Start Polecane Praca sprzątaczki: obalamy mity

Praca sprzątaczki: obalamy mity

665
0
PODZIEL SIĘ

Powiernica, twardy negocjator, a czasem i artystka. Jest wiele rzeczy, których sprzątaczki na co dzień o sobie nie mówią. Jak wygląda ich praca?

Wydawałoby się, że nie ma łatwiejszej, a jednocześnie gorzej opłacanej pracy. To błąd. Po pierwsze, wynagrodzenie różni się dramatycznie pomiędzy różnymi sprzątaczkami. – Każdy zaczyna tak samo, czyli od pracy na czarno za ok. 5-6 funtów lub legalnie za 7-8 funtów za godzinę – tłumaczy 29-letnia Monika, która w zawodzie pracuje od siedmiu lat. Jednak jej zdaniem przy dobrej organizacji pracy na własną rękę można zarobić znacznie więcej.

– Najwięcej zarabia się bez pośrednictwa agencji, na zleceniach w pojedynczych domach. Wtedy stawka wyjściowa to 10 funtów za godzinę. Czasem dostaję po prostu 100 funtów za cały dom; do tego zdarza się sprzątanie po imprezach. Za przyjazd w nietypowych godzinach mogę dostać nawet 20 funtów za godzinę – wyjaśnia. Po latach w branży ma stałą bazę klientów z polecenia i zarabia minimum 400-450 funtów tygodniowo. Długo jednak pracowała za nawet połowę tej stawki, więc przyznaje, że płace większości sprzątaczek są bardzo niskie.

Zmienne reguły gry

Większość może liczyć na średnio ok. 650 funtów miesięcznie (tak wynika z danych portalu thisismoney.co.uk). Dlaczego tak mało? – Osoba pracująca przy sprzątaniu np. w hotelu ma zwykle ok. 40 godzin pracy w tygodniu. Sprzątaczka domowa musi jeździć pomiędzy zleceniodawcami i wyszukiwać sobie zlecenia, co zajmuje dużo czasu – wyjaśnia 32-letnia Klaudia, która pracuje przy sprzątaniu domów w Newcastle od trzech lat. Wcześniej była pokojówką, ale tempo pracy było zabójcze i musiała odejść. Jednak z perspektywy czasu zdarza jej się tęsknić za poprzednim pracodawcą. – W hotelu przynajmniej są określone reguły.

Może na początku wydają się trudne, ale z czasem pewnie bym nabrała wprawy. Tymczasem sprzątając „u kogoś”, reguły są inne u każdego zleceniodawcy. Czasem ta sama osoba zmienia zdanie i jednego dnia ma inne wymagania, drugiego inne – narzeka.

Wybredny i gadatliwy

Zarówno Klaudia, jak i Monika z doświadczenia potrafią już rozpoznać osobę, z którą mogą być kłopoty. Takich zleceniodawców starają się unikać. – Jeśli ktoś w ogłoszeniu podaje długą listę wymagań i skarży się na wszystkie poprzednie sprzątaczki, a potem oferuje „dzień próbny”, to z doświadczenia wiem, że problem może być nie z moimi poprzedniczkami, tylko z tą osobą – wzdycha Monika. Jej zdaniem, gdy pracodawca chce poświęcić więcej niż 30 minut na zapoznanie się i omówienie zakresu obowiązków, to znaczy, że nie szanuje jej czasu, co może w przyszłości utrudniać pracę. Radzi też wystrzegać się osób, które nie chcą podpisywać umowy lub – co gorsza – nie chcą rozmawiać o wynagrodzeniu, mówiąc, że „jakoś się dogadamy”. – Raz miałam bardzo nieprzyjemną sytuację. Posprzątałam duży dom, co zajęło mi jakieś cztery godziny. Po tym czasie właścicielka wręczyła mi 20 funtów. Jej zdaniem sprzątanie nie mogło zająć więcej niż dwie godziny i stawka była uczciwa. Wytknęła mi, że przecież wypiłam kawę, co sama mi wcześniej zaproponowała. A przecież musiałam tam jeszcze dojechać – skarży się dziewczyna.

Brylanty w ramach zapłaty

To dlatego tak wiele doświadczonych sprzątaczek zakłada własną działalność gospodarczą. Wystawianie rachunków jest wtedy łatwe i odbywa się na jasnych zasadach, co ogranicza klientom pole manewru, jeśli chodzi o „obcinanie” pensji czy zmianę zdania odnośnie zakresu obowiązków. Drugim dobrym sposobem na zapewnienie sobie uczciwego zatrudnienia jest praca przez zaufaną, poleconą agencję. Wszelkie spory załatwia się wtedy za jej pośrednictwem, a sprzątaczka jest chroniona przed większością nieuczciwych sytuacji. Najgorsze co można zrobić, to nie podpisywać żadnej umowy i pracować na czarno. W takiej sytuacji bezpieczny nie jest ani pracownik, ani pracodawca. Na forach dla sprzątaczek można przeczytać historie osób, które gdy dostały za pracę mniej pieniędzy niż oczekiwały, wróciły w kolejnym tygodniu tylko po to, by… okraść panią domu z cennych przedmiotów.

Rodzinne sekrety

Jest jednak i druga strona medalu, bo nie zawsze na linii sprzątaczka-chlebodawca trwa wieczna wojna. W niedawnym odcinku BBC Panorama „The secret lives of cleaners” polska sprzątaczka przyznała, że czasem czuje się tak, jak rodzinna terapeutka. Z takimi sytuacjami miała do czynienia też Klaudia. – Na przykład kolejny tydzień z rzędu znajduję butelki po alkoholu w dziwnych miejscach: za rurami w łazience, w wazonie itp. Jednocześnie widzę, że pani domu jest stale zapłakana i coś jest nie tak. Trudno po paru latach pracy dla takiej osoby nie nabrać współczucia, nie stać się powiernikiem problemów – tłumaczy. Inny „sekret”, które – chcąc nie chcąc – zdarzyło jej się odkryć, to resztki obiadu poukrywane w doniczkach i pod dywanami – przez niejadka. – Zawsze zapominałam o tym powiedzieć jego rodzicom, bo widywałam ich rzadko – zostawiali mi pieniądze na stole i wychodzili. Sprzątałam u nich przez pół roku i co tydzień odkrywałam w najmniej oczywistych miejscach kolekcję „skarbów” ich syna. Nawiasem mówiąc, pani domu była bardzo dumna ze swoich umiejętności kulinarnych i miała regały zastawione książkami kucharskimi – przypomina sobie.

Klasa średnia bez klasy?

Niektórym sprzątaczkom zdarza się do pracy przychodzić z uśmiechem na ustach. – Zauważyłam, że im bogatsi ludzie, tym generalnie więcej klasy. Najgorzej traktują mnie ludzie z klasy średniej, czasem imigranci, którzy praktycznie niczym się ode mnie nie różnią, poza tym, że przyjechali parę lat wcześniej. Potrafią też najbardziej nabrudzić – zauważa Monika. –To dziwne, bo przecież powinni mieć dla mnie więcej serca. Ale to w najbogatszych domach spotykały mnie najmilsze niespodzianki. W jednym domu kucharka pytała mnie, co bym chciała na obiad i robiła to, co sobie zażyczyłam. W innym – pracodawca zostawił mi z okazji urodzin 50 funtów i kartkę na stole. Takie rzeczy się pamięta – opowiada.

Nie tylko do sprzątania

Póki co pewne jest jedno: o polskich sprzątaczkach jeszcze nie raz będzie głośno. Z tysięcy osób zatrudnionych w tej branży, kilka już wcześniej nas przecież zaskoczyło. Martyna Sobol sprzątała w centrum handlowym, gdy podeszła do niej pracownica agencji modelek i zaproponowała kampanię New Look, co pociągnęło za sobą pracę stylistki, modelki i własny blog. Pozytywnie wyróżniła się też Barbara Pokryszka, która po czterech latach pracy jako sprzątaczka w hotelach (w tym w Hiltonie), stworzyła o tym przejmujący komiks „A tale of two cities”, by upublicznić prawdę o ciężkich warunkach, jakie panują w tej branży. Pracę opublikował związek zawodowy Union the Unions, a wkrótce jej obrazy trafiły do jednej z najbardziej prestiżowych galerii świata – Saatchi. Okazało się bowiem, że Pokryszka już wcześniej była malarką. Ukończyła w tym kierunku studia, a nawet była właścicielką galerii w Krasnobrodzie. Na język sztuki swoje doświadczenia przełożyła też Milena Moser w książce „Wyspa sprzątaczek”, która zdobyła dobre recenzje i pozwalała zajrzeć laikom w świat „pań od sprzątania”.

Powyższe przykłady to zaledwie kilka z tysięcy różnych historii polskich sprzątaczek pracujących na Wyspach. Miejmy nadzieję, że wkrótce usłyszymy o kolejnych utalentowanych przedstawicielkach tej grupy, które znów udowodnią, że nie warto na nie patrzeć tylko przez pryzmat zawodu, który wykonują.

Sonia Grodek