Start Polecane Brexit. Gdyby Brytania wyszła z Unii…

Brexit. Gdyby Brytania wyszła z Unii…

2090
0
PODZIEL SIĘ

Odsetek Brytyjczyków popierających wyjście swojego kraju z Unii Europejskiej wynosi obecnie 42 proc. – wynika z opublikowanego 3 lutego sondażu ośrodka ICM. Za pozostaniem Wielkiej Brytanii w UE opowiedziało się 41 proc. respondentów.

Po wyeliminowaniu osób niezdecydowanych wyniki wynoszą 50:50. W zeszłym tygodniu sondaż ICM wskazywał, że 52 proc. Brytyjczyków popierało pozostanie kraju w UE, a 48 proc. chciało tzw. Brexitu.

To dzieje się właśnie teraz

Zwolennicy pozostania w UE ostrzegają, że opuszczenie wspólnoty zaszkodziłoby brytyjskiej gospodarce i mogłoby zapoczątkować rozpad Zjednoczonego Królestwa, wywołując kolejne głosowanie w sprawie niepodległości Szkocji. Z drugiej strony wyjście Wielkiej Brytanii z UE wstrząsnęłoby samą Unią, pozbawiając ją drugiej co do wielkości gospodarki i jednej z głównych potęg wojskowych.

Przeciwnicy Unii twierdzą z kolei, że kraj lepiej radziłby sobie poza nią. W dniach 18-19 lutego odbył się brukselski szczyt, podczas którego wypracowano porozumienie w sprawie zmiany warunków członkostwa Wielkiej Brytanii w UE.

– Wciąż bardziej realnym wydaje się scenariusz renegocjowania zasad członkostwa, a nie całkowitego wyjścia z UE. UE wciąż czeka na jakiś bardziej zdecydowany ruch ze strony Wielkiej Brytanii, bo to w gestii brytyjskiego rządu jest wypracowanie rozwiązań, na które Bruksela się zgodzi lub nie. Szef Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker jednoznacznie i nieprzerwanie podkreśla jednak, że w ramach dyskusji o reformach są tematy nienegocjowalne, czyli cztery zasadnicze swobody rynku wewnętrznego: wolny przepływ dla osób, towarów, usług i kapitału. Pytanie więc, czy w ogóle David Cameron będzie w stanie zaproponować rozwiązania, które nie będą godziły w unijne swobody, a jednocześnie w jego mniemaniu „ochronią” brytyjski rynek pracy przed napływem siły roboczej z zagranicy – wyjaśnia Karolina Grot, analityczka z Instytutu Spraw Publicznych, think-tanku zajmującego się m.in. problemami migrantów w krajach europejskich.

Co z tym referendum?

Zgodnie z zapowiedziami premiera Davida Camerona referendum, w którym obywatele zdecydują o przyszłości Wielkiej Brytanii w Unii, odbędzie się 23 czerwca. W wywiadzie dla „Observera” wiceszef MSZ ds. europejskich w latach 2014-2015, Rafał Trzaskowski stwierdził, że jeśli brytyjscy politycy jasno nie przedstawią obywatelom faktów i konsekwencji, jakie niesie wyjście z Unii przed referendum, wiele osób zagłosuje za wyjściem ze Wspólnoty, gdyż nie będzie świadomych, jak fatalne skutki może mieć ta decyzja dla kraju i dla nich samych, m.in. nie mieliby już możliwości tak swobodnego podróżowania jak dotychczas, pracowania za granicą czy kupowania domów w innych krajach Unii. Brytyjskie firmy czekałyby nowe problemy, gdyż kraj nie miałby już wpływu na zasady rynku wewnętrznego.

Minister Trzaskowski powtórzył też, że Polska sprzeciwia się głównemu postulatowi premiera Davida Camerona – ograniczeniu świadczeń wypłacanych imigrantom w Wielkiej Brytanii przez co najmniej cztery lata po przyjeździe do Zjednoczonego Królestwa. Zdaniem Trzaskowskiego, jeśli Wielka Brytania opuści Unię, przestanie być ważnym graczem w Europie i na świecie.

Skąd się wzięła Unia?

Jak mówi Wikipedia, Unia Europejska to gospodarczo-polityczny związek 28 demokratycznych państw europejskich. Budowanie wspólnej Europy rozpoczęło się już na początku lat pięćdziesiątych XX w. Podyktowane to było chęcią wyrównania poziomów gospodarczych w poszczególnych państwach po spustoszeniach II wojny światowej i próbą wprowadzenia długotrwałego pokoju w skonfliktowanej Europie.

W ten sposób w 1952 r. powstała Europejska Wspólnota Węgla i Stali, zrzeszająca sześć państw: Niemcy, Włochy, Luksemburg, Belgię, Holandię i Francję. W 1958 r., na mocy traktatu podpisanego rok wcześniej w Rzymie, wspólnota ta przekształciła się w Europejską Wspólnotę Gospodarczą. Liczba jej członków zwiększyła się w 1973 r., gdy przyłączyły się do nich Wielka Brytania, Dania i Irlandia. W latach 80. do Unii przystąpiły Grecja, Hiszpania i Portugalia.

Po upadku komunizmu w 1989 r. przed Europą pojawiła się jedyna w swoim rodzaju okazja do prawdziwego zjednoczenia. I tak 1 listopada 1993 r. na mocy Traktatu z Maastricht do życia powołana została Unia Europejska. Główne jej cele to zapewnienie stabilności gospodarczej, bezpieczeństwa, obrony i ochrony środowiska krajom członkowskim. W 1995 r. przyjęto Austrię, Szwecję i Finlandię. Kolejnym ważnym krokiem w tworzeniu wspólnoty było wprowadzenie na terenie Unii Europejskiej jednolitej waluty. W 1999 r. rozpoczęto wprowadzanie euro w formie bezgotówkowej, a w 2002 r. w jedenastu krajach waluta ta stała się prawnie obowiązująca. Dlaczego nie wszyscy ówcześni członkowie wprowadzili w swoich krajach euro? Ponieważ każdy kraj członkowski jest suwerenny, a mieszkańcy Wielkiej Brytanii, Danii i Szwecji w przeprowadzonych w tych krajach referendach opowiedziały się za odrzuceniem wprowadzenia jednolitej waluty europejskiej.

– Pamiętam maj 2004 roku – piękna pogoda, bydgoski rynek, tłumy, szaleńcza radość, odsłonięcie pomnika „Przechodzący przez rzekę” w centrum miasta. Sześć tygodni później jechałam autobusem do Londynu na wakacje, z których tak naprawdę już nie wróciłam – wspomina 30-letnia Emilia z Lewisham. Pewnie większość z nas doskonale pamięta powód tego świętowania: 1 maja 2004 r. nastąpiło największe w historii rozszerzenie UE, wstąpiło do wspólnoty 10 krajów, czyli Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Słowenia, Malta oraz Cypr. Po nas wstąpiły także Bułgaria, Rumunia i Chorwacja, a kandydują o przyjęcie Czarnogóra, Turcja, Macedonia oraz Serbia.

Należy podkreślić, że Unia Europejska jest unikatową formą tego typu na arenie międzynarodowej mającą około 30 proc. udziału w światowym PKB. Wzrasta również rola Unii jako światowego mocarstwa w polityce zagranicznej.

Czego się boimy?

– Nie chcę się znowu pakować i wyjeżdżać. Dopiero tu osiadłam, przyzwyczaiłam się. Moja córka chodzi tu do szkoły i ma przyjaciół. I jeśli teraz Wielka Brytania wyjdzie z Unii, to co? Będą nas wyrzucać? Mam wracać do Polski? Do czego? – pyta retorycznie Ewelina Ludwicka z Cambridge.

Krzysztof wziął nadgodziny w magazynie, w którym pracuje, by dorobić i postarać się o obywatelstwo brytyjskie. – Jak już wyrobię papiery, to nikt mnie nie ruszy. Jestem tu siódmy rok i nie ma bata, żebym wyjeżdżał stąd – zastrzega 34-latek.

Tomek, który mieszka w Londynie już kilkanaście lat, pamięta czasy, gdy obowiązywały wizy studenckie. – I co? Teraz znowu je wprowadzą? – denerwuje się 43-latek. – Podobno chcieli zaoszczędzić na Unii, ale wychodzenie z niej też będzie generować potężne koszty – podkreśla.

Marta od pół roku jest właścicielką domu niedaleko Greenwich. – No chyba mnie nie wywłaszczą, jeśli Wielka Brytania wyjdzie z Unii – denerwuje się Polka.

– Jesteśmy Polakami, ale nasze dzieci urodziły się już tutaj i mają obywatelstwo brytyjskie – podkreśla Jarek Wasiak z Maidstone. – Mieszkamy tu cztery lata, więc jeszcze nie możemy starać się o obywatelstwo. A co, jeśli za rok nie będzie nas stać na opłacenie egzaminu, a Wielka Brytania wyjdzie z Unii? Będziemy mogli zostać czy każą nam wyjechać? A może zabiorą dzieci, skoro to Brytyjczycy – ironizuje 32-latek.

– 20 lat temu nie było was tylu – denerwuje się Anne-Marie, 44-latka. – Mój mąż jest Polakiem i mam wielu znajomych z Polski. Połowie z nich sama wypełniałam formularze po benefity. Jak Wielka Brytania ma was wszystkich utrzymać? Coraz niższe płace, bo chcecie pracować za grosze. Ja bym się cieszyła, jakby było tak jak kiedyś. Jednym słowem – nie potrzebujemy was tutaj aż tylu – podkreśla dobitnie Brytyjka.

Matthew pracuje jako specjalista od montażu urządzeń przeciwpożarowych. Ma 63 lata. – Dziś 40 proc. moich klientów to osoby z Europy Środkowo-Wschodniej. Niby się cieszę, że mam pracę, ale mam też poczucie utraty tożsamości i intymności. Na ulicy coraz częściej słyszę obcy język, zamiast angielskiego. A przecież niby jestem u siebie – zauważa.

Córka 58-letniej Susanne Green z Longfield wyemigrowała do Australii. – Tam jest inaczej, spokojniej. Nie ma tej niepewności. Kraj jest lepiej regulowany prawnie i nie ma niekontrolowanego napływu obcych. Nie ma też zagrożenia ekstremistami, bo i o to zadbali. A u nas nigdy nie było pod tym względem tak źle, jak teraz – przyznaje.

– Jeśli to niekontrolowany napływ imigrantów z krajów europejskich do Wielkiej Brytanii, to staje się to powoli problemem – podkreśla dr Paweł Kowalski z Uniwersytetu SWPS. – W tym momencie może przyjechać właściwie każdy. Z kolei dużym problemem wszystkich społeczeństw zachodnich jest niska dzietność i zapotrzebowanie na siłę roboczą z zewnątrz będzie rosło. Ktoś musi utrzymać starzejące się społeczeństwo – zaznacza.

Z drugiej strony niejednokrotne oskarżanie imigrantów o „żerowanie” na brytyjskim budżecie jest wyjątkowo niesprawiedliwe. Badania wykazały, że imigranci, którzy przybyli w latach 2000-2011 z dziesięciu krajów Europy Środkowej i Wschodniej wpłacili o 12 proc. więcej pieniędzy do budżetu państwa w postaci podatków niż otrzymali z niego świadczeń. Wkład wyniósł 5 mld funtów. Nieprawdą jest, że do UK przybywa tylko tania siła robocza – to ludzie młodzi, ambitni, dobrze wyedukowani. 25 proc. – tyle osób wśród imigrantów ma wyższe wykształcenie, podczas gdy średnia w Wielkiej Brytanii to 24 proc.

Co się stanie?

– Trzeba wziąć pod uwagę, że po potencjalnym wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii powstałby zupełnie nowy stan prawny – tłumaczy ekspert z SWPS-u. – I nie ma możliwości dokonać tego z dnia na dzień. Zgodnie z procedurą zawartą w traktatach okres wychodzenia musiałby trwać dwa lata. Co miałoby decydować o możliwości zamieszkania/pozostania w Wielkiej Brytanii? Wielokrotnie podkreślano, że prawdopodobnie cenzus finansowy – wyjaśnia.

To oczywiste, że trudno w krótkim czasie rozwiązać układy i struktury tworzone przez dziesiątki lat i liczyć, że da się to wypracować bezboleśnie i bez kosztów. – Niełatwo sobie wyobrazić przeprowadzenie reformy w tym zakresie od strony administracyjnej. Można przypuszczać, że musiałby być wprowadzony jakiś okres przejściowy, po którym następowałaby weryfikacja czy dana osoba wciąż ma prawo np. do podejmowania pracy (choć osobiście wykluczam taki scenariusz), czy np. korzystania z pomocy społecznej. Ograniczenia w tym zakresie wydają mi się bardziej prawdopodobne – tłumaczy Karolina Grot.

– Trudno też przewidzieć, w jaki sposób taka weryfikacja miałaby przebiegać i czy objęłaby zarówno obecnie przebywających na terenie Wielkiej Brytanii obywateli Polski i innych krajów członkowskich, czy tylko tych, którzy będą chcieli przyjechać po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE renegocjowaniu członkostwa. Być może zostaną wprowadzone przepisy, które „ochronią” prawa obywateli UE, którzy przebywają, pracują, płacą podatki itd. w Wielkiej Brytanii np. przez okres min. dwóch lat. Oczywiście, trudno w tej sprawie orzec coś na pewno – zaznacza.

Kto tak naprawdę straci?

Wyobraźmy sobie, że obywatele UK w referendum opowiadają się za wystąpieniem z Unii. Nikt nie wie, jakby to wyglądało, bo to byłby precedens. Nie wiemy też, jaki byłby status Wielkiej Brytanii. Wiadomo tylko, że nie uczestniczyłaby w instytucjach UE: nie miałaby swoich posłów w Parlamencie Europejskim ani przedstawicieli w Radzie Europejskiej, ale uczestniczyłaby dalej we wspólnym rynku. Najprawdopodobniej miałaby więc status państw należących do EFTA (Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Handlu) opartym m.in. na swobodnym przepływie siły roboczej. Podobnie jak Norwegia.

– Ekspertyzy, które powstały jak dotąd na ten temat, w tym m.in. raport brukselskiej filii Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej wskazują na to, że Wielka Brytania więcej straci na wyjściu z UE niż zyska – komentuje Karolina Grot. – Mówi się o jednoznacznej utracie przez Zjednoczone Królestwo pozycji i wagi na arenie międzynarodowej. Wystąpienie z UE zachwiałoby też Londynem jako europejskim centrum kapitałowym – oceniają ekonomiści. Niewiele mówi się natomiast o tym, jakie nastroje wewnątrz samej UE wzbudziłby taki precedens, jakim bez wątpienia byłoby wyjście Wielkiej Brytanii z UE. Abstrahując od porażki procesu unijnej integracji i pogłębienia się antagonizmów między krajami członkowskimi zwłaszcza na polu dyskusji o bilansie zysków i strat, jakie niesie za sobą swobodny przepływ osób w ramach UE, rzadko interpretuje się potencjalną decyzję Camerona w kontekście katalizatora kolejnych tak precedensowych sytuacji. Mam tu na myśli „przetarcie” szlaków innym obecnym czy przyszłym populistycznym, konserwatywnym rządom wybranych krajów członkowskich, których jak twierdzą rządzący, też skutki imigracji zaczynają uwierać, jak np. Węgry – zauważa analityczka.

Czy wiesz, że…

  • Najnowszą polityką UE jest polityka kosmiczna? Realizowana jest ona w oparciu o współpracę z Europejską Agencją Kosmiczną. Mimo że nie wszyscy członkowie UE są członkami EAK, Polska należy do jej struktur.
  • Dochody Unii Europejskiej to oprócz cła, podatku VAT i kar finansowych również procent z
  • Produktu Narodowego Brutto. Każdy kraj członkowski musi wpłacać około 0,73 proc. PNB.
  • Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii nie do końca byłoby precedensem. W 1985 r. Wspólnotę (wtedy EWG) opuściła Grenlandia, autonomiczna część Danii.