Start Poradniki Powolny internet? Jest kilka przyczyn

Powolny internet? Jest kilka przyczyn

718
0
PODZIEL SIĘ

W bazie pod Mount Everestem internet działa z prędkością 2 Mbps. Niestety, taką samą szybkość osiąga sieć w wielu brytyjskich domach… Sprawdzamy, gdzie jest najgorszy sygnał i jak polepszyć jakość swojego Wi-Fi.

Dwadzieścia pięć proc. brytyjskich domów ma superszybki internet o mocy ponad 30 Mbps na sek., a do 500 tys. mieszkań dociera sieć o mocy 300 Mbps. Przeciętnemu użytkownikowi sieci taka szybkość nie jest nawet potrzebna. Najczęściej korzysta z niej młodsze pokolenie, do którego zalicza się 21-letni Jacek, student informatyki, który z dwoma kolegami wynajmuje mieszkanie w Birmingham.

Składają się po 20 funtów na internet o mocy 150 Mbps. – To dużo? Nie wydaje mi się. Mieszka nas trzech, każdy ogląda w sieci filmy, gra w gry przez internet i czasem coś ściąga, a wszystko to jednocześnie – śmieje się. – Dla mnie to jest normalny internet. Gdy mam do czynienia z wolniejszym, jestem zdenerwowany i mam wrażenie, że strony ładują się godzinami – przyznaje.

Najgorzej na wsi

Jednak wciąż wielu mieszkańców kraju boryka się z dużo gorszym połączeniem. 2,4 mln domów nadal nie może się doczekać internetu o prędkości wyższej niż 10 Mbps. Na wsi to już niemal połowa. Dostęp do internetu znacznie poprawiła szeroka dostępność mobilnej sieci 4G, z której korzystało u największych operatorów 44 proc. osób w 2014 roku, ale rok później – już 73 proc. Jednak jeśli chodzi o Wi-Fi, to wciąż mogłoby być lepiej, co potwierdzają brytyjskie miasteczka, w których połączenie jest wolniejsze… niż w bazie u szczytu Mont Everestu.

Tydzień czekać na Bonda

Przekonali się o tym mieszkańcy najgorszego pod tym względem miejsca w kraju, położonego zaledwie kilkanaście kilometrów od Gloucester Miserden. W tej niewielkiej miejscowości sieć średnio osiąga 1,30 Mbps. Tymczasem w odludnych regionach w pobliżu najwyższego szczytu Himalajów średnia to 2 Mbps.

– To wszystko chyba zależy od szczęścia – zastanawia się 30-letnia Monika, krawcowa z Gloucester, która mieszka zaledwie kilka kilometrów od niefortunnej wsi. – Wynajmowałam kiedyś mieszkanie w Cheltenham, gdzie internet działał tak, jakby go w ogóle nie było. Teraz w domu mam dobre połączenie. Nie wiem, dlaczego akurat w Miserden jest tak wolny. Możliwe, że to przez gęste lasy… – zastanawia się.

W miasteczku sieć jest tak zła, że ściągnięcie Jamesa Bonda w HD potrwa nawet 5 dni. Szybkość internetu mierzono tam w zeszłym roku prawie sto razy, a najgorszy zanotowany wynik to 0,12 Mbps. Przy takiej sieci nie da się nawet odpisać na e-mail.

2Mbps w każdym domu

Dla porównania, średnia szybkość sieci w Londynie to 25 Mbps – tu film ściągniemy w mniej niż pół godziny. Co jednak ciekawe, najszybsza sieć wcale nie występuje w stolicy. Średnią prędkość ponad 77 Mbps osiąga Rickmansworth w Hertfordshire, a tuż za nim są Shepshed w Leicestershire (66.34 Mbps), Llanwit Major w Glamorgan (66.27 Mbps), Guisborough w Cleveland (61.43 Mbps) i dzielnica Springburn w Glasgow (60.27 Mbps).

Raport na temat szybkości internetu w kraju powstał na zlecenie portalu Cable.co.uk. Na ostatnich miejscach znalazły się natomiast Ashwell w Hertfordshire (1.39 Mbps), Ulverston w Cumbrii (1.45 Mbps), Gilsland w Cumbrii (1.86 Mbps) i Brent Knoll w Somerset (1.99 Mbps). W grudniu rząd obiecał, że każdy brytyjski dom będzie miał sieć o szybkości co najmniej 2 Mbps.

Politycy obiecują, że do grudnia 2017 r., 95 proc. kraju będzie obejmowała superszybka sieć (przez „superszybka” mają na myśli 24 Mbps). Póki co z danych rządowych wynika, że 5,7 mln osób nadal nie ma dostępu do sieci o minimalnej obiecywanej mocy.

Internet psuje miasto

Wciąż jeszcze nawet w dużych miastach zdarzają się miejsca, których mieszkańcy nie mogą bez przeszkód otworzyć choćby poczty internetowej. – Takie czarne dziury mogą doświadczyć ekonomicznej zapaści – twierdzi Dan Howdle z cable.co.uk. – Jest mniej chętnych na domy, a firmy gorzej „przędą”, bo nie są w stanie odpowiednio zaprezentować się w sieci – wyjaśnia.

Badania przeprowadzone przez Strutt & Parker udowadniają, że dobry i stale działający internet to ważny czynnik przy wyborze mieszkania dla 35,8 proc. Brytyjczyków. W przyszłości będzie ich coraz więcej, bo rośnie liczba osób, które pracują zdalnie, robią zakupy przez internet i używają sieci do komunikacji z krewnymi za granicą.

Skarga do dostawcy

A co zrobić, jeśli sieć działa, jak na nasze potrzeby, zbyt wolno? Po pierwsze, warto sprawdzić jego faktyczną szybkość w internecie lub ściągając ze strony organizacji Ofcam (na urządzenia Apple i Android) aplikację, która pozwala sprawdzić jakość naszego Wi-Fi. Może to pomóc w rozmowach z dostawcą, który twierdzi, że internet jest szybszy niż w rzeczywistości. Należy więc złożyć skargę do dostawcy. Gotowy formularz można znaleźć na stronie organizacji Which.

Ale uwaga – skargę możemy złożyć wtedy, jeśli internet nie spełnia wymogów deklarowanych przez dostawcę. Co oznacza, że gdy np. w umowie napisane jest, że szybkość wynosi „do 50 Mbps”, a nasza prędkość to najczęściej połowa tego, może się okazać, że dostawca nie łamie warunków umowy. Jeśli dostawca nie reaguje, można poskarżyć się na niego do Ofcam. Organizacja może wymusić na nim rozwiązanie umowy bez naliczania kary dla użytkownika, jeśli okaże się, że faktycznie internet był wolniejszy niż przewidziany w umowie.

Winny router?

Bywa też, że internet jest za wolny, bo cały czas korzystamy z pakietu sprzed wielu lat. W świecie telefonii i internetu nowe pakiety i promocje pojawiają się co kilka tygodni i często przepłacamy, trzymając się starej taryfy. Często tacy klienci, gdy zaczynają dochodzić swoich praw, otrzymują taniej szybkie łącze, bo dostawcy bardziej opłaca się zaoferować im lepszą umowę niż ich stracić. Wina może leżeć też po stronie routera – jeśli mamy bardzo stary model, nawet po zmianie internetu na lepszy, możemy nie odczuwać różnicy w prędkości.

Warto pytać o routery przy podpisywaniu umowy, bo często istnieje możliwość np. wypożyczenia ich lub zakupu za symboliczny 1 funt. Inny problem polega na tym, że zbyt wiele osób korzysta z naszej sieci. Mówiąc wprost, gdy zgodnie z umową internet powinien działać szybko, a my ledwo odbieramy sygnał, to być może ktoś nam go zwyczajnie kradnie. W takim wypadku warto zmienić hasło. W przypadku hoteli czy kawiarni warto wymieniać hasło regularnie – często sieć obejmuje zasięgiem też sąsiednie domy i może się okazać, że z naszego Wi-Fi korzysta cała ulica.

Uwaga na nianie

Urząd ds. telefonii i internetu Ofcom twierdzi też, że internet może zwalniać przez zakłócenia wywołane innymi urządzeniami elektronicznymi. Najbardziej przeszkadzać mają bezprzewodowe nianie elektroniczne dla dzieci, kuchenki mikrofalowe i… światełka świąteczne. Dlatego radzi, by router trzymać z dala od takich obiektów, a do tego nie zasłaniać go ciężkimi, metalowymi przedmiotami, jak np. lodówka.

Najlepiej umieścić go pośrodku mieszkania. Wreszcie podaje ostatni powód, dla którego internet może być wolny: to wina urządzeń, na których z niego korzystamy. Zdaniem Ofcom, często surfujemy na starym smartfonie czy komputerze, który nie jest w stanie przetworzyć ilości danych, do jakich przywykły nowoczesne sprzęty. Zdarza się wtedy, że robimy awanturę dostawcy internetu, podczas gdy po prostu… czas zmienić komputer.

Sonia Grodek