Start Wiadomości Gdzie jest lepiej niż w Wielkiej Brytanii?

Gdzie jest lepiej niż w Wielkiej Brytanii?

4202
0
PODZIEL SIĘ

Statystycznie najwięcej Polaków po 2004 r. wyjechało do Wielkiej Brytanii. Ale może trzeba było zarezerwować bilet do Oslo? Albo posłuchać rad kolegi, który pracuje we Francji? A może jednak wystarczyło tylko przekroczyć Odrę? W którym kraju Polonii żyje się lepiej?

Jacek Woźniak ma kredyt mieszkaniowy w Polsce. – Ostatnio „wujek Franek” nie był łaskawy i zamiast 180 tys. mam teraz do oddania 270 tys. złotych – żartuje gorzko. 36-latek wyliczył, że gdyby zostawił rodzinę w Polsce i przyjechał teraz do Anglii, to zatrudniając się do pracy za najniższą stawkę spłaciłby go po 5 latach. – Pod warunkiem, że zrezygnowałbym z jedzenia i spania – zaznacza.
Więc może powinien szukać szczęścia w innym kraju?

Zarobki

Gdyby Jacek chciał pracować we Francji zarabiałby więcej – minimalna pensja we Francji to 1.445,38 EUR (6.036 zł) w porównaniu do Wielkiej Brytanii – 1.301,31 EUR. Francja kojarzona od zawsze z miłością i sztuką, może również zaoferować imigrantom duży rynek pracy i stabilizację finansową. Kraj ten zajmuje jedenaste miejsce na świecie w rankingu warunków życia oraz jest piątym najlepiej rozwiniętym krajem. Zarobki nad Sekwaną kształtują się na poziomie 111,3 proc. średniej UE, natomiast stopa bezrobocia pomimo kryzysu gospodarczego nie przekroczyła 10 proc. Jako fryzjer Jacek dostałby minimum 1.398 EUR, zajmując stanowisko wymagające kwalifikacji np. mechanika samochodowego zarobiłby 1.725.

Podobnie otrzymywałby w Niemczech, gdyby wykonywał zajęcie nie wymagające kwalifikacji. Od 1 stycznia br. weszła tu w życie ustawa regulująca minimalne wynagrodzenie za godzinę w wysokości 8,5 euro brutto, co daje 1.360 EUR miesięcznie (5.679 zł).

– Stawkę tę pracodawca płacić powinien niezależnie od dodatkowych wpływów pracownika, takich jak napiwki, dodatek za pracę w porze nocnej, świadczenie świąteczne itd. – tłumaczy Mateusz Grzelak odpowiedzialny za rozliczenia w jednej z niemieckich firm.

– Oczywiście, że nie wszyscy zarabiają tak mało: wyższe stawki są w stolicy oraz w dawnej Republice Federalnej – podkreśla Iwona Dittberner, która od kilkunastu lat mieszka w Bonn. – W moim zawodzie (opiekunka do osób starszych) zarabiam cztery razy więcej niż w Polsce i o 25 proc. więcej niż zarobiłabym w Berlinie – dodaje.

– Zarobki w Norwegii pozwalają na to, by żyć spokojnie pracując nawet w niepełnym wymiarze godzin – mówi Piotr Sędek zatrudniony w rzeźni w Kautokeino. – Ale tak się składa, że ja pracuję sezonowo. Będę tu do Wielkanocy. Potem wracam do Polski, ale z żoną zastanowimy się, co robić dalej. Mnie się tu podoba. Choć może nie chciałbym do końca życia oprawiać reniferów – zastrzega.

Stawka minimalna polskiego pracownika sezonowego, zatrudnionego w Norwegii maksymalnie do 12 tygodni, wynosi 104 korony na godzinę (około 52 zł). W przypadku dłuższego okresu pracy, czyli 12-24 tygodnie wzrasta ona do 109,5 koron (ok. 55 zł). Pracując w Norwegii powyżej sześciu miesięcy, twoje wynagrodzenie musi odpowiadać stawce minimalnej obowiązującej dla pracowników zatrudnionych w rolnictwie na stały etat. W tym przypadku wynosi ona 121,15 koron na godzinę (około 60 zł). O wysokości stawki godzinowej decydują nie tylko kwalifikacje i doświadczenie na danym stanowisku, ale też forma zatrudnienia: osoby będące na stałym etacie zarabiają więcej od pracowników sezonowych, nawet wtedy, gdy wykonują tę samą pracę.

Najwyższe stawki minimalne w krainie fiordów obejmują pracowników branży budowlanej i metalurgicznej oraz sektora stoczniowego. Doświadczony fachowiec zatrudniony na norweskiej budowie zarobi co najmniej 174 korony na godzinę (około 87 złotych). Stawka pracownika niewykwalifikowanego bez doświadczenia wynosi 156,60 koron (około 78 zł).

W ciągu następnych 20-30 lat, północna część Norwegii nieco podupadnie pod względem demograficznym. Dlatego zaistnieje rozbieżność pomiędzy liczbą miejsc pracy a dostępnością siły roboczej, co stanowi szansę dla Polaków szukających lepszych zarobków.

Wykorzystała ją Nadia. – W maju 2014 rzuciłam biurową posadę w Polsce, by spróbować swoich sił w Norwegii – pisze na swoim blogu nadiavstheworld.com polska emigrantka. – Opłaciło się. W Norwegii żyje się bardzo dobrze, a zarabia jeszcze lepiej. Szkoda, że nie ma takich warunków w Polsce, bo tęsknię za domem. Jednak w głowie jest wielkie marzenie – podróż dookoła świata – i właśnie na ten cel tutaj zbieram. Trzeba pamiętać, że ceny wynajmu mieszkania czy pokoju są o wiele wyższe niż w Polsce. Za pokój w Oslo płaci się ok. 2.000 zł miesięcznie. Ale zarobki sięgają ok. 10.000 złotych, więc można sporo oszczędzić”.

Marta od prawie czterech lat mieszka w Voss. Wyjechała od razu po studiach. Od roku ma własny dom i do Polski nie zamierza wracać. – Choć ceny są tu bardzo wysokie – podkreśla. – Na przykład mleko kosztuje 16 koron (7,73 zł), chleb – 20 (9,66 zł). Dlatego jedzenie przywożę z Polski – wyjaśnia. Przyznaje jednak, że stać ją na więcej niż w ojczyźnie. – Wyjeżdżam często na urlop, wysyłam pieniądze rodzinie i zaczęłam spokojnie myśleć o dziecku – dodaje.

Opieka socjalna

Polacy chwalą sobie zasiłki w Wielkiej Brytanii. Zasiłek rodzinny w Norwegii przysługuje na dzieci do 18 r.ż. i wynosi 970 koron (tj. 456 zł) na każde dziecko. Można ubiegać się o spłatę świadczenia do trzech lat wstecz – głosi informacja na stronie internetowej firmy pomagającej załatwiać formalności. Rodzice dzieci w wieku 13-23 miesięcy mogą ubiegać się o zasiłek opiekuńczy w wysokości 6 tys. koron miesięcznie. – To dużo pieniędzy – podkreśla Joanna Błaszczak z Trondheim. – Gdy dostałam powiadomienie z NAV (norweski urząd pracy i opieki społecznej) to się popłakałam z radości. Tu zasiłki to prawdziwa pomoc, a nie jałmużna – podkreśla. Podobnie jak w Wielkiej Brytanii, można ubiegać się o zasiłek na dzieci mieszkające w Polsce.

Marta z Voss ma bardzo złe wspomnienia z opieką społeczną. – Kiedy miałam problemy z pracą, poszłam do NAV. Poprosiłam, aby mnie wspomogli, bo bardzo chciałabym nauczyć się języka, ale nie miałam pieniędzy na szkołę. Powiedzieli mi, że żadna pomoc mi się nie należy. A jak mi się nie układa, to mam wracać do Polski – wspomina.

Francja jest jednym z europejskich liderów pod względem socjalnego zabezpieczenia rodziny. Każdy Polak legalnie zatrudniony lub prowadzący własną działalność gospodarczą we Francji, ma prawo do francuskich świadczeń socjalnych pod warunkiem posiadania ubezpieczenia społecznego (sécurité sociale) oraz rozliczania się z fiskusem. Polacy, których rodziny pozostają w Polsce, również mają prawo do świadczeń z francuskiej Kasy Świadczeń Rodzinnych (Caisse d’Allocations Familiales – CAF).

– Francja ma o wiele mniejszy problem z miejscami w żłobkach i przedszkolach, gdyż rodzic, który nie chce zrezygnować z pracy otrzymuje pomoc finansową, by pokryć koszty opiekunki (complément de libre choix du mode de garde) – tłumaczy Dominika Golińska z Lyonu. Warto wiedzieć, że raz w roku można również otrzymać tzw. zasiłek z tytułu rozpoczęcia roku szkolnego pokrywający koszty wyprawki szkolnej.

– Gdy mieliśmy tylko jedno dziecko, otrzymywaliśmy z CAF-u zasiłek, ale kiedy Pawełek skończył trzy lata, straciliśmy prawo do tego świadczenia. Po czterech latach urodził się nam Kamil. Zaczęliśmy dostawać: 128,57 EUR miesięcznie z tytułu wychowywania dwójki dzieci, 184,62 EUR miesięcznie z tytułu wychowywania dziecka w wieku do trzech lat, 388,19 EUR miesięcznie z tytułu urlopu wychowawczego – wylicza Dominika. Po urlopie macierzyńskim postanowiła zająć się wychowywaniem synów. Teraz wraz z mężem otrzymują świadczenia rodzinne w wysokości 701,38 EUR miesięcznie. Dostają również dofinansowanie do czynszu w wysokości 420 EUR czyli razem 1.121,38 EUR.

Wysokie świadczenia socjalne są też jednym z głównych motorów napędowych fali emigracji zarobkowej Polaków do Niemiec. – Polacy słyną z tego, że robią skok na „kasse”, czyli Familienkasse. Z niemieckich zasiłków można spokojnie żyć. Jeżeli jeden z rodziców pracuje w Niemczech przez pół roku i rozlicza się z podatków z niemieckim fiskusem, można otrzymać Kindergeld. W sumie na pierwszych dwoje dzieci w rodzinie przypada po 184 EUR na miesiąc, na trzecie 190 EUR, a na każde następne po 215 EUR – podkreśla Iwona Dittberner. – To atrakcyjna kwota. Czasem mi wstyd za rodaków, kiedy ewidentnie oszukują, np. rejestrują fikcyjną działalność gospodarczą, by otrzymywać pomoc – dodaje.

Własna firma

No właśnie. Oprócz pracy etatowej czy liczenia na pomoc państwa, można „iść na swoje”. Proces zakładania działalności wygląda podobnie we wszystkich krajach Europy: emigranci jednak zgodnie podkreślają, że są państwa o wiele bardziej przyjazne przedsiębiorcom niż Polska. Różnice jednak istnieją. – W Norwegii procedury są prostsze, urzędy nastawione na to, by przedsiębiorców wspierać, a nie niszczyć, a sytuacja na rynku korzystna – podkreśla Piotr Sędek.

Rozpoczęcie działalności gospodarczej w Norwegii nie oznacza automatycznego uzyskania pozwolenia na pracę i pobyt w tym kraju, a może jedynie stworzyć podstawy do podjęcia takich decyzji administracyjnych. Co ciekawe, aby rozpocząć działalność gospodarczą, nie trzeba mieć norweskiego adresu zameldowania. Wystarczy wypełnić i odesłać deklarację do Brønnøysundregistrene.

Ania z Paryża, która prowadzi zakład fryzjerski wspomina, co działo się gdy zapomniała zapłacić podatek. – Gdy się zorientowałam, od razu wybrałam się do Urssafu, gdzie pan wydrukował odpowiedni dokument, poprosił o uregulowanie zaległości i życzył miłego popołudnia. Myślę, że w Polsce osoba spóźniająca się z zapłatą podatku miałaby duże kłopoty – podkreśla Polka.

Zasady prowadzenia działalności gospodarczej są w Niemczech bardzo zbliżone do tych, jakie obowiązują w Polsce. Tu i tam trzeba zarejestrować firmę, zdobyć numer identyfikacji podatkowej, założyć konto bankowe, prowadzić rachunkowość i systematycznie płacić podatki. Należy dokonać analizy potrzeb i możliwości, starannie oszacować koszty przedsięwzięcia i podjąć decyzję co do formy prawnej zakładanego przedsiębiorstwa.

A jednak procedura otwarcia jest dużo prostsza i wpisu do ewidencji działalności gospodarczej dokonuje się w ciągu kilku minut. Płaci się niewielką opłatę za rejestrację i otwiera bieżące konto w banku. Koszty firmy na samym starcie są zatem niewielkie. – Jedyny problem to obowiązkowe biuro, czyli lokal – tłumaczy Iwona. – Ale i to można „obejść”, rejestrując działalność gospodarczą na adres doradcy podatkowego. Wtedy wszystkie dokumenty księgowe będą dostępne w jednym miejscu, a kontrolerzy nie będą mogli „czepiać się” brakującego lokalu biurowego – wyjaśnia.

Jak nas widzą?

Jednak pieniądze to nie wszystko. Ważny jest wizerunek naszej nacji. Na pewno trudniej jest żyć w kraju, gdzie nas nie lubią.

Polacy, którzy wyemigrowali do Norwegii zaraz po otwarciu tamtejszego rynku pracy, dorobili się już w tym kraju własnych domów, wychowują w Norwegii dzieci i mają kredyty w norweskich bankach. Co ważne, Polacy bardzo szybko wrastają w kulturę Norwegii i integrują się z jej rdzennymi mieszkańcami. – Niestety, wśród Norwegów wciąż dominuje przekonanie, że Polacy nadają się tylko do wykonywania prostych prac – uważa Piotr.

Badania przeprowadzone przez Instytut Spraw Publicznych pokazują, że obraz Polski i Polaków we Francji ulega pozytywnym zmianom. Największy procent respondentów kojarzy Polskę z wejściem do Unii i uważa za kraj rozwijający się, Francuzi zaznaczają w wypowiedziach o Polakach ich dążenia wolnościowe, idealizm, romantyzm. Posiadają też dosyć szeroką wiedzę na temat „Solidarności”. – Raczej nie kojarzą nas tylko i wyłącznie z tanią siłą roboczą – podkreśla Ania.

Pomimo liczności i aktywności polskiej emigracji w Niemczech, przeciętny mieszkaniec tego kraju posiada fragmentaryczną wiedzę na temat Polski i Polaków. Dodatkowo wśród Niemców dominuje niechęć w stosunku do Polaków. W potocznym języku istnieje powszechnie używane określenie na nieporządek, olbrzymi nieład i chaos – „Polnische Wirtschaft” co przetłumaczone oznacza „polska gospodarka”.

Stereotyp Polaka kradnącego, niewykształconego, leniwego i nie dbającego o higienę osobistą jest silnie zakorzeniony w świadomości naszych zachodnich sąsiadów. Jednak proces ewolucji stereotypu Polaka w Niemczech już się rozpoczął. Wskazują na to Badania Instytutu Spraw Publicznych „Wzajemny wizerunek w okresie rozszerzania Unii Europejskiej” z 2005 r., w których znajdujemy informacje, że aż 52 proc. Niemców akceptuje szefa Polaka.

Jacek do Niemiec ma najbliżej, we Francji zarobi podobnie, ale będzie lepiej traktowany, a do Norwegii ma daleko, ale tam zarobi najwięcej i najszybciej. Dokąd emigrować? Jedno jest pewne: każdy kraj ma swoją specyfikę, ale Polacy na emigracji bardzo szybko zaczynają zarabiać, uczyć się języków i piąć się w górę. O czym to świadczy? Może o tym, że tak dobrze radzimy sobie wszędzie, tylko nie we własnym kraju?

Anna Dobiecka