Start Polecane Facebookowe rozmowy Polaków

Facebookowe rozmowy Polaków

516
0

Dzisiejsza emigracja różni się od tej sprzed dziesięciu lat. Błyskawiczny rozwój technologii i Internetu, łatwy dostęp do smartfonów, tanie połączenia i rozmowy video znacznie ułatwiają kontakty z rodziną, sprzyjają zawieraniu nowych znajomości czy pomagają uzyskać szybką poradę.

Zwyczajny wieczór

Siódma wieczorem, Anka właśnie wróciła z pracy, mieszka z mężem w Luton. W domu ma Wi-Fi, sprawdza co ciekawego dzieje się na polskich grupach na Facebooku – pokój jednoosobowy, papierosy z dowozem, może trochę się pośmiejemy?

Polskie mamuśki UK, grupa, na której jest prawie 19 tysięcy użytkowników, znowu szaleją. Jedna z nich wrzuciła na grupę zdjęcie lisa stojącego na dywanie w salonie i pyta czy ktoś nie zgubił psa rasy Collie w okolicach Dublina. Piesek jest podobno bardzo głodny i brudny, czeka z utęsknieniem na właściciela.

Dyskusja się rozkręca pomiędzy tymi z absurdalnym poczuciem humoru a tymi z żadnym. Część uświadamia resztę, że to jest przecież lis, pozostałe dziewczyny prześcigają się w wymienianiu ras psów. Rano Anka znajdzie post z informacją od autorki zdjęcia, że nikt nie miał racji, bo weterynarz kazał zwierzę wykąpać i okazało się, że to kot.

W grupie raźniej

Polskie grupy działające w mediach społecznościowych na emigracji nie są jednolite. Jedni szukają tam rozrywki, inni traktują to jak skarbnicę wiedzy, a jeszcze inni wchodzą tam, by zawierać znajomości. Czym są dla naszych rodaków? Co sprawia, że chcą tam być, jednoczyć się, gadać, nawiązywać znajomości? Czy zmieniły czyjeś życie? Czy przyjaźnie stamtąd przeniosły się do tak zwanego realu?

Pokuszę się odpowiedzieć na te pytania. Udało mi się nie tylko porozmawiać z paroma aktywnymi uczestnikami, ale również prześledzić wiele wątków w bardzo różnych tematycznie grupach. Na początku ogłosiłam się w „paru miejscach” z informacją, że piszę tekst o rodakach w UK. Kilka osób zechciało skomentować moje ogłoszenie. Inne odezwały się do mnie za pośrednictwem wiadomości prywatnej.
Na podstawie tych rozmów spróbuję stworzyć zarys charakterystyki poszczególnych grup i poznać opinię Polaków na ich temat.

Mama mamie pomocą na emigracji

Bardzo aktywną i sympatyczną grupą jest wspomniana już grupa Polskie mamuśki UK. Jej administratorki od razu opowiedziały mi o tym, kiedy i w jakim celu powstała grupa, a wiele dziewczyn zechciało się przyłączyć do dyskusji.

– Założyłyśmy grupę w sześć mamusiek. Miałyśmy pisać sobie o tym, co na obiad robimy i miałyśmy umawiać się do parku z dziećmi. I tak po czterech latach jest nas prawie 19 tysięcy. Razem z tymi sześcioma pierwszymi mamuśkami mieszkamy w jednym mieście i nadal się spotykamy, nie tak często jak kiedyś, ale nadal. Wiem, że dużo przyjaźni powstało dzięki tej grupie – opowiada jedna z administratorek.

Obecnie grupa liczy aż 13 adminek, które pilnują porządku zgodnie z ustalonym regulaminem. Zasady są tu pilnie przestrzegane.

Inna z dziewczyn: – Pomysł na grupę powstał z powodu braku rodziców, dziadków czy rodzeństwa tu na miejscu. Po urodzeniu syna nie mogłam za każdym razem dzwonić do mamy, by się poradzić, mama pracowała. Zresztą czy mama zawsze musi wszystko pamiętać!? Koleżanki miały już dzieci o kilka miesięcy starsze i mogły zawsze pomóc. Zastanawiałam się, jak umówić się ze wszystkimi na spacer… i tak założyłam grupę dla dziewczyn z Norwich. Jednak już wtedy moje myśli skłaniały się ku większemu zasięgowi, dlatego nazwa w UK, a nie w Norwich. Tak to poszło w świat, są tu też mamy z Polski, Słowacji, a nawet Polki mieszkające na Węgrzech. I tak tu teraz wszystkie razem jesteśmy.

Kobiety chętnie opowiadały mi o tym, jak poznały tu przyjaciółki, jak ich dzieci się razem bawią. Żartowały, że niektóre lubią się tak bardzo, że może w przyszłości skończy się to ślubem. Widać, że jest to zwarta, pomocna, wirtualna społeczność, chociaż nie brakowało tu wątków rodem z dobrego filmu sensacyjnego.

– Pamiętam taką historię. Dziewczyny przyjechały z Polski do pracy, okazało się później, że zostały uwięzione. Siostra jednej z nich dodała post na sąsiedzkiej grupie, że dostała wiadomość od siostry, że tamta jest w tarapatach. Niestety nikt nie chciał uwierzyć. Była to chyba grupa regionalna z Poznania. Po całej akcji tam, post został umieszczony u nas na grupie, przez zupełnie obcą osobę dla tych sióstr. Zaczęła się akcja poszukiwawcza, okazało się, że była ich tam szóstka. Dwie mamusie stąd jeździły po okolicy i obserwowały dom do momentu przyjazdu policji. Mundurowi pojawili się tam dzięki jednej z naszych mam, która powiedziała o całym zajściu. Nie było lekko, ponieważ musiała powiedzieć, że to wszystko wie z grupy na FB. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło i na pewno zaginiona siostra wróciła do domu, do Polski – wspomina.

Zdarzały się też niestety oszustwa – „właśnie najtrudniejsze są sytuacje, kiedy wychodzą na jaw oszustwa na grupie. Bo wtedy traci się wiarę w człowieka”.

Szukam domu, transportu
do przeprowadzki, sprzedam…

Grupy to miejsca, gdzie bardzo szybko można załatwić podstawowe sprawy. O odpowiedź jest tu łatwo, dlatego cierpliwość i nieustępliwość popłaca.

– Przyjechałam z mężem pod koniec sierpnia. Mieliśmy ogólną wiedzę na temat panujących tu zwyczajów. Mąż miał już pracę. Nie sądziliśmy, że będzie aż taki problem z wynajmem domu lub mieszkania.

– Mamy dwa małe psy, które tu z nami przyjechały. Mąż pracował, ja siedziałam na Facebooku i szukałam domu przez agencję nieruchomości, potem chociaż pokoju. Początkowo miałam podły nastrój i złe doświadczenia. Bardzo irytowało mnie, że ludzie nie potrafią poprawnie sformułować wiadomości. Dla mnie nie do pomyślenia jest, żeby komuś obcemu odpisywać tylko tak lub nie, bez zaczynania od „dzień dobry”. Bardzo szybko, za pośrednictwem paru lokalnych grup z nieruchomościami, uzyskałam informację o możliwości wynajęcia mieszkania typu studio i jednego pokoju, który z mężem oglądaliśmy. Byliśmy zdesperowani i musieliśmy szybko gdzieś zamieszkać. Bardzo się wtedy denerwowałam.  Jedno miejsce okazało się klitką w ogrodzie, z materacem opartym o ścianę. Przypominało mieszkania z filmu „Trainspotting”, można tam chyba było tylko leżeć na podłodze i brać narkotyki albo powiesić się na pasku od spodni. Taki był tam klimat. Po spotkaniu, wynajmujący bardzo naciskał na nas, chociaż jeszcze podczas pierwszej rozmowy powiedziałam, że odpowiem mu następnego dnia wieczorem.

Co było dalej? – W końcu, po kilku wiadomościach od niego, napisałam, że pokój jest bardzo depresyjny i jeżeli nic innego nie znajdziemy, to na pewno, tak jak obiecałam, odpowiem mu następnego dnia wieczorem. Następnego dnia koło południa, pan z triumfem poinformował mnie, że pokój jest już wynajęty. Odebrałam to jako złośliwość, jednak odpisałam mu, że serdecznie mu gratuluję, że tak szybko się udało. Więcej się nie odezwał.

Tego samego dnia jednak sytuacja diametralnie się zmieniła. – Bardzo dużo czasu spędzałam na grupach, odświeżałam je non stop i pojawiła się informacja od prywatnego land lorda o domu w Luton, który zwalniała wracająca do Polski para. Chyba byłam jedną z pierwszych, która się do nich odezwała i moim pierwszym pytaniem było – czy można tam mieszkać z psami? Odpowiedź była pozytywna, umówiłam się na oglądanie domu jeszcze tego samego wieczoru. Szybko podjęliśmy decyzję. Teraz mieszkamy w tym domu, a z jego poprzednimi mieszkańcami mamy dalej kontakt. Bardzo nam wtedy pomogli, chociaż byli to zupełnie obcy ludzie. Z perspektywy czasu uważam, że mieliśmy dużo szczęścia – podkreśla.

Moje intensywne korzystanie z grup trwało około miesiąca. Miałam zarówno negatywne, jak i pozytywne doświadczenia. Uważam, że warto z nich korzystać, a nawet czasem mogą okazać się bardzo pomocne. Trzeba jednak być przygotowanym na to, że ludzie mają różne intencje i można spotkać się tam zarówno z przykrością, jak i z miłym podejściem.

– Staram się unikać ludzi, którzy już swoim słownictwem w komentarzach odznaczają się wyjątkowym brakiem szacunku do innych. Zaglądam jednak na grupy, patrzę, co ludzie sprzedają lub jakie oferty pracy się pojawiają. Dobrze, że są takie miejsca – powiedziała mi Marta.

Inna Marta, która przeczytała moją wiadomość odezwała się do mnie na priv: – Pierwszy raz styczność z grupą polonijną miałam, gdy poszukiwałam kogoś do pomocy przy przeprowadzce. Bardzo dużo osób mi wtedy odpisało, podając numer do różnych przewoźników. Niestety wszyscy byli wtedy zajęci, ale jak to poczta pantoflowa działa, jeden z chłopaków na grupie przesłał mi numer do swojego kolegi, który też na tej grupie był, ale się zbytnio nie udzielał. Nie tylko pomógł mi w przeprowadzce, ale też przypadek sprawił, że okazało się, iż jest moim sąsiadem. Od tamtej pory zawsze mogę liczyć na jego wsparcie – opowiadała Marta.

Seks, kłamstwa i rozbierane
zdjęcia na Messengerze

Ciekawe zjawisko stanowi grupa o nazwie Polacy w UK, czyli poznajmy się i pogadajmy 🙂 +18. Obok zdjęć atrakcyjnych dziewczyn i przystojnych chłopaków, którzy mają tu w zwyczaju życzyć miłego dzionka, nocki i pozdrawiać z różnych stron Anglii, rozgrywają się tutaj swoiste miłosne dramaty ze zdradą w tle. Miałam okazję obserwować niecodzienny wątek kłótni pomiędzy panią, jak sugerowała, nagabywaną oraz panem natrętem. Ostrzegała przed nim innych użytkowników, a na dowód swoich zarzutów wrzucała w komentarzach jego półnagie fotografie, które wysyłał do niej w prywatnych wiadomościach. Cała sytuacja przyjęła nieoczekiwany i niekorzystny obrót dla pokrzywdzonej. Wielu użytkowników zarzuciło jej, że nie może, jak sama twierdzi, być szczęśliwą mężatką, skoro prowadziła tak długą konwersację z przypadkowym mężczyzną. Wątek został skasowany i chyba nigdy nie dowiemy się prawdy.

W grupie jak w życiu

Okazuje się, że niezwykle trudno jest jednoznacznie scharakteryzować aktywnych uczestników grup emigracyjnych w mediach społecznościowych. Większość z nich to osoby zaangażowane, sympatyczne i pomocne. Inne – złośliwe, zaczepne, kłótliwe, dla których Internet jest miejscem na wylanie frustracji. Jak powiedział mi jeden z rozmówców, który w Anglii jest od końca lat 90., w grupach jak w życiu, ludzie kłamią, ale można też znaleźć współpracownika czy partnerkę. – Ludzie pozują jak wszędzie, ale Internet często daje im pozory bezkarności i wzmacnia odwagę. Warto tu być, ale trzeba uważać.

Marta Malarska