Start Wiadomości Czy emigracja może szkodzić dzieciom?

Czy emigracja może szkodzić dzieciom?

535
0
PODZIEL SIĘ

Emigrujemy z różnych powodów. Często po to, by nasze dzieci „miały lepiej”, by miały spokojniejsze życie, lepsze perspektywy i szersze spojrzenie na świat…

Tylko zdarza się niestety czasem też to, że w ferworze walki o przyszłość zapominamy o naszych dzieciach, które gubią się w teraźniejszości.

8-letni Łucja z Biskupca pod Olsztynem trafiła do psychologa, który zdiagnozował u niej depresję. Jej przyczyną jest m.in. częsta nieobecność taty, z którym dziewczynka jest mocno związana, a który wyjeżdża za granicę do prac sezonowych, by zarobić na życie.

Łucja nie jest odosobnionym przypadkiem. Co prawda nikt dokładnie nie bada na bieżąco, ile jest w Polsce rodzin czasowo rozłączonych z powodów ekonomicznych, ale szacuje się, że w np. 2009 roku w 110 tysiącach polskich rodzin dzieci wychowywały się bez jednego z rodziców, ponieważ wyjechali oni za granicę w poszukiwaniu pracy. Z badań przeprowadzonych siedem lat temu wynika, że co czwarty uczeń w Polsce to tzw. eurosierota. Czy to może mieć negatywne następstwa?

Uważa się, że nawet, jeśli rozłąka nie trwa dłużej niż kilka czy kilkanaście miesięcy, a opiekunowie w Polsce dobrze opiekują się powierzonymi im maluchami, to i tak zarówno dzieci, jak i rodzice, mogą dotkliwie odczuwać jej skutki.

Zdaniem prof. Roberta Rauzińskiego, ekonomisty i demografa z Instytutu Śląskiego oraz Katedry Rynku Pracy i Kapitału Ludzkiego Politechniki Opolskiej, skutkiem migracji jest osłabienie więzi rodzinnych i społecznych, zanikanie funkcji wychowawczej rodziny, a w niektórych przypadkach nawet wzrost drobnej przestępczości. Wśród dzieci rodziców, którzy pracują za granicą, obniża się też poziom nauki i zwiększa się liczba opuszczonych godzin w szkole.

Nieobecny rodzic

– Nie zalecam używać terminu „eurosieroty”, bo on niepotrzebnie stygmatyzuje i zostawia piętno – zaznacza prof. dr hab. Zofia Dołęga z Uniwersytetu SWPS. – W dzisiejszych czasach ludzie w różny sposób kształtują swój styl życia, np. korzystają z możliwości migracji. Dla wielu z nich jest to po prostu element wolności. I dobrze, że możemy korzystać z benefitów otwartego rynku. Poza tym doświadczanie tzw. eurosieroctwa przez dzieci nie jest nieuniknione. Proszę sobie wyobrazić rodzinę, w której już drugie pokolenie nie ma pracy bądź ma ją słabo płatną i niepewną. Stresy i napięcia, które w takiej rodzinie wynikają z braku możliwości zapewnienia podstawowych potrzeb mogą grozić jej rozpadem. Czasem wyjazd „za chlebem” jest jedynym ratunkiem przed totalną degradacją i dysfunkcjonalnością rodziny. Dlatego w takich przypadkach wyjazd jednego z rodziców może poprawić na tyle sytuację ekonomiczną w rodzinie, że ta może zniwelować napięcia związane ze skrajną niepewnością losu – wyjaśnia profesor Dołęga.

Częściej jednak wyjazdy służą jednocześnie dwóm celom. Temu, by znacząco poprawić poziom materialny rodziny oraz znaleźć bardziej niż w Polsce satysfakcjonujące warunki pracy, np. sprzyjające rozwojowi zawodowemu, lepszym, bardziej godnym relacjom w środowisku pracy itp. Jeśli uda się znaleźć takie zajęcie, migrujący za pracą członek rodziny skłania się do coraz dłuższych i ponawianych w ciągu roku okresów zatrudnienia za granicą. Przybiera to postać migracji wahadłowej.

Jednak takie wahadłowe wyjazdy ekonomiczne w rodzinach mogą być niezrozumiałe dla dzieci, zwłaszcza jeśli nie zostały one do tego odpowiednio przygotowane, tj. gdy nie wiedzą, jak długo będzie trwała rozłąka, co rodzic „tam” robi, kiedy mogą się spodziewać odwiedzin, w jaki sposób i jak często będzie się można kontaktować.

– Taki wyjazd to ryzyko – podkreśla specjalistka. – Siłą rzeczy spada czasowo wówczas spójność rodziny, choć absolutnie nie ma tu prostego związku między czasową rozłąką członków rodziny a ryzykiem jej rozpadu – podkreśla.

Niemniej jednak wyjazdy wahadłowe mogą być szkodliwe dla psychiki dziecka. – Jest tak, ponieważ czasowa nieobecność łączy się z nieustającym stresem wyjazdu, rozstania i czekania na powrót. Często też wyjeżdżający rodzic oczekuje od dziecka bardziej odpowiedzialnego, niejako dorosłego zachowania podczas swojej nieobecności. Padają polecenia typu: „opiekuj się mamą”, „nie przynoś mi wstydu”, „załatw mi to i tamto”. Dziecko dźwiga wówczas zbyt duży ciężar w postaci nałożonej przez rodziców przedwczesnej dorosłości. Podczas gdy po przyjeździe nieobecnego rodzica znowu nakazuje się mu wejść w rolę dziecka i np. zrezygnować z wypracowanej autonomiczności. Taki dualizm oczekiwań rodzicielskich jest dla dziecka/nastolatka niezrozumiały i frustrujący.

Innym ryzykiem jest to, że nieobecny rodzic po prostu nie może śledzić procesu rozwoju swojego dziecka i może nie docenić lub nawet przeoczyć jego problemy rozwojowe, np. nie wziąć pod uwagę jego doświadczeń, w których nie uczestniczy i nie docenić zdobywanej przez nie wolności.

Oswoić nową ojczyznę

Ale nie tylko rozłąka z rodzicami może zaważyć na życiu dziecka. Gdy decydujemy się na wyjazd razem z maluchem, kłopotów może być tyle samo, a czasem i więcej. – Na początku moja 4-letnia Lena w ogóle nie angażowała się w przedszkolne zajęcia – wspomina 33-letnia Patrycja z Ashford. – Siedziała w kącie, nie odzywała się, nie chciała się bawić. Nawet ja nie potrafiłam jej zachęcić do wyjścia do dzieci. To trwało prawie pół roku – opowiada.

– Tak jak rodzice muszą się zaadoptować do nowych warunków, tak i dziecko potrzebuje czasu by oswoić się z nową sytuacją i przywyknąć do zmiany. Tak samo musi przejść ono proces akulturacji – podkreśla psycholożka dziecięca, Renata Górska, która od ośmiu lat pomaga polskim dzieciom w UK. – Z tym, że dorośli mają łatwiej, bo potrafią sobie zracjonalizować, dlaczego przechodzą właśnie trudne chwile. Dla dzieci te powody nie są do końca jasne. A im młodsze dziecko, tym trudniej mu to wyjaśnić. Trzeba pamiętać, że wyrywamy je z całego systemu, w którym żyje. Jego świat to przecież nie tylko mama, tata i dziadkowie, ale także przedszkole, szkoła, koledzy, sąsiedzi, sklepy i plac zabaw. Znany i rozumiany język. Wyrwanie go z tego świata oznacza dla niego wielką pustkę. A jeśli nie potrafi zrozumieć, dlaczego tak się stało, rodzi to ogromną frustrację – tłumaczy specjalistka.

– Moja 12-letnia córka po przeprowadzce z Inowrocławia do Rochester zaczęła się moczyć w nocy. Byliśmy z żoną przerażeni – wspomina 42-letni Waldemar. – Dziś Joasia już studiuje, ale ten pierwszy czas tutaj, to tygodnie prawdziwej grozy. Ostatnio wspominaliśmy sobie go podczas oglądania filmu „Inside out” i córka przyznała, że tak jak bohaterka filmu, ona też nienawidziła nas za decyzję o przeprowadzce, bo nie wiedziała, dlaczego musieliśmy wyjechać – opowiada.

– I to właśnie ta niewiedza jest przyczyną ogromnego stresu, a co za tym idzie: zaburzeń snu, utraty apetytu, wycofania i apatii, moczenia nocnego, jąkania, a przede wszystkim agresji. Właśnie agresją kryzys u dziecka objawia się najczęściej – podkreśla specjalistka.

Ale emigranckie dzieci oprócz trudności, jakie przeżywała bohaterka „Inside out” mają dodatkowo do przeskoczenia poprzeczkę w postaci bariery językowej. Nie dość, że, podejmując naukę w brytyjskiej szkole stykają się z innym materiałem, to muszą go poznawać za pomocą obcego języka.

– Pamiętam, jak moja córka musiała w krótkim czasie poznać ułamki, procenty i potęgi. I siedziałyśmy godzinami nad pracą domową, ponieważ w Polsce program dla dzieci w jej wieku obejmował tylko dodawanie i odejmowanie – tłumaczy Anna Konare, dyrektorka Polskiej Sobotniej Szkoły w Gravesend, mama 15-letniej Naomi i 7-letniego Samuela. – Dodatkowe trudności będą przeżywać dzieci, które mają kłopoty z czytaniem, rozpoznawaniem głosek. Nowy język i nowe reguły gramatyczne mogą dodawać frustracji i pogłębiać smutek – podkreśla Renata Górska.

Jak pomóc zostawionemu dziecku?

– Warto przemyśleć czasem, że jeśli wyjeżdżamy do obcego kraju, by podwyższyć status materialny rodziny, czy nie stoi za tym nieuświadomiony konflikt – zaleca prof. Zofia Dołęga. – Być może mąż oceniony surowo przez teściów, że zarabia za mało czuje się w obowiązku sprostać oczekiwaniom? Być może między małżonkami trwa jakiś kryzys i wyjazd staje się ucieczką przed nim? Jeśli te kwestie zostaną przepracowane i decyzja o wyjeździe zapadła, trzeba koniecznie przygotować do niego dziecko. Ma ono prawo usłyszeć wyjaśnienia, gdzie tata czy mama jedzie, co będzie tam robić, kiedy wróci i z jakimi się to wiąże konsekwencjami – podkreśla.

– Kiedy mąż regularnie wyjeżdżał, widziałam jak mój 7-letni wtedy syn się męczy: najpierw płakał i prosił, by tata nie jechał, potem w dzień wyjazdu zamykał się w sobie i cierpiał. Po kilku dniach przyzwyczajał się do nieobecności ojca i funkcjonował w miarę poprawnie. Codziennie opowiadał mu na skypie, jak spędzał dzień. Razem z tatą grał w gry, oglądał bajki i czytał książki, a nawet odrabiał lekcje.

Ale im bliżej było do powrotu ojca, tym stawał się bardziej roztrzepany, nie mógł się skupić w szkole, nie chciał się bawić z kolegami tylko planował co będzie robić z tatą i robił dla niego prezenty – opowiada 42-letnia Anna Maj, która od trzech lat mieszka z rodziną w Lewisham.

– Trzeba zadbać o to, by dziecko miało możliwie pełne informacje nt. członka rodziny, który wyjechał. Najlepsze są codzienne kontakty i dzielenie się na bieżąco wrażeniami i przeżyciami. Zamiast opowiadać dziecku, jakie prezenty dostanie, warto skupić się na zaspokajaniu jego potrzeb emocjonalnych: poświęcać mu czas, uwagę, słuchać, rozmawiać o jego emocjach, wyjaśniać wszelkie wątpliwości. Gdy tego brakuje, dziecko zaczyna mieć problemy: czuje się osamotnione, jest rozchwiane emocjonalnie, traci sens życia, może stać się agresywne lub popaść w depresję – wyjaśnia prof. Zofia Dołęga.

Warto też podkreślić fakt, że często rodzice wyjeżdżający sezonowo do pracy i zostawiający dzieci pod opieką dziadków czy przyjaciół zapominają o podstawowym fakcie, jakim jest ustalenie opieki prawnej nad dzieckiem na ten czas. Brak takich ustaleń może mocno utrudnić funkcjonowanie opiekunom, począwszy od korzystania z opieki medycznej, poprzez kontakt ze szkołą, aż po problemy z policją.

– Mój 14-letni siostrzeniec tak bardzo cierpiał z powodu wyjazdów mamy „na truskawki” do Holandii, że zawsze starał się coś nabroić, byle tylko wróciła wcześniej: chorował, wybijał szyby, kradł sąsiadom różne rzeczy albo bił się z kolegami w szkole – tłumaczy 24-letnia Gosia z Brentwood. – Moja mama, która się nim wtedy opiekowała, miała z nim same problemy – przyznaje.

– Przede wszystkim fakt emigracji rodziców nie należy traktować jako temat tabu. Z badań wynika, że ok. 30 proc. dzieci i młodzieży w Polsce doświadczyło w jakiś sposób problemu migracji czasowej członków rodziny bądź kogoś z bliskiego otoczenia – podkreśla specjalistka z SWPS-u. – Traktujmy więc to zjawisko jako doświadczenie społeczne – przekonuje.

W obcym kraju

– Najtrudniejsze jest to, że kiedy na początku rodzice-emigranci mają mnóstwo pracy i problemów ze znalezieniem mieszkania, dobrej pracy i zadomowieniem się, ich dzieci wtedy potrzebują najwięcej troski i uwagi. W takich momentach łatwo coś przegapić – tłumaczy Renata Górska. – Dlatego trzeba koniecznie znaleźć czas, by tłumaczyć mu nową rzeczywistość i pomóc mu się w niej odnaleźć, zwłaszcza jeśli jest małe. Warto kupić książeczkę, która mówi o wyjeździe albo po prostu za pomocą lalek odegrać przedstawienie, które będzie mówić o problemach związanych z wyjazdem i rozłąką ze wszystkim, co znane. Bohater „przedstawienia” przeżywający podobny stres, co nasze dziecko, może pomóc mu w odkryciu i przeżyciu trudnych emocji – wyjaśnia.

Koniecznie trzeba też dać sobie i dziecku czas. Potrzebuje go ono, by przywyknąć do nowych warunków, poznać szkołę, kolegów, nauczycieli i reguły obowiązujące w nowym środowisku. Warto też przypominać powody wyjazdu, a także dzielić się swoimi przeżyciami – „Teraz jest nam ciężko, ale za jakiś czas będzie dużo lepiej”. Czasem adaptacja trwa nawet rok – podkreśla psycholożka. – A im starsze dziecko, tym bardziej ten czas będzie się wydłużał – tłumaczy.

– Emigracja jest trudna i często rodzi kryzysy w rodzinie, bo zwykle zostawiamy w kraju grupę pomocnych osób. Nie mamy komu „podrzucić” dzieci, gdy potrzebujemy załatwić ważne sprawy. Stresujemy się życiem w nieznanych realiach, martwimy się przyszłością i zastanawiamy, czy jednak podjęliśmy dobrą decyzję – tłumaczy Anna Konare. – Ale skoro nam, dorosłym, jest tak trudno, to warto pamiętać, że naszym dzieciom może być jeszcze ciężej i nie wolno zostawić ich samych z problemami – zauważa.

– Mam poczucie, że mimo poprawy warunków bytowych naszej rodziny, czegoś jednak dziecko pozbawiłam – zwierza się Patrycja, mama Leny. – Nie ma stałej obecności dziadków, nie ma biegania po podwórku, bo Anglicy nie znają takiej „instytucji”. Za to jest ogromna tęsknota, więcej trudności i stresów, dużo pracy i wysiłku. Modlę się, by kiedyś Lena nie miała do mnie pretensji, że niepotrzebnie wyemigrowaliśmy…

Jak pomóc dziecku w adaptacji?

  • Daj mu czas i okaż bardzo dużo cierpliwości.
  • Porozmawiaj ze szkołą i wytłumacz nauczycielom, że trudności jakie przeżywa dziecko są przejściowe, ale że mogą mieć silny wpływ na jego nastrój i zaangażowanie w naukę.
  • Poproś innych członków rodziny (dziadków, ciocie, kuzynów) i bliskich kolegów/przyjaciół dziecka o uważne obserwowanie jego zachowania. Czasem z dystansu widać lepiej pewne zmiany.
  • Jeśli trudności w adaptacji utrzymują się dłużej niż rok, warto skorzystać z pomocy specjalisty.
  • Jeśli twoje nastoletnie dziecko zostawia w kraju swoją sympatię, pomóż mu ustalić zasady wzajemnego kontaktowania się; najlepiej w porozumieniu z jej/jego rodzicami.