Start Wiadomości Polacy zalewają Wyspy nielegalnymi papierosami

Polacy zalewają Wyspy nielegalnymi papierosami

2128
0
PODZIEL SIĘ

Polacy nie bawią się w drobnicę, idą w hurt i zalewają Wielką Brytanię nielegalnymi papierosami. Biznes ten przynosi zyski porównywalne z handlem narkotykami, tyle że odpowiedzialność jest mniejsza. Nic dziwnego, że wielu naszych chwyta się tego przemytniczego rzemiosła, by szybko i dobrze zarobić. Ale nie wszystkim interesy wychodzą.

Kierowca polskiej ciężarówki Artur Olszok, wpadł, bo namierzyli go brytyjscy gliniarze. Polak wiózł na pace siedem ogromnych drewnianych skrzyń wypełnionych papierosami. W sumie miał on milion sztuk papierosów bez akcyzy.

Sąd za milion papierosów

31-letni Polak został skazany przez sąd w Maidstone na 20 miesięcy więzienia. Olszok tłumaczył się, że jego dola za dostarczenie na Wyspy towaru wynosiła tylko 200 euro, czyli mniej więcej 150 funtów. Nie potrafił jednak wytłumaczyć się z dziesięciu tysięcy euro, które miał podczas wpadki w Dover.

Alan Tully, asystent szefa wydziału dochodzeń kryminalnych w brytyjskim urzędzie celnym nie miał wątpliwości: odbiorcami, którzy czekali na Wyspach na towar wieziony przez Polaka to ludzie z kryminalną przeszłością. Brytyjskie władze szlag trafia, nie radzą sobie z powstrzymaniem fali szmuglowanych papierosów m.in. z Polski, a traci na tym fiskus. Sukcesy też są.

Tylko w latach 2012-214 dzięki dokładniejszym kontrolom na brytyjskich punktach granicznych przechwycono prawie 3,3 miliarda papierosów oraz 800 ton lewego tytoniu. Można było 600 osobom postawić zarzuty. Zdecydowana większość szmuglerów to obywatele krajów Europy Wschodniej i Środkowej, a wśród nich prym wiodą Polacy.
Szefowie brytyjskich urzędów podatkowych wskazują na skalę strat, jakie tego typu proceder przynosi. Wystarczy powiedzieć, że rocznie chodzi o ponad dwa miliardy funtów. Jest też inny aspekt tego procederu, to jak twierdzą nie tylko w Londynie przymykanie oczu na takie praktyki przez wielkich producentów papierosów.

Nie chcą się włączać w ściganie i karanie przemytników, a przecież wiele szmuglowanych papierosów pochodzi z legalnych fabryk. Wszystko rozpoczyna się daleko od brytyjskich granic, np. w polskim Przemyślu niedaleko granicy z Ukrainą. Choć ruch teraz jest tam mniejszy, to papierosowy interes nadal kwitnie.

Szmuglerskie zagłębie

To tam i w innych miejscach Polski oraz innych krajach naszego regionu powstał potężny rynek szmuglerów papierosów, który dotarł jakiś czas temu do Wielkiej Brytanii. Interes kwitnie, bo ludzie kupują to, co tańsze, a że na Wyspach wyroby tytoniowe są obłożone takimi daninami, że chciałoby się zrezygnować z nałogu, więc nic dziwnego, że spryciarze zwietrzyli idealny interes. Szmuglem zajmują się grupy mafijne, triada i inne przestępcze organizacje.

To jeden z najbardziej dochodowych interesów, amerykańskie służby celne twierdzą nawet, że lepiej wychodzi się na przemycie papierosów niż handlu ludźmi, czy nielegalnym hazardzie. I „pobrudzić” się w tym biznesie trudniej niż w innych gałęziach przestępczego biznesu. Papierosy, które trafiają z Polski do Wielkiej Brytanii są produkowane w nielegalnych fabrykach nad Wisłą, albo do Polski dociera gotowy towar z rynków wschodnich.

Potem jest przepakowywany i rusza w drogę przez Kanał La Manche. I kiedy brytyjscy szefowie od walki z przemytem głowią się, jakby powstrzymać ten proceder przestępcze gangi są coraz bardziej pomysłowe w zalewaniu Wysp paczkami „Marlboro”, „Superkings” czy „Lambert & Butler” oraz wschodnich marek, jak „Classics” czy „Jin Ling”.

Dzieciaki w roli „mułów”

Jednym z pomysłów było posyłanie dzieci do krajów Europy Wschodniej, gdzie kurierzy zaopatrywali je w walizy lewych papierosów. Policja wykryła młodociane grupki „mułów”, operujące w północnych i wschodnich regionach Anglii.

Przywieziony towar dostarczano rasowym gangom. Cztery piętnastolatki z okolic Durham przyłapane na takim procederze, o mało co nie trafiły za kraty za swój wyczyn, a było nim przywiezienie na Wyspy 200 tysięcy sztuk papierosów.

Szmuglerzy z Polski mają nieograniczoną wyobraźnię, skoro przemycali już papierosy w pustych wieżach komputerowych czy elementach klimatyzacji. Kiedy na Wyspach rozpoczął się kryzys, popyt na szmuglowane, znacznie tańsze papierosy tak wzrósł, że kurierzy znad Wisły kursowali jak opętani.

To był dla nich czas złotych żniw, tak zresztą jest do dziś, choć, jak się wydaje zaostrzone kontrole nieco ostudziły apetyty polskich przemytników. Szef zespołu zajmującego się w jednym z koncernów tytoniowych walką z tym procederem twierdzi, że te same grupy przestępcze, które zarabiają na przemycie broni, narkotyków i ludzi przemycają też papierosy.

Wśród tych ludzi są Polacy. Przemyt papierosów kusi i to bardzo, skoro zarobek na tym procederze jest, jak była mowa, nie mniejszy niż na przemycie narkotyków, za to kary, jakie sypią się za tego typu „działalność” są mniejsze niż dla specjalistów od heroiny, czy kokainy.

Milion na kontenerze

Rachunek jest prosty, kontener papierosów szmuglowanych z Polski i sprzedanych na brytyjskich ulicach daje zarobek rzędu miliona funtów. Jeśli ktoś idzie w drobnicę i dostarczy na Wyspy niewielki van papierosów, zarobi 60 tysięcy dolarów. Takie przebicia sprawiają, że wielu naszych wchodzi w ten biznes. Nie odstraszają ich kary na Wyspach, a żaden ze szmuglerów nie narzeka na niewygody, towarzyszące podróży przez Europę z kontrabandą.
Wielu polskich przemytników mówi tak: wybieramy do kursów przechodzone wozy, bo w razie wpadki zostaną skonfiskowane. Nie samochód się w tym liczy, ale towar. I kiedy Wielka Brytania jest ostatnim przystankiem na przemytniczym szlaku, to Polska jest epicentrum tego biznesu.

– Polska to wrota do europejskiego szmuglu papierosów – mówi jeden z ekspertów zachodniego koncernu tytoniowego, zajmujący się powstrzymywaniem przemytu. Polska to tranzyt między Wschodem a Zachodem- dodaje.

– Polska jest pierwszą linią obrony w walce z przemytem papierosów – twierdzi Bogdan Bednarski, doświadczony polski ekspert celny, który wskazuje, że służby w Polsce przechwytują około pół miliarda lewych papierosów rocznie. Nie jest jednak tajemnicą, że zarówno szmugiel z Polski, jak i produkcja nielegalnych papierosów nad Wisłą rośnie. Bednarski ocenia, że przez Polskę przechodzi rocznie od 12 do 20 miliardów lewych papierosów.

Giganci nie bez winy

Wielkie kompanie tytoniowe, a głównie wielka czwórka, czyli Philip Morris, Japan Tobacco, BAT i Imperial nie są w tym bez winy. Są oskarżane o przymykanie oczu na szmugiel ich produktów, na Ukrainie mają przecież swoje fabryki, to m.in. stamtąd wypływa strumień papierosów, które trafiają potem do Polski i na końcu lądują na ulicach brytyjskich miast i miasteczek.

Nie jest tajemnicą, że koncerny płaciły i nadal płacą unijnym władzom ogromne kary jako konsekwencje oskarżeń, że są one zamieszane w szmugiel papierosów. Lepiej zapłacić karę, wyciszyć sprawę, mieć święty spokój niż drzeć koty z Brukselą i narażać się na ataki dziennikarzy. Polski problem ze szmuglem papierosów zaczął się na dobre w roku 2004, kiedy przystąpiliśmy do Unii Europejskiej.

Wtedy władze w Warszawie wprowadziły surowe, unijne przepisy, które dotknęły producentów. To sprawiło, że ceny papierosów poszły w górę. A na sąsiedniej Ukrainie i w Rosji były w zasięgu ręki tańsze papierosy. Kiedy paczka papierosów kosztowała w Polsce dziewięć złotych, ta sama przywieziona z Ukrainy była o połowę tańsza. Aż się prosiło, by tańszy towar przemycić do Polski. I zaczęło się.

Stolica handlu i przemytu

Przygraniczny Przemyśl szybko stał się nieoficjalną stolicą handlu papierosami, powstawały tam ogromne magazyny lewego towaru, który zaczęto szmuglować dalej na Zachód, do Niemiec, Holandii, na Wyspy. Jak wspominał tamte czasy Tomasz Hano, zastępca szefa miejscowego urzędu celnego każdego dnia przetaczało się przez granicę w Przemyślu po dwa tysiące pieszych, tysiąc samochodów osobowych, 150 ciężarówek.

Każdej doby celnicy konfiskowali 20 tysięcy papierosów. Nikt nie oszacował, jak wielkie ilości udało się przerzucić do Polski. „Mrówki”, jak mówiono o pieszych przenoszących papierosy z Ukrainy, wykonywały tytaniczną pracę.

Każdy mógł wtedy przynieść określoną ilość papierosów. Nikt się jednak nie przejmował normami. Kiedy w grudniu 2008 r. władze zdecydowały, że jednorazowo można przenieść nie 200, a 40 sztuk papierosów o mało co nie doszło do zamieszek w Przemyślu.

Przy ogromnym bezrobociu ta decyzja uderzała w wiele miejscowych rodzin, które żyły z papierosów. Jak wspominał Hano ludzie blokowali przejście graniczne, powstała zapalna sytuacja, aresztowano najbardziej protestujących. Ci ostatni z kolei grozili celnikom, że ich załatwią, wiedzieli przecież, gdzie oni mieszkają.
Napływ papierosów na granicy spadł dramatycznie, ale też drastycznie rozwinął się przemyt. – To było jak z balonem, naciskasz na jedną stronę, druga się wybrzusza i tak było – mówią emerytowani celnicy z Przemyśla.

Biznesem zajęły się już nie „mrówki”, ale macherzy dysponujący ciężarówkami i ruszył przemyt na Zachód i trwa on do dziś. Jednocześnie rosła produkcja nielegalnych papierosów w Polsce, odbiorcy domagali się towaru, a że zasada „nasz klient, nasz pan” obowiązuje i w tym biznesie, lewa produkcja rosła jak na drożdżach.

I nikt się specjalnie nie przejmował jakością takich papierosów, produkowano je przecież w prymitywnych warunkach, komponenty nie były, delikatnie mówiąc, najlepsze. Założenie fabryki nielegalnych papierosów kosztowało około 2.5 miliona dolarów, ale nakłady zwracały się błyskawicznie.

Obławy i frustracja gliniarzy

Z jednej strony trwały obławy na przemytników i producentów papierosów, z drugiej zaś rosła frustracja wśród celników i policjantów, bo jak mówi Bednarski sądy rzadko wsadzały takich ludzi za kraty, najczęściej kończyło się na grzywnach, a te nawet wysokie nie były w stanie odciągnąć nikogo od tego procederu. Sposoby, jakich nasi przemytnicy imają się, by dostarczyć towar na Wyspy mogłyby posłużyć za niejeden film kryminalny.

Montuje się w samochodach sztuczne podłogi i sufity. Używa się specjalnych folii, by uniknąć prześwietlenia, itd. Każda banda musi mieć opłaconych celników, od nich bowiem zależy, czy towar przekroczy granicę ukraińsko-polską i pogna do Dover.

– Pokusa łapówek jest duża, nie jest więc problemem znalezienie „biernych” celników, jak mówi się o tych, którzy przyjmują korzyści majątkowe.
Przemyt na Wyspy kwitnie na Wyspy, świadczą o tym kroniki sądowe, które informują o wpadce Polaków na tym procederze. Przykład pierwszy z brzegu.

Pod koniec 2012 r. wpadli na szmuglu papierosów na Wyspach Jan Wójcik z Acton i Paweł Paśnik z West Bromwich. Nie wiedzieli, że obserwowali ich policjanci. W czarnym Mercedesie tego pierwszego znaleziono kilkanaście tysięcy funtów.

W domu Paśnika forsy było więcej. Na dodatek był tam też magazyn „Marlboro Gold”. W sprawę był zamieszany także polski kierowca ciężarówki Mariusz Kardas. Wójcika skazano na trzy lata i trzy miesiące więzienia. Paśnik dostał trzy miesiące więcej, a Kardas miał do zaliczenia cztery miesiące.