Start Wiadomości Ameryka skręca w prawo. Co to znaczy dla Europy?

Ameryka skręca w prawo. Co to znaczy dla Europy?

405
0
PODZIEL SIĘ

45. prezydent USA. Miliarder. Uważany za wizjonera, świetnego przedsiębiorcę, ale i seksistę oraz rasistę chcącego budować mur na granicy z Meksykiem. Po ogłoszeniu wyników wyborów część Amerykanów zaczęła dzwonić do psychoterapeutów. Część cieszyła się, że w końcu ktoś zrobi porządek z imigrantami.

W dzień po wyborach w sieci niezwykle popularne stało się zdjęcie zrobione krótko po tym, jak okazało się, że to Trump zostanie następcą Obamy. Trump siedzi na krześle, zamyślony, wokół niego wiwatuje tłum entuzjastów. Wielu pisało pod zdjęciem, że tak zachowuje się człowiek, który osiągnął w życiu więcej niż mógłby marzyć, a sama decyzja mogła zaskoczyć nawet jego samego. Czy tak wygląda ktoś, kto wie, że został przywódcą najpotężniejszego kraju na świecie? Jeśli do Trumpa wtedy to nie dotarło, to teraz już pewnie zdążył oswoić się z tą myślą.

Kierunek zmian

W czasie kampanii wyborczej polityk jasno wyrażał swoje poglądy, np. na temat imigrantów (zwłaszcza nielegalnych) czy zmian do jakich będzie dążył w gospodarce i podatkach. Ile z nich uda mu się wprowadzić w życie? Ciężko jest wyrokować, ale można zakładać, że w Kongresie nie będzie miał aż tak trudno jak Barack Obama, którego zdanie często było ignorowane przez kontrolowaną przez republikanów Izbę Reprezentantów. Teraz – gdy republikanie mają większość i w Izbie, i w Senacie, można się spodziewać, że i tym problemem Trump nie będzie musiał się przejmować. Można za to domniemywać, że skoro republikanie mają większość w obu izbach i mają swojego prezydenta – Amerykę może czekać spory skręt w prawo.

Prezydent Stanów Zjednoczonych ma ogromne kompetencje – dlatego też system ten nazywany jest „prezydenckim”. – Centralną postacią w systemie politycznym jest prezydent, który łączy funkcję głowy państwa i szefa rządu. Jego uprawnienia są bardzo szerokie. Jest on organem władzy wykonawczej, szefem rządu, szefem partii, stoi na czele administracji federalnej. Jest naczelnym dowódcą sił zbrojnych i posiada prawo użycia ich jak chce w czasie pokoju czy wojny. Jest głównym koordynatorem polityki zagranicznej, dysponuje prawem weta. Ogólnikowość postanowień Konstytucji pozwala w praktyce prezydentom na ich dowolne interpretowanie powodując stały wzrost kompetencji prezydenta. Wydaje się, że dziś w rywalizacji Kongres-prezydent ten drugi wygrywa – pisze na portalu spraw zagranicznych (psz.pl), Małgorzata Gogół. Dodaje też, że choć Kongres ma mniejsze uprawnienia niż prezydent, to posiada jedno ważne uprawnienie, którego prezydent nie ma – chodzi o inicjatywę ustawodawczą.

Trump jest więc w wyjątkowo komfortowej sytuacji – ma bardzo szerokie kompetencje jako głowa państwa, ale ma też wsparcie Kongresu. Można się zatem spodziewać, że jego propozycje ustaw – jako „promotora ustaw” – będą miały spore szanse na wejście w życie.

Mur i Rosja

Kilka dni po ogłoszeniu wyników wyborów prezydent elekt zapowiedział, że nie cofnie się przed swoimi obietnicami umocnienia granicy z Meksykiem oraz budowie muru, a także wydalenia z kraju nielegalnych imigrantów z kryminalną przeszłością (mowa tu nawet o liczbie od 2 do 3 mln osób).

Można też spekulować o tym, jak może wyglądać polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych w najbliższych kilku latach. Na razie Trump powiedział w jednym z wywiadów, że dostał „piękny” list gratulacyjny od Putina. Czy to oznacza zacieśnienie więzów na linii USA-Rosja? Bardzo możliwe, bo już przed wyborami Amerykanin wypowiadał się o rosyjskim prezydencie w pozytywnych słowach.

Trump wypowiedział się także na temat wojny syryjskiej – zasugerował jednak, że wsparcie dla tamtejszej opozycji może wkrótce się skończyć. – Wspieramy rebeliantów walczących z Syrią, a nie mamy pojęcia kim są ci ludzie – powiedział. Zasugerował też, że będzie dążyć do likwidacji Państwa Islamskiego, ale niekoniecznie do odsunięcia od władzy prezydenta Baszara Asada (u boku którego stoi Rosja). Prezydent elekt zapowiada też, że „zamierza osiągnąć porozumienie, które wydaje się niemożliwe”. Chodzi tu o nierozwiązany od lat konflikt izraelsko-palestyński. Gdyby to mu się udało, mógłby pewnie liczyć na Nobla.

Relacje z Europą

Co wybór Trumpa oznacza dla Europy? Czy można się spodziewać zmiany na linii USA-UE? – Wybór oraz jego konsekwencje należy widzieć z dwóch punktów widzenia, które niekoniecznie są ze sobą zbieżne. Po pierwsze, konsekwencje polityki międzynarodowej można oceniać poprzez pryzmat wyborczych zapowiedzi Donalda Trumpa; po drugie, poprzez pryzmat całokształtu stosunków międzynarodowych – mówi Adam Jaskulski z wydziału nauk politycznych i dziennikarstwa Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Co to w praktyce oznacza? – Trump w kampanii wskazywał na konieczność ograniczenia zaangażowania USA w tej części świata, w tym w ramach NATO. Dodatkowo wspominał o konieczności odprężenia w stosunkach z Rosją oraz uznania stanu faktycznego w zakresie obecnej sytuacji na Ukrainie. W przypadku Polski pojawiła się zapowiedź natychmiastowego zniesienia wiz dla Polaków podróżujących do USA – przypomina.

– Rzeczywistość polityczna jest znacznie bardziej skomplikowana niż hasła z kampanii wyborczej. Po pierwsze, Trump ograniczony będzie koniecznością współpracy z Kongresem. Choć większość w obu izbach posiadają republikanie, to jak wiemy z okresu kampanii wyborczej, Trump miał ogromne problemy z poparciem w swojej własnej partii. Po drugie, jeśli chodzi o zaangażowanie militarne USA w Europie, Europie Wschodniej i NATO, to jednak administracja prezydenta będzie poddawana znacznym naciskom ze strony lobby militarnego, a nic tak nie sprzyja jego rozwojowi jak zwiększanie stanu armii, wysyłanie jej w rejony ognisk zapalnych czy konfliktów zbrojnych. To dlatego trudno jest określić, jakie zmiany czekają relacje transatlantyckie oraz stricte relacje z Polską przez kolejne cztery lata – komentuje dr Jaskulski.

Z całą pewnością trudno też zakładać, jak będzie rozwijać się amerykańska gospodarka pod rządami Trumpa. – W przypadku relacji handlowych, kluczowe dziś są negocjacje TTIP (porozumienie negocjowane od 2013 r., którego głównym celem jest utworzenie strefy wolnego handlu pomiędzy USA a UE – przyp. red.), jednakże z wypowiedzi Trumpa wynika chęć powrotu do protekcjonalizmu w handlu międzynarodowym w celu ochrony i odbudowy amerykańskiego przemysłu. A więc można oczekiwać zarzucenia tych rozmów, a nawet, idąc dalej, wprowadzenia nowych ograniczeń i ochłodzenia stosunków handlowych – tłumaczy dr Jaskulski. Tu jednak także nie można być pewnym niczego, bo republikanie nie popierają ograniczeń w wymianie handlowej.

„Gospodarka, głupcze” – powtarzał Bill Clinton, jeden z poprzedników Trumpa na tym stanowisku. Czy o tej wskazówce będzie pamiętał przyszły prezydent? Bardzo prawdopodobne, zwłaszcza jeśli spojrzymy na to, jak pewnie czuje się on w świecie biznesu i pieniądza. Na razie ma potężnego sojusznika w postaci… giełdy. Ta, choć tuż po ogłoszeniu wyników, zareagowała spadkiem wartości dolara, po kilku dniach się uspokoiła, by za chwilę odrobić wszelkie straty. Co więcej, w pewnym momencie dolar był najdroższy od czerwca.

Czy to oznacza, że teraz dolar będzie tylko rósł w siłę? Nie – bo tak jak nie można z całą pewnością przewidzieć kursu walut, tak nie można być pewnym, od czego swoją prezydenturę zacznie Donald Trump. Nie można być też pewnym, jak na jego decyzję będą reagować światowe rynki czy światowi przywódcy. A już na pewno nie można przewidzieć  tego, jak może zmienić się układ sił na świecie.

Joanna Szmatuła