Start Polecane Co dostaniemy na starość?

Co dostaniemy na starość?

483
0
PODZIEL SIĘ

Kolejny polski rząd sporo zmienia, jeśli chodzi o emerytury. A w najbliższych latach rewolucję mogą odczuć też ci, którym świadczenia przysługują na Wyspach.

Rząd PiS do władzy dochodził w dużej mierze dzięki hasłom socjalnym i najwyraźniej nie wycofuje się ze swoich najważniejszych obietnic, takich jak obniżenie wieku emerytalnego. A dokładniej cofnięcie podwyższenia wieku emerytalnego, które wprowadziła poprzednia ekipa rządząca. Od października wszystkie kobiety, które mają mniej niż 61 lat i 4 miesiące, będą mogły skorzystać z przywileju wcześniejszej emerytury, na którą można teraz przechodzić w wieku 60 lat. Panowie też będą mogli od tej pory przechodzić na emeryturę w wieku 65 lat, a nie 67, jak chciał rząd PO. – Chyba wszyscy byli rozczarowani, gdy okazało się, że mamy dłużej pracować. Szczególnie, że w innych krajach jakoś można było wieku nie podwyższać.

A czy Polacy pracują lżej niż Niemcy czy Francuzi – pyta retorycznie Marian, 56-letni kierowca taksówki z Trójmiasta.

Ochrona przedemerytalna

Warto jednak wiedzieć, że szybsze rozpoczęcie pobierania świadczeń to mniejsze emerytury. Gazeta Wyborcza wylicza, że osoba urodzona w 1974 roku zamiast 3504 zł brutto jakie dostałaby, przechodząc na emeryturę w wieku 67 lat, otrzyma tylko 2000 zł brutto. Oczywiście korzystanie ze świadczeń od samego początku nie będzie obowiązkowe, więc kto będzie chciał mieć więcej, może po prostu dłużej pracować. Jeśli jesienią zmiana faktycznie wejdzie w życie, z miejsca prawa emerytalne zyska ponad 200 tys. osób. Dzięki szybszemu przechodzeniu na emeryturę nieco poprawi się sytuacja osób w wieku od 56 lat (kobiety) i od 61 lat (mężczyźni). Zacznie ich obowiązywać ochrona przedemerytalna – to znaczy, że szef nie będzie ich mógł wówczas zwolnić, choć im będzie wolno zrezygnować ze stanowiska.

Wyższa, a wciąż głodowa…

Zmieni się też nieco to, jak uzyskuje się prawo do emerytury minimalnej. Wystarczy, że udowodnimy 20-letni staż pracy w przypadku kobiet i 25-letni dla mężczyzn. Do niego zaliczają się też okresy nieskładkowe, czyli czas studiów, wychowywania małych dzieci czy pobierania zasiłków. Okres nieskładkowy nie może być jednak większy niż 30 proc. całości. Do niedawna stawka minimalna wynosiła ok. 880 zł brutto, a od 1 marca wzrosła do tysiąca złotych.

O prawie 100 zł wzrosła też renta socjalna, a najniższa renta z tyt. niezdolności do pracy o ok. 70 zł. – Straszne, na co ludzi skazują rządzący – komentuje 45-letni Andrzej, który od kilkudziesięciu lat prowadzi firmę budowlaną, którą w 2007 r. przeniósł do UK. – Wcześniej przez 15 lat płaciłem więcej co miesiąc w ramach składek na działalność, niż miałbym dostać miesięcznie na starość. Dziękuję Bogu, że obejmie mnie brytyjska emerytura, bo inaczej bym pewnie musiał na starość żebrać – wzdycha.

Biedni dostaną więcej

Rząd wprowadził jeszcze jedną zmianę, która ma nieco zwiększyć świadczenia emerytom. Zamiast waloryzacji procentowej, która daje największe podwyżki tym, którzy i tak dostają najwięcej, zaczęła obowiązywać waloryzacja mieszana. Dzięki niej emerytury do 1.369 złotych brutto co roku nie będą mogły wzrosnąć o mniej niż 10 złotych brutto. „Bogatsi” emeryci dostaną już – jak wcześniej – procent od świadczenia, który ZUS wstępnie ustalił na 0,73 proc.

Chyba najgłośniej komentowana w mediach zmiana, która jednak dotknie najmniejszą grupę osób, wejdzie w życie w październiku. To wtedy zmniejszy się wysokość świadczeń dla byłych funkcjonariuszy aparatu PRL. – Pewnie, że trzeba im zmniejszyć emerytury. Nikt się nie martwi o tych, co byli za PRL wyrzucani z pracy czy stracili zdrowie walcząc z komuną, a dziś mają groszowe świadczenia lub wcale im nie przysługuje emerytura. Dlaczego więc ja mam się przejmować, czy jakiś ubek dostanie 10 tysięcy, czy 5 tysięcy złotych – denerwuje się 71-letni Kazimierz, który w latach 80. aktywnie walczył w podziemiu. Dyskusja jednak trwa, bo dla innych funkcjonariusze PRL wypełniali tylko obowiązki służbowe i nie zasługują na to, by na starość żyć w nędzy. – A jeśli np. ktoś, kto pracuje dziś w CBA, za 40 lat usłyszy, że emerytura mu się nie należy, bo to nie była legalna władza, to nie będzie protestował – pyta retorycznie 29-letni Jędrzej, działacz lewicowy i dziennikarz z Warszawy, który nie jest entuzjastą tych pomysłów.

Emerytury zachowane?

O ile część Polaków przebywających w Wielkiej Brytanii „podpada” pod polski system emerytalny, to większość bardziej interesuje, co stanie się z ich brytyjskimi emeryturami po Brexicie. Politycy zapowiadają, że świadczenia mogą im zostać odebrane lub mogą oni zostać wydaleni z kraju, przez co emerytury, które uzależnione są od zarobków, już nie wzrosną. Jak będzie w rzeczywistości? Wszystko wskazuje na to, że ograniczenia rzeczywiście mogą zostać wprowadzone, choć już raczej nie dla tych, którym brakuje do wieku emerytalnego kilku lat. Ciekawą teorię za prof. Iainem Begg z LSE European Institute podaje „Business Insider”.

W raporcie podsumowującym pierwsze pół roku po referendum ostrzegł on, że politycy, którzy obiecują wraz z Brexitem koniec z finansowaniem emerytur obcokrajowcom, mogą się mylić. „Niemiecki minister finansów szacuje, że takie płatności mogą trwać do 2030 roku, choć powyżej 2023 roku będą już mniejsze. To przejściowe problemy, które z czasem znikną, jednak Wielka Brytania za emerytury niektórych byłych pracowników  instytucji unijnych może być odpowiedzialna już zawsze”. Zdaniem Begg’a w przeciwnym razie brytyjscy dyplomaci po Brexicie straciliby świadczenia w różnych krajach Unii, a ponieważ to oni będą negocjować warunki wyjścia z Unii, z pewnością do tego nie dojdzie. Wniosek? Rzeczywiście część osób może być pozbawiona prawa do emerytury. Komu na niej zależy, powinien zatrudnić się w unijnej instytucji.

Kto mieczem wojuje…

Koniec z hojnymi świadczeniami dla obcokrajowców to jeden z głównych argumentów tych, którzy głosowali za wyjściem z Unii. Jak zauważa jednak dziennik The Telegraph, wszystko wskazuje na to, że poza osobami z zagranicy, taki obrót spraw zagrozi też samym Brytyjczykom. Zwrócił na to ostatnio uwagę John Cridland, były dyrektor firmy doradczej CBI, którego raportami będzie posiłkował się rząd przy planowaniu budżetu na czas po opuszczeniu Wspólnoty Europejskiej. Criland zwrócił uwagę, że ci, którzy życzyli sobie zmniejszenia imigracji, będą musieli to… odpracować. Wcześniej to miliony zagranicznych pracowników „dokładały się” do systemu emerytalnego i finansowały świadczenia. Gdy ich zabraknie, może się okazać, że wiek emerytalny będzie musiał być podniesiony nawet o kilka lat, by załatać powstałą w ten sposób dziurę budżetową. Swoje obliczenia badacz oparł na danych King’s Collage London. Okazuje się, że jeśli liczba nowych wniosków o NIN spadnie z 600 tysięcy do 140 tysięcy rocznie (a tak ma być w przypadku „twardego” Brexitu), wiek emerytalny będzie musiał zostać wydłużony o co najmniej 18 miesięcy.

Sonia Grodek