Start Wiadomości Być fit. Moda czy konieczność?

Być fit. Moda czy konieczność?

800
0

W dzisiejszych czasach szczupła sylwetka, karnet na siłownię oraz aplikacja do pomiarów osiągnięć sportowych w telefonie komórkowym zaczęła być elementem wizerunku. Moda czy konieczność?

W klasyfikacji medalowej Letnich Igrzysk Olimpijskich, które odbyły się w 2012 r. w Londynie, Wielka Brytania znalazła się na 3. miejscu, zdobywając 65 medali, podczas gdy Polska zajęła 30 pozycję. Ale jeśli przyjrzeć się przeciętnemu Smithowi czy Kowalskiemu, to nasuwa się pytanie, która nacja jest bardziej wysportowana i jak wygląda sport rekreacyjny w obu krajach?

– Obserwowałam grupę młodych Brytyjczyków, którzy grali w siatkówkę, a raczej w grę, która miała ją przypominać. 20-latkowie nie mieli pojęcia o technice odbijania piłki, ani o podstawowych zasadach gry – opowiada Edyta Małecka z Sheerness. – Kiedy potem z nimi rozmawiałam, okazało się, że w szkole na zajęciach z wychowania fizycznego nigdy nie uczyli się siatkówki – wyznaje.

Dla 37-letniego Tomasza Wani przeprowadzka z Londynu na wieś w okolice Meopham miała być nieszczęściem. – W Londynie należałem do klubu piłkarskiego i działałem jako sędzia, ponieważ mam odpowiednie kwalifikacje. Myślałem, że wyjazd na wieś będzie oznaczał mój koniec z hobby. Okazało się, że w mojej małej miejscowości aktywnie działa klub zrzeszający młodzież z okolicznych wsi, który prowadzi regularne rozgrywki. Są specjalistyczne boiska z pełnym wyposażeniem, siłownia, a nawet klubowe stroje. Więc nadal w weekendy sędziuję mecze. Szkoda, że w Polsce w mniejszych miejscowościach tego brakuje – żałuje Polak.

– To dziwne, że w kraju z Wimbledonem przeciętny Brytyjczyk jest mniej sprawny i wie mniej na temat sportu niż statystyczny Polak, jak wynika z mojego doświadczenia – zaznacza Mariusz Januła, instruktor tenisa. – Czasem jestem zdziwiony poziomem, jaki reprezentują moi brytyjscy podopieczni, którzy twierdzą, że od lat trenują tę dyscyplinę, a mają braki w podstawach. Polacy, których uczę, wypadają na ich tle o wiele lepiej – przyznaje.

Fitness terror?

„Jak widzę w mediach Chodakowską czy Lewandowską to dostaję wysypki. Czy każda kobieta musi wyglądać jak kulturystka, a zamiast pocić się godzinami w klubie nie może sobie po prostu iść na spacer?” – zżyma się Kami1 na forum polonijnym.

Psychologowie twierdzą, że nasz wygląd już dawno przestał być sprawą prywatną, a stał się kategorią. Osoby, które nie są szczupłe i wysportowane, są natychmiast wykluczane. Istnieje społeczne przyzwolenie, by doradzać osobie z nadwagą co powinna zrobić, jaką dietę stosować i jakie ćwiczenie wykonywać. Doradzającym nawet nie przychodzi do głowy, że ktoś może dobrze czuć się ze swoją wagą i nie zamierza walczyć o szczupłą sylwetkę.

Dlatego dzisiejsze czasy są trudne dla kobiet, które nie chcą poddać się „kulturze fitness”, uważając, że świetnie czują się w swoim „puszystym” ciele. Z drugiej strony ruch „jestem gruba/y i dobrze mi z tym” z USA dotarł już do Europy. Akceptacja tłuszczu wydaje się być odpowiedzią na dyskryminację osób otyłych. Jak mówi dziennikarka Bryony Gordon z „The Telegraph”: „Dopóki nie muszą mnie wyciągać z domu dźwigiem, to mój biznes”.

– Osoby otyłe powinny pamiętać, że za ich problemy zdrowotne płacą wszyscy podatnicy. Dlatego irytuję się, gdy widzę jak ktoś na własne życzenie marnuje swoje zdrowie, a ja mam ponosić koszty jego leczenia – zaznacza 43-letni Damian z Ashford, miłośnik koszykówki i kolarstwa. – Jakoś nikt palaczowi stojącemu przed pubem nie doradza, gdzie ma się zgłosić, by rzucić palenie, choć choroby wywołane przez ten nałóg kosztują podatników krocie. A mnie co jakiś czas ktoś sugeruje dietę – skarży się 22-letnia Charlotte nosząca rozmiar 24.

Czym skorupka za młodu

– Pamiętam w-f w klasach 1-3 jako nudy: podawanie woreczków, zabawy obręczami, skoki przez skakankę. Dopiero od 4. klasy była prawdziwa nauka dyscyplin sportowych: gier zespołowych, lekkoatletyki, gimnastyki – wspomina Damian. – Były pytania z budowy oszczepu, wymiarów boiska do siatkówki czy reguł gier. Trenerzy wałkowali nas jak mogli. Natomiast w szkole moich dzieci w-f to jakieś nieporozumienie – zauważa.

Okazuje się, że w Wielkiej Brytanii w szkołach podstawowych zajęcia z tej dziedziny prowadzą nauczyciele klas uczący też wszystkich pozostałych przedmiotów. – Na lekcje w-fu nauczycielka zmienia szpilki na trampki, bierze gwizdek i idzie na boisko. Nie ma zmiłuj, wszyscy ćwiczą. Bardzo rzadko zdarza się, by dzieci były zwalniane z zajęć wychowania fizycznego przez rodziców. W programie nauczania nie ma typowych dyscyplin sportowych, które znamy z polskich szkół podstawowych – koszykówki czy siatkówki. Są elementy hokeja, krykieta czy tenisa, jednak w podstawowym zakresie. Natomiast odpłatnie proponowana jest szeroka gama zajęć sportowych i ruchowych, nawet w bardzo małych miejscowościach. Dzieci mogą ćwiczyć balet, pływanie, jazdę konną czy gimnastykę artystyczną. Popularne są kluby piłki nożnej, krykieta czy rugby – podkreśla Agnieszka Adamek, nauczycielka ze szkoły podstawowej w Northfleet.

– Z drugiej strony można zaobserwować, że lekcje w-fu są traktowane trochę po macoszemu – podkreśla Elżbieta Poremska, absolwentka wychowania fizycznego, teacher assistant w szkole w Gravesend. – Zwykle nauczyciel musi zapanować nad trzydzieściorgiem dzieci płci obojga, więc wprowadza proste gry i zabawy. Nie widziałam, by dzieci miały rozgrzewkę, część główną i ćwiczenia rozluźniające na koniec. Nie widziałam też, by dzieci uczono techniki skoku w dal, serwisu w siatkówce czy dwutaktu. Poza tym w Polsce dzieci mają więcej godzin wychowania fizycznego. W Anglii jest to raptem dwa razy w tygodniu po 30 minut – zaznacza.

– Nie ma przymusu. Nauczyciele zachęcają do uprawiania sportu, ale jeśli ktoś ma kiepskie wyniki, to trudno. Nie ma „zaliczania” rzutu, skoku czy biegu – wyjaśnia Łukasz z Dartford Grammar School for Boys. – Wiosną zwykle są dni sportu i wtedy organizowane są zawody lekkoatletyczne – opowiada.

W szkołach ponadpodstawowych zwykle wybiera się co sprawniejszą młodzież do szkolnej drużyny. – Ale to się już wiąże z większym zaangażowaniem, dodatkowymi treningami w weekendy i nie każdy ma na to ochotę – podkreśla 18-latek.

Statystyki kłamią?

Jeśli spojrzeć na badania statystyczne cytowane przez British Heart Fundation „Frequency of adults exercising or playing sport by country, EU 2013” Wielka Brytania plasuje się powyżej średniej europejskiej, podczas gdy Polska jest w niechlubnej czołówce, obok Bułgarii, Malty, Czech, Włoch i Austrii. A w sprawdzianie „Procent osób dorosłych spacerujących mniej niż 10 minut podczas jednorazowej aktywności” zajmujemy niesławne drugie miejsce w Europie, tuż po Cyprze, podczas gdy UK znajduje się na drugim końcu tabeli.

Fachowcy jednak twierdzą, że w Polsce podejście do sportu zmienia się w ostatnich latach. Panuje wręcz moda na sport, rośnie sprzedaż sprzętu sportowego, kluby fitness nie narzekają na brak klienteli, a na ulicach coraz częściej można zderzyć się z biegaczem zapatrzonym w wynik pomiaru tętna na specjalnym zegarku.

Zmiany te dotyczą co prawda osób z dużych miast, młodych, wykształconych o dochodach powyżej średniej. Reszta populacji nie rysuje się tak różowo. Z ubiegłorocznego badania GUS wynika, że na przestrzeni roku udział w jakichkolwiek zajęciach sportowych zadeklarowało ok. 46 proc. respondentów, z czego tylko 20 proc. uczestniczyło w nich regularnie. Ulubione sportowe rozrywki to – według deklaracji – jazda na rowerze, pływanie, piłka nożna i siatkówka. Mężczyźni ćwiczyli częściej niż kobiety (49 do 43 proc.). Bardzo aktywna była jedynie garstka: trzy do pięciu razy w tygodniu ćwiczyło ok. 11 proc. badanych. Dlatego na tle Europy wypadamy blado. Podczas ubiegłorocznych badań Eurobarometru gorsi od nas okazali się jedynie Węgrzy, Włosi, Portugalczycy, Bułgarzy i Grecy.

Ale warto też spojrzeć na badania przeprowadzone przez Urszulę Kaźmierską z PUNO oraz Michała Spiesznego z AWF w Krakowie, którzy przebadali sprawność motoryczną 10-12-letnich dzieci z polskich rodzin mieszkających w Londynie na tle rówieśników mieszkających w Polsce. Ich wyniki mówią, że dziewczęta z Londynu wyraźnie ustępowały poziomem analizowanych zdolności motorycznych rówieśniczkom z polskiej grupy porównawczej. Za niski poziom sprawności motorycznej badanych dzieci z Londynu nie można jedynie obwiniać szkoły. Uwidacznia się tu znaczne zróżnicowanie aktywności ruchowej, określane mianem stylu życia rodziny.

Badanie wykazało ponadto, że wystąpiły także wyraźne różnice w zakresie składu ciała pomiędzy dziećmi z rodzin polskich mieszkających w Wielkiej Brytanii a badanymi w kraju. U 11- i 12- letnich dziewcząt i chłopców z Londynu znacząco większy niż u rówieśników z polskiej grupy porównawczej był udział masy tłuszczu w ogólnej masie ciała. Dzieci mieszkające w Londynie, choć nie ustępowały poziomem wysokości i masy ciała rówieśnikom z Polski to charakteryzowały się znacznie niższym poziomem sprawności motorycznej, co szczególnie widoczne było w zakresie szybkości, wytrzymałości siłowej, a także siły eksplozywnej i gibkości.

(Nad)waga problemu

– Należy też pamiętać o problemie otyłości wśród najmłodszych – sugeruje Agnieszka Adamek. – Dzieci z nadwagą nie mają zazwyczaj ochoty na wysiłek fizyczny – obserwuje. Jak wynika z raportu NHS (National Health Service 2012: 23) z 2012 r., troje na dziesięcioro chłopców i dziewcząt w Wielkiej Brytanii w wieku 2-15 lat zostało zaklasyfikowanych jako posiadających nadwagę lub otyłych (31 proc. i 29 proc.) – podobny wynik odnotowano w 2009 r. – 31 proc. i 28 proc.

Brytyjskie dziewczęta zajmują pierwsze miejsce w europejskiej tabeli, jeśli chodzi o procent osób otyłych i z nadwagą. Jedna na cztery mieszkanki Wielkiej Brytanii w wieku 18-24 lat ma nadwagę lub jest otyła. Dla porównania: 12,7 proc. Francuzek, 14,4 proc. Hiszpanek, 9,3 proc. Włoszek i zaledwie 8 proc. Rumunek ma kłopoty z dodatkowymi kilogramami.

W Polsce niepokojące statystyki dotyczą najmłodszego pokolenia: 17 proc. dzieci w wieku 11-15 lat ma nadwagę, a co gorsze – to dwukrotnie więcej niż w 2011 r. Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie. – Odnoszę wrażenie, że w latach 70.-80., czyli w latach mojej młodości, poziom ogólnego usportowienia dzieci i młodzieży był wyższy. Grupy chłopaków i dziewczyn biegały za piłką lub grały choćby w gumę. Dziś siedzą nad tabletami i tyją – podsumowuje Damian.

Dlaczego nadmiarowe kilogramy są takie groźne? W organizmach pozbawionych ruchu zachodzą procesy patologiczne, organizmy te chorują i szybciej się starzeją. Bezruch powoduje zanik aktywnych tkanek, nerwów, mięśni, narządów wewnętrznych, zmniejsza dopływ tlenu, zwalnia przemianę materii. W okresie wzrostu brak ruchu powoduje jego zahamowanie, nieharmonijny rozwój ciała (wady postawy), kalectwo z następstwami psychofizycznymi. Ujemnie wpływa też na rozwój kośćca. Z kolei otyłość powoduje niechęć ruchową. Osobnicy otyli charakteryzują się niewiarą we własne siły, poczuciem niższości, nieśmiałością, zazdrością, znudzeniem i osamotnieniem. Ujawniają więcej cech wskazujących na ich niedostosowanie społeczne. Konsekwencje społeczne i psychiczne tego zjawiska mogą być równie groźne jak konsekwencje fizyczne.

Pamiętać przy tym należy, że ok. 80 proc. otyłych nastolatków pozostanie otyłymi w wieku dorosłym, o czym mówi raport UNICEF z 2013 r. – Aktualne dane dot. występowania nadwagi i otyłości u dzieci i młodzieży wskazują na to, że przybiera ona rozmiary światowej epidemii – podkreślają Kaźmierska i Spieszny.

Warto ćwiczyć?

– Uwielbiam biegać – przyznaje 31-letnia Eliza z Northfleet. – Zaczęło się od tego, że chciałam zrzucić parę kilo po ciąży. Najpierw była męka i zadyszka, a potem szybko pokochałam tę wieczorną godzinę tylko dla mnie – zwierza się. Eliza biega od dwóch lat, raczej rekreacyjnie, choć przyznaje, że chętnie spróbowałaby swoich sił w Maratonie Londyńskim. – Tej przyjemności, radości i euforii w czasie biegu nie da się porównać z niczym innym – podkreśla Polka.

Dla 24-letniej Alicji z Pruszkowa nadwyrężenie stawu kolanowego było powodem do rozpaczy. – Musiałam przez 10 dni zrezygnować z ćwiczeń na siłowni, którą pokochałam. Wystarczyło tylko, że dostrzegłam pierwsze efekty regularnych ćwiczeń: płaski brzuch, szczuplejsze uda, mocniejsze ramiona i zaczęłam chodzić 5-6 razy w tygodniu. No i przetrenowałam – przyznaje.

Specjaliści od wielu lat podkreślają, że regularny wysiłek fizyczny jest dla nas absolutnie zbawienny: poprawia kondycję i samopoczucie, pozwala uwolnić się od stresów, usprawnia funkcjonowanie serca, płuc, mięśni kończyn, poprawia krążenie, obniża poziom złego cholesterolu, zapobiega rozwojowi osteoporozy. Osoby uprawiające sport są znacznie mniej narażone na udar, cukrzycę, nadciśnienie, a nawet niektóre nowotwory, demencję czy chorobę Alzheimera.

Dziś wręcz mówi się, że praca siedząca jest tak szkodliwa jak palenie papierosów. W ciągu jednego tygodnia pracy siedzimy przez 65 godzin, a tylko trzy godziny dziennie poświęcamy na aktywności w pozycji stojącej. Zwiększa to ryzyko śmierci nawet o 40 proc.!

Z kolei korzyści z aktywności fizycznej przekładają się też na… zarobki. Osoby wysportowane zarabiają o 5-15 proc. więcej niż ich nieaktywni koledzy. Badania te przeprowadziła jedna z ośmiu prestiżowych uczelni w USA, Cornell University. Specjaliści od HR-u zakładają, że jeśli kandydat ma sportowe pasje, będzie punktualny i zdyscyplinowany, a co za tym idzie, na pewno lepiej zorganizuje sobie pracę niż człowiek, który nie ćwiczy i ma problemy z wagą.

Należysz właśnie do tej grupy, która ma problemy z oponką na brzuchu, a siłownie omija szerokim łukiem? Okazuje się, że nie jesteś w tym osamotniony. Już pięć lat temu „The Independent” opisał, że brytyjskie Ministerstwo Obrony przyznało, iż ponad 30 proc. żołnierzy, od których wymaga się przecież sprawności, zmaga się z nadwagą.

Sprawdź, czy powinieneś więcej ćwiczyć?

Test Minimalnej Sprawności Fizycznej Krausa Webera to sprawdzian siły mięśni. Niewykonanie choćby jednej z prób jest sygnałem, że powinieneś poświęcać więcej czasu na ćwiczenia.

  • Siła mięśni brzucha i lędźwi – z leżenia tyłem z ustaleniem stóp i uchwytem karku – przejście do siadu prostego.
  • Siła mięśni lędźwi i dolnych mięśni brzucha – z leżenia tyłem z uchwytem karku – wznos wyprostowanych nóg wzwyż o 20 cm i wytrzymanie w tej pozycji przez 10 sekund.
  • Siła górnych mięśni grzbietu – w leżeniu przodem z przytrzymaniem stóp i chwytem karku (z kocykiem pod brzuchem) – wznos tułowia, barków i głowy do poziomu i wytrzymanie przez 10 sekund.
  • Siła dolnej części grzbietu – w leżeniu przodem z położeniem piersi na podłodze – wznos wyprostowanych nóg i wytrzymanie przez 10 sekund.
  • Gibkość stawów biodrowych (w tym elastyczność tylnych mięśni uda) – ze stania skłon tułowia w dół, dotknięcie podłogi końcami palców i wytrzymanie w tej pozycji przez trzy sekundy. Nogi w stawach kolanowych wyprostowane.