Start Wiadomości Cały świat migruje?

Cały świat migruje?

581
0

Czy nasza mobilność to znak czasów? Czy jesteśmy pierwszymi pokoleniami, które tak licznie decydują się mieszkać poza miejscem urodzenia? Czy rzeczywiście dzisiaj migruje cały świat? A może patrzymy zbyt wąsko, tylko przez pryzmat naszych europejskich doświadczeń?

Moja 94-letnia babcia mówi, że jej nastoletnie prawnuczki jeżdżą więcej po świecie niż ona przez całe swoje życie. Rzeczywiście, była tylko u mnie w Londynie, a do drugiej wnuczki do Nowego Yorku nie odważyła się lecieć – opowiada 42-letnia Ilona z Huntingdon. – Ale fakt, świat się zmienia i teraz mało kto siedzi w domu. Albo przeprowadzamy się do miasta, albo wyjeżdżamy do bogatszych krajów. Trzeba wykorzystać taką szansę, skoro jej wcześniej nie było – dodaje.

Niemobilni pradziadowie?

Ale to nieprawda, że emigracja to symbol współczesnych czasów. Polacy emigrują masowo już od XVIII w. – wyjeżdżaliśmy z ojczyzny już kilka stuleci temu, zmieniały się tylko powody wyjazdów. Pierwsza fala emigracji z ziem polskich sięga konfederacji barskiej, czyli czasów rozbiorów, kiedy ziemie polskie opuszczali zwolennicy Konstytucji 3 Maja. Kolejną falę emigracji z Polski przyniosły powstania: kościuszkowskie, listopadowe i styczniowe. Uciekający przed represjami Polacy chronili się głównie we Francji, ale także w Wielkiej Brytanii, Belgii, Szwajcarii, Niemczech i Stanach Zjednoczonych.

– Warto sobie uświadomić, że tzw. Wielka Emigracja, którą tak się „piłuje” w szkole i która zaowocowała m.in. „Panem Tadeuszem”, była jednym z największych ruchów emigracyjnych ówczesnej Europy, a więc było to zjawisko na naprawdę ogromną skalę – tłumaczy Łukasz Kowalczyk, absolwent nauk politycznych. – A to dlatego, że do emigrantów należała głównie szlachta, politycy, żołnierze powstańczy, członkowie Rządu Narodowego, inteligencja, pisarze i artyści. Oczywiście, wszyscy znamy nazwiska Mickiewicza, Słowackiego, Chopina, Norwida, Lelewela. Ale nie każdy wie, że znanym działaczem politycznym z grona Wielkiej Emigracji, który wniósł duży wkład na zachodzie w dziedzinie techniki był Antoni Patek. Założył on w Szwajcarii firmę Patek Philippe & Co., która jako pierwsza na świecie rozpoczęła produkcję zegarków kieszonkowych na skalę przemysłową. Inną ważną, a prawie całkowicie zapomnianą osobą jest Jan Józef Baranowski, najsławniejszy wynalazca z grona Wielkiej Emigracji.

Wynalazł on m.in. semafor, kasownik do biletów, maszynę do liczenia głosów, urządzenie do kopiowania listów oraz gazomierz. A także, co ciekawe, podczas swojego pobytu w Londynie w 1880 r. opracował m.in. The Student’s Anglo-Polish Grammar – podręcznik do nauki języka polskiego dla Anglików. W II poł. XIX w. zaczęły dominować ekonomiczne motywy wyjazdu, związane z wkraczaniem środkowej, wschodniej i południowej Europy w system gospodarki kapitalistycznej. Znacznie nasiliła się emigracja zamorska, głównie do Stanów Zjednoczonych, Argentyny i Brazylii. Z terenów Polski emigrowali głównie mieszkańcy Galicji, która należała do najbiedniejszych krajów koronnych Austrii. O poziomie nędzy niech świadczy fakt, że w Galicji 50 proc. dzieci umierało przed ukończeniem 5. roku życia.

Dziadkowie za granicą

Kolejne fale migracyjne wywołały obie wojny światowe. Jak podaje encyklopedia PWN: „W 1914 Galicję opuściło ok. 800 tys. osób, chroniąc się przed inwazją rosyjską – w Austrii, na Węgrzech, w Czechach i na Śląsku Cieszyńskim. Z zaboru rosyjskiego, gdzie przeprowadzono ewakuację ludności przed Niemcami, wyprowadzono ponad 600 tys. ludzi”. II wojna światowa to ucieczki do Rumunii, Francji, na Bliski Wschód i do Wielkiej Brytanii. Nie wolno też zapominać o deportacjach na Syberię i do Kazachstanu. – Po zakończeniu II wojny światowej poza Polską znalazło się ponad 5 mln osób, a ostatecznie do kraju nie powróciło ok. pół miliona Polaków. W okresie PRL-u procesy emigracyjne były kontynuowane. Umacnianie się władzy komunistycznej wywołało ważne fale emigracji osób sprzeciwiających się władzy – tłumaczy Łukasz. Jak szacują Roczniki Statystyczne, w latach 1956-80 z Polski wyjechało ok. 800 tys. osób. Oprócz tego opuściło kraj ok. 15 tys. osób pochodzenia żydowskiego w efekcie kampanii antyżydowskiej. W latach 80. Polskę opuściło ok. 270 tys. osób kierujących się motywami politycznymi i ekonomicznymi. – Urodziłem się w Londynie właśnie dlatego, że mój ojciec, bojąc się represji za działalność w opozycji, przypłynął do Tilbury w 1981 r. i już w Anglii pozostał – dodaje.

Jeśli przyjrzeć się statystykom, to okaże się, że co kilka lat następuje fala wyjazdów z ojczyzny. Czy w naszym przypadku to tylko kwestie polityczne i ekonomiczne? A może coś więcej? – Cechuje nas niespokojny duch, nomadyzm wrodzony – podsumowała Olga Tokarczuk w wywiadzie dla „Gońca” z 2011. – Często i praktycznie w każdym pokoleniu emigrujemy. Węgrzy nie mają u siebie lekko, ale się nie ruszają. Podobnie Czesi – zauważa.

Współczesne wędrówki

– Może i Polacy zawsze kręcili się po świecie, ale mam wrażenie, że od otwarcia granic po prostu cała Europa się przemieszcza – komentuje Jacek Roszkowski z Acton. – Prawie 3/4 moich znajomych siedzi jak nie w Niemczech to tu, w Anglii. A jak coś nie idzie, to ewakuują się do Skandynawii. Właściwie to jesteśmy takim pokoleniem bezpaństwowców – uśmiecha się. – Bo już nie wiemy, gdzie nasz dom i gdzie wylądujemy za kilka lat – przyznaje. Marzena z Perivale planuje wracać do Polski w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. – Przynajmniej nasze władze zachowują zdrowy rozsądek i nie chcą tej masy muzułmanów, która nas zalewa. Myślę, że jeszcze nigdy tylu ludzi z Afryki czy Bliskiego Wschodu nie próbowało dostać się do Europy – mówi.

Rzeczywiście, otwarte granice w Europie oraz wszechobecne medialnie dyskusje o uchodźcach wywołują wrażenie bezprecedensowej migracji we wszystkich możliwych regionach świata. A jednak to mit?

Badaniem światowych migracji zajmuje się Brytyjczyk Guy J. Abel w Centrum Demografii im. Wittgensteina w Wiedniu. Opracowane przez niego wzory i modele przedstawiają ruchy migracyjne ludności świata. Okazuje się jednak, że to zjawisko dotyczy zaledwie połowy procenta populacji. Pozostała przeważająca większość ludzkości nigdy nie opuściła miejsca zamieszkania. Wynika z tego, że migracja jest fenomenem, a nie czymś naturalnym, co będzie narastać i czego możemy oczekiwać w przyszłości. Warto też zdać sobie sprawę, że w całokształcie migracji światowej tylko jej niewielki ułamek przypada na Europę. Jak mówi Abel w wypowiedzi dla polskiego dwutygodnika, ludzie myślą, że cały świat chce się osiedlić w Europie. – Ale tak nie jest – podkreśla.

Okazuje się, że właściwie od 2000 r. udział migrantów w światowej populacji wzrósł o zaledwie 0,5 proc. Co prawda, w liczbach bezwzględnych wygląda to bardziej dramatycznie: z 173 mln emigrantów w 2000 r. liczba ta wzrosła do 244 mln w 2015 r. – jak podają raporty ONZ. Ale jednocześnie wzrosła liczba ludności o mniej więcej miliard. Dlatego też z 2,8 proc. całej populacji migracja wzrosła do raptem 3,3 proc. Czy jest to dużo? Zwłaszcza że media nie odróżniają uchodźców od migrantów, a statystyki do końca nie różnicują osób wyjeżdżających czasowo z powodu korzystnych kontraktów oraz osób wyjeżdżających na krótko od tych, które się na stałe osiedliły w obcym kraju. Za migranta uznaje się osobę, która po prostu „nie mieszka w kraju swojego urodzenia”. Mało tego, jeśli porównać ostatnie 5-lecia, to okaże się, że w porównaniu do lat 2005-2010 migracja… zmalała. I to aż o 8 mln (z 45 do 36,5). – Prawdą jest jednak, że globalna dynamika migracji od ponad 50 lat tkwi na stałym poziomie – podkreśla Abel.

Uchodźca vs emigrant

– Dlaczego mam mieć współczucie dla głodnych Syryjczyków – denerwuje się Krzysztof ze Slough. – Ja też wyjechałem, bo przez pięć lat nie mogłem znaleźć stałej pracy i tylko miałem długi. Sam jestem uchodźcą, bo za chlebem przyjechałem do Londynu. Nie miałem innego wyjścia – upiera się. Co odróżnia uchodźcę od migranta? Migrant przemieszcza się dobrowolnie, uchodźca natomiast jest do tego zmuszony. Jednak jak widać, takie różnicowanie nie jest zbyt jasne. Jak podaje Wikipedia, uchodźca to osoba, która musiała opuścić teren, na którym mieszkała ze względu na zagrożenie życia, zdrowia, bądź wolności. Zagrożenie to jest najczęściej związane z walkami zbrojnymi, klęskami żywiołowymi, prześladowaniami religijnymi bądź z powodu rasy lub przekonań politycznych. – Nikt nie decyduje się na wyprawę organizowaną przez przemytników w towarzystwie kilkuset desperatów dziurawą łodzią, wiedząc, że wielu z jego poprzedników utonęło w falach Morza Śródziemnego. A to oznacza, że ci ludzie naprawdę nie mają wyjścia. Nielegalne przekroczenie granicy jest dla nich jedyną szansą na przetrwanie. Nie wiem, dlaczego Europa zastanawia się, zamiast natychmiast organizować pomoc – denerwuje się Martyna z Ealingu, studentka I roku International Development na LSE.

Media donoszą, że przez ostatnie miesiące w wodach Morza Śródziemnego zginęły tysiące osób. Ale jednocześnie nikt nie mówi, że znacząco większa jest migracja w obrębie Bliskiego Wschodu niż z tego regionu do Europy. Z jednej strony, jak podkreśla Guy J. Abel, organizacje zajmujące się problemami uchodźców traktują migrantów i uchodźców jako „osoby wymagające troski” i zakładają, że jest ich około 60 mln. Z drugiej nie liczy się w ogóle osób, które zostały uchodźcami we własnym kraju, np. żyją pozbawione dachu nad głową. Ponieważ jednak nie przekroczyły one granicy państwa, nie są uchodźcami. Znacznie mniejsza jest więc liczba uchodźców „właściwych”, czyli tych, którzy opuścili swoją ojczyznę. Dzięki temu kwalifikują się one pod zapisy konwencji genewskiej i przysługuje im ten status. Jednocześnie warto wziąć pod uwagę, że wewnętrzna migracja w Europie znacząco przewyższa napływ Afrykanów na Stary Kontynent. – Czyli de facto to my, ciągle jeżdżący za pracą i wyższym poziomem życia, jesteśmy dla Europy bardziej znaczącym w skali zjawiskiem niż uchodźcy – podsumowuje Martyna.

– Zastanawiające jest jedno. Dlaczego osoby, które przekroczyły granicę terenu objętego konfliktem próbują się przedostać dalej, w głąb Europy, jednocześnie domagając się, żeby nadal traktować je jak uchodźców? Dlaczego większość z nich nie planuje zostać w Turcji, Grecji czy Włoszech, tylko stara się na siłę dostać do Niemiec czy Wielkiej Brytanii – pyta Marzena. – Rzeczywiście, zgodnie z założeniem uchodźca nie uzyska takiego statusu, gdy przybył z bezpiecznego kraju (gdzie prawa człowieka podlegają ochronie) lub status uchodźcy został mu już nadany w innym kraju, bądź miał on możliwość uzyskania go w kraju, z którego przybył – wyjaśnia Martyna.

Emigracja to mniejszość

Zanim jednak zaczniemy bać się, że Europę zaleją uchodźcy i migranci z Afryki i Bliskiego Wschodu, warto sobie uświadomić, iż zwykle do największych przemieszczeń ludności dochodzi w obszarze regionów świata, a nie między kontynentami. Okazuje się też, że na ogół szlaki migracyjne nie prowadzą z krajów bardzo ubogich do bardzo bogatych, lecz wystarczy tylko nieco podniesiony standard życia. – Ludzie przenoszą się do krajów, w których gospodarka jest trochę mocniejsza. Co łatwo zaobserwować – my jeździmy do Niemiec, Polska jest atrakcyjna dla Ukraińców – podsumowuje Martyna. Z jednej strony nie jesteśmy więc pierwszymi, którzy postanowili szukać szczęścia za granicami ojczyzny. Nasi przodkowie porządnie przetarli nam szlaki. Z drugiej strony, jako emigranci, należymy do maleńkiej, kilkuprocentowej cząstki światowej populacji, która mieszka poza krajem swojego urodzenia. Pozostała część świata siedzi w domu.

Czy wiesz, co znaczy…

  • Płynna populacja – termin używany w Chinach oznaczający osoby, które mieszkają i pracują poza adresem zameldowania w okresie do pięciu lat. Zjawisko to obejmuje ponad 100 mln osób i jest bezprecedensowe w historii ludzkości. Powoduje rozmaite konsekwencje demograficzne, gospodarcze i polityczne. W innych regionach świata zjawisko jest znane pod nazwą migracji wewnętrznych.
  • Garb migracyjny (ang. migration hump) – krótkookresowe nasilenie migracji, powstające wskutek zmian regulacji prawnych pomiędzy integrującymi się gospodarczo krajami lub krótkookresowy skumulowany odpływ migracyjny.
  • Apatryda – pozbawiony ojczyzny, bezpaństwowiec (ang. stateless person), czyli osoba, której żadne państwo nie uznaje za swojego obywatela. Apatrydą zostaje się tracąc obywatelstwo jednego państwa (np. wyjście za mąż za obcokrajowca) nie nabywając jednocześnie obywatelstwa innego kraju.

Dokąd migruje świat?

  • Do najbardziej obleganych państw na świecie należą: Stany Zjednoczone, Sudan Południowy, Kenia, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Liban, Jordania, Turcja i Niemcy.

Anna Dobiecka