Start Polecane Niewolnicy smartfonów

Niewolnicy smartfonów

223
0
PODZIEL SIĘ

Internet dał nam wolność, karierę możemy zrobić dzięki sieci, w ciągu jednej chwili możemy przenieść się w dowolne miejsce na świecie i znaleźć odpowiedź na każde pytanie. Małe, multizadaniowe urządzenie zastępuje nam mapę, aparat fotograficzny, budzik czy odtwarzacz muzyki.

Większość z nas cały czas korzysta z internetu, a bez telefonu nie wyobraża sobie życia. Jesteśmy w sieci, więc żyjemy – często mawiamy. Smartfony stały się integralną częścią nas i naszej codzienności. Podobno częściej wracamy się do domu w sytuacji, gdy zapomnimy telefonu niż portfela. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Okazuje się, że bycie „online” jest coraz większym problemem. To, co miało być punktem zwrotnym stało się naszą zmorą. Smartfony i media społecznościowe wydają się przenikać przez wszystkie aspekty naszego życia codziennego – od zakupów, przez pracę, kończąc na kontakcie z drugim człowiekiem.

Raz na godzinę

Doktor Lucyna Kirwil, psycholog z Uniwersytetu SWPS w Warszawie zaznacza, że ponad połowa (70 proc.) społeczeństwa deklaruje używanie telefonu raz na godzinę lub co kilkanaście minut. Jedynie, co czwarty robi to zaledwie kilka razy dziennie. Raz lub dwa razy dziennie telefon do ręki bierze natomiast 13 proc. badanych. Co trzeci z nas nie jest w stanie odłożyć telefonu na całą dobę. – Jak to tłumaczymy? Zazwyczaj racjonalnie, tak, żeby nikt nas nie oskarżył o uzależnienie.  Pytanie, ile z tych osób wstydziło się po prostu przyznać, że utraciłoby np. postępy w grze.

Dziewięciu na dziesięciu użytkowników instaluje aplikacje mobilne. Zdjęcia, filmy, komunikatory, social media – to wszystko mamy na wyciągnięcie ręki. I korzystamy z tej możliwości – mówiła. – Dzisiejszy świat staje się coraz bardziej uzależniony od internetu i nowoczesnego sprzętu elektronicznego. Wiele czynności wymaga umiejętności obsługi komputera czy smartfona. Już nie istnieje życie bez nowoczesnych technologii. Niektóre informacje dostępne są obecnie już tylko i wyłącznie w postaci elektronicznej – dodała ekspertka. Na smartfona zerkamy średnio 221 razy w ciągu dnia – średnio co 4,5 minuty. To ponad jedna piąta naszej doby. Dużo?

Socjologowie nazywają nas sieciowymi tubylcami. Już od najmłodszych lat nabywamy doświadczenia w używaniu smartfonów, tabletów, komputerów i innych urządzeń.  Według jednych sprawia to, że bez sieci i techniki nie potrafią sobie poradzić, ale według innych, dzięki internetowi żyją w świecie, nie zamykają się w domu, mają wielu znajomych, są na bieżąco z nowymi technologiami, potrafią szukać informacji, odznaczają się kreatywnością i nie idą za tłumem.  Dr Lucyna Kirwil, psycholog, zauważa, iż możemy już mówić o nowym rodzaju uzależnienia. Nerwowe kontrolowanie informacji płynących ze smartfona, może być groźne.

– Lekarze zaczynają zwracać uwagę, że korzystanie ze smartfona odbywa się w dość specyficznej pozycji ciała, która wymaga od mięśni karku większego natężenia niż zwykle. Ludzie zaczynają mieć problemy fizyczne – mówi.

Smartfony wpływają na naszą psychikę, ale i kondycję naszego ciała. Ekspertka zwraca uwagę, że to nie jest wina nowych technologii, ale ich użytkowników.

– Trzeba zauważyć, że nowe technologie ułatwiają kontaktowanie się, np. w momencie, gdy nie możemy wyjść z domu – zaznacza. – Dostarczają informacji, co się dzieje u znajomych. Młodsze pokolenia, które od małego komunikują się za pośrednictwem nowych technologii, ma jednak trochę zubożoną umiejętność kontaktu w rzeczywistości – wyjaśnia.  Okazuje się, że młodym ludziom łatwiej jest mówić o emocjach na portalach społecznościowych niż twarzą w twarz. W tym celu wypracowali całą gamę znaków graficznych, które szczegółowo oddają ich emocje.

Niebezpieczne narzędzia

Badania pokazują, że smartfony owszem ułatwiają życie w wielu sytuacjach, ale w momencie, gdy zastępują nam kontakt z otoczeniem, a użytkownik zamyka się w cyberprzestrzeni, stają się niebezpiecznym narzędziem. Znany pisarz japoński, Haruki Murakami, opisywał skutek uzależnienia osób od internetu jako rodzaj schizofrenii. Wszystko w internecie, od życia seksualnego po grę w piłkę, wychodzi lepiej. Zawsze ekran telefonu i rzeczywistość wirtualna wygrywa w konfrontacji z rzeczywistością realną. Taka sytuacja rodzi ucieczkę w świat ekranu, izolację od świata. Nie wytrzymując presji realnej w rzeczywistości, uciekamy do internetu, aby nasz awatar, doskonalszy, alter ego, sprawił, abyśmy, chociaż na chwilę poczuli się doskonalsi.

– Kolejną, ciężką próbę przechodzimy w momencie, kiedy padnie nam bateria, telefon zostaje zgubiony albo z jakiegoś innego powodu nie jesteśmy w stanie z niego korzystać – zauważa Iwona, sprzedawca z Leedds. – Stajemy się wówczas nerwowi i nadpobudliwi. Wykazujemy duże zdenerwowanie graniczące z paniką także, gdy nie możemy telefonu odnaleźć, zasypiamy i budzimy się z wyświetlaczem w ręku, korzystamy ze smartfona podczas spotkania ze znajomymi, a nawet przebywając w toalecie. Wynika to z tego, że ciągle jesteśmy w trybie gotowości, „stand by”, wciąż oczekujemy: powiadomień, wiadomości, informacji i wciąż je przetwarzamy.

Niestety, telefony stały się także nieodłącznym elementem naszej pracy. Większość pracodawców oferuje swoim pracownikom telefony służbowe, które zapewniają kontakt telefoniczny, zarówno z klientami, podwykonawcami, przełożonymi, jak również korzystanie z poczty elektronicznej. Pracodawcy, którzy nie oferują benefitu w postaci telefonu nierzadko wymagają, by pracownik korzystał ze swojego telefonu.

Niewykonalnym jest wręcz całkowite wyeliminowanie smartfonów z życia. Apeluje się jednak, by stopniowo ograniczać czas korzystania z urządzenia, a przede wszystkim zacząć ten czas kontrolować. Nie trzeba się jednak odcinać od internetu, by życie było piękniejsze – bo być może nie będzie, ale z uwagi na naszych najbliższych, na nasze relacje, na bezpieczeństwo innych – znajdźmy umiar, tak po prostu.

Zła droga

– Współcześnie telefon to nie tylko możliwość rozmowy, ale czasem wręcz przede wszystkim możliwość korzystania z sieci internetowej, a co za tym idzie z platform społecznościowych – apeluje psycholog i psychoterapeuta Agnieszka Szafrańska-Romanów z Warszawskiego Centrum Probalans. – Portale społecznościowe z jednej strony dają możliwość kontaktu ze znajomymi, nawet tymi niewidzianymi od wielu lat – służą zatem odnawianiu utraconych relacji, z drugiej strony są dosyć powierzchowne. Wiele internautów zabiega za wszelką cenę o jak największą liczbę znajomych – duże ich grono sprawia, że wydają się sobie atrakcyjniejsi, ciekawsi, godni zainteresowania. Jest to jednak często czysta iluzja – facebookowi znajomi wiedzą o nas tyle, ile umieścimy na naszym profilu. A informacje podawane przez samych użytkowników są często manipulowane – profilowe zdjęcia mało przypominają oryginał, a podawane dane bywają mocno koloryzowane.

– Wszystko po to, aby przedstawiany wizerunek był najbliższy ideału, bo to daje większe prawdopodobieństwo otrzymania upragnionego „lajka”. Taka potrzeba uznania i podziwu potrafi być uzależniająca szczególnie dla ludzi nieśmiałych, samotnych i pragnących kontaktu z innymi. Jeżeli portal społecznościowy jest środkiem do pokonywania wewnętrznych oporów przed wchodzeniem w bliższe relacje, to wszystko jest w porządku, jeżeli jednak jest traktowany, jako antidotum na lęki społeczne i kompleksy w relacjach z innymi, to zła droga – dodaje.

– Uzależnienie od telefonu czy informacji internetowych wymaga terapii, tak jak dzieje się to przy uzależnieniach chemicznych. Podczas terapii psycholog między innymi wskazuje uzależnionemu, że są inne formy spędzania czasu, a przyjemne emocje, jakie przynosi korzystanie ze współczesnych cyberwynalazków można uzyskiwać w inny sposób. Szczególnie podatne na cyberuzależnienie są osoby młode i dzieci, dlatego rodzice powinni bardzo rozważnie podejmować decyzję o podarowaniu maluchowi pierwszego telefonu czy tabletu – przekonuje.

Gdzie te czasy, gdy człowiek kupował raz dziennie gazetę i wiedział, co dzieje się w kraju i na świecie. Miał grono znajomych, z którymi spotykał się na domowych prywatkach. Z niektórymi rozmawiał popołudniami przez płot lub podczas wspólnego spaceru. A dziś? Rządzą nami małe, lśniące pudełeczka, pełne układów scalonych. W obawie przed czym? Strachem, samotnością czy wykluczeniem? Łatwością, z jaką klikasz „Lubię to” na Facebooku, która daje złudzenie bycia wśród ludzi, udziału w dyskusji, choć nim, po stokroć, w istocie nie jest?\

Karolina Wiatrowska