Start Wiadomości Najazd z Rumunii i Bułgarii?

Najazd z Rumunii i Bułgarii?

2312
0
PODZIEL SIĘ

Śpią w parkach, mieszkają w slumsach i kradną. Nie, nie Polacy. Brytyjskie media skupiają obecnie uwagę na Rumunach i Bułgarach – winnych wszystkiego, co najgorsze.

Gdy rok temu, w styczniu brytyjski rynek otwierał się na obcokrajowców z nowych krajów Unii, media wpadły w prawdziwą panikę. I trudno im się dziwić – dekadę wcześniej, przed otwarciem granic dla Polaków, mówiono o tym, że może ich przyjechać kilkanaście tysięcy. Pomylono się o niemal pół miliona. Najbardziej zaskoczeni muszą być sympatycy Nigela Farage z partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa. Polityk jeszcze rok temu zapowiadał, że kraj „najedzie” 29 milionów osób.

Tłok w pośredniaku

– Wiem, że tak samo wcześniej straszyli Polakami, ale gdy już się jest w UK pogląd się zmienia. Dlatego ja sam, rok temu myślałem z niechęcią o nowych imigrantach, którzy zabiorą nam miejsca pracy – przyznaje 36-letni Marcin z Włodawy, w Londynie pracujący na budowie od sześciu lat. Czy po tym roku, zauważył większą konkurencję? – Szczerze mówiąc, to nie. Pewnie gdybym dziś przyjechał do Anglii, to byłoby trudniej konkurować z pozostałymi przyjezdnymi. Ale teraz mam już wieloletnie doświadczenie i dużo kontaktów, więc raczej jestem w innej „lidze”. Podobnie, jak większość moich znajomych – podsumowuje.

Zwiększoną liczbę chętnych do pracy można zauważyć głównie na najniższych stanowiskach. – Zarabiam pomagając w myjni samochodowej. Dostaję 6 funtów za godzinę. Ostatnio szef powiedział, że może mi płacić tylko 5 funtów, a jak mi się nie podoba, to weźmie kogoś z Bułgarii, kto będzie zadowolony z takiej stawki. To nie fair – oburza się anonimowo Polak na jednym z forów dla Polonii.

Jednostki psują opinię

Rzeczywiście, rok temu „Daily Mail” grzmiał: „50 tysięcy Bułgarów i Rumunów zgłosiło się do pracy w Wielkiej Brytanii w ciągu pierwszych trzech miesięcy!” Jednak Office for National Statistics pod koniec roku doliczyło się tylko 22 tys. nowych obywateli Rumunii i Bułgarii w Anglii. Do tego dochodzi drugie tyle, które pracowało w pracy sezonowej i zdążyło już wrócić do ojczyzny. Skąd te rozbieżności? To proste – pierwsze dane podawano na podstawie informacji od rumuńskich i bułgarskich pośredników. A od pozytywnej odpowiedzi na ofertę pracy do samego wyjazdu do Anglii jest długa droga. Wielu po drodze się wykrusza.

– Tylko 22 tysiące? To dziwne. Anglia to dobry rynek, Polacy nadal tu przyjeżdżają. Dlaczego Bułgarzy i Rumuni nie szukają tu pracy? – zastanawia się 40-letnia Agnieszka, która w Londynie pracuje jako sprzątaczka od dziewięciu lat. Czy czytała o Rumunach koczujących w parkach i kradnących pieniądze z parkomatów? – Tak, ale proszę pamiętać, co pisano o Polakach jeszcze rok temu. Że polujemy na karpie i kaczki! Na parę tysięcy osób zawsze znajdzie się kilkadziesiąt lub kilka, które się negatywnie wyróżniają, a to o nich najwięcej się pisze. Pamiętam jeszcze, w jakiej sytuacji byłam sama dziewięć lat temu, bez angielskiego, pieniędzy i pracy. Emigrantom na początku jest naprawdę bardzo ciężko. Przecież ci, którzy śpią w parkach, nie robią tego dla rozrywki, a po prostu nie mają jeszcze dachu nad głową. Trzymajmy za nich kciuki – zaznacza.

Rumuni już tu są

Czy więc powinniśmy się obawiać masowego przypływu emigrantów? Okazuje się, że większość z tych, którzy chcieli przyjechać na Wyspy, dawno już to zrobiła. Ludność obu krajów liczy ok. 25 milionów, z których ponad 200 tysięcy wyjechało na Wyspy w ciągu ostatnich siedmiu lat, na długo zanim zniesiono dla nich restrykcje na rynku pracy. Kolejne kilkaset tysięcy osób znalazło pracę w Niemczech, Francji, Holandii czy Włoszech, które z uwagi na bliski rumuńskiemu język jest popularnym kierunkiem tamtejszej ludności (Rumunów jest tam ponad 800 tysięcy). Wniosek? Najbardziej zdeterminowani dawno zdążyli już wyjechać, a otwarcie rynku pracy w kraju położonym na drugim końcu Europy, nie stanowi dla nich dużej zachęty.

Nie przyjeżdżajcie

Ci, którzy przyjechali, nie zawsze są zachwyceni. Potwierdzają to słowa Victora Spirescu, „pierwszego Rumuna”, który wysiadł z samolotu rok temu, tuż po zniesieniu ograniczeń. Z okazji rocznicy jego pobytu na Wyspach gazety sprawdzały, jak mu się wiedzie. – Ciężko jest pracować w Wielkiej Brytanii tak, żeby zaoszczędzić pieniądze. To, czy się uda znaleźć pracę, często zależy tylko od szczęścia – powiedział im Spirescu. Co więcej, z danych BBC wynika, że największy przyrost ludności w ciągu ostatniego roku nastąpił nie z Rumunii czy Bułgarii, ale z Węgier, Grecji, Hiszpanii, Czech i… Polski. Zdaje się więc, że długo jeszcze nie oddamy nikomu palmy pierwszeństwa wśród najbardziej licznych nacji na Wyspach. Więcej emigrantów, mniej bezrobotnych.

Trudno też obronić tezę o tym, że Rumuni i Bułgarzy masowo jadą do Wielkiej Brytanii, by pobierać zasiłki. Z danych ONS wynika, że w zeszłym roku ubyło pół miliona bezrobotnych – dzisiejszy poziom bezrobocia jest najniższy od 1971 roku. The Economist podaje, że aż 80 proc. nowo przybyłych ma już pracę, a to więcej, niż wśród samych Brytyjczyków. Przy okazji miło połechtani zostali sami Polacy. „Economist” zauważył, że „Imigracyjna rzeczywistość Bułgarów i Rumunów pokazała, jak niezwykła była imigracja ich poprzedników z Polski”. Dziennik zauważa, że Polacy w UK szybko otwierali własne sklepy, kościoły i centra kultury, a dziś angażują się i wpływają na politykę kraju. „Przybysze z Bułgarii i Rumunii nie pokazali jeszcze swojej obecności do tego stopnia i być może nigdy nie pokażą” – podsumowuje gazeta.