce zaangażowani pracownicy mogą podwyższyć wyniki biznesowe firmy w zakresie ok. 30 proc. i osiągać nawet 2,5-krotnie lepsze przewidywane rezultaty od swoich niezaangażowanych kolegów. Opracowując Wskaźnik Zdrowia Organizacji firma McKinsey oszacowała natomiast, że w wyniku utraconej produktywności, zdemotywowani i aktywnie niezaangażowani pracownicy kosztują amerykańską gospodarkę rocznie aż 355 miliarda dolarów.

Nie daj się wypaleniu

– Osoby, które ignorują pierwsze objawy niechęci do wykonywanego zajęcia są w stanie pracować w niedogodnej sytuacji wiele lat. Każdy ma swój próg wytrzymałości. Problem w tym, że zaciskając zęby narażamy się na poważne problemy zdrowotne związane ze stresem, frustracją i wieloma negatywnymi emocjami. Wielu sfrustrowanych pracowników wypala się, nie ma na nic ochoty, wpada w depresje, a nawet ląduje w szpitalu – wylicza Aga Gajownik.

– Oprócz wypalenia i zgorzknienia grozi nam, że przestaniemy wierzyć w pracę, która jest bardzo ważną rzeczą w naszym życiu – podkreśla Andrzej Tucholski. – Warto też pamiętać, że nie jest toksyczna sama praca, choćbyśmy pracowali w rzeźni, puszkarni ryb, zakładzie pogrzebowym czy sortowani śmieci. Toksyczne jest narzekać na coś, co się powtarza zamiast znaleźć coś, co nam odpowiada, czyli starać się zmienić frustrującą sytuację. Anna Michno zachęca, by przyjrzeć się dokładnie statystykom. – Na przykład według Brytyjskiego Inspektoratu Zdrowia i Bezpieczeństwa w Pracy (Health and Safety Executive) średnio jedna na pięć osób cierpi na stres spowodowany nieprzychylnymi warunkami w pracy. Pomiędzy 2014-2015 u 440.000 osób zdiagnozowano stres spowodowany pracą, depresje oraz pokrewne załamania nerwowe. To z kolei równa się milionom dni chorobowych oraz milionom funtów traconych rocznie.

Wymarzone zajęcie

– Wiele osób nigdy nie szuka w sposób wystarczający tego, czym są głęboko zainteresowani. Znalezienie wymarzonej pracy wymaga tego, by robić coś, do czego jest się szczególnie stworzonym – zaznacza Anna Michno, która doradztwem zawodowym w Anglii zajmuje się już siedem lat. – Często też pierwszym pytaniem, które większość osób poszukujących pracy sobie zadaje jest: ile będę na tym stanowisku zarabiać. Czasem też to my staramy się dostosować do danej roli poprzez udawanie podczas rozmów kwalifikacyjnych kogoś, kim nie jesteśmy. I dopiero po podjęciu pracy zdajemy sobie sprawę, że jej środowisko nie jest zgodne z naszymi wartościami. Dobrym przykładem może być zawód pielęgniarki. Zawód ten wymaga opiekuńczości i troski, ciężko więc takiej osobie będzie przystosować się do roli np. komornika. Konflikt tak przeciwstawnych wartości może szybko doprowadzić do braku satysfakcji z wykonywanego zawodu, a po dłuższym czasie możemy doświadczyć stresu, a także depresji. Dlatego warto przy szukaniu wymarzonej pracy zapoznać się z radami doświadczonej trenerki rozwoju osobistego.

Jak mówią pomysłodawcy kampanii „Praca? Lubię to!”– Zbyt rzadko zauważamy, że za każdym innowacyjnym rozwiązaniem, produktem czy usługą stoją po prostu ludzie. A wynalazki na miarę XXI w. wymagają odważnych i kreatywnych kadr. Osób, które pracują z pasją i są zadowolone ze swojego miejsca pracy. Bez względu na to, czy jest to ogromna międzynarodowa korporacja, firma rodzinna, mały startup czy jednoosobowa działalność gospodarcza.

Sześć kroków do wymarzonej pracy:

  • Poznaj siebie – wypisz listę wartości, które są dla ciebie ważne i którymi się kierujesz. Opisz też swoje silne i słabe strony.
  • Stwórz wizje i cele – usiądź i wyobraź sobie, gdzie chcesz być za 5, 10, 20 lat i opisz tą wizję na kartce papieru. Co musisz zrobić, aby tam dotrzeć? Wypisz cele pośrednie, do których musisz dążyć.
  • Opracuj plan działania – wyznacz priorytety, zaplanuj działania.
  • Tworzenie wizerunku offline – popracuj nad pewnością siebie i komunikacją.
  • Kreowanie wizerunku online – upewnij się, że informacje w sieci są adekwatne do tego, co chcesz sobą reprezentować.
  • Prezentacja i networking – wyjdź do ludzi, nawiąż kontakty i daj sobie zaproponować tą wymarzoną pracę.

Anna Dobiecka