Start Wiadomości Cała prawda o brytyjskiej kolei

Cała prawda o brytyjskiej kolei

656
0
PODZIEL SIĘ

Tłoczno, brudno i po czasie – tak opisujemy pociągi niektórych przewoźników. Jednak to brytyjska kolej wciąż góruje nad polskim transportem kolejowym.

W badaniu organizacji Which udział wzięło 7 tysięcy pasażerów. W ich opinii Arriva Trains Wales to najbardziej spóźnialska firma, bo co trzeci pasażer podróżujący pociągami tego brytyjskiego przewoźnika nie dojechał na czas. Kolej działa w Wolverhampton i West Midlands. – Może się faktycznie spóźniają, ale najwyżej  o kilkanaście minut. Pociągi nie stoją bez powodu godzinami w polu, jak w Polsce – mówi 25-letnia Karolina, masażystka z Wolverhampton. Klienci byli niezadowoleni też z nieudanej strony internetowej firmy.

– Kupienie biletu to prawdziwa sztuka. Wyszukiwarka stacji składa się z mikroskopijnej mapy, którą trzeba ściągnąć na komputer. Aplikacja mobilna prawie nigdy nie działa – narzeka Karolina. Na szczycie listy punktualnych przewoźników były C2C, Chiltern Railways i Merseyrail. Tylko 7 proc. pasażerów tej ostatniej linii kursującej głównie w okolicach Liverpoolu, kiedykolwiek spóźniło się. – Myślę, że wszyscy przewoźnicy mogliby się od nas uczyć. Fakt faktem, że legendarny brak opóźnień uzyskiwany jest przez dość duże wymagania i targety w stosunku do załogi, ale cóż. Przynajmniej wiem, że pracuję u najlepszych – zauważa 30-letnia Monika z Liverpoolu, konduktorka jednego ze składów.

Taksówki na szynach

Za najlepszego przewoźnika kolejowego uznano Grand Central. Niewielka firma dysponuje tylko kilkoma pociągami, a w ciągu dnia zaledwie cztery razy jeździ do Bradford i pięć razy z Londynu do Sunderland. Pasażerowie najbardziej docenili fakt, że przewoźnik jest niezawodny, nigdy się nie spóźnia, a w jego pociągach jest czysto. Coś w tym musi być, bo w innym badaniu, tym razem przeprowadzonym na zlecenie National Rail, do Grand Central trafiło 95 proc. pozytywnych ocen. – Nawet logo i same czarne pociągi wyglądają po prostu cool. To trochę takie taksówki na szynach – zauważa 31-letni Andrzej, grafik komputerowy z Londynu. Na drugim miejscu zestawienia był Hull Trains, równie mała firma, która dysponuje identyczną liczbą siedmiu pociągów i codziennie jeździ ze stolicy do Hull. Pozytywne oceny za punktualność, czystość i niezawodność wystawiło 73 proc. pytanych.

Gorsi się cenią

Z najlepszym przewoźnikiem pojedziemy z Doncaster do Londynu już od 10,40 funta, a średnia cena biletu wynosi trzy razy więcej. Za przejechanie podobnego dystansu (ok. 285 km) z Birmingham do Holyhead na pokładzie nisko ocenianego Arriva Trains Wales zapłacimy w promocji 20 funtów, a na co dzień 51,40 funta. Dodatkowo w ciągu ostatnich pięciu lat ceny u tego ostatniego wzrosły ogólnie o 20 proc., a w połowie zeszłego roku – o kolejne 2,5 proc. Jak widać, koszt biletu to wciąż ważny czynnik wpływający na ocenę przewoźnika kolejowego.

– Pociągi są w Wielkiej Brytanii bardzo drogie. Konkurencja niby jest duża, ale na niektórych trasach bilet kosztuje drożej niż… samolot do Polski i z powrotem. Mam nadzieję, że z czasem firmy trochę obniżą ceny, bo na razie pociągi są tylko dla bogaczy – przyznaje 30-letni Damian, londyński cieśla, który co weekend jeździ do rodziny na północy kraju. – Nie mam wysokich wymagań odnośnie pociągu, poza tym, żeby dojechał na miejsce mniej więcej o czasie – dorzuca 42-letnia Milena, trenerka sportowa z Birmingham. – Za dobrą cenę mogłabym pojechać nieco brzydszym pociągiem. Niestety, najczęściej jakość nijak się ma do zawsze wysokiej ceny i słono płacić trzeba niezależnie od poziomu usług – narzeka.

Złe stopnie

W całym kraju najgorzej oceniliśmy Southeastern, a także Tameslink and Great Northern, które dostały 46 proc. głosów. Badani narzekali, że w zamian za dość wysoką cenę otrzymują rzadkie, średniej jakości połączenia, na które często trzeba czekać. – Przykro nam, jeśli nie spełniamy wymagań niektórych pasażerów. Nie życzymy nikomu długiego oczekiwania na pociąg i innych zakłóceń podróży. Ogólnie jednak satysfakcja klientów od ostatniego badania wzrosła. Zdajemy sobie jednak sprawę, że moglibyśmy jeździć częściej i bardziej punktualnie – oświadczyli przedstawiciele Tameslink and Great Northern w odpowiedzi na wyniki badań.

Sposób na spóźnienia

A co robić z niesolidnymi przewoźnikami? Skargę na bród czy niewygodę można zwykle wysłać pocztą, złożyć telefonicznie lub zamieścić na stronie internetowej. Nie każdy wie, że zawsze gdy pociąg się spóźni lub zostanie odwołany, możemy też zwrócić bilet i odzyskać pieniądze (to dotyczy też miesięcznych czy rocznych!), a gdy  spóźnienie wyniesie powyżej godziny, możemy dostać z powrotem nawet połowę ceny biletu, chyba że opóźnienie powstało z powodu ważnych, niezależnych od operatora zdarzeń, jak np. ekstremalnie zła pogoda i pod warunkiem, że bilet nie został kupiony w promocji Advanced fares.

Dla zasady

Staranie się o zwrot to jednak u niektórych operatorów wciąż żmudne zadanie – bilety trzeba odesłać pocztą, poczekać na zwrot parę tygodni, a zamiast pieniędzy dostaniemy vouchery na kolejny bilet. – To sposób, żeby zniechęcić nas do zgłaszania się po zwrot. Komu będzie się chciało chodzić na pocztę? Gdyby jednak wszyscy odbierali odszkodowania, jakość kolei poprawiłaby się natychmiast, bo operatorom zwyczajnie by się nie opłacało spóźniać – tłumaczy 24-letni Marcin z Cambridge, student ostatniego roku prawa, który o zwroty ubiega się dla zasady. Niektórzy przewoźnicy zwracają pieniądze nawet wtedy, gdy opóźnienie wyniosło tylko 30 minut i powstało nie z ich winy. Należą do nich CrossCountry, East Midlands Trains, Greater Anglia, Great Northern, Southeastern, Southern, Thameslink, Virgin Trains East Coast i Virgin Trains. Jest więcej dobrych wiadomości: rząd zapowiada, że od tego roku zamiast długiego czekania na voucher dostaniemy zwrot środków prosto na konto bankowe.

Najładniejsze dworce

Ogólnie jednak brytyjska kolej na tle europejskiej oceniana jest wysoko, zajmując ósme miejsce na 25 możliwych. Okazuje się bowiem, że flagowa szybka kolej w rodzaju francuskiego TGV to nie wszystko, a Niemcy czy Francuzi pociągi lokalne oceniali niżej niż Brytyjczycy swoje linie kolejowe. Z kolei Skandynawowie, Duńczycy czy Holendrzy zazdroszczą nam – ich zdaniem – bardzo przystępnych cen przejazdów. Przykładowo w Szwecji przejazd na trasie ok. 100 kilometrów może kosztować 30 funtów lub więcej. Niemal najwyżej w Europie oceniliśmy też nasze dworce i nie ma się czemu dziwić, bo wśród nich są te kultowe perełki architektury, jak King’s Cross czy Paddington.

Śnieg przez okno

Jak na tym tle wypada Polska? Niestety, bardzo źle. Choć został zakupiony szybki pociąg Pendolino i ruszyły wreszcie remonty torów za unijne pieniądze, to jednak ogólny obraz kolei raczej przygnębia. W badaniu europejskiej kolei zajęliśmy trzecie miejsce od końca, wyprzedzając tylko Portugalię i Bułgarię. – Jechałem dwa miesiące temu pociągiem ze Szczecina do Warszawy. W jednym wagonie przez szpary w zamkniętym oknie padał śnieg, w drugim było gorąco jak w saunie. Spóźnienie? Tylko godzinka – ironizuje 28-letni Oliver, student z podwarszawskiego Piaseczna. Wysłużone składy, słabe bezpieczeństwo i za rzadkie połączenia – to największe zarzuty wobec polskiej kolei. Inne to niska prędkość, brud, hałas, duże opóźnienia i nietypowe trasy, jakie oferuje często internetowa wyszukiwarka połączeń na stronie narodowego przewoźnika (np. podróż z Warszawy do Szczecina przez… Gdańsk). Jak widać, narzekając na brytyjskie pociągi, musimy pamiętać, że mogło być znacznie gorzej.