Start Wiadomości Jak żyje się Polakom w Wielkiej Brytanii?

Jak żyje się Polakom w Wielkiej Brytanii?

890
0

Jedni robią sobie „małą ojczyznę” i za wszelką cenę bronią się przed asymilacją, inni z kolei wstydzą się, że są Polakami i nawet do dzieci mówią po angielsku. Jedni są nieszczęśliwi i marzą o powrocie, inni zapuścili już korzenie i pościągali rodziny oraz przyjaciół. Jak nam tu jest?

Na emigracji żyło mi się łatwiej, inaczej… Ale zawsze jest się „obcym”. Czułem się ciągle, jakbym był w czyimś domu i nie umiał się zachować – wspomina Eryk, który mieszkał pięć lat temu w Belfaście. Podobnie wrażenia ma Dudek z Acton. – No fakt, tęskni się trochę za starymi czasami i Polską, ale teraz już czuję, że tu jest mój dom. Pewnie kiedyś chciałbym wrócić do Polski, ale tylko w przypadku, jeśli zmieni się choć trochę na lepsze – przyznaje.

23-letnia Nadia Brocholska mieszka w Wielkiej Brytanii już drugi rok i przyznaje szczerze, że nie jest tu szczęśliwa. – Wracam do Polski. Moje życie tutaj to tylko praca-dom, praca-dom… A wieczorami tv. Mam już serdecznie dosyć tej pustki. Dotarło do mnie to, że pieniądze to jednak nie wszystko.  Najważniejsza w życiu jest rodzina, obecność bliskich osób i prawdziwych przyjaciół. Tu, w UK, Polak Polaka by w łyżce wody utopił… – opowiada.

Na polonijnym forum narzeka również użytkowniczka o nicku Onaaa: – Chętnie już bym wróciła do Polski, bo tęsknię za rodziną, ale cóż. Co ja będę w Polsce robić? Kocham Polskę i jest mi smutno, że muszę być tak daleko od rodziców i rodziny, i męczyć się za granicą, gdzie i tak zawsze będę obca.

Wg Agnieszki Smulskiej z Lewisham samotność w Anglii jest nie do uniknięcia. – Przyjaciół tutaj nie znajdziesz ani wśród Anglików, ani wśród Polaków. Każdy jest zajęty swoją pracą, a jak nagle się chce przyjaźnić, to ma w tym tylko jakiś cel. To kraj, w którym nie musisz się martwić o pieniądze, bo każdy je ma, ale z drugiej strony niszczy szarością, miernością i brakiem przyjaciół.

Natomiast 52-letni Wiktor pracujący w podlondyńskich magazynach zdaje się znać przyczynę tego stanu rzeczy i wie jak mu przeciwdziałać. – Obserwuję wśród rodaków wielką niechęć do komunikowania się z innymi nacjami. Tak wiem, bariera językowa. Ja w sumie nie mówię dobrze po angielsku, ale staram się z każdym porozmawiać, jak tylko mam okazję. Stajemy się wtedy bardziej przystępni, przyjemniejsi. Im więcej uśmiechów, tym więcej szczęścia. Po roku pracy w chłodni mam wielu znajomych i nie rozumiem rodaków, którzy mówią, że „nie mają z kim pogadać”. Trzeba tylko chcieć zrobić ten pierwszy krok – przekonuje.

Psychologowie zgodnie twierdzą, że w walce z samotnością konieczne jest wsparcie i towarzystwo innych osób, inaczej zapracowani a pozbawieni kontaktu z bliskimi emigranci szybko ulegają wypaleniu bądź zapadają na depresję.

Brud, smród i ciasnota

Tłok w Londynie to norma. Przeludnienie powoduje, że wiele rodzin czy singli decyduje się mieszkać razem. Jak np. Agata, która w Warszawie wynajmowała wspólne mieszkanie. – Tylko, że jest różnica między Polską a Anglią: tutejsze mieszkania są zwykle niższe, ciaśniejsze, ciemniejsze i bardziej wilgotne. Wynajmowałam już w różnych częściach Londynu i zawsze miałam problemy: a to pluskwy, a to grzyb, a to take away na parterze i smród palonego oleju wszędzie. Jednak w Polsce aż tak źle pod tym względem nie jest. Narzekamy na wielką płytę, ale tutaj takie typowe polskie osiedle wydaje się luksusem – podkreśla 33-letnia Polka.

Brak mieszkań powoduje, że każde lokum jest w cenie. Choć, oczywiście nie każde kwalifikuje się do wynajmu. Z badań przeprowadzonych przez Citizens Advice wynika, że 16 proc. z prywatnie wynajmowanych mieszkań w Wielkiej Brytanii nie jest bezpiecznych dla lokatorów. W jednym na dziesięć istnieje ryzyko groźnego upadku, 8 proc. z nich jest zbyt zawilgoconych, a 6 proc. zbyt zimnych. Do legendarnych należą też opowieści o wielkości wynajmowanych pomieszczeń: pokoi wielkości stołu bilardowego czy studia o powierzchni 12 mkw.

A co z czystością? Statystyki mówią, że Brytyjczycy myją średnio samochód raz na trzy miesiące, 13 proc. z nich – raz na rok. Ale z drugiej strony, trudno wymagać mycia samochodu skoro brytyjskie toalety nie należą do najczyściejszych. Badanie przeprowadzone kilka lat temu przez Sunday Express po kazało, iż połowa Brytyjczyków potrafi nie sprzątnąć porządnie swojej toalety nawet przez dwa lata (ograniczają się tylko do przetarcia deski sedesowej). Taki wynik plasuje Wielką Brytanię obok krajów trzeciego świata.

– Gdy widzę te zasypane śmieciami autobusy czy wagony metra albo lepką podłogę w szpitalu, to zastanawiam się, czy w Polsce też jest aż tak brudno. Mam wrażenie, że jednak bardziej przykładamy się do sprzątania – komentuje Iza z Acton.

Z kolei Marek mieszkający w Tower Hamlets nie ma wątpliwości, że za brudem londyńskim stoją emigranci a nie Brytyjczycy. – Przecież tu się zjechał cały świat, a nie oszukujmy się: nie wszędzie jest tak czysto jak w Europie – podkreśla. – Są kraje, gdzie rzuca się śmieci tam, gdzie się stoi i nikogo to nie rusza. I ci ludzie przywożą te zwyczaje ze sobą – zauważa.

Ilona z Moepham jest innego zdania. – Gdy w mojej wsi zatrzymuje się szkolny autobus, to dzieciaki po wyjściu z co-op’a znaczą swoją drogę do domu opakowaniami po kanapkach, słodyczach oraz butelkami i puszkami po napojach. Czasem te śmieci lądują w przydomowych ogródkach. I są to brytyjskie dzieci, nie emigranckie. Po prostu Brytyjczycy, przywykli do życia w brudzie, nie reagują, gdy ich własne dzieci śmiecą. W Polsce byłoby to nie do pomyślenia – zarzeka się 29-latka.

Władze brytyjskie od czasu do czasu podejmują nierówną walkę z brudem i śmieciami. Kilka lat temu w ramach happeningu „Keep the Britain tidy” zostawiono róg Hyde Parku na 48 godzin bez sprzątania. Po weekendzie wolontariusze zebrali 109 worków śmieci, których waga przekraczała pół tony!

„Anglia? To brud, smród, okropni ludzie, syf i patologia” – narzeka 25-letnia Iska na forum jednego z polskich dzienników. Przytakuje jej Kazimiera: „Masz rację, brud i smród. Mam dosyć tego po pięciu latach. Wyjeżdżam do domu, do Polski. Wolę skromne życie, ale tam, gdzie czysto i przestrzeń”.

Ekonomicznie lepiej

– W Polsce trzeba było sobie odmawiać wszystkiego. A tutaj nie muszę się martwić zbytnio o pieniądze. Nie ciułam każdego grosza, ale normalnie żyję. Wyjdę z pracy i zamiast myśleć jak związać koniec z końcem, tankuję auto do pełna i myślę gdzie pojechać, co ciekawego zrobić w weekend, po prostu żyć – pisze na polonijnym forum Dudi.

34-letni Maru, sprzątacz z Acton narzeka: – Miało być lepiej, ale żeby sobie pozwolić na samodzielne mieszkanie z najniższej pensji, to zapomnij. Dzielę mieszkanie z trzema innymi osobami i odliczam dni do powrotu. Ale fakt, że jeśli płacę tylko rent za pokój, to mam na wszystko inne: ciuchy, sprzęt, wyjazdy za granicę, wyjazdy do Polski – przyznaje.

Rzeczywiście, gdy porównać zarobki Polaków i Brytyjczyków, to nawet przy tych najniższych mieszkańcy UK mogą sobie pozwolić na wyższy poziom życia niż Polacy w kraju. Wg statystyk, 1,3 mln Polaków dostawało w 2012 r. nie więcej niż 1500 złotych brutto. Mimo iż dwa lata później media donosiły, iż przeciętna pensja wynosi 4.200 zł brutto (czyli 3.000 zł netto), to warto dodać, że poniżej tej kwoty zarabia ponad 2/3 Polaków. Badania nad zarobkami Polonii pokazują, że przeciętnie Polak w Wielkiej Brytanii zarabia 1300 funtów miesięcznie – wyliczył kilka miesięcy temu „Forbes”. Jednak relacja cen do zarobków pozwala mu na swobodniejsze gospodarowanie budżetem i na coś więcej niż tylko przetrwanie. Świadczy o tym wypowiedź na forum jednego z polskich tygodników opinii: – Przyjechałam tutaj po 40. Nieprawdą jest, że nie znajdziesz pracy w mocno dojrzałym wieku. Ja znalazłam. Liczy się twoja osobowość, umiejętności i zaangażowanie. Moje życie nie jest nudne. Spotykam się ze znajomymi, wychodzimy czasem do klubów (w Polsce byłoby to nie do pomyślenia dla osoby w moim wieku). W niektóre weekendy zwiedzamy Szkocję albo Anglię, czasami urlop w słonecznym kraju, czasami w Polsce, żeby pobyć z rodziną. Dla mnie to jest normalne życie.

Oczywiście są też tacy, dla których ekonomia to nie wszystko. Dla Moniki Małeckiej, która mieszkała w Luton trzy lata, bezpieczeństwo finansowe było wręcz zniechęcające. – W Anglii najbardziej męczyło mnie to, że wiodłam bardzo monotonne i przewidywalne życie. Co z tego, że mogłam kupić wszystko, co chciałam. Ile można się tym cieszyć? Tu w kraju jestem bardziej zadowolona z życia i tylko tu mogę sobie wyobrazić moją starość. Gdy powiedziałam o tym moim przyjaciołom, skwitowali ze śmiechem: – Polakowi nie dogodzisz, przez tyle lat nauczony biedy, to tęskni za biedą…”

Większa wolność

– Nie wyobrażam sobie życia w Polsce, zwłaszcza w obliczu tego, co się dzieje teraz – podkreśla 32-letnia Agata. – Kiedy zawiodła mnie antykoncepcja hormonalna, zadzwoniłam do Mary Stopes i załatwiłam przerwanie ciąży od ręki. Mam troje dzieci, w tym jedno niepełnosprawne i nie zamierzam mieć więcej. Krew się we mnie gotuje, gdy słyszę, że polscy politycy chcą zmusić kobiety do rodzenia dzieci z gwałtu czy z wadami letalnymi. To prywatna sprawa każdej kobiety i nikomu nic do tego – przyznaje.

Dla Roberta przyjazd do Londynu był wyrwaniem się z dusznej wsi pod Łowiczem. – Tam się wszyscy znają. To, że jestem gejem było tajemnicą poliszynela. Często mi dokuczano z tego powodu, raz nawet zostałem pobity. Dlatego życie w Anglii jest dla mnie podwójnie cenne: nie dość, że duże miasto zapewnia anonimowość, to jeszcze pary jednopłciowe nikogo tutaj nie dziwią. Na początku trudno mi było w to uwierzyć… Że może być tak prosto i łatwo – zwierza się Polak.

Halina ze Slough docenia fakt, że w Anglii mogła pozwolić sobie na studia, mimo faktu, że przekroczyła pięćdziesiątkę. – W Polsce studiowałabym pedagogikę w gromadce 20-latek i czułabym się jak ich babcia. Tutaj nikogo nie interesuje, że zaczynam coś od nowa mimo siwych włosów – opowiada.

27-letnia Karolina związała się z Tunezyjczykiem. Są już razem cztery lata i mają dziecko. – W Polsce spacer z synkiem, który ma ciemniejszą karnację, nadal wzbudza niezdrowe zainteresowanie. Dlatego nie wyobrażam sobie życia w Gdyni, tylko w Anglii, gdzie mój Amir jest jednym z wielu mieszanych dzieci w przedszkolnej grupie – podkreśla.

48-letni Wojtek z kolei narzeka na tzw. brytyjską wolność. – To nie wolność, tylko obojętność. Ok, nikt nie zwraca uwagi, w co się ubrałeś, choć w Polsce będą cię wytykać palcami, ale jak się przewrócisz, to nikt nie pomoże ci wstać. Brak reguł i drogowskazów to dla wielu z nas prawdziwa rozpacz, bo nie ma się o co oprzeć. Dlatego uważam, że lepiej jest w Polsce pod tym względem. Polacy jeszcze mają jakieś zasady, wartości i pielęgnują tradycje. Im dłużej tu jestem, tym bardziej doceniam polską mentalność i kulturę – zauważa.

Wojtek jest jednak w mniejszości. Z badań wynika, iż dla wielu emigrantów zachodnia mentalność i wolność jest na tyle atrakcyjna, że to m.in. z jej powodu wyjeżdżają z kraju. Mikołaj pracujący w jednej z podwarszawskich agencji pracy rekrutującej pracowników na Wyspy twierdzi, iż skończyła się era wyjazdów stricte zarobkowych. – Teraz, przyzwyczajeni do lepszego życia, szukamy stabilizacji, spokoju, wyższej kultury pracy i wolności, których to w Polsce nadal brakuje. Zwykle je znajdujemy, więc ściągamy do siebie bliskich – przyznaje.

Dlaczego nie wrócę?

Kilka miesięcy temu polonijne tytuły i serwisy cytowały wypowiedź polskiego emigranta z Wielkiej Brytanii „Dlaczego nie wrócę”, w której wypunktował on bolączki dotykające rodaków w kraju. Mimo że wywołał on falę protestów, większość Polaków potwierdziła jego argumenty.

– Nie wrócę do kraju, bo nic mnie tam nie czeka. W najlepszym wypadku praca na śmieciówce lub w hipermarkecie. Tu nawet jak pracuję w sklepie, to żyje się o wiele przyjemniej – podkreśla Renata, 42-latka pochodząca z Jaworzna. – Mieszkając w Polsce, zastanawiałem się, za co kupić dzieciom lekarstwa albo zatankować starego grata. Ze względu na te wspomnienia na pewno nigdy tam nie wrócę – pisze Miś na polonijnym forum. – Za Polską nie tęsknię. Gdy wsiadam do samolotu do Anglii to wiem, że jadę do domu. Tu mam dom z ogrodem, dobry samochód, fajne wakacje i brak finansowych problemów – stwierdza na forum inny użytkownik o nazwie Kosiu.

– Gdy w Polsce będę mógł przy najniższej krajowej dostać hipotekę, to wracam. Jeśli w moim kraju poczuję się tak dobrze, jak w Anglii, to nic mnie tu nie będzie trzymać. Ale na razie się na to nie zanosi – komentuje Cyprian od czterech lat mieszkający we wschodnim Londynie.
Oprócz kwestii przetrwania, odstręcza nas polska mentalność. – Do kraju wracać nie zamierzam tak długo, jak będzie tam po prostu źle. Polska jest bagnem pełnym zawiści, złodziejstwa i nepotyzmu – podkreśla Piotr z Dagenham. – Z Polski siedem lat temu przywiozłem popędliwość, podejrzliwość i chęć dowalania ludziom, gdy nie wypełniali moich poleceń. Z czasem jednak zacząłem doceniać luz i brak pośpiechu – podsumowuje Maciek, 35-latek ze Stratford. – Za każdym razem, gdy jestem w Polsce, upewniam się, że podjąłem dobrą decyzję o pozostaniu w UK – zaznacza Dudek.

Obecnie na emigracji przebywa ponad 2,3 mln Polaków. Ilu z nich zdecyduje się na powrót? – Emigranci raczej nie wrócą. Szacuje się, że około 10 proc. wróci z przyczyn losowych albo rodzinnych. Natomiast większość, jeżeli tam zacznie zarabiać, gromadzić jakieś oszczędności, inwestować, to już raczej tam zostanie – powiedział w programie „Dzieje się na żywo” dr Rafał Lange, socjolog z UKSW.

Decyzji Polaków decydujących się na emigrację nie wahają się jednak komentować rodacy pozostający w kraju: – Zamiast wyzłośliwiać się na Polskę, trzeba było zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Mało i mało. Ciągle mało! Chcecie wszystkiego na raz: mieszkanie, samochód, urlop w tropikach, restauracje, markowe ciuchy, no to wyjeżdżajcie. Już widzę, jak to wszystko macie! Tylko wstyd się przyznać, że nie poszło tak dobrze jak myśleliście. I nie wracajcie, siedźcie w Anglii, Szkocji czy Irlandii, chociaż tam was nie chcą – pisze na jednym z forów J.S.

Ma rację? Czy zabrakło mu odwagi, żeby wyjechać samemu?

Anna Dobiecka