Start Wiadomości Język angielski najbardziej pożądany?

Język angielski najbardziej pożądany?

347
0
PODZIEL SIĘ

Choć 7,2 miliarda mieszkańców Ziemi posługuje się łącznie ok. 7 tysiącami języków i narzeczy, to aby się wszędzie porozumieć, wystarczy poznać jedynie 12 z nich. Który na początek?

– Człowiek się uczył w szkole angielskiego, bo to miało gwarantować sukces, a dzisiaj to chyba jest chiński przy tej ekspansji Chin i ich przyroście naturalnym – zastanawia się Mateusz Woźniak z Dagenham. – Sam mam w pracy sześciu kolegów z Chin. Kiedyś się śmiałem, jak ktoś oferował lekcje mandaryńskiego, a dziś sam się zastanawiam, czy mojego syna, 9-latka, przypadkiem na nie nie zapisać. Nigdy nie wiadomo bowiem czy mu się to nie przyda…

Jeśli zastanowić się nad tym chwilę, Mateusz może mieć rację. Wystarczy popatrzeć na badania publikowane przez Encyklopedia Encarta czy ethnologue.com. Możemy dostrzec, że językiem, którym posługuje się najwięcej ludzi na świecie jako ojczystym, jest język mandaryński. Mówi nim 1 mld 213 mln osób. Na drugim miejscu znajduje się arabski (221-422 mln osób) a na trzecim jest hindi (182-366 mln). I dopiero na czwartym miejscu znajduje się język angielski (328-341 mln). Angielski ma też dość silnego konkurenta w postaci języka hiszpańskiego, którym posługuje się 322 mln ludzi. Ale czy liczba osób posługujących się danym językiem to wystarczające kryterium, by mówić o jego randze?

Najbardziej wpływowe

Rola angielskiego zmieniała się wraz z upływem czasu. Angielski „miał to szczęście”, że w różnych okresach historycznych pełnił wyjątkowo ważne role. W XVIII w. w Anglii rozpoczęła się rewolucja przemysłowa, która spowodowała, że w naturalny sposób angielskich zwrotów zaczęto używać w języku technicznym. XIX w. i era kolonialna przysłużyły się temu, iż angielski stał się lingua franca (czyli środkiem komunikacji między różnojęzycznymi grupami ludzi) całego Imperium Brytyjskiego. Z kolei w XX w. nastąpił wzrost polityczny i gospodarczy krajów posługujących się językiem angielskim, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. Z kolei XXI w. to rozwój nowoczesnych technologii, internetu i mediów społecznościowych. Ocenia się, że 2/3 internetu to język angielski.

Okazuje się, że to nie liczba użytkowników posługujących się danym językiem jako pierwszym, ojczystym, świadczy o jego prestiżu, a wręcz przeciwnie – liczba użytkowników, którzy chcą się go nauczyć.

Profesor Jarosław Krajka, filolog z Uniwersytetu SWPS przytacza ciekawą teorię kręgów języka autorstwa Braja Kachru. – Wyobraźmy sobie krąg pierwszy, tzw. Inner Circle, w którym znajdują się użytkownicy posługujący się danym językiem jako ojczystym, np. Polacy w Polsce. Teraz weźmy pod uwagę Outer Circle, czyli tych, którzy muszą posługiwać się językiem angielskim np. do celów urzędowych, (np. osoby z byłych kolonii brytyjskich). Takich użytkowników języka angielskiego mamy ok. 300 mln. Trzeci krąg (Expanding Circle) to liczba osób uczących się tego języka, by móc uczestniczyć w kulturze poprzez literaturę, filmy, piosenki, gry itp. Tych użytkowników ma trzy razy więcej. I to świadczy o jego wpływie i wartości. Jeśli teraz porównać liczby osób znające dany język i uczące się go dla języka mandaryńskiego i angielskiego, okaże się, że tych drugich jest o średnio 500 mln więcej.

To, że rozpowszechnienie danego języka wcale nie decyduje o tym, jak bardzo jest wpływowy – potwierdzają również autorzy projektu Global Language Network – naukowcy z MIT Media Lap, działającego przy Instytucie Technologii w Massachusetts. Badacze przyjrzeli się językom, którymi posługują się znaczące osoby świata, bo to one zwykle kontaktują się ze sobą na arenie międzynarodowej. By sprawdzić siłę oddziaływania poszczególnych języków, autorzy projektu również wzięli pod uwagę dane z Wikipedii i Twittera, a także przeanalizowali książkowe przekłady (ok. 2,2 mln pozycji). Z przebadanych dokumentów wynika, że we wszystkich trzech przypadkach na pierwszym miejscu znajduje się język angielski. Po pierwsze: to z języka angielskiego i na angielski najczęściej tłumaczy się książki. Po drugie: to angielskim posługuje się większość autorów haseł wirtualnej encyklopedii. I po trzecie: angielskiego używają użytkownicy social mediów. Czyli mówiąc w skrócie, znaczenie ma fakt nie ile osób, ale jakie osoby posługują się danym językiem.

Zagrożony angielski?

Wiele wieków prestiżowym językiem była łacina, dodatkowo chroniona przez instytucję Kościoła, który pozwolił jej przetrwać w prawie niezmienionym stanie. Dopiero Renesans podniósł wartość języków nowożytnych, a późniejsze znaczenie Francji na forum międzynarodowym oraz geniusz Napoleona spowodowały, że lingua franca stał się język francuski. Od ponad 200 lat rolę tę pełni język angielski i nie wygląda na to, by jakikolwiek inny język mógłby mu tę palmę pierwszeństwa odebrać. – Nie oznacza to jednak, że dzisiejszy angielski przetrwa spokojnie kolejne 100 czy 200 lat w niezmienionej formie – podkreśla prof. Krajka. – Jest on bardzo mocno zagrożony przez uproszczoną i zubożoną wersję… samego siebie.

Z jednej strony ogromna liczba osób ucząca się angielskiego popularyzuje go i nadaje mu rangę, z drugiej – wywiera na niego wpływ. Oprócz brytyjskiej czy amerykańskiej odmiany angielskiego istnieje wiele jego odmian (określanych mianem „New Englishes” lub „World Englishes”) spowodowanych wpływami języków lokalnych, np. na Jamajce czy w Kenii.

– Język angielski nie ma instytucji stojącej na straży jego czystości, np. odpowiednika Académie Française, która to instytucja m.in. chroni język francuski przed zapożyczeniami. Do tego stopnia, że cały świat przyswoił słowo „komputer”, a Francuzi mają „ordinateur” od „ordinate” czyli „koordynować, wydawać polecenia” – podaje przykład profesor Krajka. – Natomiast w angielskim pod wpływem języków lokalnych często dochodzi do uproszczeń, pomijania wyjątków, regularnego użycia. Wręcz mówi się o nowym języku, który staje się uproszczonym kodem komunikacji „globish” (połączenie słów „English” oraz „globe”).

O tym że świat dąży do uproszczeń i ułatwień także w dziedzinie języków może świadczyć fakt, że dziś ludzie mówią aż w 6800 językach, jednak wg badań do końca stulecia 90 proc. z nich zniknie i zostanie zastąpione przez te używane najczęściej.

Język wolności

Warto pamiętać, że język to nie tylko kod komunikacji, to czasem narzędzie walki o wolność. Dzisiejsi 30- czy 40-latkowie na pewno pamiętają, jak ważna była znajomość angielskiego, by móc wyjechać na Zachód w poszukiwaniu pracy czy choćby mieć dostęp do informacji, których nie podawały oficjalne media. Był drogą ucieczki od sytuacji politycznej, w jakiej się znajdowaliśmy. – Pamiętam jak studiowałem ze słownikiem teksty piosenek angielskich czy amerykańskich zespołów, żeby szpanować przed kumplami. W epoce sprzed Google Translate i tekstowo.pl to była mordercza praca – śmieje się Mateusz Woźniak.

– W tych czasach angielski dla Polaków był językiem wyzwolenia, tzw. liberating language – wyjaśnia Jarosław Krajka. – Ale istnieje też odwrotność tego zjawiska, czyli „killer language”. Jest nim język najeźdźców czy kolonizatorów. Oczywiście, jego moc zależy od tego, jak państwo traktuje mniejszości narodowe i etniczne. Lubiany przez nas angielski mógł być jednocześnie nienawidzony w byłych koloniach brytyjskich. Podobnie jak tuż po II wojnie światowej język niemiecki na ogół był żywo nienawidzony przez dużą grupę Polaków.

Ucz się…

Specjaliści od nauki języków twierdzą, że aby poznać go szybko i efektywnie, najlepiej się w nim „zanurzyć”, czyli spowodować, by nas otaczał ze wszystkich stron: powinniśmy czytać gazety w danych języku, przeglądać strony internetowe, ustawić język telefonu, słuchać piosenek, korzystać z obcojęzycznych przepisów itp. Emigrant, który przenosi się do obcego kraju, właśnie w takiej sytuacji się znajduje. Ale czy to wystarczy?

24-letnia Renata Walczak z Acton wraca do Polski po sześciu latach spędzonych w Londynie. – Już szukam pracy, byłam nawet na dwóch interview w Warszawie. Ale widzę, że korupcja w Polsce jak była, tak jest. W obu firmach nie przyjęto mnie z powodu „słabej znajomości angielskiego”. No, śmiech na sali – denerwuje się Polka, która starała się o pracę w działach eksportu w korporacjach. – Może nie zarobiłam w Londku góry forsy, ale co jak co: język znam perfekcyjnie – podkreśla. – I nikt mi nie wmówi, że ja kiepsko mówię, bo każdego przegadam! W końcu sześć lat swoje przecież zrobiło.

Niestety, jak twierdzi profesor Krajka, takie myślenie może być zwodnicze. To, że ktoś mówi szybko i płynnie, nie oznacza jeszcze, że mówi poprawnie i poradzi sobie np. ze służbową korespondencją. – Język to nie tylko rozumienie ze słuchu i mówienie, choć, skoro komunikujemy się płynnie w kontekstach nieformalnych, może nam się wydawać, że to całość kompetencji. Znajomość języka to także czytanie, rozumienie tekstu czytanego i pisanie – podkreśla filolog. – I często zdarza się, że te umiejętności nie są jednakowo rozwinięte.

W szkołach językowych zwykle dąży się do tego, by pracować nad wszystkimi obszarami języka, tak jak na siłowni powinniśmy trenować wszystkie mięśnie, a nie tylko ich jedną partię. Dlatego bardzo możliwe, że Renata nie zdała testów językowych, jeśli nie pracowała np. nad gramatyką. Warto też zwrócić uwagę, od kogo uczyliśmy się języka. Przebywając np. w kręgu innych obcokrajowców niekoniecznie mieliśmy szansę nauczyć się mówić poprawnie. Należy więc mieć świadomość swoich słabszych stron i ich konsekwencji. Być otwartym na krytykę. – Trzeba też po prostu zdiagnozować swoją poprawność językową – podpowiada ekspert. – Sprawdzić się w testach językowych w dostępnych na rynku podręcznikach czy na stronach internetowych. Poczytać trochę o regułach gramatycznych, popytać fachowców. Poświęcić więcej uwagi obszarom słabszym jeśli chcemy zwiększyć swoją precyzję, a co za tym idzie, efektywność komunikacyjną.

Trzeba jedna pamiętać, że język nie jest bastionem, czystym, nietykalnym tworem. On ewoluuje, podlega różnym wpływom. – To stawia pod znakiem zapytania jego nauczanie: czy iść w kierunku reguł wynikających z paradygmatu językowego czy wręcz przeciwnie, uczyć częściej występujących form, które może nie do końca są poprawne. Wydaje się jednak, że kompetencje socjolingwistyczne, czyli po prostu pragmatyzm, a co za tym idzie, umiejętność komunikowania się stawiamy na pierwszym miejscu – podsumowuje profesor.

Anna Dobiecka