Start Wiadomości Brytyjska służba zdrowia w kryzysie?

Brytyjska służba zdrowia w kryzysie?

153
0
PODZIEL SIĘ

Przepracowanie, nałogi, brak czasu. To codzienność lekarzy i pielęgniarek. Na co jeszcze się skarżą?

Ponad milion mieszkańców Wysp skarży się na problemy ze zdrowiem wywołane pracą. Głównie chodzi o zaburzenia psychiczne, ale też zwyrodnienia kości, mięśni i stawów czy choroby skóry. W dużej mierze dotyka to osób zatrudnionych na najniższych stanowiskach, takich jak prace rolne czy sprzątanie. Jest jednak jedna wyjątkowa branża, w której nawet osoby zarabiające bardzo dobrze, na co dzień narzekają na zdrowie. Jak na ironię, chodzi o służbę zdrowia. – Przede wszystkim wieczne przemęczenie, często bóle mięśni, kręgosłupa – wylicza 37-letnia Marzena, starsza pielęgniarka z Birmingham. – Na co dzień muszę być pomocna dla wielu ludzi i pracować w napięciu i zgiełku. Po pracy „wyłączam się”. W wolne dni nie lubię wychodzić z domu ani z nikim rozmawiać. To taka regeneracja – opowiada.

Mają dosyć systemu

Wśród ludzi pracujących w służbie zdrowia takie problemy są powszechne. Objawy wyczerpania są rozmaite. W jednym z badań 2 z 3 anestezjologów skarżyło się na rozczarowanie pracą, strach o bezpieczeństwo pacjentów, zmęczenie i wypalenie zawodowe. Na forach, w badaniach i rozmowach lekarze opisują dni, w czasie których z braku czasu nic nie jedli ani nie pili. Skarżą się też na to, że muszą zostawać po pracy (większość co najmniej 2 godziny przez ostatni miesiąc). Już w czasie stażu w szpitalu, gdy teoretycznie powinni się tylko uczyć, dostają 6 dodatkowych dni pracy w miesiącu, bo nie ma ich kto zastąpić. – Mam dosyć tego systemu – powiedział badaczom jeden z anestezjologów. – Nie ma czasu ani miejsca, żeby cokolwiek zjeść. Muszę przychodzić wcześnie do pacjentów, a wychodzę później, żeby się upewnić, że są bezpieczni. Kocham moją pracę, ale wymaga się ode mnie coraz więcej, dając w zamian coraz mniej – tłumaczył jeden z lekarzy. Wielu skarżyło się też na brak czasu dla rodziny, a nawet kłopoty w związku czy w relacjach z dziećmi wywołane pracą. To samo mówią pielęgniarki. – Dzieciom nie da się wytłumaczyć, że trzeba zostać po pracy lub że miałam trzy nocne zmiany pod rząd, więc nie dam rady odprowadzić je do szkoły. „To powiedz szefowi, że nie przyjdziesz!” – radzą. Nie da się, bo szef mi nic nie każe – to tylko poczucie obowiązku mnie męczy, gdy w szpitalu jest nawał pacjentów, a ja ich nie mam z kim zostawić. Znajomi, którzy pracują w biurze, nie mają pojęcia, przez co przechodzę – tłumaczy Marzena.

Lekarz, który pije

Wielu przedstawicieli personelu medycznego skarży się na kłopoty ze zdrowiem. Od przemęczenia, przez nerwicę, aż po większą niż tradycyjna, skłonność do nałogów. Szczególnie to ostatnie może dziwić – w końcu lekarze powinni najlepiej wiedzieć, czym grozi palenie, picie czy zażywanie środków stymulujących. Mimo to właśnie wśród tej grupy zawodowej stanowi to poważny problem. I wydaje się, że występuje on niezależnie od narodowości czy kraju. Można się o tym przekonać choćby oglądając film „Bogowie”, gdzie słynny chirurg Zbigniew Religa – podobnie jak w życiu – na planie niemal nie rozstaje się z papierosem i kieliszkiem. Według Sick Doctors Trust – organizacji założonej przez lekarza, który po 20 latach wyszedł z alkoholizmu, co szósty z brytyjskich doktorów na którymś etapie życia nadużywał alkoholu. Jak widać na przykładzie 31-letniej lekarki z Leeds Emily Heinzman, paradoksalnie rodzaj ich pracy może znacznie ułatwiać im ukrywanie nałogu. Kilka lat temu pacjenci weszli do gabinetu pani doktor, gdy minęła godzina, na którą wyznaczono pierwszą tego dnia wizytę. W środku zastali kompletnie pijaną, wciąż śpiącą od poprzedniej nocy lekarkę otoczoną pustymi butelkami. Okazało się, że nałóg ukrywała latami, bo potrafiła dobrać idealne lekarstwa, by codziennie zlikwidować drżenie rąk, stany lękowe czy ból głowy. Leki pozyskiwała podrabiając recepty. Lekarze mogą więc łatwo zamaskować objawy choroby. Jednocześnie trudno jest im poprosić o pomoc. Pojawia się wstyd, a także obawa o utratę pracy czy zablokowanie zawodowego rozwoju.

Warto prosić o pomoc

Rosnąca liczba pacjentów i coraz mniejsza liczba chętnych do pracy sprawia, że NHS robi co może, by zatrzymać medyków w zawodzie. Już niedługo ma powstać narodowy program pomocy lekarzom z problemami emocjonalnymi wywołanymi pracą. Z badań przeprowadzonych w szpitalach wynika, że niektórzy z nich cierpią na objawy podobne do zespołu stresu pourazowego, na który zapadają zwykle żołnierze. GP Health Service ma zapewnić lekarzom rodzinnym darmową i poufną terapię, również w przypadku problemów z alkoholem czy narkotykami. Z kolei lekarze, którzy porzucili pracę, będą namawiani na powrót do zawodu. Poza spotkaniami na żywo można będzie porozmawiać ze specjalistą poprzez Skype, zadzwonić lub użyć aplikacji, co ma ułatwić sięganie po pomoc nawet w krótkich przerwach pomiędzy kolejnymi pacjentami. Wszystko to dlatego, że dziś tylko 1 na 10 uczniów szkoły medycznej, po ukończeniu kursu, planuje pracować w szpitalu na pełen etat. Jako powody podają najczęściej zbyt dużą intensywność obowiązków i obawę przed wypaleniem. Coraz więcej też rozważa wyjazd do Australii czy innego kraju lub przeniesienie się do prywatnej kliniki.

Lekarz siłuje się z pacjentem

Obawy studentów są słuszne, bo coraz częściej doświadczeni lekarze nie wytrzymują napięcia. W zeszłym roku „Telegraph” opisywał historię 43-letniego dr. Martina Thom, który pobił na ulicy jednego z pacjentów. Powód? Wszystkie karetki były zajęte, więc został wysłany do pijanego pacjenta w pojedynkę. Tego dnia był wykończony i miał dosyć siłowania się z pijanym mężczyzną w celu przeprowadzenia badania. „The Guardian” opisywał ostatnio historię 27-letniej pielęgniarki Stacey, która po zaledwie kilku latach na oddziale intensywnej terapii musiała odejść z zawodu. Gdy zaczynała, na oddziale było 20 sióstr, pod koniec, choć pacjentów przybywało, pracowało już tylko 11 osób. – Nie byłam w stanie zajmować się wszystkimi naraz. Czasem czyjś stan się nagle pogarszał, a ja nie mogłam nawet do niego podejść, bo miałam innych pacjentów. Gdy był szczególnie duży ruch, na oddział obserwacyjny przywożono pacjentów z całego szpitala, dla których nigdzie indziej nie było miejsca. Niektórym nie mogłam nawet pomóc, bo nie mam odpowiedniego przygotowania do radzenia sobie z ich problemami – tłumaczyła.

Pielęgniarki uczą się norweskiego

Nic dziwnego, że w ogłoszeniach o pracę może przebierać personel medyczny z Polski, dla którego wynagrodzenia na Wyspach to wciąż kusząca oferta, nawet pomimo dużej ilości obowiązków. Zapotrzebowanie na polskie pielęgniarki jest jednak w całej Europie. Najłatwiej jest w Zjednoczonym Królestwie czy w Irlandii ze względu na język, ale inne kraje robią co mogą, by przyciągnąć do siebie tę grupę zawodową. Kilka działających w Polsce agencji pracy oferuje darmowe kursy języka norweskiego lub szwedzkiego dla tych, którzy zastanawiają się nad wyjazdem. – Mamy oferty pracy dla lekarzy, stomatologów oraz pielęgniarek. Są one połączone z bezpłatnym kursem języka szwedzkiego przygotowującym do podjęcia pracy dla tych osób, którzy przejdą rekrutację i podpiszą umowy ze szwedzkimi pracodawcami – mówi Monika Ziegler z jednej z takich agencji pracy.Coraz więcej pracy

Jednym z nielicznych europejskich krajów, które praktycznie nie robią nic, by przyciągnąć polski personel medyczny jest… Polska. Rząd, który ma pomysły na poprawę sytuacji w wielu innych sektorach, tu zdaje się rozkładać bezradnie ręce. Zapowiada wprawdzie reformę służby zdrowia, ale nie dodaje do niej żadnych zmian w wynagrodzeniach pielęgniarek. I tak, od 2018 roku każdy Polak ma być objęty bezpłatną opieką zdrowotną – nie tylko ten ubezpieczony, jak dziś. Dla pielęgniarek będzie to oznaczać dodatkową pracę. Już od tego roku więcej obowiązków będą mieć lekarze rodzinni, którzy dotychczas dostawali pieniądze za każdego zapisanego pacjenta, niezależnie od tego czy do wizyty faktycznie dochodziło i czy pacjent potrzebował pomocy. Teraz mają być rozliczani z ilości zabiegów i wizyt.  Sytuacja w służbie zdrowia na Wyspach do najłatwiejszych nie należy. A mimo to, raczej trudno się spodziewać, by w najbliższym czasie polskie pielęgniarki z Wysp wracały do ojczyzny.

Sonia Grodek