Start Wiadomości Brytyjskie pogotowie rekrutuje w Polsce

Brytyjskie pogotowie rekrutuje w Polsce

998
0
PODZIEL SIĘ

„Szukamy medycznych ratowników w Polsce, których przygotowanie do zawodu, kompetencje i doświadczenie są bardzo bliskie naszym i odpowiadają wysokim profesjonalnym standardom” – brzmi komunikat jednej z największych w Anglii publicznych służb pierwszej pomocy i ratownictwa medycznego South Central Ambulance Service (SCAS).

Podczas gdy partie polityczne prześcigają się w obwinianiu Polaków za korki na drogach, za pobieranie zasiłków, za odbieranie pracy Brytyjczykom, za obciążanie szkół i służby zdrowia, ta ostatnia szuka pracowników właśnie wśród imigrantów.

Tradycją wśród polityków stało się zrzucanie całego zła na imigrantów. Na szczęście rynek pracy w Wielkiej Brytanii na imigrantów czeka jak na zbawienie. Biznes pieniądze ma z przedsiębiorczości, a nie z politycznego gadania jak było, jak jest i jak być powinno.

Kilkanaście dni temu zawrzało po tym, jak firma Next zanim zaczęła zatrudniać Brytyjczyków, ogłosiła poszukiwania w Polsce. Zresztą podobnych przedsiębiorstw w

Wielkiej Brytanii jest znacznie więcej; magazyny Tesco obleganie są przez Węgrów, Słowaków, Litwinów i Polaków. Zresztą w piekarniach, fabrykach, magazynach odzieżowych, sklepach i wielu innych branżach w Zjednoczonym Królestwie jest podobnie. Dlaczego? Odpowiedź, której nie chcą słyszeć politycy jest prosta: rynek!

Tymczasem, jak informuje Polska Agencja Prasowa: „Pogotowie działające w czterech hrabstwach (Berkshire, Buckinghamshire, Hampshire i Oxfordshire) ma 220 nieobsadzonych etatów dla ratowników i techników oraz 70 stanowisk pracy dla ich pomocników. Rzecznik SCAS cytowany przez agencję Press Association (PA) przyznał, że braki zatrudnienia firma uzupełnia pracownikami kierowanymi przez agencje.”

Zdaniem związkowców UNISON, brytyjskie pogotowie narzeka na brak pracowników, ponieważ pogarszają się tam warunki pracy i narasta stres. To z kolei działa na zatrudnionych zniechęcająco. W ich mniemaniu rekrutowanie za granicą to tylko rozwiązanie na chwilę, natomiast właściwym podejściem do problemu powinno być zwiększenie nakładów finansowych na szkolenia.

Z UNISON należy się zgodzić, ale tylko w jednej kwestii, a mianowicie w tej, że brak rąk do pracy wiąże się z gorszymi warunkami pracy i stresem. Tylko jak to się dzieje, że to nie przeszkadza polskim pracownikom, a w każdym razie nie tak bardzo?

Wydaje się, że żadne większe nakłady na szkolenia tutaj nie pomogą, chyba, że mówimy o większej pensji dla wszystkich pracowników, a w dalszej kolejności dla związkowych działaczy, polityków, a nie odwrotnie.

Damian Biliński

OpenMagazyn.pl