Start Polecane Koszmar w jesieni życia

Koszmar w jesieni życia

292
0
PODZIEL SIĘ
Photo credit: Ethan Prater / Foter / CC BY

Są starzy i schorowani, wymagają fachowej opieki. Jednak jesień ich życia zamienia się w koszmar, nie tylko z powodu wieku i niedomagań zdrowotnych. Czasem postępowanie opiekunów w stosunku do swoich leciwych podopiecznych mrozi krew w żyłach.

Wkładano jej na głowę nakolannik, żeby wyglądała jak zombie. Imitowano jej zachowanie, pytano, czy jest czarownicą parającą się czarną magią. 85-letnia, cierpiąca na demencję Freda Jobson, która w młodości pracowała jako pielęgniarka opiekująca się osobami chorymi psychicznie, była obiektem okrutnych drwin i żartów w czasie swojego pobytu w domu opieki Keldgate Manor w Beverley. Nadużycia wobec niej zarejestrowano ukrytą kamerą, a przed sądem w Hull stanęły trzy opiekunki – Tracy Priestley (41), Danielle Snowden (25) i Sophie Hinchsliff (24). Wszystkie skazano na 200 godzin prac społecznych, 1500 funtów grzywny, a także dożywotni zakaz wykonywania zawodu.

Córka staruszki, Maddison Jobson (51), oglądając nagrania była roztrzęsiona, łzy same płynęły jej z oczu. – Nigdy nie oddałabym mojej kochanej mamusi do domu opieki, ale kiedy zdiagnozowano u niej chorobę Alzheimera i zaczęła wstawać w nocy, sytuacja zrobiła się niebezpieczna. Ja i moje trzy siostry po kolei się nią zajmowałyśmy, jednak nie byłyśmy w stanie tego robić przez 24 godziny na dobę. Wierzyłam, że w Keldgate Manor będzie miała zapewnioną profesjonalną opiekę – opowiada.

Starsza pani przebywała w ośrodku od 2012 do 2015 roku. Początkowo wydawało się, że wszystko jest w porządku, jednak z czasem jej córka zaczęła podejrzewać, że sprawy idą w złym kierunku. To wtedy zdecydowała się użyć kamery zamontowanej w budziku, a nagrania potwierdziły jej obawy. Ale to nie wszystko, 85-latka znajdowała się w fatalnym stanie fizycznym – miała głębokie, kilkucentymetrowe rany na ciele, które po przewiezieniu do szpitala lekarz określił jako najgorsze w 4-stopniowej skali, wymagające natychmiastowego leczenia i operacji chirurgicznej.

Lauren Dale, prawniczka reprezentująca rodzinę, która pozwała dom opieki o odszkodowanie, mówi wprost, że obrażenia są szokujące. – To jeden z najgorszych przypadków, z jakimi miałam do czynienia w mojej zawodowej karierze. Nie ulega wątpliwości, że pani Jobson bardzo cierpiała z powodu niewłaściwej opieki, mimo zaprzeczeń ze strony kierownictwa placówki. Na szczęście w szpitalu jej stan znacznie się poprawił.

164 stulatków

Rodzina Fredy Jobson poparła internetową petycję, zainicjowaną przez kancelarię prawniczą Hudgell Solicitors, będącą częścią kampanii „Love Our Vulnerable and Elderly” (LOVE), która ma na celu wprowadzenie obowiązkowych kamer wideo w domach opieki. I, biorąc pod uwagę skalę problemu, wydaje się, że to krok w dobrym kierunku.

Według opublikowanych niedawno danych, w latach 2013-2016 odnotowano 23.428 skarg przeciwko opiekunom zakontraktowanym przez lokalne władze. Wśród pokrzywdzonych było 9,7 tysiąca osób w wieku powyżej 80 lat, a także 164, które ukończyły setkę.

To efekt śledztwa przeprowadzonego przez dziennikarzy BBC Radio 4, którzy przyznali jednak, że powyższe statystyki, choć szokujące, są mocno niekompletne, gdyż pochodzą zaledwie z połowy councili w Anglii, Szkocji, Walii oraz od organizacji zajmujących się tą tematyką w Irlandii Północnej. Reszta nie dostarczyła informacji. Co więcej, często tego typu zgłoszenia w ogóle nie są odnotowywane w oficjalnych rejestrach.

Bridget Warr, dyrektor wykonawcza United Kingdom Homecare Association, stowarzyszenia reprezentującego dwa tysiące firm świadczących usługi opiekuńcze na Wyspach, określiła powyższe dane jako przerażające. – Problemy, z jakimi mamy do czynienia, wiążą się z niedoinwestowaniem tego sektora. Począwszy od rządu, przez władze lokalne, po firmy opiekuńcze i samych pracowników, którzy powinni być regularnie sprawdzani i podlegać weryfikacji – mówi Warr.

Głos w tej sprawie zabrało również Ministerstwo Zdrowia, które ustami swojego rzecznika przekonuje, że obecny rząd przeznaczył 7,6 miliarda funtów na usługi opiekuńcze, uszczelnia system kontroli i będzie rozliczać samorządy za niedopełnianie swoich obowiązków.

Dziennikarze BBC Radio 4 podkreślają jednak, że wyroki w stosunku do winnych nadużyć i zaniedbań są bardzo rzadkie. W okresie trzech lat na kary więzienia skazano zaledwie 15 osób, a tylko w 700 przypadkach w śledztwa zaangażowana była policja.

Lalka w akwarium

Jednym z nielicznych, który trafił za kratki, jest Maurice Campbell (56). Mężczyzna razem ze swoją żoną Deborah (57) opiekował się 86-letnią Dorą Melton w jej mieszkaniu w Peterborough. A przynajmniej powinien, bo w maju 2016 roku ukryta kamera zarejestrowała, jak atakuje i poniża staruszkę.

– Uderzył mamę w głowę z dużą siłą, tak mocno jak tylko mógł. Poza tym wykręcał jej ręce i palce – relacjonowała córka starszej pani Elizabeth Budnik po obejrzeniu nagrania.

Campbellowie zostali uznani winnymi stosowania przemocy, złego traktowania oraz umyślnych zaniedbań wobec swojej podopiecznej. Sąd skazał mężczyznę na 28 miesięcy, a jego żonę na 38 tygodni więzienia. Przy czym, w tym drugim przypadku, w zawieszeniu na dwa lata – mimo że kobieta widziała jak ofiara krzyczała z bólu i nic nie robiła, żeby zahamować falę agresji swojego męża.

Małżeństwo było wysłane do opieki nad Dorą Melton przez firmę Sagecare, na podstawie kontraktu z Peterborough City Council. Władze miejskie zapowiedziały przeprowadzenie wewnętrznego dochodzenia w tej sprawie.

W powyższym przypadku do nadużyć dochodziło w prywatnym mieszkaniu pacjentki, jednak, jak pokazuje praktyka, również zorganizowane placówki nie są wolne od tego typu sytuacji.

W Ashbourne House Nursing Home w Middleton dwie opiekunki umilały sobie czas… torturując „lalki pocieszycielki”, stosowane w terapii osób chorych na demencję, które troszczą się o nie jak o własne dzieci. Kobiety na oczach pacjentek gotowały je we wrzącej wodzie, wieszały za szyję i wystawiały za okno, wkładały do suszarki na ubrania. Dumne z siebie Shauna Higgin (20) i Victoria Johnson (23) same się fotografowały i nagrywały, a następnie wymieniały zdjęciami i filmikami. Na jednym z nich widać jak Higgin wyrywa lalkę przerażonej starszej kobiecie, która kurczowo trzyma ją w rękach. Na jej twarzy maluje się strach i przerażenie. Na innych nagraniach opiekunka krzycząc „dziecko” ciska lalką o podłogę, podtapia ją w akwarium albo ciągnie po podłodze przez korytarz. Z kolei na filmie kręconym telefonem komórkowym para śmieje się ze starszej azjatyckiej rezydentki, którą pyta, czy jej matka nazywa się Chapati.

Higgin i Johnson razem z innymi pracownikami opieki w listopadzie 2015 roku utworzyły grupę na WhatsAppie, gdzie między innymi trafiły materiały z „lalkami pocieszenia” i sytuacjami do jakich dochodziło w ośrodku w Middleton. Niedługo potem ktoś przesłał je do lokalnej gazety, a sprawą zainteresowała się policja.

– Niektóre pacjentki traktują lalki jak prawdziwe dzieci, nie mam wątpliwości, że bardzo to przeżywały. Te dwie osoby nie powinny dłużej pracować w sektorze opieki społecznej – mówiła osoba, która udostępniła nagrania i zdjęcia mediom.

Córka jednej z rezydentek, widząc w jaki sposób prześladowano jej matkę, była załamana. – Mama miała dużo radości ze swojej lalki, było oczywiste, że troszczyła się i dbała o nią – przyznaje.

Adwokaci obu opiekunek przekonywali, że ich zachowanie było spowodowane niedojrzałością i bezmyślnością, a nie złośliwością czy świadomym działaniem na szkodę podopiecznych. Po upublicznieniu sprawy Higgin miała otrzymywać groźby śmierci, a Johnson popaść w depresję.

– Kiedy rodziny podejmują trudną decyzję o umieszczeniu swoich bliskich w domu opieki spodziewają się, że będą tam otoczeni szacunkiem i godnością. Wy traktowałyście starszych ludzi jak zabawki i przedmiot niesmacznych żartów. Prześladowałyście swoje ofiary wiedząc, że nie mogą z wami walczyć. To okrutne poniżanie musi zostać przykładnie ukarane – mówił sędzia Andrew Lowcock, skazując Shaunę Higgin na 13, a Victorię Johnson na 12 miesięcy więzienia. Obie kobiety, słysząc wyrok, wybuchnęły płaczem.

Warto dodać, że była to jedna z pierwszych spraw rozpatrywanych według nowych uregulowań prawnych, wprowadzonych w 2015 roku, zaostrzających kary dla opiekunów źle traktujących swoich podopiecznych.

Ostatnia deska ratunku

– Standardy opieki nad osobami starszymi się obniżają, a liczba skarg z roku na rok rośnie – przyznaje rzecznik praw samorządów, Michael King, dodając, że wśród najczęściej pojawiających się zarzutów są brak dbałości o pielęgnację i higienę, a także niedostateczna pomoc przy jedzeniu, zażywaniu leków oraz różnych aspektach codziennego życia.

Dane opublikowane przez Care Quality Commission potwierdzają te tendencje, odnotowując, że prawie 4 tysiące domów opieki w Anglii świadczy usługi poniżej obowiązujących norm. A jednocześnie brakuje klarownych, powszechnie dostępnych informacji na ten temat.

– Dla większości osób zamieszkanie w ośrodku jest ostatnią deską ratunku. Ale kiedy przychodzi czas wyboru ludzie potrzebują konkretnej wiedzy na temat jakości świadczonych usług, czego mogą się tam spodziewać, a czego uniknąć, czy o co pytać. Decydując się na konkretny dom opieki rzadko dostają drugą szansę, dlatego rząd i organizacje zajmujące się tą branżą mają ważną rolę do spełnienia, żeby wybór placówki był jak najlepszy – uważa były minister zdrowia, prof. Paul Burstow.

To ważny postulat, który powinien zostać szybko wprowadzony w życie. Po to, żeby nie dochodziło do takich sytuacji, jak w przypadku Pameli Matthews (85), niewidomej kobiety cierpiącej na demencję, która zmarła po miesięcznym pobycie w domu opieki Woodbine Manor w Bognor Regis, gdzie cena za tydzień wynosi 825 funtów!

Kobieta miała na ciele ponad 20 siniaków i głębokich ran, które – jak zapewniało kierownictwo placówki – były następstwem upadku. Bliscy staruszki zeznali jednak, że ta pytała ich dlaczego owej strasznej nocy personel kazał jej się czołgać po podłodze.

Zaniepokojona rodzina kupiła kamerę, którą chciała potajemnie zainstalować w pokoju, ale nie zdążyła, gdyż 85-latka ze względu na zły stan zdrowia została przetransportowana do szpitala, gdzie zmarła. Wnuczka Pameli Matthews, Christina Ioannou (46), twierdziła, że zgłosiła sprawę na policję, ale nie było odzewu z jej strony.

– Zanim babcia pojechała do Woodbine Manor była szczęśliwa i w dobrym humorze, jednak tam zupełnie ją wykończyli. Najgorsze jest to, że nie wiemy w jaki sposób powstały rany i przez co naprawdę przeszła, ponieważ nic nie zostało zapisane w oficjalnej dokumentacji. Nie mam pojęcia, czy przenosili ją w niewłaściwy sposób, czy została zraniona świadomie, ale wiem, że nie traktowano jej z godnością – mówi Ioannou.

Pamela Matthews przez 54 lata żyła ze swoim mężem Leonardem w londyńskiej dzielnicy Fulham, ale po jego śmierci przeprowadziła się do rodziny w miejscowości Arundel. W czerwcu 2015 roku w następstwie jaskry straciła wzrok, a w lipcu, po zdiagnozowaniu choroby Alzheimera, trafiła do domu opieki. Początkowo była pod wrażeniem nowego miejsca, myśląc, że jest na wakacjach, jednak z czasem, mimo że wcześniej chodziła bez problemów, zaczęto ją ubierać w pieluchy dla dorosłych i sadzać na wózku inwalidzkim. Pojawiły się też rany na ciele.

– Jej osobiste rzeczy zniknęły, w obiekcie było brudno i zimno. Personel zachowywał się nieprzyjemnie, a rezydentów traktowano jak zombie, trzymając całymi dniami przed telewizorem – skarżyła się rodzina…

Dariusz Dzikowski