Start Wiadomości Latająca kontrabanda z Polski do UK

Latająca kontrabanda z Polski do UK

1462
0
PODZIEL SIĘ

Wiodą stabilne życie, mają normalną pracę i wcale nie najgorsze zarobki, a jednak od czasu do czasu wsiadają na pokład samolotu z torbą wypchaną po brzegi papierosami. Współczesne mrówki nie mieszkają przy granicy i nie przekraczają jej pieszo. Przemycają, bo ryzyko jest niewielkie, a zapotrzebowanie na tani tytoń z Polski – ogromne.

Z początku Piotr z Croydon rozmawia niechętnie – boi się kłopotów, bo przecież rzeczy, o których mowa w majestacie prawa są nielegalne. Jego dane, podobnie jak dane pozostałych bohaterów tego tekstu, z tego właśnie względu, zostały zmienione. Po tym zapewnieniu atmosfera nieco się rozluźnia i 25-latek zaczyna opowiadać: – Cztery kartony to tylko rekomendowana ilość. Jak masz sześć to też cię puszczą. Zresztą jak masz ogień, otwartą paczkę, mówisz, że byłeś w Polsce na wakacjach i przyleciałeś na 3-4 miesiące, a do tego zarabiasz tyle, że cię stać na te fajki to przejdzie więcej – tłumaczy. Choć robi to – jak twierdzi – od przypadku do przypadku, to bagaż doświadczeń ma całkiem pokaźny. Piotr prowadzi niewielki interes w Polsce, a do tego pracuje dorywczo w UK, dlatego na Wyspy przylatuje często i niemal za każdym razem przywozi kilkanaście wagonów.

Niecały rok temu Piotra zatrzymali celnicy na lotnisku w Luton. Stracił 20 kartonów, ale nie zniechęciło go to do szmuglerki. – Najśmieszniejsze, że miałem 12 pudełek gdy dotarłem na lotnisko w Łodzi, ale dokupiłem jeszcze osiem w ostatniej chwili przed wylotem – wspomina to zdarzenie jak pouczającą przypowieść o pazerności, niż przykre doświadczenie.

– Spytali skąd przyleciałem i jak powiedziałem, że z Polski to od razu kazali iść na bok. Celniczka wyciągnęła fajki i zaczęła się gadka. Zapytała mnie o ogień – nie miałem. Zapytała o moje zarobki i najwyraźniej powiedziałem za mało. Dociekała też czy fajki są dla mnie czy w prezencie dla kogoś – dodaje. Piotr z uśmiechem przyznaje, że spaprał sprawę, bo mówił za dużo prawdy. – W końcu przyszedł przełożony i podjęli decyzję – konfiskata. To ich pytam jeszcze czy chociaż te cztery kartony dostanę, czy chociaż paczkę, żebym sobie zajarał, bo zdenerwowany jestem, ale nie było negocjacji.

Według raportów HM Revenue & Customs dot. walki z przemytem papierosów, agencja przy współpracy ze służbą celną od 2011 r. skonfiskowała 6,4 mld papierosów oraz 1,621 ton tytoniu do skręcania, które próbowano wwieźć lub wwieziono na teren UK bez akcyzy. Te sukcesy bledną jednak w zestawieniu ze stratami, jakie fiskus ponosi w związku z niewykrytymi przypadkami przemytu, a te każdego roku wycenia się na 2,1 mld funtów.

Bezpieczny pułap

27-letni Mirosław z Hammersmith do Polski lata raz na dwa miesiące od przeszło dwóch lat. Marszczy brwi, gdy spytać ile sztuk pakuje do torby przed wejściem do samolotu, ale po chwili pyta z uśmiechem: – Do podręcznego czy do głównego? Mirek ma swoją teorię: – Z Polski możesz wywieźć ile chcesz – nikt cię nie zatrzyma. Do Anglii w zasadzie też możesz wwieźć ile chcesz – nie ma limitu liczbowego. Jest tylko adnotacja, że papierosy muszą być na twój użytek. To od Ciebie zależy czy przekonasz celnika. Nie zawsze się udaje – wzdycha, ale uważa, że warto próbować. Mirkowi zdarzyło się przemycać nawet 50 kartonów, ale zwykle są to mniejsze ilości. Zresztą od ostatniego „przypału” na lotnisku zszedł do bezpiecznego – według niego – pułapu sześciu wagonów.

Wpadł całkiem niedawno, bo – jak twierdzi – miał pecha. W obu bagażach – podręcznym i nadawanym przewoził razem 39 pudełek po 10 paczek, więc na nic się zdała licytacja na argumenty z celnikiem. Z irytacją w głosie opowiada: – Cały samolot wtedy przetrzepali, calutki. Wychodziliśmy z sali kontroli paszportowej i ludzi musieli mieć już wypatrzonych, bo trafili bez pudła.

Kazali iść na lewo. Grzecznie poprosili, by pootwierać bagaże. Zabrali wszystko. Spisali dowody i dali broszurki, że można się do sądu odwoływać. A gdzie ja tam się będę odwoływał? Jak i tak nie mam szans – zauważa zniechęcony i dodaje: – Na tyle lotów co zrobiłem, to trzy razy widziałem celników na lotnisku. Z czego raz zatrzymywali ludzi i właśnie wtedy mnie złapali – przeklina swój los 27-latek.

Stracił ponad tysiąc funtów, ale mówi, że ta wtopa nie uderzyła go mocno po kieszeni, bo miał to wkalkulowane. Mirek obawia się za to listu od HMRC: – Czekam, bo jest jeszcze możliwość, że skarbówka przyśle coś do zapłacenia. Kolega po 10 miesiącach dostał list: 1700 funtów za 30 kartonów, to ja pewnie z 2 tys. bym dostał. Tego się boję – przyznaje.

Tylko w tamtym roku urząd podatkowy wysłał 1,3 tys. takich listów, a przewidywana wartość odzyskanego w ten sposób podatku to 7,5 mln funtów. Poza nakazem zapłaty podatku fiskus coraz częściej karze przemytników karami finansowymi. Ich liczba w 2014 r. była tylko nieco niższa niż wezwań do zapłaty akcyzy.

Po akcji na lotnisku, Mirek stał się ostrożny. Nie szaleje z ilością, bo martwi się, że jak go złapią drugi raz to urząd skarbowy na pewno zapuka do jego drzwi. Zresztą narzeka, że coraz trudniej sprzedać papierosy w dobrej cenie.

Ruch w interesie

Ile można zarobić na papierosach z kontrabandy? Interes wart jest zachodu: – W Polsce karton białych Marlboro kosztuje po przeliczeniu 27 funtów, choć jeśli dobrze poszukać można dostać taniej – uważa 32-letni Michał z Hanslow. Cena papierosów tej samej marki w Wielkiej Brytanii w nielegalnym obrocie waha się między 38 a 40 funtów za karton (z dowozem nawet do 43 funtów), ale wymaga to pewnego uściślenia: – Wszystko zależy od ilości – twierdzi Michał, który w branży „siedzi” od kilku lat – im więcej ktoś weźmie tym cena dla niego korzystniejsza – dodaje.

Sprawdza się zasada, że w hurcie taniej, bo sprzedawana osobno paczka papierosów na ulicy osiąga cenę pięciu funtów. Dla porównania paczka Marlboro z angielską banderolą kosztuje w sklepie niemal 10 funtów i ta różnica sprawia, że palacze chętniej sięgają po te z przemytu, wśród których polskie są najpopularniejsze.

Od kiedy Mirek przywozi mniejsze ilości wszystko sprzedaje znajomym, ale wcześniej, gdy ruch w interesie miał duży, papierosy trafiały do klientów różnymi drogami: – Kiedyś wystawiałem fajki w internecie, na polskich stronach i w ten sposób pozbywałem się większości kartonów. Sprzedawałem też sklepom, małym off licence’om. Wcześniej się dogadywałem ze sprzedawcami co do ceny i ilości – opowiada ze szczegółami.

Sprawdzenie tych rewelacji w rzeczywistości nie sprawia żadnych problemów: – Kupujecie polskie papierosy – pytam w pierwszym niewielkim sklepie po wyjściu ze stacji Lewisham na południu Londynu.

Nieco już siwy sprzedawca odpowiada z zainteresowaniem: – Jakie? Rzucam znajomą markę, cenę 40 funtów za karton oraz ilość – 10 wagonów. W odpowiedzi słyszę – 37 funtów oraz zapewnienie, że przy takiej cenie do transakcji może dojść natychmiast; sprzedawca weźmie dwa pudełka, ale już dzwoni do znajomego, on weźmie pozostałe osiem. – Muszę się zastanowić – kończę, a gdy wychodzę rzucam jeszcze okiem na zamkniętą gablotę z papierosami za plecami sprzedawcy, tymi legalnymi.

Mirek twierdzi, że sprzedaż „spod lady” jest powszechna i zdarza się także w polskich sklepach. Idę więc pod wskazany przez niego adres w Hammersmith, zachodniej dzielnicy Londynu. Wchodzę do sklepu, gdzie akurat leci znajomy polski przebój.

– Dzień dobry, dostanę u was polskie fajki – pytam wykorzystując moment, gdy wokół kasy nie ma innych klientów. Sprzedawca przytakuje, a ja zagaduję dalej: – Właściwie to mam 10 kartonów do sprzedania. Nie chcielibyście kupić? Po 37 – pytam. Mężczyzna niemal szepcze: – Po 36 bierzemy i to maksymalnie. Odpowiadam, że to trochę mało i wychodzę.

Handel kontrabandą w sklepach to złoty interes – cały zysk wędruje przecież do kieszeni sprzedawców. I choć ryzyko wpadki jest wysokie, to kary już niekoniecznie, dlatego wśród sprzedawców nietrudno znaleźć odbiorców nielegalnego tytoniu.

– Puszczałem wszystko w sklepie, miałem taki, gdzie brali ode mnie co tydzień i dużo, ale złapali tam kogoś i się skończyło – wzdycha Piotr. – Teraz mam inny sklep, gdzie jeżdżę co dwa tygodnie, ale niestety biorą mało – dodaje.

Mrówczy los

– W sklepie przynajmniej cię nie wyrolują – zauważa Michał tonem głosu sugerującym doświadczenie w tej kwestii. – Na polonijnych portalach pełno jest ogłoszeń Polaków, którzy skupują, ale gdy przychodzi do płacenia zwyczajnie oszukują: albo wezmą fajki i „w długą”, albo pogrożą pięścią i zostajesz bez niczego, ale właściwie cieszysz się, że chociaż w mordę nie dostałeś – opowiada. Szara strefa rządzi się swoimi prawami i z oczywistych powodów nikt tu nie wzywa policji, gdy zostanie oszukany. Jakiś czas temu na własnej skórze przekonał się o tym Piotr.

– Byłem z jednym Polakiem dogadany. Ja wybrałem miejsce, on ustawił resztę. Podjechał samochód. Wsiadłem. To było dwóch Bułgarów. Ja dałem im kartony, oni mi pieniądze: 800 funtów w banknotach po 50. Spojrzałem na nie, ale było ciemno, poza tym nie pamiętam kiedy wcześniej miałem taki banknot w ręku. Do tego oni ponaglali, bo kamery i policja, a w końcu robiliśmy coś nielegalnego – przyznaje.

Zanim zdał sobie sprawę co się dzieje, Piotr został z kilkunastoma nic nie wartymi papierkami w ręku. Polak, z którym rozmawiał przez telefon grał na zwłokę, zwodził go jeszcze przez kilka minut, a potem zniknął, podobnie jak jego papierosy. Piotrowi nawet przez myśl nie przeszło, żeby dzwonić na policję. Bo co im powie? Przyznaje, że dał się okantować. Teraz jest ostrożniejszy.

Po tym, jak Wielką Brytanię zalała rzeka tanich papierosów z kontrabandy, znalazły się osoby próbujące na tym zarobić. Niekoniecznie uczciwie, ale nie ma się co dziwić – taka branża. Pośredników typu „kupić tanio i sprzedać z zyskiem” nie trudno zidentyfikować: na polonijnych portalach w dziale „ogłoszenia” te same numery telefonów pojawiają się w zakładce „sprzedam” i „kupię”.

Na legalu

30-letni Marcin z Hackney nie odpowiada wprost, gdy zapytać czym się zajmuje. Elegancki, konkretny, mówi z namysłem. Pracę ma od poniedziałku do piątku, a do tego kilka działalności. Jedną z nich – jak twierdzi całkiem dochodową – jest handel papierosami, a dokładniej pośrednictwo, choć Marcin nie jest przekonany do tego określenia.

– Jest siatka odbiorców i siatka dostawców, a ja kojarzę jedną stronę z drugą. Odbiorca nie ma kontaktu do dostawcy i odwrotnie, więc nie ma możliwości, żeby mnie wypchać z łańcucha. A z drugiej strony ja nie wysyłam nikogo, gdy nie jestem pewien, że jest bezpieczny po tej stronie granicy – opowiada rzeczowo. Przekonuje, że jego system działa bez zarzutu. – Gdy dostawca przekroczy granicę wysyłam mu adres, a tam już na niego ktoś czeka. Ja gwarantuję powodzenie transakcji. U mnie nie ma lewych papierosów, bez banderoli – zapewnia mężczyzna.

Zaczęło się kilka lat temu, gdy Marcin pracował w UK w kawiarni i co jakiś czas jeździł do Polski, skąd przywoził papierosy. Wpadł dwa razy, dlatego dzisiaj już tego nie robi, choć pozostał w branży, tyle że na drabinie kariery przemytniczej wspiął się o kilka szczebli.

Papierosy do Wielkiej Brytanii trafiają w różny sposób: – Główne drogi to oczywiście lotniska. Poza tym linie autokarowe. Autobusiarz pyta swoich klientów kto wiezie papierosy. Ci co nie wiozą dostają cztery kartony nad głowę i tak w 40-osobowym autobusie powiedzmy, że 20 osób wiezie dla mnie fajki na „pełnym legalu”. Takie autobusy jeżdżą non stop, więc jest stały dopływ. Są jeszcze inne drogi, tzn. hurtownicy, potężne dostawy, raczej w paletach, ale to już gruby przemyt – mężczyzna bierze głęboki oddech.

Gdzie trafiają papierosy? Michał ostrożnie dobiera słowa: – Sklepy, polskie firmy, tam gdzie są Polacy, tam ten towar musi dojechać. Z tym że farmy, np. pieczarkarnie, gdzie Polaków pracuje dużo w jednym miejscu i powiedzmy, że 60 proc. z nich pali, to jest ogromny zbyt, bo tam nikt nie będzie kupował papierosów po 10 funtów za paczkę – objaśnia 30-latek.

Szacuje się, że aż co piąty wypalany w Wielkiej Brytanii papieros ma inną niż angielska banderolę. Na alarm biją specjaliści, a także koncerny tytoniowe. Tyle że to właśnie te ostatnie od jakiegoś czasu są oskarżane o pobudzanie przemytu, bo według raportu HMRC oraz organizacji pozarządowych koncerny celowo zalewają papierosami rynki krajów, z których potem tytoń nielegalnie trafia do UK.

Stymulowany w ten sposób przemyt, według raportu, pomaga koncernom w lobbowaniu przeciwko podwyżce akcyzy, czyli podstawowego narzędzia rządu w walce z nałogiem oraz innym pomysłom ministerstwa zdrowia, jak choćby wprowadzeniu jednolitych paczek papierosów.

Te zabiegi rządu godzą w interesy firm tytoniowych, ale także podsycają przemyt, a tym samym ograniczają wpływy do budżetu. Koncerny zdają sobie z tego sprawę, dlatego w krajach takich jak Polska wypuszczają na rynek ilość papierosów przewyższającą krajowe zapotrzebowanie, a efekt jest taki, że nadwyżka ląduje m.in. w torbach Polaków zmierzających do Wielkiej Brytanii.